Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Wszewilki naszego jutra - czyli
poprzez marzenia ku lepszej rzeczywistości
(dwujęzycznie, po angielsku For English version click on this flag i polsku Dla polskiej wersji kliknij na ta flage)
Zaktualizowano:
21 kwietnia 2017 roku

Najnowsza aktualizacja: udoskonalenie punktu #C4.8


Menu 1:

(Wybór języka:)


(Organizujące:)

Strona główna

Skorowidz

Menu 2

Menu 4

FAQ

Tekst [11] w PDF


(Polskie tutaj:)

Wszewilki jutra

Wszewilki jutra w PDF

Źródłowa replika tej strony

Wszewilki

Wieś Stawczyk

Zwiedzaj Wszewilki i Milicz

Zlot "Wszewilki-2007"

Unieważniony Zjazd "2007"

Poprzedni Zlot "2006"

Raport Zlotu "2006"

Miasto Milicz

Bitwa o Milicz

Św. Andrzej Bobola

Liceum Ogólnokształcące w Miliczu

Klasa Pani Hass z LO Milicz

Wrocław

Malbork

Korea

Energia słoneczna

Darmowa energia

Telekinetyczne ogniwo

Grzałka soniczna

Telekinetyka

Samochody bez spalin

Telekineza

Strefa wolna od telekinezy

Telepatia

Trzęsienia ziemi

Sejsmograf

Artyfakt

Koncept Dipolarnej Grawitacji

Totalizm

Pasożytnictwo

Karma

Prawa moralne

Nirwana

Dowód na duszę

Wehikuły czasu

Nieśmiertelność

Napędy

Magnokraft

Komora oscylacyjna

Militarne użycie magnokraftu

Tapanui

Nowa Zelandia

Atrakcje Nowej Zelandii

Dowody działań UFO na Ziemi

Fotografie UFO

Chmury-UFO

Bandyci wśród nas

Tornado

Huragany

Katrina

Lawiny ziemne

Zburzenie hali w Katowicach

Ludobójcy

26ty dzień

Petone

Przepowiednie

Plaga

Podmieńcy

WTC

Columbia

Kosmici

UFOnauci

Formalny dowód na istnienie UFO

Zło

Antychryst

O Bogu naukowo

Dowód na istnienie Boga

Metody Boga

Biblia

Wolna wola

Prawda

Dr Pająk portfolio

O mnie (dr inż. Jan Pająk)

Starsze "o mnie"

Poszukuję pracy

Aleksander Możajski

Świnka z chińskiego zodiaku

Zdjęcia ozdobnych świnek

Radości po 60-tce

Kuramina

Uzdrawianie

Owoce tropiku

Owoce w folklorze

Postępowanie z żywnością

Ewolucja ludzi

Wszystko-w-jednym

Grecka klawiatura

Rosyjska klawiatura

Rozwiązanie kostki Rubika 3x3=9

Rozwiązanie kostki Rubika 4x4=16

Playlisty Jana (tylko pod "Google Chrome")

Instrukcja do playlist

Wrocław

Malbork

Milicz

Bitwa o Milicz

Św. Andrzej Bobola

Liceum Ogólnokształcące w Miliczu

Klasa Pani Hass z LO Milicz

Absolwenci PWr 1970

Nasz rok

Wykłady 1999

Wykłady 2001

Wykłady 2004

Wykłady 2007

Wieś Cielcza

Wieś Stawczyk

Wszewilki

Zwiedzaj Wszewilki i Milicz

Wszewilki jutra

Zlot "Wszewilki-2007"

Unieważniony Zjazd "2007"

Poprzedni Zlot "2006"

Raport Zlotu "2006"

Korea

Hosta

Lepsza ludzkość

Pająk do sejmu NZ 2014

Pajak na Prezydenta 2015

Pajak na Prezydenta 2020

Pajak dla prezydentury 2020

Partia totalizmu

Statut partii totalizmu

FAQ - częste pytania

Replikuj

Memoriał

Sabotaże

Skorowidz

Menu 2

Menu 4

Źródłowa replika strony menu

Tekst [11] w PDF

Tekst [10] w PDF

Tekst [8p/2]

Tekst [8p]

Tekst [7]

Tekst [7/2]

Tekst [7b]

Tekst [6/2]

[5/4]: 1, 2, 3

Tekst [4c]: 1, 2, 3

Tekst [4b]

Tekst [3b]

Tekst [2]

[1/3]: 1, 2, 3

X tekst [1/4]

Monografia [1/4]:
P, 1, 2, 3, E, X

Monografia [1/5]

3

(English here:)

Wszewilki of tomorrow

Wszewilki of tomorrow in PDF

Source replica of this page

Wszewilki

Village Stawczyk

Milicz

Battle of Milicz

St. Andrea Bobola

Wrocław

Malbork

Korea

Solar energy

Free energy

Telekinetic cell

Sonic boiler

Telekinetics

Zero pollution cars

Telekinesis

Telekinesis Free Zone

Telepathy

Earthquake

Seismograph

Artefact

Concept of Dipolar Gravity

Totalizm

Parasitism

Karma

Moral laws

Nirvana

Proof of soul

Time vehicles

Immortality

Propulsion

Magnocraft

Oscillatory Chamber

Military use of magnocraft

Tapanui

New Zealand

New Zealand attractions

Evidence of UFO activities

UFO photographs

Cloud-UFOs

Bandits amongst us

Tornado

Hurricanes

Katrina

Landslides

Demolition of hall in Katowice

Predators

26th day

Petone

Prophecies

Plague

Changelings

WTC

Columbia

Aliens

UFOnauts

Formal proof for the existence of UFOs

Evil

Antichrist

About God

Proof for the existence of God

God's methods

The Bible

Free will

Truth

Dr Pajak portfolio

About me (Dr Eng. Jan Pajak)

Old "about me"

My job search

Aleksander Możajski

Pigs from Chinese zodiac

Pigs Photos

Healing

Tropical fruit

Fruit folklore

Food handling

Evolution of humans

All-in-one

Greek keyboard

Russian keyboard

Solving Rubik's cube 3x3=9

Solving Rubik's cube 4x4=16

Jan's playlists (only under "Google Chrome")

Instruction of playlists

Wrocław

Malbork

Milicz

Battle of Milicz

St. Andrea Bobola

Village Cielcza

Village Stawczyk

Wszewilki

Wszewilki of tomorrow

Korea

Hosta

1964 class of Ms Hass in Milicz

TUWr graduates 1970

Lectures 1999

Lectures 2001

Lectures 2004

Lectures 2007

Better humanity

Pajak for parliament 2014

Pajak regarding 2017

Pajak for parliament 2017

Party of totalizm

Party of totalizm statute

FAQ - questions

Replicate

Memorial

Sabotages

Index of content with links

Menu 2

Menu 4

Source replica of page menu

Text [11] in PDF

Text [8e/2]

Text [8e]

Text [7]

Text [7/2]

Text [6/2]

Text [5/3]

Figs [5/3]

Text [2e]

Figures [2e]: 1, 2, 3

Text [1e]

Figures [1e]: 1, 2, 3

X text [1/4]

Monograph [1/4]:
E, 1, 2, 3, P, X

Monograph [1/5]


(По русски:)

Бог

Меню 2

Меню 4

Peпликa иcтoчникa этoй cтрaницы

Клавиатура


(Ελληνικά εδώ:)

Θεός

Επιλογές 2

Επιλογές 4

Αντίγραφο πηγής αυτής της σελίδας

Πληκτρολόγιο


(Hier auf Deutsch:)

Dr Pająk portfolio

Über mich

Freie Energie

Telekinesis

Moralische Gesetze

Totalizm

Menu 2

Menu 4

Quelreplica dieser Seite


(Aquí en espańol:)

Energía libre

Telekinesis

Leyes morales

Totalizm

Sobre mí

Menu 2

Menu 4

Reproducción de la fuente de esta página


(Ici en français:)

Énergie libre

Telekinesis

Lois morales

Totalizm

Au sujet de moi

Menu 2

Menu 4

Reproduction de source de cette page


(Qui in italiano:)

Energia libera

Telekinesis

Leggi morali

Totalizm

Circa me

Menu 2

Menu 4

Replica di fonte di questa pagina




Menu 2:

(Przesuwne)

(Oto wykaz wszystkich stron z TEGO serwera, w zestawieniu językowym - w 8 językach. Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij na nią aby ją uruchomić:)

Tu powinna być wyświetlona strona menu2.htm.

(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na "Menu 2".)



Menu 3: (Alternatywne adresy internetowe tej strony, np.:)

(Na darowanej płatnej domenie:)

pajak.org.nz

(Na płatnych serwerach:)

totalizm.pl

energia.sl.pl

totalizm.com.pl

totalizm.zensza.webd.pl

(Na darmowym hostingu z FTP:)

bobola.net78.net

cielcza.cba.pl

quake.hostami.me

telekinesis.esy.es

geocities.ws/immortality

(Stare bo rzadko aktualizowane:)

tornados2005.narod.ru

dhost.info/nirvana

morals.mypressonline.com

mozajski.freewebspace.com

pigs.20megsfree.com

totalism.50megs.com

totalizm.20fr.com

ufonauci.w.interia.pl




Menu 4:

(Przesuwne)

Oto wykaz adresów wszystkich totaliztycznych witryn działających w dniu aktualizacji tej strony. Pod każdym z owych adresów powinny być dostępne wszystkie totaliztyczne strony wyszczególnione w "Menu 1" i "Menu 2", włączajac w to również ich odmienne wersje językowe (tj. wersje w językach: polskim, angielskim, niemieckim, francuskim, hiszpańskim, włoskim, greckim i rosyjskim). Najpierw więc w poniższym okienku wybierz adres serwera z każdego masz zamiar skorzystać manipulując suwakami, potem kliknij na jego adres, kiedy zaś otworzy się strona reprezentująca ów serwer wówczas wybierz sobie z "Mednu 1" lub z "Menu 2" interesującą cię stronę i kliknij na nią aby ją uruchomić i przeglądnąć:

Tu powinna być wyświetlona strona menu.htm.

(Niniejszy wykaz daje się też wyświetlić z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na "Menu 4".)


Istnieje jedno miejsce na świecie, w którym marzenia się wypełniają. Miejscem tym jest niezwykła wieś Wszewilki (opisana dokładniej na odrębnej stronie). Ja osobiście wierzę, że powodem dla którego marzenia się tam wypełniają, jest że podczas pobytu we Wszewilkach doświadcza się tam "dotyku nadprzyrodzonego". Oczywiście, sceptycy powód ten zapewne wytłumaczyliby odmiennie. Przykładowo, że z powodu twardej rzeczywistości życia, a taże z uwagi na bliskość do natury, we Wszewilkach marzenia zawsze są realistyczne i zawsze twardo stoją one na ziemi. Z kolei ludzie wyrośli w ciężkich realiach owej wioski wbudowali w swój charakter umiejętność urzeczywistniania własnych marzeń. Jak by się powodu owego nie tłumaczyło, faktem jest że najważniejsze marzenia z Wszewilek zawsze się wypełniają. Dlatego za pośrednictwem tej strony chciałbym ujawnić co mi osobiście się marzy dla samych Wszewilek. Znaczy, jak w moich marzeniach wygląda przyszłość owej wioski. Przyszłość ta wysyntezowała się bowiem wyraźnie w moim umyśle z owych licznych podróży po świecie jakie bez przerwy odbywam, oraz jakie pozwoliły mi odnotować to co w życiu jest najważniejsze. Pisząc tą stronę wierzę również, że poprzez ujawnienie tych swoich marzeń spowoduję iż w przyszłości przynajmniej ich część zdoła także kiedyś się wypełnić - co zresztą potwierdza moja "podróż do przyszłości" opisana w punkcie #J3 tej strony. Ponadto wierzę, że poprzez wyjaśnienie tutaj jak mogłaby wyglądać przyszłość Wszewilek, stworzę mieszkańcom tej wioski jakiś dalekosiężny cel, ku osiągnięciu którego mogą teraz zacząć systematycznie zdążać i pracować.


Część #A: Informacje wprowadzające tej strony:

      

#A1. Dlaczego warto pomarzyć o lepszym jutrze dla Wszewilek:

       Niektórzy mawiają, że kiedy ktoś osiąga sukces życiowy, inspiracją i siłą motoryczną dla działania zawsze najpierw były jego marzenia. Wszakże zanim zaczniemy do czegoś zdążać, najpierw musimy stworzyć sobie w umyśle obraz tego co zamierzamy. Na dodatek, we Wszewilkach marzenia zawsze się wypełniają. Warto więc abyśmy wspólnie pomarzyli teraz o szczęśliwszym jutrze dla tej wioski. W ten sposób z jednej strony wyzwolimy nadprzyrodzone moce które urzeczywistniają marzenia podjęte we Wszewilkach. Z drugiej zaś strony, poprzez ustanowienie sobie wyraźnego celu w jakim warto zdążać oraz obrazu tego co chcemy osiągnąć, wszyscy zaczniemy teraz podświadomie zmierzać do ich urzeczywistnienia.


#A2. Aby się rozwijać trzeba mieć wizję na przyszłość (czyli marzenie) - ta strona jest właśnie taką wizją dla Wszewilek, Milicza, Sławoszewic, oraz innych okolicznych miejscowości:

       Ludzie którzy nie mają wizji na swoją przyszłość, a także instytucje bez wizji, po prostu żyją z dnia na dzień. Jako więc tacy, po prostu się kurczą. Aby móc się rozwijać, trzeba mieć wizję. Ta strona jest więc rodzajem wizji dla Wszewilek oraz dla innych miejscowości z okolic Milicza.


#A3. Symbolika tej strony - jej opublikowanie z okazji spełnienia się kolejnego mojego dziecięcego marzenia z Wszewilek - tj. zasłużenia na uzyskanie pełnej profesury uniwersyteckiej:

Motto: "Raz profesor, zawsze profesor."

       Niniejszą stronę opublikowałem w marcu 2007 roku z bardzo dla mnie ważniej okazji. Mianowicie, w owym roku wypełniło się kolejne z moich dziecięcych marzeń zaistniałych we Wszewilkach jeszcze w czasach swego dzieciństwa. Po raz pierwszy w życiu zostałem wówczas pełnym profesorem na renomowanym uniwersytecie.
       Po więcej informacji na temat owej mojej profesury - patrz punkt #K3 przy końcu niniejszej strony.


#A4. Wypełnienie się każdego marzenia wymaga spełnienia wielu warunków - między innymi obejmujących pokonanie całego szeregu przeszkód:

       Żadne marzenia NIE wypełniają się same. To my ludzie je wypełniamy. Abyśmy jednak mogli je wypełnić, typowo musimy pokonać wiele przeszkód stających na swej drodze. Przeszkody te są zaś nam stwarzane dla istotnych powodów.
       Po więcej informacji na temat powodów zaistnienia przeszkód i naszego ich pokonywania zawiera punkt #K4 przy końcu niniejszej strony.


#A5. Jaki jest cel tej strony o marzeniach na temat przyszłości Wszewilek oraz przyszłości pobliskich Sławoszewic i Milicza:

       Cel tej strony jest bardzo prosty. Mianowicie za jej pośrednictwem chciałbym ujawnić czytelnikowi (1) o czym warto marzyć dla Wszewilek - czyli co we Wszewilkach oraz okolicznych miejscowościach jest warte osiągania, (2) co by się stało gdyby mieszkańcy Wszewilek oraz okolicznych miejscowości wspólnym wysiłkiem zdołali zrealizować te marzenia, oraz (3) jak z grubsza należałoby się zabrać za realizowanie tych marzeń. W ten sposób niniejsza strona wskazuje cele działań, jakich osiągnięcie jest możliwe - jeśli tylko mieszkańcy Wszewilek i okolicznych miejscowości włożą w nie odrobinę serca i determinacji. Oczywiście, poza nimi samymi nikt inny dla nich owych celów nie zrealizuje. Z kolei jeśli faktycznie zdołają się zmobilizować do osiągnięcia tychże celów, wówczas czekają ich określone nagrody moralne, w rodzaju zamożnego i szczęśliwego życia, uznania i poważania innych, sławy, autorytetu, itp.
       Wszystko w sprawie Wszewilek rozwija się obecnie w sposób publiczny. Wioska ta jest obecnie wszakże dyskretnie obserwowana i analizowana praktycznie przez cały świat. Przykładowo, kiedy w 2006 roku w wyborach samorządowych Gminy w Miliczu jacyś UFOnauci-podmieńcy "podłożyli świnię" kandydatowi reprezentującemu interesy Wszewilek, wówczas sprawa owej machlojki wyborczej dyskutowana była po cichu nie tylko w całej Polsce, ale praktycznie i na całym świecie. Czytelnik ma więc szansę osobistego sprawdzania co jakiś czas jak sprawy owej wsi tam postępują do przodu. Wszewilki zaczynają też gromadzić, a nawet już posiadają, dobrą dokumentację fotograficzną dostępną za pośrednictwem internetu. Jeśli więc mieszkańcy Wszewilek i okolicznych miejscowości zdecydują się podjąć realizację wskazywanych tutaj celów, wówczas będzie istniała wizualna kronika stopniowych transformacji jakim poddawane są owe miejscowości.
       Aczkolwiek z przyczyn sentymentalnych wieś Wszewilki jest centralną miejscowością której dedykuję opis zaprezentowanych tutaj marzeń o przyszłości, faktycznie wszystko co tutaj opisuję bezpośrednio dotyczy aż kilku miejscowości. Wszakże w przypadku osiągnięcia celów jakie tu wyjaśniam, korzyści odniosą zarówno miasto Milicz, jak wsi Sławoszewice i Wszewilki, a także cały szereg miejscowości je otaczających, takich jak Stawiec, Pomorsko, Godnowo, Duchowo, Karłowo, itp. Stąd chociaż to co tutaj opisuję z przyczyn sentymentalnych nazywam marzeniami dla wsi Wszewilki, faktycznie są to marzenia dla całego tamtego regionu i dla wszystkich zamieszkujących ów region ludzi.


Część #B: Dostęp i obieg są kluczami do zasobności i szczęścia - wepnijmy więc Wszewilki i Milicz w drogowy obwód zamknięty oraz połączmy je razem okrężnym autobusem miejskim "8" (tj. "ósemka" lub "orbiter"):

       Tak! Chodzi tutaj o odbudowanie owego brakującego odcinka dawnego "Bursztynowego Szlaku" który aż do czasu budowy kolei żelaznej istniał pomiędzy Wszewilkami i Sławoszewicami. Z chwilą zaś kiedy ów odcinek drogi domykający obieg energii "chi" będzie gotowy - przyjdzie czas na puszczenie milickiego autobusu miejskiego po owym odbudowanym odcinku historycznej drogi. Autobus ten bez przerwy podążałby po trasie okrężnej, podobnej do trasy tramwaju "zerówka" z miasta Wrocławia. W ten sposób uformowałby on obieg energii "chi" po obwodzie zamkniętym. To zaś, zgodnie z regułami "Feng Shui" spowodowałoby wyłapanie i zatrzymanie przy Miliczu, Wszewilkach, oraz Sławoszewicach, zamożności i szczęścia które dotychczas ulatniały się z owych miejscowości.


#B1. Dlaczego zgodnie z chińskim "Feng Shui", dla zaktywizowania Wszewilek i Milicza konieczna jest obwodnica powielająca historyczny "Bursztynowy Szlak", oraz okrężny autobus miejski "8" (tj. "ósemka" lub "orbiter") podążający po owej obwodnicy:

Motto: "Wszelkie moce natury służą ludziom tylko jeśli ci zdołają jakoś je przechwycić i skierować na cyrkulowanie po obwodzie zamkniętym. Na tej zasadzie działa elektryczność, radio, telewizja, silnik spalinowy, ogniwo telekinetyczne, lokomotywa, magnokraft, a nawet amerykański prom kosmiczny. Zgodnie ze starożytnym chińskim Feng Shui na tej zasadzie działa również zamożność, wzrost, szczęście osobiste, itp."

       Ciekawe czy czytelnik słyszał kiedyś o chińskim "Feng Shui". Nazwą ową opatrzona jest bowiem sekretna wiedza Chińczyków mająca swe korzenie w starożytności. Feng Shui wyjaśnia jakie fizykalne warunki muszą zostać spełnione, aby dane przedsięwzięcie ludzkie odniosło sukces. Na przekór więc, że wiedzy tej wcale NIE nauczają na jakimkolwiek oficjalnym uniwersytecie, w dzisiejszych czasach Chińczycy praktycznie nie podejmują żadnego działania bez uprzedniego skonsultowania swoich zamierzeń z kanonami owej wiedzy. Począwszy więc od umeblowania i konfiguracji swego mieszkania, poprzez zlokalizowanie domu, a kończąc na ustawieniu biurka w miejscu pracy oraz na zlokalizowaniu i konfiguracji samego przedsiębiorstwa, u Chińczyków wszystko to musi spełniać wymogi "Feng Shui". W przypadku niewielkiej istotności danej sprawy, realizowana jest ona przez Chińczyków w zgodzie z ich osobistą znajomością kanonów "Feng Shui". Jednak dla co bardziej istotnych przedsięwzięć, wszystko jest wręcz urzeczywistniane dopiero po uprzednim skonsultowaniu jakiegoś znanego "mistrza Feng Shui". Ja przez długi czas mieszkałem wśród Chińczyków. Wśród grona moich bliskich przyjaciół znajduje się także kilku mistrzów Feng Shui. Miałem więc sporo okazji aby poznać podstawowe kanony owej tajemniczej wiedzy. Po bliższym poznaniu okazuje się, że dawna wiedza o Feng Shui jest dosyć klarowna i logiczna. Bazuje ona bowiem na obiegach nieznanych oficjalnej nauce ludzkiej rodzajów energii, które Chińczycy nazywają ogólną nazwą "chi". Owe energie "chi" zachowują się przy tym jak wszystkie inne rodzaje energii. Tyle tylko że są one inteligentne, oraz że przenoszą sobą najróżniejsze pozamaterialne wartości, takie jak powodzenie, szczęście, sukces, moc, wytrwałość, zdrowie, itp. Jedyny problem z ową energią "chi", że faktycznie wcale nie jest to jednorodny rodzaj energii, takiej jak np. znana nauce energia elektryczna czy energia fal głosowych. Faktycznie bowiem "chi" jest mieszaniną całego szeregu energii, część z których ma korzystny wpływ, część zaś niekorzystny. Każda też konfiguracja powoduje nieco różniące się zachowania każdej z owych odmiennych składowych energii "chi".
       Domyślam się że w Polsce niewielu ludzi wierzy owej starożytnej wiedzy Chińczyków zwanej "Feng Shui". Tym jednak czytelnikom którzy nie wierzą w owe "Feng Shui" chciałbym tutaj uświadomić, że przykładowo dwa stare polskie miasta i jedna prastara wieś, których konfigurację osobiście badałem i o których wiadomo że w przeszłości osiągnęły one znaczny sukces i zamożność, faktycznie budowane były zgodnie z zasadami Feng Shui. Miastami tymi był dawny Malbork oraz dawny Milicz, zaś wsią tą były dawne Wszewilki i dzisiejszy Stawczyk (które obie, aż do 1875 roku były jedną wsią). Co jeszcze ciekawsze, znaczenie i zamożność owych miast i wsi upadły z chwilą kiedy przez jakieś historyczne zdarzenia zburzona w nich została owa gwarantująca sukces konfiguracja zgodna ze wskazaniami Feng Shui. Przykładowo, w odniesieniu do miasta Milicza i wsi Wszewilki początkiem upadku ich roli i zamożności było zbudowanie linii kolejowej w 1875 roku. Linia ta bowiem jak ostrze stalowego noża przecięła i wykrwawiła poprzednie przebiegi arterii które zabezpieczały korzystne obiegi energii "chi".
       Wracając jednak do obiegów energii "chi" oraz do ich zgodnymi z zasadami Feng Shui, to w chwili obecnej zarówno wieś Wszewilki i wieś Sławoszewice, jak i pobliskie miasto Milicz, wszystkie one leżą "przy przelotowych drogach". Znaczy, są one tak zlokalizowane, że jeśli ktoś do nich zagląda, czyni to tylko jakby "po drodze" - kiedy faktycznie zdąża zupełnie gdzie indziej. Faktycznie więc, zgodnie ze stwierdzeniami starożytnej chińskiej wiedzy "Feng Shui", szczęście i zasobność przepływają przez Wszewilki, Sławoszewice i Milicz, jednak nigdy nie zatrzymują się tam na stałe. Sytuację tą trzeba więc zmienić. Aby zaś ją zmienić trzeba jakoś uformować zamkniętą cyrkulację energii "chi". Ani wieś Wszewilki czy Sławoszewice, ani też miasto Milicz, same takie zamkniętej cyrkulacji energii "chi" nie są w stanie osiągnąć. Jednak jeśli te miejscowości połączą swoje wysiłki, wówczas razem stworzą taką zamkniętą cyrkulację dla energii "chi". Wystarczy bowiem, aby w tym celu miejscowości te zbudowały razem krótki odcinek drogi bitej pomiędzy Wszewilkami i Sławoszewicami. Droga ta odtwarzałaby przebiegający kiedyś pomiędzy owymi miejscowościami odcinek tzw. "Bursztynowego Szlaku". Z kolei ukończenie owej drogi, w połączeniu z drogami które już obecnie tam istnieją, stworzyłoby rodzaj zamkniętej obwodnicy. Obwodnica ta wiodłaby z Milicza do Wszewilek, potem z Wszewilek do Sławoszewic - wzdłuż owego nowo odbudowanego odcinka starego "Bursztynowego Szlaku", w końcu ze Sławoszewic ponownie do Milicza. Kiedy zaś po obwodnicy tej puściłoby się okrężny autobus miejski "8" (tj. "ósemka", który można też przyszłościowo nazwać "orbiter"), ludzie którzy zaczęliby używać owego autobusu wymusiliby okrężne cyrkulowanie energii "chi" po tymże obwodzie zamkniętym. Z kolei owo zamkniete cyrkulowanie energii "chi" zaczęłoby przechwytywać szczęście i zasobność które dotychczas jedynie przepływały przez owe miejscowości, oraz spowodowałoby że te poszukiwane jakości życiowe ponownie zadomowiłyby się na stałe we Wszewilkach, Sławoszewicach i Miliczu.
       Odnotuj że ów autobus "8" (tj. "ósemka" albo "orbiter") byłby milickim odpowiednikiem dla wrocławskiego tramwaju "0" (tj. "zerówka"). Jego numer, podobnie jak numer "zerówki", też implikowałby krążenie po obwodzie zamkniętym. W przeciwieństwie jednak do cyfry 0 , numerologicznie cyfra 8 posiada znacznie korzystniejszą symbolikę. Osiem oznacza bowiem m.in. "zasobność", "sławę", "ruch napędowy" i "nieskończoność". Dlatego z powodów symbolicznych autobus ten należałoby nazwać właśnie "8" (tj. "ósemką" albo "orbiterem") - nawet jeśli Milicz będzie miał tylko tą jedną linię autobusów miejskich.
       W tym miejscu warto sobie przypomnieć, że opisywana tutaj droga okrężna historycznie już istniała. Została ona zniszczona dopiero w czasie budowy psującej wszystko kolei żelaznej przez Milicz. Jej fragmenty opisane są na stronach o Wszewilkach oraz o zwiedzaniu Wszewilek i Milicza. Co jednak jest tu najbardziej intrygujące, to że aż do chwili zniszczenia opisywanej tutaj historycznej drogi okrężnej wokół Milicza, Wszewilek i Sławoszewic, wszystkie te miejscowości cieszyły się znaczeniem, autorytetem, zamożnością, oraz szczęściem ich mieszkańców. Z kolei po zniszczeniu owej drogi okrężnej, oraz po upadku mostu na Baryczy (tego przy starym młynie wodnym w pobliżu dzisiejszej tamy), zamożność, stabilność i szczęście nagle opuściły te miejscowości. Czas więc aby przywrócić ową drogę, przywrócić jej częste użytkowanie przez ludzi, a tym samym przywrócić zamożność, stabilność i szczęście do Milicza, Wszewilek i Sławoszewic.
       Powyższa rekomendacja budowy drogi okrężnej zainspirowana została moją znajomością Feng Shui, nabytą w licznych podróżach po świecie. To właśnie Feng Shui stwierdza bowiem, że Milicz, Wszewilki i Sławoszewice powinny stworzyć razem okrężną drogę bitą, oraz uruchomić po tej drodze okrężną linię autobusów miejskich "8" (tj. "ósemka") - typu wrocławska "0" (tj. "zerówka"). Jednak po tym jak owo inspirujące działanie Feng Shui wskazało już co należy uczynić aby przywrócić zamożność do owych miejscowości, można teraz zapytać naszą logikę oraz znajomość ekonomii, aby wybadać czy wskazania te są poprawne. Jak też się okazuje, logika i zwykła ekonomia potwierdzają, że to co Feng Shui zaleciło, faktycznie wniesie wymagane ożywienie i sukces. Owe analizy logiczne tego samego przedsięwzięcia (tj. budowy drogi i powołania autobusu miejskiego) przytoczę w dalszych punktach tej strony. Tak nawiasem mówiąc, nawet jeśli się zapomni, że to właśnie z owej wiedzy Feng Shui wywodzi się zamożność i powodzenie Chińczyków trwające już tysiące lat, ciągle zwykła analiza logiczna omawianej tu drogi okrężnej i linii autobusowej potwierdza, że bezsprzecznie wniosą one poważne ożywienie gospodarcze oraz zamożność do przylegających do nich miejscowości.


#B2. Jak i dlaczego Wszewilki, Stawczyk i Milicz skorzystają z okrężnego autobusu miejskiego "8" (tj. "ósemka"):

       Oczywiście, nawet jesli pominie się nadprzyrodzone i tajemnicze działanie chińskiego "Feng Shui", ciągle zapięcie brakującego odcinka okrężnej drogi wokół Milicza, oraz puszczenie autobusu miejskiego przez tą drogę, musi spowodować raptowne ożywienie gospodarcze wszystkich miejscowości przez które owa obwodnica i miejska linia autobusowa będą wiodły. Wszakże zgodnie z dzisiejszą znajmością ekonomii, takie otworzenie okrężnej trasy komunikacji miejskiej otworzy opłacalność dla wymiany dóbr i robocizny pomiędzy wszystkimi tymi miejscowościami. Po trasie tej do Milicza zaczną napływać produkty rolne z Wszewilek, Stawczyka i Sławoszewic. Z kolei robocizna i ekspertyza zaczną napływać do Stawczyka, Wszewilek i Sławoszewic z owego Milicza. W rezultacie nagle zacznie się dziać coś czego te miejscowości nie przeżywały już od czasów zamknięcia "Bursztynowego Szlaku". Na dodatek, z ożywienia będą korzystały wszystkie miejscowości pobliskie do tychże trzech, a więc Stawiec, Pomorsko, Godnowo, Duchowo, Karłowo, itp.


#B3. Jaka byłaby przyszła trasa okrężnego autobusu "8" (tj. "ósemka"):

       Milicki autobus miejski okrężnej linii "8" (tj. "ósemka") powinien posiadać przystanki przy każdym miejscu w jakim istnieje najwyższe prawdopodobieństwo gromadzenia się potencjalnych pasażerów. Przykładowo w samych Wszewilkach powinien on mieć przystanki zaraz na wlocie do Wszewilek (czyli przy skrzyżowaniu z ul. Krotoszyńską), w okolicach "ogrodu krasnoludków" - tak aby mogli z niego korzystać również mieszkańcy przyszosowej części Stawca, koło wszewilkowskiej (dawnej) szkoły, przy młynie elektrycznym, w centrum zatorowego Stawczyka, przy boisku sportowym, oraz przy tamie na Baryczy. Z kolei w Sławoszewicach powinien on zatrzymywać się przy skrzyżowaniu historycznej drogi z Wszewilek do Duchowa z głowną ulicą Sławoszewic, oraz przy dworcu kolejowym. W końcu w Miliczu powienien mieć cały szereg przystanków, włączając w to obecne targowisko warzywne (dawne Łazienki), Szkoła Nr 1, Liceum Ogólnokształcące, dworzec autobusowy, rynek, a także początek ul. Krotoszyńskiej. Takie rozłożenie przystanków, w połączeniu z możliwie najniższą ceną biletów, gwarantowałoby popularność i powodzenie tego autobusu oraz usług jakie by on dostarczał ludności.


#B4. Budowa prostej drogi bitej ze Stawczyka do Sławoszewic oraz mostu wysokowodnego przez Barycz - czyli roboty publiczne które muszą zostać wykonane aby urzeczywistnić ideę okrężnego autobusu "8" (tj. "ósemka") i ekonomicznie zaktywizować przy pomocy tego autobusu obszar Milicza, Wszewilek, Stawczyka i Sławoszewic:

Motto: "Niewiele dróg w Polsce odtwarza dawny przebieg tzw. 'Bursztynowego Szlaku'. Jeszcze mniej dróg zaprojektował profesor znanego Uniwersytetu z odwrotnej półkuli świata. Tymczasem proponowana tu droga z Wszewilek do Sławoszewic spełnia oba te warunki. Już choćby tylko dlatego jest ona warta aby ją zbudowano!"

       Aby jednak urzeczywistnić taki autobus miejski "8" (tj. "ósemka"), konieczne jest wybudowanie odcinka zupełnie nowej drogi która zastępowałaby sobą obecnie już całkowicie zniszczony odcinek starego "Bursztynowego Szlaku" jaki kiedyś istniał pomiędzy obecnymi Wszewilkami-Stawczykiem, a obecnymi Sławoszewicami. Oczywiście, ów oryginalny historyczny odcinek "Bursztynowego Szlaku" wił się zygzakami przez obszary które obecnie stały się już bezdrożami. Przykładowo, przebiegał on przez obszar przy tamie na Baryczy który obecnie zalany jest już stawem. Poza Baryczą wił się też pomiędzy stojącymi tam kiedyś śpichlerzami oraz okrągłymi stawkami do parkowania barek kursujących po milickiej Młynówce. Dlatego moim zdaniem, w chwili podjęcia budowy owego brakującego odcinka drogi, trzeba drogę tą wytyczyć od nowa. Ja proponowałbym aby przeprowadzić ją możliwie najprościej jak na to pozwoli jej komunikacyjne znaczenie, znaczy eliminując jej większość jej pradawnych zygzaków. Takie wyprostyowanie nadałoby jej również symboliczną wymowę jako metamorfozy dla rodzącego się właśnie Stawczyka przyszłości. Niestety, w miejscu gdzie ta nowo-budowana droga przecinałaby rzekę Barycz, konieczne byłoby albo zbudowanie nowego mostu wysokowodnego, albo też adaptowanie dla ruchu drogowego już istniejącego mostu na Baryczy - tak jak to pokazuje poniższa "Fot. #B4".

Fot. #B4 (U2 z [10])

Fot. #B4 (U2 z [10]): Zdjęcie jednogo z kilku mostów w Nowej Zelandii, które służą jednocześnie jako most drogowy dla samochodów oraz jako most kolejowy dla pociągów. Odnotuj na owym zdjęciu ciągle błyszczące (z powodu częstego używania) szyny linii kolejowej przebiegającej przez ów most. Ciekawostką takich mostów w Nowej Zelandii jest że nie ma przy nich nawet zwykłych szlabanów czy świateł które ostrzegałyby nadjeżdzające samochody że kolejny pociąg właśnie zbliża się do tego mostu. Mimo to, na mostach tych niemal że nie ma wypadków ani zderzeń pomiędzy pociągami i samochodami. Kierowcy po prostu wykazują na nich wymagany respekt dla pociągów i przejeżdżają przez nie szczególnie ostrożnie. (Kliknij na powyższe zdjęcie aby sobie je powiększyć.)
       Gdyby odrestaurowywany odcinek "bursztynowego szlaku" wiodący ze Stawczyka do Sławoszewic przeprowadzić wzdłuż torów kolejowych, wówczas tanim nakładem kosztów (na zasadzie podobnej do powyższej) możnaby wykorzystać dla ruchu drogowego już istniejące mosty kolejowe przez rzekę Barycz i przez Młynówkę. W takim przypadku ów odrestaurowywany odcinek "bursztynowego szlaku" dałoby się zbudować tanim kosztem nawet w "czynie społecznym" mieszkańców Stawczyka, Wszewilek, Sławoszewic i Milicza. Wszakże niemal wszystko co potrzebne do budowy takiej drogi jest już gotowe na miejscu. Znaczy, są już gotowe mosty. Jest też dostępny niewykorzystywany pas wolnej ziemi wiodącej wzdłuż już istniejących torów kolejowych. Na dodatek, w dzisiejszych czasach prawdopodobnie owe tory kolejowe są używane tylko z raz na dzień. Bez kłopotów możnaby więc przez mosty kolejowe zacząć puszczać również ruch drogowy.
* * *
Fot. #B5 (Kliknij na ten zielony link aby oglądnąć niniejszą ilustrację): Zdjęcie z ilustracji "Fot. #B5" pokazuje wygląd jeszcze jednego mostu Nowej Zelandii, który służy zarówno jako most drogowy dla transportu samochodowego, jak i most dla kolei żelaznej. Też odnotuj na owym zdjęciu ciągle błyszczące z powodu częstego używania szyny linii kolejowej przebiegającej przez ów most.


#B5. Jak praktycznie zrealizować budowę opisywanej tu taniej drogi bitej ze Stawczyka do Sławoszewic, przy dzisiejszym chronicznym braku funduszy:

Motto: "Bóg pomaga tym co pomagają sobie sami."

       Osobiście bez przerwy w życiu się przekonuję, że każda korzystna dla ludzi idea zawsze napotyka zaciekły opór reprezentantów tzw. mrocznych mocy. Ów opór przeciwników postępu nazwałem nawet "przekleństwem wynalazców" i opisałem go aż na kilku totaliztycznych stronach. (Po przykład jego opisu - patrz punkt #F1 ze strony o nazwie morals_pl.htm, punkt #H1.5 ze strony o nazwie newzealand_visit_pl.htm, punkt #G1 na stronie eco_cars_pl.htm, czy punkt #F1 na stronie rok.htm.) Dlatego kiedy racjonalnie myślący mieszkańcy Milicza, Wszewilek, Stawczyka i Sławoszewic, dostrzegą korzyści z proponowanej tu budowy drogi i postanowią drogę tą urzeczywistnić, wówczas otworzy się prawdziwe piekło. Dla znanych powodów natychmiast wtedy się zapewne okaże, że nie ma pieniędzy na taką budowę, a także że sporo wysoko postawionych dygnitarzy będzie przeciwnym jej zrealizowaniu.
       Na szczęście życie nas naucza że przeciwnościami wcale nie trzeba się zrażać. Wszakże zawsze się one pojawią, bez względu na to co nowego chciałoby się uczynić. Aby więc jakoś obejść naokoło problem z funduszami, proponuję aby drogę wstępnie zbudować w tzw. "czynie społecznym". W takim bowiem przypadku przestanie przeszkadzać największa "kłoda" jaką owe mroczne moce rzucą zapewne pod nogi temu projektowi, znaczy wymówka władz że "brak jest funduszy".
       Aby zbudować omawianą drogę w tzw. "czynie społecznym" istnieją aż dwie możliwości. Mianowicie najkorzystniejszy przebieg drogi dałoby się uzyskać gdyby zaprosić oddział saperów z najbliższej do Milicza jednostki wojsk inżynieryjnych, oraz podjąć z nimi umowę że ową drogę, a także most wysokowodny przez Barycz, dopomogą oni zbudować miejscowym ludziom w ramach swoich ćwiczeń i treningu. Wszakże saperzy mają zarówno wymagany sprzęt, jak i potrzebną ekspertyzę. Na dodatek, z czasów kiedy ja sam byłem saperem, doskonale do dzisiaj pamiętam, że najbardziej wnerwiało nas wówczas kiedy trenowaliśmy budowanie mostów i dróg, zaś natychmiast po ich zbudowaniu musieliśmy je z powrotem rozbierać. Głośno marzyliśmy wówczas, oraz dawaliśmy to znać naszym dowódcom, że preferowalibyśmy budowanie które będzie służyło dobru jakichś ludzi. Apelowaliśmy nawet do nich, aby dla następnej treningowej budowy znaleźli jakąś wioskę która faktycznie potrzebuje mostu i drogi, oraz abyśmy swój trening realizowali właśnie dla dobra takiej wioski. Oto więc jest okazja, aby dopomóc młodym saperom urzeczywistnienia takich właśnie życzeń, oraz pozwolić im praktykować budowanie mostu i drogi na przykładzie opisywanego tutaj brakującego odcinka obwodnicy odtwarzającej przebieg dawnego "bursztynowego szlaku".
       Oczywiście, jest też możliwe że owe siły wstecznictwa ponownie zwyciężą i uniemożliwią zaangażowanie saperów w budowę omawianej tutaj drogi z Wszewilek i Stawczyka poprzez Sławoszewice, do Milicza i z powrotem. W takim przypadku omawiana tu droga i most powinni być zbudowane w czynie społecznym przez samych mieszkańców Milicza, Wszewilek, Stawczyka oraz Sławoszewic. Wszakże wszyscy owi mieszkańcy będą z nich potem korzystali. Mogą więc zakasać rękawy i ją sobie zbudować. Przecież wszystko co potrzebne jest już na miejscu - tak jak to ilustruje "Fot. #B4" powyżej. Jedyne co jeszcze trzeba dodać, do trochę robót ziemnych i nawierzchniowych.
       Prawdopodobnie dla zainspirowania współzawodnictwa dobrze byłoby podzielić zadania podczas owej budowy - jeśli całość jej spadnie na barki mieszkańców Milicza, Wszewilek, Stawczyka i Sławoszewic. Faktycznie też, jeśli dobrze się zastanowić, to takiego sprawiedliwego podziału dokonała już sama natura (czyli Bóg). I tak, sam most przez Barycz i Młynówkę, oraz 125 metrowe przyczółki drogowe po obu stronach mostów razem ze zlokalizowanymi tam skrzyżowaniami, szablonami, oraz światłami ostrzegawczymi, budowaliby mieszkańcy Milicza. Wszakże przebudowa mostu i przyczółków wymaga najwyższych umiejętności, ekspertyzy, oraz sprzętu. Milicz zaś nimi dysponuje. Odcinek drogi od szosy przez Stawczyk aż do prawego (północnego) przyczółka mostowego budowaliby mieszkańcy Wszewilek i Stawczyka. Z kolei odcinek drogi od lewego (południowego) przyczółka mostowego aż do skrzyżowania z główną szosą przez Sławoszewice, włączając w to krótki łącznik pomiędzy mostami przez Barycz i Młynówkę, budowaliby mieszkańcy Sławoszewic. Oba owe odcinki są wszakże mniej więcej proporcjonalne do liczby mieszkańców i do możliwości technicznych tych wiosek.
       Jeśli droga ta będzie budowana w "czynie społecznym" - znaczy bez odgórnego dofinansowania, wówczas w pierwszym wydaniu wcale nie musi być doskonała. Znaczy wcale nie musi być pokryta asfaltem i mieć wszelkie udogodnienia czy chodniki. Wystarczy aby była twarda, równa i dobrze wyżwirowana, tak aby autobus mógł po niej bez trudu się poruszać. Taką zaś drogę albo zaproszeni saperzy, albo też sami mieszkańcy Milicza, Wszewilek, Stawczyka oraz Sławoszewic, są bez trudu w stanie początkowo zbudować. Po tym zaś jak droga ta zacznie okazywać się wysoce użyteczna, stopniowo będzie można poprawiać jej jakość i stan nawierzchni.


#B6. Dlaczego droga i most będą początkiem odnowy - zaś po ich zbudowaniu zaczną się wyraźne zmiany w życiu mieszkańców Milicza, Wszewilek, Stawczyka, Sławoszewic, oraz innych okolicznych miejscowości:

       Z chwilą kiedy opisywana tutaj droga zostanie urzeczywistniona, zaś pierwsze autobusy miejskie miasta Milicza zaczną po nie odbywać swoje regularne kursy, nagle się okaże że owo przedsięwzięcie zapoczątkowało odnowę owych miejscowości równocześnie następującą aż na całym szeregu frontów. Powody owej wielofrontowej odnowy będą jak następuje:
       (1) Stworzenie ową drogą i autobusem tzw. "infrastruktury" która będzie napędzała ożywienie gospodarcze tego obszaru. Łatwość dostępu i dobry transport są pierwotnymi wymogami każdego ożywienia. Kiedy więc te zostaną zrealizowane w opisywanych tu miejscowościach, ożywienie gospodarcze tego regionu będzie już tylko ich naturalną konsekwencją.
       (2) Naoczne przekonanie miejscowych ludzi, że marzenia są po to aby je urzeczywistniać. To zaś spowoduje, że wielu ludzi zacznie urzeczywistniać tam własne marzenia, dla których przedtem nie mieli albo odwagi, albo też inspiracji aby wdrażać je w życie.
       (3) Poznanie mocy zbiorowego wysiłku. W dzisiejszych czasach czcicieli telewizji i zjadaczy kanapek, ludzie zapomnieli jak potężną siłę stanowią jeśli zdołają się zdobyć na zbiorowy wysiłek. Omawiany tu projekt im to przypomni. Z kolei po poznaniu swej mocy, ludzie ci zaczną wdrażać cały szereg innych korzystnych dla siebie zamierzeń i reform.
       (4) Uzyskanie celu dla działań i życia. Wszakże po sukcesie z tym projektem, możliwe się stanie postawienie sobie jeszcze ambitniejszych projektów, oraz późniejsze ich zrealizowanie z sukcesem. To zaś z czasem zupełnie przetransformują dzisiejszy obszar tych miejscowości.
       (5) Otwarcie nowych terenów w okolicach Milicza pod zabudowę i pod intensywne zagospodarowanie. Faktycznie bowiem taka droga, jak i komunikacja miejska jaką droga ta otworzy, stworzą korzystną "infrastrukturę" jaka jest początkiem i zachętą dla inwestycji. Z kolei jeśli owa infrastruktura będzie już na miejscu, wówczas z całą pewnością znajdą się inwestorzy którzy zaczną tworzyć przemysł - a w ten sposób nowe miejsca pracy, którzy zainwestują w nowe osiedla mieszkalne, hotele, sklepy, itp.
       (6) Ustanowienie powodu dla upiększania i odmłodzenia Wszewilek - czyli do poprawy wyglądu owej wioski. Z kolei po poprawie jej wyglądu ludzie zaczną w tam żyć w zgodzie z tym nowym wyglądem.
       (7) Ujawnienie że Feng Shui faktycznie działa i faktycznie wprowadza odnotowalne zmiany do świata fizycznego. O tym że "Feng Shui" działa wie już każdy Chińczyk. Faktycznie to na obszarach zdominowanych przez Chińczyków każdy nowy bank, fabryka, czy budynek mieszkalny stawiane są obecnie w zgodzie ze stwierdzeniami mistrzów Feng Shui. To właśnie z tego powodu ekonomia Chińczyków tak ostatnio kwitnie. Czas więc aby również Polacy dowiedzieli się o korzyściach jakie zastosowanie Feng Shui jest wstanie im zabezpieczyć.
       (8) Pokazanie reszcie świata, że Milicz, Wszewilki i Sławoszewice faktycznie podjęły walkę o lepsze jutro dla siebie. W ten zaś sposób uzyskanie poparcia pozytywnych sił z reszty świata. Każdy sukces tych miejscowości będzie wszakże z najwyższym zainteresowaniem odnotowywany przez innych. Szczególnie że miejscowości te są już znane w świecie z kampanii wyniszczającej jaką przeciwko nim prowadzą w/w mroczne moce.


Część #C: Zintensyfikujmy i zróżnicujmy produkcję we Wszewilkach, tak aby owa wioska powróciła do swojej historycznej roli produktywnego poszerzenia Milicza:

      

#C1. Po stworzeniu dostępu i komunikacji czas na ożywienie gospodarcze, m.in. poprzez stworzenie miejscowego przemysłu:

       W dawnych czasach Wszewilki, Sławoszewice i Milicz stanowiły jeden kompleks wiejsko-miejski. W ostatnim jednak okresie prześladowań i napaści na owe miejscowości, ta ścisła gospodarcza współpraca jakoś się rozluźniła. Czas więc aby ją odnowić. Faktycznie to od najdawniejszych czasów Wszewilki i Sławoszewice stanowiły rodzaj dzielnic przemysłowych Milicza. Tyle tylko, że w czasach owych ostatnich prześladowań i napaści, ów "przemysł" Wszewilek i Sławoszewic ograniczył się wyłącznie do rolnictwa i do chałupniczej produkcji wyrobów rolnych. Obecnie ponownie więc warto pomyśleć o przywróceniu do Wszewilek i Sławoszewic także innych rodzajów produkcji. Wszakże ewentualne rozwinięcie tych miejscowości jako przemysłowych poszerzeń Milicza będzie gwarantowało zaplecze siły roboczej w formie mieszkańców Milicza chętnych do dojazdu do Wszewilek lub Sławoszewic nowo uformowaną linią miejskiego autobusu "8" (tj. "ósemka"). Z kolei obszar owych miejscowości dostarczy dogodnych warunków do lokalizowania najróżniejszych fabryczek i warsztatów produkcyjnych.


#C2. Przemysł który już obecnie posiada zaplecze we Wszewilkach, trzeba go jedynie stworzyć (tj. przetwórstwo "organicznych" produktów rolnych i leśnych, zielarstwo, turystyka, hotelarstwo):

       Wszewilki i Sławoszewice już obecnie dostarczają zaplecza dla całego szeregu przedsięwzięć produkcyjnych. Przykładowo, mają one bazę dla zorganizowania w nich przetwórstwa "organicznych" produktów rolnych i leśnych, zielarstwa, turystyki, hotelarstwa, oraz szeregu odmiennych branż. Jedyne co jest potrzebne to właśnie owa "infrastruktura" w formie transportu publicznego i dróg dojazdowych, która umożliwi komuś zainwestowanie tam w takie właśnie przetwórnie.


#C3. Przyszłe rodzaje przemysłu, dla których Wszewilki i inne okoliczne miejscowości już obecnie posiadają surowce (np. elektronika, optyka):

       Wszewilki leżą na istnym skarbie. Ogromnie mnie też dziwi że jak dotąd nikt nie zainwestował w pozyskiwanie tego skarbu. (Pewno powodem jest właśnie brak korzystnej infrastruktury o jakiej tutaj piszę.) Skarbem tym jest wspaniale czysty piasek kwarcowy Wszewilek i okolicy. Pokłady tego piasku są tam znaczącymi i to na skalę światową. Na bazie owego piasku możliwe jest więc otwarcie w okolicach Wszewilek całego szeregu przedsiębiorstw, szczególnie w zakresie bazującego na kwarcu przemysłu elektronicznego, wytwórni tak ostatnio poszukiwanych fotoogniw, czy produkcji soczewek i instrumentów optycznych. Jeśli infrastruktura i transport opisywane na tej stronie zostaną faktycznie tam zbudowane, jestem gotów się założyć, że koło Wszewilek wytwórnie tego typu zaczną wyrastać jak grzby po deszczu.


#C4. Moralne przesłanie nadziei, odnowy, harmonii z naturą, oraz awansu cywilizacyjnego, które powinno przebijać z rodzaju przemysłu umiejscawianego we Wszewilkach:

Motto: "Marzenia poparte działaniem mogą nawet Wszewilki zmienić w 'horyzonty postępu'."

       Wszewilki są szczególną wioską. Jeśli bowiem przeanalizować jej historię, wówczas się okazuje że w historii owej zawarty jest rodzaj moralnego przesłania do ludzkości. Przesłanie owo wyraża sobą ponadczasowe prawdy na temat wyzwalania się spod ucisku, zniewalania, wrogości, oraz niesprawiedliwości, na temat walki z prześladowaniami, odwagi, nadziei, czy odnowy, na temat wypełniania się marzeń, postępu, awansu cywlizacyjnego, itp. Dlatego jakikolwiek przemysł będzie kiedyś zapoczątkowany we Wszewilkach, wcale nie powinien to być po prostu dowolny budynek fabryczny z dużym kominem, który wytwarza tuzinkowe dobra a jednocześnie wypluwa z komina tony trującego ludzi dymu. Raczej powinien to być przemysł który pasował będzie do ducha Wszewilek oraz do owych ponadczasowych prawd jakie wioska ta sobą symbolizuje. Jednym z przykładów takiego przemysłu byłoby postulowane poprzednio wytwarzanie we Wszewilkach ogniw fotoelektrycznych których coraz szersze zastosowanie eliminuje z ziemskiej atmosfery wszelkie te dzisiejsze dymy i zanieczyszczenia. Aby zaś dać tutaj poznać czytelnikowi jakie dalsze rodzaje przemysłu byłyby wysoce odpowiednie dla symboliki i tradycji Wszewilek, poniżej opiszę skrótowo kilka ich następnych przykładów. W USA kiedyś powstała tzw. "Silicone Valley". Warto więc aby spróbować Wszewilki zamienić w "Horizons of Advancement" (of the Human Civilisation).


#C4.1. Montownia ogniw telekinetycznych:

       Dostatek taniej siły roboczej oraz dogodne położenie geograficzne Wszewilek powodują także, że w przypadku gdyby powstała tam opisywana tutaj infrastruktura, wówczas opłacałoby się w owej miejscowości inwestować w przemysł który wymaga dużo robocizny, a mało materiałów. Jednym z urządzeń technicznych które wnosi sobą ogromny awans cywilizacyjny ludzkości, a właśnie wypełnia warunek niewielkiego zapotrzebowania materiałowego przy jednocześnie dużym zapotrzebowaniu na robociznę, są tzw. ogniwa telekinetyczne. Szczerze mówiąc, gdyby mi kiedyś udało się urzeczywistnić ów mój własny wynalazek owych ogniw, nad którym pracuję już przez ostatnie 20 lat, wówczas montownię i sklep fabryczny owych ogniw niemal z całą pewnością chciałbym umiejscowić właśnie we Wszewilkach - oczywiście jeśli miejscowe mroczne moce nie zaczęłyby mi w tym zbyt mocno przeszkadzać.


#C4.2. Wytwórnia wiatraków pozyskujących wodę z powietrza:

       Każdy zapewne odnotował, że klimat Ziemi ostatnio raptownie się zmienia. Powody owej zmiany opisałem częściowo w punkcie #B16 strony internetowej o zniszczeniowych możliwościach wehikułów UFO. Jednym z następstw owej raptownej zmiany klimatu Ziemi jest że miejsca które kiedyś miały wodę, obecnie zamieniają się w wysuszoną pustynię. Tak właśnie dzieje się obecnie z Australią. W podobny też sposób w pustynię zamienia się północna część Afryki, wschodnia część Azji, oraz zachodnia część Ameryki Południowej. Owe wysychające obszary potrzebują wody aby podtrzymać życie zwierząt i ludzi. Woda jednak przestała tam spadać z deszczem. Jest ona ciągle obecna w powietrzu, jednak nie chce się już skraplać w formę deszczu. Tutaj więc rodzajem deski ratunkowej dla wysychającego świata może się stać wynalazek emeryta z przedmieścia Perth w Australii, o nazwisku Max Whisson. Mianowicie wynalazł on zmyślny wiatrak, a nawet zbudował już działający prototyp owego wiatraka. W wiatraku tym przepływ powietrza jest tak ciekawie zaprojektowany, że z powietrza tego odciągana jest woda. Zasada działania owego wiatraka jest nieco podobna do zasady urządzeń domowych zwanych dehumidifier, tyle że zamiast być napędzanym elektrycznością, jego napędem jest wiatr. Kiedy więc ów wiatrak obraca się napędzany siłą wiatru, do umieszczonego pod nim zbiornika czy koryta spływa z niego strumień czystej wody. Wodę tą mogą następnie pić mieszkający w pobliżu ludzie lub zwierzęta. Opis jego wynalazku zaprezentowany został w krótkim artykule "The windmill that produces water out of hot air" (tj. "Wiatrak który odciąga wodę z gorącego powietrza") jaki ukazał się na stronie B3 gazety The New Zealand Herald, wydanie datowane w środę (Wednesday), February 14, 2007.
       Owe wiatraki odciągające wodę z powietrza są bardzo proste w budowie. Mogą więc działać przez całe lata nie wymagając żadnej naprawy. Są też napędzane wiatrem, mogą więc pracować na zupełnej pustyni. Znaczy, noszą one wszelkie cechy aby stać się zbawienne dla suchych obszarów Ziemi.
       Z powodów wyjaśnionych dokładniej w punkcie #K3 odrębnej strony internetowej o nazwie fe_cell_pl.htm, na Ziemi działa złowieszcze przekleństwo wynalazców które uniemożliwia wdrażanie w życie wynalazków jakie w danym okresie czasu są najbardziej potrzebne ludzkości. Wszystko też wskazuje na to, że idea opisywanego tutaj "wiatraka pozyskującego wodę z powietrza" została również zablokowana przez owo złowieszcze "przekleństwo", a ściślej przez istoty które za nim się ukrywają. Z informacji bowiem które na temat tego wiatraka już obecnie zostały upowszechnione, wynika że jego losy przyjmują obrót doskonale mi znany z tragicznych losów telekinetycznej grzałki Peter'a Daysh Davey, opisanych w punkcie #4.3 strony internetowej o telekinetycznych generatorach darmowej energii. Przykładowo już obecnie na temat tego wiatraku rozpętana została w Australii kampania wyszydzania i zniechęcania, jaka jest niemal identyczna do podobnej kampanii kpin i zniechęcania jaką podmieńcy niedawno rozpętali w Polsce przeciwko ogniwom telekinetycznym mojego wynalazku. (UFOnauci używają właśnie takich kampanii kpin i oczerniania dla obracania co głupszych ludzi przeciwko temu co UFOnautom jest nie na rękę, a ponadto dla stwarzania swoim agentom kryjącym się po różnych ludzkich urzędach wymówki do oficjalnego blokowania co bardziej postępowych idei.) Najwyraźniej więc miejscowi reprezentanci szatańskich mocy już pracują intensywnie aby uniemożliwić wdrożenie do produkcji również i tego niezwykłego wiatraka. Dlatego ja osobiście uważam, że jeśli w Australii ów wiatrak nie potrafi się przebić przez rzucane mu pod nogi biurokratyczne kłody oraz zniechęcające szyderstwa, wówczas jego produkcja powinna być podjęta właśnie we Wszewilkach. Potem zaś gotowe takie wiatraki powinny być eksportowane z Wszewilek właśnie do Australii oraz do wszelkich innych miejsc na Ziemi w jakich są one desperacko potrzebne.
       Oczywiście, może się zdarzyć, że do owego odległego czasu zanim Wszewilki będą już gotowe do podjęcia produkcji tego wiatraka, jego emerytowanego wynalazcy nie będzie już wśród żyjących, zaś dokumentacja techniczna i prototypy wiatraka okażą się już nie do zdobycia. Jednak nawet i w takim przypadku ja ciągle wierzę że Wszewilki powinny kiedyś podjąć produkcję tego paląco potrzebnego na Ziemi urządzenia. Wszakże wiedząc o jego zasadzie działania, a także znając konstrukcję i działanie domowych "dehumidifiers", wiatrak ten łatwo powinien dać się zrekonstruować poprzez ponowne jego wynalezienie od nowa. Wszakże jedyne co konieczne aby go ponownie wynaleźć, to tak przerobić zasadę działania domowych "dehumidifiers" aby ich napęd pochodził od śmigła wiatraka - a nie od silnika elektrycznego. Wszewilki mają zaś wielu uzdolnionych technicznie i twórczych ludzi którzy bez trudu potrafią tego dokonać. Kiedy zaś wiatrak ten zostanie już zrekonstruowany i wdrożony do produkcji, zanim zacznie się jego eksport do Australii warto go nazwać "wiatrakiem Max's Whisson'a" - aby w ten sposób uhonorować jego twórcę który stał się kolejną ofiarą tych samych mrocznych mocy które kiedyś próbowały zniszczyć Wszewilki. Taki bowiem obrót spraw byłby ilustratywnym dowodem że sprawiedliwość jednak zawsze w końcu zatriumfuje.


#C4.3. Wytwórnia gumowej nawierzchni na chodniki:

       Z czasów kiedy nadal mieszkałem w Polsce pamiętam owe sterty zużytych opon samochodowych jakie zalegały każdy możliwy kąt jaki nadawał się na wysypisko śmieci. Opon owych nikt nie chciał. Nie nadawały się one praktycznie do niczego. Porzucone nie chciały też szybko gnić. Jeśli zaś ktoś je zapalił, zatruwały atmosferę czarnym, śmierdzącym, rakotwórczym dymem. Tymczasem w krajach południowo-wschodniej Azji dla opon owych znaleziono doskonałe zastosowanie. Mianowicie, rozcina się je maszynowo na drobne kosteczki. Dodaje koloru czerwonego albo niebieskiego aby ładnie wyglądały. Następnie wylewa się chodniki dla ludzi, a także nawierzchnie bieżni na stadionach, z miękkiej wykładziny gumowej jaka z nich jest wytwarzana. Chodzenie i bieganie po takich miękkich chodnikach jest bardzo zdrowe - nie nadwyręża ono bowiem stawów tak jak czyni to chodzenie po kamiennych lub betonowych chodnikach. Z kolei zużywanie starych opon z jakich chodniki te się wytwarza jest bardzo dobre dla naturalnego środowiska. Wszakże usuwa ono sterty opon które w przeciwnym wypadku by środowisko owo zanieczyszczały i zaśmiecały. Dlatego wytwórnia gumowej nawierzchni na chodniki wygląda jak rodzaj przemysłu który byłby wysoce odpowiedni dla totaliztycznej misji i charakteru Wszewilek. Ponadto jakieś środki rządowe by też zapewne zostały dodane aby pomóc rozwinąć ten przyjazny dla naturalnego środowiska przemysł.


#C4.4. Zacznijmy odnowę ludzkości od zrewolucjonizowania dystrybucji i sprzedaży płynów, tak mądrze przeprojektowując ich opakowania, aby np. plastykowe butelki z PTE po opróżnieniu natychmiast nadawały się do użycia w funkcji już gotowych segmentów-cegiełek budowlanych:

Motto: "Tylko uleganie niskim ludzkim wadom w rodzaju niemoralność, zachłanność, egoizm, brak dbałości o naturę i otoczenie, lenistwo, niedbałość, wywyższanie się nad innymi, prywata, zazdrość, ignorancja, itp., powoduje, że zamiast projektować i budować wszystko tak aby nadawało się to dla wielu celów naraz, niemal wszystko co ludzie obecnie produkują i budują nadaje się tylko do jednego celu."

       Ci z czytelników, którzy znają moje badania i publikacje, zapewne już wiedzą co ja badam szczególnie intensywnie począwszy od 2007 roku, znaczy począwszy od czasu kiedy opublikowałem swój formalny dowód naukowy, że "Bóg istnieje". Mianowicie, czytelnicy ci wiedzą, że począwszy od owego nawrotnego roku wiele swego wysiłku i czasu przeznaczam na empiryczne badania metod działania Boga. Głównym zaś wrażeniem i ustaleniem jakie wynoszę z tych badań i jakim często dzielę się ze swymi czytelnikami, jest zachwyt nad głębią przemyślenia i inteligencją wszystkiego co Bóg czyni. Przykładowo, każde działanie Boga ma to do siebie, iż osiąga ono aż cały szereg celów naraz, z których równocześnie jest w stanie korzystać wielu odmiennych ludzi. Doskonałą ilustracją takiego wielo-celowego działania Boga jest punkt #C6 na mojej stronie o nazwie soul_proof_pl.htm. Ujawnia on sposób na jaki wysoce inteligentne i dalekowzroczne wyjaśnienie w Biblii sprawy "wdmuchiwania" ludzkich dusz do ciał, pozwala Bogu osiągać aż cały szereg odmiennych celów - z całkowitej liczby których ów punkt #C6 uświadamia nam jedynie niewielki fragment. Inną doskonałą ilustracją takiego wielo-celowego działania Boga jest punkt #F2 na mojej stronie o nazwie karma_pl.htm. Ujawnia on jak mechanizm "zwrotu karmy" powoduje, że np. karma za wmuszenie Chińczykom nałogu opiumowego po 1800 roku, w dzisiejszych czasach rozciąga swe niszczycielskie następstwa na praktycznie wszystkie te same obszary życia, w jakich tamten wmuszony nałóg opiumowy wyniszczał ówczesne Chiny. (Dla kontrastu i porównania, jeśli typowi ludzie coś czynią, niemal zawsze służy to osiąganiu tylko jednego celu, z jakiego potem korzystają wyłącznie czyniący - jako przykład rozważ dzisiejsze plastykowe butelki używane przez monopole mleczne do sprzedawania ich mleka, po opróżnieniu których to butelek NIE daje się ich już użyć w żadnym innym celu ani zastosowaniu, stąd trzeba je wyrzucać zaśmiecając nimi naszą planetę.) Równocześnie z wielo-celowością działania, w każde swoje dokonanie Bóg też wpisuje co najmniej trzy odmienne kategorie materiału dowodowego naraz (po ich przykłady patrz punkt #C2 na stronie tornado_pl.htm albo punkt #C2 na stronie day26_pl.htm).
       Oczywiście, my ludzie powinniśmy brać przykład z Boga i również tak przemyśliwać nasze projekty i działania, aby także służyły one więcej niż jednemu celowi naraz, a stąd aby dzięki jednorazowemu włożeniu w nie wymaganych surowców, energii i robocizny umożliwiały one potem korzystanie z nich przez aż cały szereg odmiennych ludzi. Niestety, nasze wrodzone ludzkie przywary i wady, w rodzaju niemoralność, ignorancja, chciwość, lenistwo, niedbałość, spychanie na innych ludzi problemów jakie my sami stwarzamy, itp., powodują, że dotychczas niemal zawsze wszystko co ludzie projektują i produkują, ma służyć wyłącznie jednemu celowi - temu z jakiego korzyści odnosi jedynie dany projektodawca czy wytwórca. A szkoda, że tak się dzieje, bowiem takie nastawienie do życia i do gospodarczej działalności łamie sobą aż cały szereg kryteriów moralnych, zaś z powodu tego łamania musi ono być karalne przez Boga i już sprowadziło na ludzkość owe niezliczone problemy obecnej epoki "neo-średniowiecza" (tj. epoki opisanej szerzej w punkcie #K1 mojej strony o nazwie tapanui_pl.htm). Już też niedługo zapewne spowoduje ono wypełnienie się także owej staropolskiej przepowiedni, iż "ludzie sami sprowadzą na siebie taką zagładę i wyludnienie, że potem człowiek z radości będzie całował ziemię w miejscu gdzie zobaczy ślady innego człowieka" (po opisy owej przepowiedni patrz punkt #H1 z mojej strony o nazwie przepowiednie.htm).
       Wiedząc powyższe, NIE muszę tu już ukrywać jaką radość mi sprawiło oglądnięcie angielskojęzycznego filmu o tytule "Megastructures: EcoArk", jaki w czwartek, 20 października 2016 roku nadawany był w godzinach 18:40 do 19:35 na kanale 13 "Duke", z darmowej telewizji nowozelandzkiej. Jak zaraz potem sprawdziłem, ten angielskojęzyczny film był też wówczas dostępny za darmo w YouTube - przykładowo ja oglądnąłem go też ponownie pod adresem www.youtube.com/watch?v=YdFbgpVMoHo. Niestety, na początku listopada 2016 roku, czyli zaraz po opublikowaniu niniejszych opisów, angielskojęzyczna wersja tego filmu została wydeletowana z YouTube. Jedyne co nadal dawało się oglądnąć w listopadzie 2016 roku, to portugalsko-języczna wersja tego filmu dostępna pod adresem www.youtube.com/watch?v=PC_Jqpo0vS4. Ten ogromnie postępowy i potrzebny naszej cywilizacji film udokumentował rewolucyjne osiągnięcie grupy młodych architektów z Taipei na Tajwanie. Grupa ta zaprojektowała bowiem i zbudowała "eco-friendly" wielopiętrowy pawilon wystawowy, zwany "EcoArk", skonstruowany z półtora miliona recyklingowalnych butelek o specjalnie zaprojektowanym kształcie, wyprodukowanych z plastyku PTE (tj. Polyethylene Terephthalate Polymer). Te wysoce użytecznie ukształtowane butelki, kopiujące sobą komórki plastra miodowego, znane są obecnie na świecie pod techniczną nazwą "Polli-Brick". Z kolei ów wielopiętrowy pawilon wystawowy, jaki został z nich zbudowany w Taipei, nazwano "EcoArk" - ponieważ podobnie jak bibilijna Arka Noego ma on wskazywać ludzkości sposób jak można i powinnno się ratować naszą cywilizację przed utonięciem w oceanie plastykowych śmieci. Ja gorąco polecam tutaj czytelnikowi znalezienie i oglądnięcie tego filmu w YouTube.com - i to bez względu na to w jakiej wersji językowej uda się mu go odnaleźć. Wszakże nawet jeśli NIE zna się języka w jakim będzie on komentowany, ciągle daje się odnotować z przebiegu procesu budowy owej "EcoArk" (szczegółowo zilustrowanej na tym filmie) jak wyglądają i jak są ukształtowane te "polli-brick", jak się je produkuje np. z już recyklingowanych plastykowych butelek PTE, jak potem daje się z nich budować nawet wielopiętrowe gmachy, oraz jaki jest końcowy wygląd gotowych struktur poskładanych z owych unikalnie zaprojektowanych i ukształtowanych plastykowych segmentów-cegiełek.
       Dzięki więc dogłębnemu przemyśleniu swego projektu i tego co czynią, za jednym zamachem owi młodzi architekci z Tajwanu osiągnęli aż kilka celów naraz. Wszakże: (1) udokumentowali oni światu jak daje się budować wielopiętrowe gmachy z plastykowych butelek po płynach - jakie po opróżnieniu typowo uległyby wyrzuceniu i potem przez wieki zaśmiecałyby naturalne środowisko; (2) wypracowali taki kształt plastykowych butelek, jaki doskonale nadaje się zarówno (2a) do gromadzenia i dystrybucji w nim płynów, po opróżenieniu zaś jaki (2b) stanowi już gotowy pojedyńczy segment-cegłę nadającą się do użycia w budowie dowolnych budynków, garaży, szop, ścian, okien, ogrodzeń, itp., a ponadto (2c) jest też tak zaprojektowany, że doskonale nadaje się do nawet ciaśniejszego upakowywania na półkach sklepowych i w skrzynkach do dostawy produktów, niż upakowanie umożliwiane np. przez butelki okrągłe; (3) zaprojektowali system składania, panelowania i wznoszenia ścian z owych recyklingowalnych butelek plastykowych, jaki jest (3a) bardzo wytrzymały - a stąd jaki pozwala na wznoszenie wielopiętrowych budynków, murów i struktur, odpornych na niszczące działania skierowanych na nie zagrożeń, typu tajfuny, deszcze, upały, pożary, mrozy, itp., (3b) rozbieralny - a stąd jaki pozwala na wielokrotne użycie w coraz to nowych konfiguracjach, (3c) przenośny - a stąd jaki pozwala aby całe budynki wznoszone z tych segmentów-cegieł mogły być przenoszone w odmienne lokacje, (3d) otwarty na udoskonalenia - a stąd jaki pozwala na nadawanie mu szeregu dodatkowych cech (np. jaki po zaopatrzeniu każdej z tych butelek w małą żaróweczkę LED, panele z takich butelek mogą też służyć jako doskonałe oświetlenie); (4) otrzymali cegiełki wspaniałej jakości i użyteczności, które są (4a) odporne na gorąco i pożar, (4b) odporne na wilgoć i nieprzepuszczające wody, (4c) na życzenie przeźroczyste - stąd mogą równocześnie wypełniać rolę okien, (4d) lekkie i tanie, (4e) bezpieczne dla używania nawet przez dzieci, a stąd przydatne np. do budowania dziecięcych domków na drzewach, domków dla lalek i zabaw, itp.; (5) otworzyli wtórne wykorzystanie dla plastykowych butelek po płynach, wydmuchiwanych z PTE - które po opróżnieniu normalnie zaśmiecałyby potem tylko nasze środowisko i otoczenie, natomiast które po właściwym ukształtowaniu są także wtórnie użyteczne jako doskonałe segmenty-cegiełki budowlane, jakie: (5a) będąc puste w środku są doskonałymi izolatorami termicznymi, zimą pozwalającymi na utrzymywanie ciepła w zestawianych z nich budynkach i pomieszczeniach, zaś latem chroniącymi te budynki i pomieszczenia przed nadmiernym przegrzaniem, (5b) pozwalają na tanie dodatkowe poszerzanie swych cech izolacyjnych i użytkowych np. poprzez wypełnianie ich wnętrza dowolnymi dalszymi materiałami izolującymi (nawet takimi jak używane w dawnych czasach wyschnięte, jesienne np. "liście paproci", "słoma", "siano", "mech" - od którego to mchu bierze się też sarkastycznie kiedyś używana w powiedzeniach typu "on NIE inżynier, on mecho-optyk" nazwa pradawnego zawodu "mecho-optyk", czyli dawny odpowiednik dla dzisiejszego "inżyniera klimatyzacji", który "drzewiej obtykał mchem" szczeliny w ścianach domostw skonstruowanych z belek, desek, itp.), (5c) są użyteczne w aż całym szeregu odmiennych zastosowań budowlanych - np. NIE tylko do taniego i amatorskiego wznoszenia budynków, kampingów, chlewików, kurników, szop, garaży, schowków, dziecięcych domków zabawowych, tzw. Portable Sleep Out (tj. miniaturowych budyneczków-pomieszczeń do nocowania latem w swych ogródkach, lub do lokowania w nich na noc swych gości - gdy w naszym domu nie ma oddzielnego pokoju gościnnego ani wolnego miejsca do spania), itp., ale także i do formowania płotów, murów ogrodzeniowych i podziałowych, okien, struktur ozdobnych i ochronnych, itd., itp.
       Sekret powodzenia, wytrzymałości i wielokrotnego użycia owych tajwańskich recyklingowalnych butelek plastykowych leży w ich kształcie. Ich kształt imituje bowiem technicznie jeden z najwytrzymalszych lekkich materiałów natury, jakim jest plaster miodowy budowany przez pszczoły. Butelki te NIE są więc ani okrągłe ani kwadratowe, a podobne do pokarbowanego sześcioboku. Ponadto ich powierzchnia boczna jest celowo tak pokarbowana, aby po złożeniu razem w mur, w ścianę, w okno, itp., przestrzennie zazębiały się one i zwierały nawzajem ze sobą, nieco podobnie jak czynią to segmenciki tzw. "lego", zwiększając w ten sposób swoją zbiorową wytrzymałość. Dodatkowo karby ich ścianek bocznych symetrycznie zamieniają się w połowie ich wysokości, co pozwala aby zestawiać je razem na wiele odmiennych sposobów. Dodatkową ich zaletą są ich specjalne zakrętki, które też spełniają aż kilka funkcji naraz, np. służą do łączenia szeregu butelek w większe bloki lub panele, zespalają butelki z plastykowymi osłonami bocznymi lub ze stalowymi siatkami mostkującymi, mają kształt i miejsce pozwalające np. na zainstalowanie w nich żaróweczek LED, itd., itp.
       My wszyscy powinniśmy uczyć się z najlepszych przykładów, oraz wdrażać nowe idee jakie w owych przykładach są zawarte. Innymi słowy, wszelkie plastykowe butelki jakie obecnie są w użyciu i w sprzedaży, moim zdaniem powinny być szybko zastąpione butelkami o kształtach i potencjale użycia owych specjalnych butelek z Tajwanu, lub ich przyszłych jeszcze bardziej udoskonalonych wersji, jakie stanowią już gotowe segmenty-cegiełki, które po opróżnieniu z płynów nadają się do natychmiastowego użycia jako materiał budowlany. Oczywiście, aby tak się stało, my wszyscy swoją perswazją, albo społecznym naciskiem, powinniśmy starać się spowodować, aby producenci wszelkich płynów jakie są dostarczane w plastykowych butelkach, pokonali w sobie swą ignorancję, niedbałość oraz niskie ludzkie przywary jakie powstrzymują ich przed pójściem za opisywanym tu tajwańskim przykładem. Jednak korzyści jakie cała ludzkość by osiągnęła po pokonaniu owych przywar, są ogromne i wprost NIE do opisania. Co też istotne, podobną do tajwańskiej linią myślenia powinni zacząć podążać także inni projektanci i wytwórcy. Czyż bowiem NIE byłoby wspaniale, gdyby np. telefony komórkowe, komputery, samochody, baterie, akumulatory, oraz inne dzisiejsze masowe produkty przemysłowe zostały tak przeprojektowane, że bez żadnych już dodatkowych procesów i przetworzeń dawałyby się recyklingować w coś zupełnie odmiennego i podobnie użytecznego jak omawiane tu "polli-brick"? (Tj. byłyby budowane tak jak owe techniczne istoty zwane "transformers" z filmów science-fiction.) Czyż nie byłoby też przyjemnością przespacerować się po plaży, wzdłuż brzegu rzeki, po lesie, czy po dowolnej drodze, oraz NIE widzieć tam owej masy porzuconych starych butelek plastykowych po mleku i po innych napojach, które NIE chcą próchnieć, a stąd narazie stanowią jedynie boleść dla oczu, pułapkę dla żywych stworzeń, oraz truciznę dla natury?
       Wprowadzenie do użycia omawianych tu butelek otwiera też najróżniejsze dodatkowe perspektywy komersyjne i korzyści. Ich przykładem może być zapewnianie sobie lojalności klientów. Wszakże gdyby np. określona mleczarnia wprowadziła te butelki dla dystrybycji swego mleka, wówczas dodatkową lojalność jej klientów może zapewnić np. darowywanie (lub tańsze odsprzedawanie) plastykowych paneli zespalających owe butelki w większe bloki budowlane - zarezerwowane dla tych klientów owej mleczarni, którzy wykazywaliby się zakupieniem określonej ilości tak butelkowanego jej mleka.
       Mnie osobiście szokuje, jak krótkowzroczne, kłamliwe, oraz nastawione na szybkie i krótkoterminowe zyski (zamiast na trwałe i długoterminowe korzyści) są wszelkie działania dzisiejszych ludzi. Praktycznie w dzisiejszych czasach ludzkość produkuje już niemal wyłącznie buble i śmieci. Niemal wszystko bowiem co obecnie jest produkowane, stara się być tanie, a stąd typowo od samego początku jest już spartaczone i nawala zaraz po krótkotrwałym użyciu. Trzeba więc to wyrzucić i zakupić nowe. W rezultacie, takie częste kupowanie spartaczonego nowego, w sumie kosztuje nas drożej niż gdyby kupić sobie to od razu w wymaganie dobrej jakości, a na dodatek wyczerpuje to zasoby naszej planety, zanieczyszcza otoczenie, uczy ludzi kultury łatwizny i szybkiego zysku, oddala od szukania prawdy i oświecenia, itp., czyli w sumie łamie kryteria moralne. Za zaś owo łamanie kryteriów moralnych Bóg zmuszony jest potem nas karać najróżniejszymi mechanizmami działania karmy, samoregulujących się mechanizmów moralnych, pola moralnego, itp. Czyż więc NIE lepiej byłoby gdyby ludzie ochotniczo powrócili do przestrzegania w swych działaniach mądrości życiowych już dawno temu ustalonych przez uprzednie pokolenia, w rodzaju, że "wszystko co jest warte wykonania, jest też warte aby wykonywać to dobrze", a także, iż "nasze środki są zbyt ograniczone aby wytwarzać czy kupować buble". Wszakże opisywane tutaj tajwańskie plastykowe butelki, wskazują już nam drogę jak z obecnej "kultury bubli i zaśmiecania" w wielu obszarach życia można szybko. łatwo i relatywnie tanio przestawić się na przyszłościową "kulturę solidnych, wysoce użytecznych i długotrwałych produktów".
       Ja z własnego doświadczenia wiem, że w naszym gospodarstwie domowym co parę dni opróżniamy następną butelkę mleka, która w Nowej Zelandii (a zapewne i w wielu innych krajach świata) produkowana jest właśnie z plastyku - tyle, że o kształtach nadal bezużytecznych dla późniejszego użycia jako opisywane tu cegielki budowlane. Zgodnie więc z moim doświadczeniem, butelki po mleku są obecnie największym zaśmiecaczem naturalnego środowiska. Stąd monopol mleczny powinien w pierwszym rzędzie zostać jakoś nakłoniony perswazją, albo zmuszony społecznym naciskiem czy nawet prawodawstwem, do podjęcia wiodącej roli we wprowadzeniu do użycia omawianych tu butelek-cegiełek. Kolejną rolę plastykowego zaśmiecacza naszej planety moim zdaniem spełniają butelki po licznych płynach gazowanych (typu: Coca-cola, Pepsi, 100plus, 100 up, Sprite, Mirinda, Lemoniada, Oranżada, Bunderberg, itd., itp.), oraz po sokach owocowych. Wprawdzie w naszym gospodarstwie domowym NIE opróżniamy ich wiele (zaledwie jedną co kilka miesięcy), ponieważ ja jestem świadomy, iż Bóg już uruchomił "mechanizmy samoregulujące" opisywane m.in. w punkcie #S1 mojej strony o nazwie cooking_pl.htm - jakie karzą ludzi nienawracalną utratą zdrowia, bólami, a czasami nawet śmiercią, za zbyt entuzjastyczne spożywanie przemysłowo przetwarzanej (a stąd i przemysłowo zatruwanej) żywności - po szczegóły patrz np. punkt #T7 na mojej stronie o nazwie solar_pl.htm, albo punkty #A1 do #A5 z mojej strony o nazwie cooking_pl.htm. Jednak inni ludzie, jacy nadal NIE wiedzą iż każde przemysłowo przetwarzane produkty spożywcze są trucizną jaka stopniowo pogarsza ich zdrowie i jest źródłem większości bólów i degeneracji, opróżniają sporo owych plastykowych butelek po gazowanych płynach i sokach. Stąd też warto byłoby użyć perswazji, lub nacisku społecznego, aby i oni przestawili się na użycie butelek omawianego tu typu. W końcu co jakiś czas, w naszym gospodarstwie domowym zużywane są najróżniejsze inne płynne produkty, które też obecnie są sprzedawane w butelkach z plastyku. Niestety, wszystkie te butelki narazie mają bezużyteczny kształt (bo zwykle okrągły lub prostokątny), stąd po opróżnieniu nadają się jedynie do wyrzucenia - zaśmiecając potem sobą przez wieki nasze i tak już zaśmiecone naturalne środowisko. Jednocześnie, zarówno ja, jak i wielu innych ludzi, co jakiś czas buduje na swym przydomowym ogródku, działce, czy zagrodzie gospodarczej, coś co mogłoby być poskładane właśnie z recyklingowalnych butelek plastykowych o kształcie i zasadach użycia jak owe wypracowane na Tajwanie. Czyżby więc NIE było wspaniale, gdyby np. nowozelandzki monopol mleczny, a także wszyscy inni producenci wszelkich możliwych płynów z Nowej Zelandii, Polski i z reszty świata, zamiast ignorancko i egoistycznie kontynuować użycie dotychczasowych szkodliwych dla środowiska swych plastykowych butelek o bezużytecznych kształtach, zaczęli swe produkty butelkować w owych po tajwańsku już ukształtowanych segmentach-cegiełkach, jakie natychmiast po opróżnieniu zarówno ja, jak także każdy inny majsterkowicz, budowlaniec, czy rolnik, beż żadnych już dodatkowych adaptacji mógłby potem użyć powtórnie w swych budowach i w dokonywanych przez siebie udoskonaleniach przymieszkaniowych, przydomowych, ogródkowych, zagrodowych, itp.
       Oczywiście, własny kraj i własne miejsce urodzenia, a także miejsce naszego zamieszkania, zawsze są szczególnie miłe sercu każdego. Ponieważ Polska i Nowa Zelandia to kraje jakie są szczególnie miłe mojemu sercu, ja bardzo chciałbym aby owe kraje zaczęły przewodzić w świecie, albo chociaż nadążać za światem, we wdrażaniu takich nowych idei, jak opisywane tutaj "polli-brick". Wszakże np. Nowa Zelandia kiedyś słynęła z inicjatyw jakie właśnie były wówczas pionierskimi na skalę światową. Przykładowo, zaraz po mojej emigracji do Nowej Zelandii w mieście "Queenstown" zdumiewał mnie stojący tuż przy głównej szosie dojazdowej cały budynek zbudowany z pustych szklanych butelek po napojach. To taże w nowozelandzkim miasteczku Bluff istniał kiedyś dom z paua, w którym praktycznie wszystko było wykonane z pięknych muszel zwanych paua - jakich zatrzęsienie można znajdować na nowozelandzkich plażach, ponieważ to z nich pozyskiwane są smakowite małże abalone (obecnie tego domu z paua NIE ma już w miasteczku Bluff). Niestety, także zupełnie niedawno właśnie w nowozelandzkim mieście Christchurch cały kościół (a ściślej całą nową zastępczą katedrę anglikańską) zbudowano z nowej tektury specjalnie wyprodukowanej w tym celu z drzew pościnanych w lasach biednych krajów. Jakże więc lepszy ten kościół byłby, gdyby zamiast z tektury wyniszczającej potrzebne ludzkości lasy, zbudowany on został np. z opróżnionych butelek PTE po nowozelandzkim mleku - promując w ten sposób sobą ideę zmniejszania plastykowanego zanieczyszczania naszej planety. To także w Nowej Zelandii miejscowy monopol mleczny niedawno wydał spore sumy na raczej nieudaną promocję nowych nieprzeźroczystych plastykowych butelek jakie reklamowo wprowadził do pakowania swego mleka. Jestem niemal pewien, że gdyby te same pieniądze ów monopol mleczny wydał na pakowanie swego mleka w opisywanych tu butelkach typu "polli-brick", wówczas efekty okazałyby się nieporównalnie korzystniejsze. Byłoby mi więc ogromnie miło, gdyby kiedyś w przyszłości, np. moja rodzinna polska wieś Wszewilki-Stawczyk, albo nowozelandzkie miasteczko Petone w jakim obecnie zamieszkuję, zbudowały sobie fabryki takich "polli-brick" - pomagając tym we wdrażaniu do powszechnego użytku tej doskonałej idei. Fabryki te mogłyby dostarczać opakowań dla praktycznie wszystkich płynów sprzedawanych w sklepach swego kraju. Szczególnie, że kształty, cechy i użyteczność owych butelek nadal można jeszcze bardziej znacząco udoskonalić. (NIE opisuję tutaj "jak", bowiem natychmiast ktoś by to opatentował, blokując swym patentem łatwość przyszłego wdrożenia - podpowiem jedynie, że wysoce użytecznych wskazówek, jak daje się je dalej znacząco udoskonalić, udziela nam już zgromadzona wiedza na temat wehikułów UFO.) Dlatego niniejszym mam apel do mieszkańców zarówno mojej rodzinnej wsi Wszewilki, jak i miasteczka Petone w jakim obecnie zamieszkuję. Mianowicie, jeśli kiedykolwiek rozważali będziecie zbudowanie u siebie jakiejś nowej fabryki, wówczas rekomendowałbym aby produkowała ona właśnie dobrze przemyślany i dalekowzroczny produkt do wielorakiego zastosowania - w rodzaju opisywanych tutaj plastykowych butelek z Tajwanu, które jednocześnie są już gotowymi segmentami-cegiełkami do budowy domów, garaży, szop, ścian, płotów, okien, osłon, itp. Jestem bowiem pewien, że wielu ludzi, podobnie jak ja, wolałoby kupować swe płyny w takich właśnie plastykowych butelkach do wielokrotnego i różnorakiego zastosowania, zamiast w owych bezużytecznych plastykowych śmieciach, w jakich płyny upowszechniane są obecnie.

PS (2016/10/23): Z czasów kiedy jako nastolatek często nurkowałem w lodowato zimną wodę, pamiętam że aby osłabić szok takiego nurkowania warto najpierw wziąść głęboki oddech, a potem zamknąć oczy. Ponieważ właśnie nadchodzą przełomowe czasy i zdarzenia, już teraz warto zaczerpnąć głęboki oddech i zamknąć oczy. Kiedy bowiem nasz szok przeminie, świat w jakim wówczas się wynurzymy może być już NIE do poznania.


#C4.5. Fabryka piramid telepatycznych:

       Na odrębnej stronie internetowej na temat telepatii opisane jest niezwykłe urządzenie nazywane "piramidą telepatyczną". Urządzenie to zostało podarowane ludzkości przez sprzyjającą ludziom totaliztyczną cywilizację istot kiedyś nazywanych "aniołami". Jak dotychczas nigdzie na Ziemi nie podjęto jeszcze produkcji tego niezwykłego urządzenia. A jest ono w stanie zastąpić dzisiejsze urządzenia szkodliwej dla zdrowia łączności radiowej, przez cywilizacyjnie bardziej zaawansowane urządzenia do łączności telepatycznej. Produkcja owej piramidy telepatycznej powinna zostać podjęta właśnie we Wszewilkach.


#C4.6. Zakłady rozwoju i wytwarzania dysocjatorów wody dla silników spalinowych:

       Nasza cywilizacja wypracowała technicznie dosyć doskonałą formę urządzenia napędowego jakim jest dzisiejszy silnik spalinowy. Jedynym problemem owego silnika jest, że przy obecnym rodzaju paliw które on używa, wytwarza on niepożądane gazy jakie zanieczyszczają ziemską atmosferę. Jeśli jednak w silniku tym zmienić obecnie używane mieszanki paliwowe na mieszaninę wodoru i tlenu, wówczas taki sam silnik spalinowy nagle przestaje być problemem. Pracuje on wówczas równie efektywnie i niezawodnie jak obecnie, a jednocześnie zamiast nieporządanych gazów spalinowych wyrzuca z siebie zwykłą parę wodną. Jednak główna trudność z takim przestawieniem silników spalinowych na paliwo w postaci mieszaniny wodoru i tlenu polega na efektywnym wytwarzaniu owego paliwa tuż przed wlotem do silnika. Problem ten rozwiązują jednak tzw. "telekinetyczne dysocjatory wody" opisywane m.in. w podrozdziale LA3.2 z tomu 10 mojej najnowszej monografii [1/5]. Ich zasada działania jest bardzo podobna do zasady działania "grzałek telekinetycznych" opisywanych dokładniej na stronie boiler_pl.htm - o szokującej historii telekinetycznej grzałki która bije wszelkie rekordy. Główna różnica pomiędzy takimi "telekinetycznymi dysocjatorami wody" a "grzałkami telekinetycznymi" sprowadza się do użycia odmiennych wibracji oraz odmiennych katalizatorów (materiałów). Produkcja i rozwój takich właśnie dysocjatorów wody zastąpujących gaźniki z dzisiejszych silników samochodowych, powinna zostać kiedyś podjęta właśnie we Wszewilkach. Jest ona bowiem zgodna z duchem tej wioski.
       Wielu ludzi uważa że nie warto inwestować w przetransformowanie obecnych silników spalinowych w silniki spalające mieszankę wodoru i tlenu. Wierzą oni bowiem że znacznie lepiej dla naszej cywilizacji jest całkowicie wyeliminować silniki spalinowe i zastąpić je silnikami elektrycznymi. Aczkolwiek takie całkowite zastąpienie silników spalinowych jest realne i atrakcyjne, istniały będą sytuacje na Ziemi kiedy okaże się ono niemożliwe. Jako przykłady rozważmy tradycję, hobby, czy sport. W przyszłości nie będzie wszakże można zabronić ludziom którzy kultywują jakieś wymagające silnika spalinowego tradycje czy hobby, albo uprawiają jakiś sport motorowy, aby w tym co jest esencją danej tradycji, hobby, czy sportu usunęli oni całkowicie silniki spalinowe. Wszakże przykładowo jeśli ktoś zechce w przyszłości hobbystycznie używać dzisiejszego motocykla "Harley-Davidson" (a założę się że będzie wielu takich ludzi), wówczas nie da się tego uczynić po zastąpieniu w nim jego silnika spalinowego przez silnik elektryczny. Wszakże to co by się otrzymało nie byłby już wówczas "Harleyem-Davidsonem". Jednak daje się wówczas w motocyklu tym zastąpić obecnie używane paliwo, na mieszaninę wodoru i tlenu. Po takim zaś zastąpieniu paliwa, oraz po wprowadzeniu niewielkich zmian technicznych jakie to zastąpienie by wymagało, to co się otrzyma nadal będzie miało wszystkie cechy motocykla "Harley-Davidson". Oczywiście, ów motocykl podałem tutaj tylko jako przykład. W przyszłości bowiem wszystko co dzisiaj używa silnika spalinowego, odrzutowego, czy rakietowego, będzie dawało się używać w dokładnie taki sam jak dzisiaj sposób po jedynie przerobieniu tego na użycie paliwa z mieszanki wodorowo-tlenowej. Takie zaś przerobienie wymagało będzie jedynie zastąpienie ich gaźników przez opisywane tutaj "telekinetyczne dysocjatory wody", oraz zastąpienie benzyny w ich bakach przez czystą wodę. Cała reszta zaś ich konstrukcji, zasady działania, oraz sposobu pracy będzie pozostawała bez zmian.


#C4.7. Słoneczne "uśmiercacze owadów" (tj. komarów, muszek piaskowych, much, karaluchów, itp.):

       W punkcie #J1 z mojej strony o nazwie pajak_do_sejmu_2014.htm, a także w 3 z punktu #C4.2 mojej strony o nazwie morals_pl.htm, wyjaśniłem że do grupy najbardziej niemoralnych posunięć monopolu oficjalnej nauki ziemskiej, jakie wprost można nazwać "przekleństwami ludzkości", należy zaliczać m.in. wprowadzenie do powszechnego użytku trucizn zwanych "pestycydy". (Inne równie dewastujące posunięcia naszej oficjalnej nauki obejmują także wprowadzenie do powszechnego użytku antybiotyków, teorii względności, inżynierii genetycznej, oraz szeregu jeszcze innych poronionych idei, plus oczywiście wszystkie te "naukowe kłamstwa" jakie oficjalna nauka nieodpowiedzialnie upowszechnia zamiast prawdy, a jakie opisuję na licznych swoich stronach internetowych - np. w punkcie #B2 mojej strony o nazwie humanity_pl.htm, albo w punkcie #D4 mojej strony o nazwie dipolar_gravity_pl.htm.) Trucizny te skaziły bowiem glebę na naszej planecie, weszły na stałe do obiegu w łańcuchu pokarmów ludzkości (powodując u ludzi wzrost najróżniejszych choróbsk w rodzaju alergii, odmian raka, itp.), są odpowiedzialne za stopniowy zanik owadów jakie pełnią istotną rolę w naturze (np. pszczół), a na dodatek owe szkodliwe owady jakie miały nimi być wyeliminowane, z upływem czasu uodporniły się na ich działanie.
       Z chwilą kiedy ludzie zaczęli zdawać sobie sprawę z globalnej szkodliwości trucizn typu "pestycydy", wielu z nich podjęło próby naprawienia tej globalnej niemoralności popełnionej przez oficjalną naukę. Przykładowo wiadomo, że jeden bilioner-filantrop wydał fortunę na opracowanie jakiegoś beztruciznowego sposobu eliminowania komarów, które są podstawowym źródłem całej gamy śmiertelnych choróbsk opisywanych w punkcie #B1 mojej strony o nazwie plague_pl.htm (np. choróbsk takich jak denga (dengue), chikungunya, żółta gorączka (yellow fever), wypaczająca rozwój mózgu "zika", itp.). Jak też się okazało, faktycznie opracowana już została idea urządzenia technicznego, jakie można nazwać "uśmiercaczem owadów" ponieważ beztruciznowo eliminuje ono owady, a stąd potencjalnie stanowi rodzaj "ratunku dla ludzkości". Idea ta wykorzystuje elektryczność generowaną światłem słonecznym do zasilania wysokonapięciowej spirali zdolnej do elektrycznego palenia owadów jakie są do niej przyciągane błękitnym światłem. Prototypy urządzenia wdrażającego ową ideę są już produkowane - ja zakupiłem sobie nawet jeden z nich, zaś raport z jego sprawowania się zawarłem w punkcie #N5 swej strony o nazwie solar_pl.htm.
       Niestety, produkowane obecnie urządzenia wdrażające ideę beztruciznowego "uśmiercacza owadów" narazie są aż tak pełne wad i błędów konstrukcyjnych, że niemal NIE nadają się do użytku. Te ich wady i błędy konstrukcyjne opisałem już dokładniej w punkcie #N5 w/w mojej strony solar_pl.htm. Ich popełnienie przez kostruktorów tego urządzenia jest pożałowania godne, bowiem doskonałą ideę zamieniają one w bezużytecznego "bubla". Tymczasem poprawne wdrożenie owej idei miałoby potencjał aby stanowić istny ratunek dla ludzkości przed wszelkimi owymi choróbskami roznoszonymi przez komary, muchy, karaluchy i inne owady. Wszakże efektywnie działające takie słoneczne "uśmiercacze owadów" mogłyby być umieszczane lub rozwieszane we wszystkich możliwych miejscach gdzie szkodliwe owady się mnożą, albo gdzie gryzą one ludzi lub zarażają chorobami żywność, eliminując stamtąd owe owady i pracując nieprzerwanie dniami i nocami ponieważ NIE wymagają żadnego zewnętrznego (sieciowego) zasilania w elektryczność. Dlatego mam tutaj apel do mieszkańców Wszewilek, mianowicie aby któryś z nich wykorzystał pomału słynną już w całym świecie wszewilkowską pomysłowość, zaradność, inteligencję, zdrowy rozsądek, realizm, poleganie na praktyczności, itp., poczym tak przekonstruował ideę owego słonecznego "uśmiercacza owadów", że idea ta zostanie pozbawiona owych kardynalnych wad, najważniejsze z których omówiłem już w punkcie #N5 mojej strony solar_pl.htm, następnie zaś aby wdrożył tak przekonstruowane urządzenie do seryjnej produkcji fabrycznej (jeśli się da, to w fabryce zbudowanej we Wszewilkach). Wszakże jeśli beztruciznowy "uśmiercacz owadów" zacznie działać tak jak powinien, wówczas zawarty w nim faktyczny potencjał "zdrowia i ratunku dla ludzkości" będzie mogł w końcu się wypełnić.


#C4.8. Rozwój rzemiosła drzewnego, bazującego na niezwykłych atrybutach naturalnego drewna (np. ścinanego tylko najsroższą zimą i to w fazie zmniejszającego się księżyca) jakie celowo zostały poukrywane przez Boga:

Motto: "Wszystko co skromne, niepozorne, swym zachowaniem wypełnia nakazy i wymagania Boga (włącznie z takimi ludźmi), oraz co w swej końcowej konstytucji zostało stworzone przez Boga (a NIE przez człowieka), z całą pewnością ma celowo poukrywane w sobie najróżniejsze niezwykłe cechy i zdolności - tyle że aby odkryć te cechy i zdolności, oraz owocnie je wykorzystać, trzeba na to sobie zapracować włożeniem wymaganej ilości motywacji i pracy."

       Drewno jest skromnym i niepozornym materiałem stworzonym przez Boga, które wszyscy znamy, jednak które coraz mniej cenimy w dzisiejszych czasach omamionych błyskotliwymi kłamstwami ateistycznej nauki - na przekór iż Biblia potwierdza, iż wszystko co Bóg stworzył i co używając nawet nieosiągalne dla ludzi boskie kryteria jakości, sam Bóg mógł określić jako "bardzo dobre" (patrz Biblia, Księga Rodzaju, werset 1:31). Tymczasem stwarzając owo niepozorne drewno, Bóg ukrył w nim niezwykłe cechy, jakie jeśli zna się tajemnicę jak je wyzwolić, np. ścinając drzewa w najostrzejszym okresie zimy i to w fazie zmniejszającego się księżyca, wówczas to skromne drewno zamieniają one w cudowny materiał pod niektórymi względami przewyższający jakość dzisiejszej stali i betonu. Takie bowiem "księżycowe drewno" wykazuje naturalną odporność na gnicie, pleśń i na korniki, doskonałą izolacyjność termiczną, odporność na ogień, zwiększoną wytrzymałość siłową, oraz jeszcze kilka innych niezwykłych cech. Tajemnicę jak wyzwalać w drzewach nadanie ich drewnu owych nadzwyczajnych cech, powtórnie odkrył były austriacki leśnik o nazwisku Erwin Thoma, zaś czytelnik może ją poznać z polskojęzycznego filmu dostępnego gratisowo w YouTube pod tytułem "KSIĘŻYCOWE DREWNO - UKRYTA PRAWDA O DRZEWACH I DREWNIE NA NOWO ODKRYTA". Owo odkrycie było powtórne, ponieważ o tej tajemniczej cesze "księżycowego drewna" ludzie już wiedzieli w dawnych czasach - niestety do dzisiaj o niej zapomnieli. W niniejszym punkcie tej strony wyjaśniam więc NIE tylko pochodzenie owych niezwykłych cech "księżycowego drewna", oraz dostarczam linki do opracowań Pana Thoma cechy te opisujących, ale także przytaczam tu znane mi osobiście przykłady dowodzące iż starożytność dysponowała wiedzą jak takie niezwykłe drewno można otrzymywać, oraz używała takie drewno nawet na terenie dzisiejszej Polski. Ponadto wskazuję tu też przykłady znanych mi przypadków dowodzących, iż nadawanie takich nadwyczajnych cech wcale NIE jest ograniczone przez Boga do drewna - tyle że aby cechy te móc wykorzystać trzeba pracowicie poznać tajemnicę ich wyzwalania.
       Jeden ze znanych mi przykładów faktycznego wykorzystania w Polsce nadzwyczajnych cech "księżycowego drewna", został odkryty i wyjaśniony dzięki opisanym w punkcie #A3 strony o nazwie malbork.htm, moim rodzinnym powiązaniom z pokrzyżackim zamkiem w Malborku. Niewielu bowiem ludzi dziś wie, że na palach z takiego właśnie "księżycowego drewna" z pewnością są osadzone w miękkim i mokrym piasku brzegów rzeki Nogat fundamenty pokrzyżackiego zamku z Malborka. Wszakże owe drewniane pale podtrzymują fundamenty tego wczesno-średniowiecznego zamku począwszy od czasów podjęcia budowy tego zamku około 1280 roku, aż do dzisiaj. Na przekór też, że pale te powbijane zostały w nieustająco mokry piasek brzegu rzeki Nogat, oraz na przekór iż w czasach ich instalowania ludzie NIE znali jeszcze dzisiejszych chemikaliów i trucizn jakie chroniłyby drewno przed wilgocią, pleśnią, grzybami, bakteriami, gniciem, itp., ciągle pale te doskonale podtrzymywały fundamenty potężnego zamku w Malborku przed zapadaniem się w mokry piasek aż do około 1950 roku - kiedy to dopiero zaczęły się zapadać i wymagały ratowania (po szczegóły patrz punkt #A3 wyżej wymienionej mojej strony o nazwie malbork.htm). Gdyby zaś te same fundamenty ciężkiego zamku w Malborku osadzone były np. na dzisiejszych słupach z żelbetonu, wówczas niemal z pewnością by się pozapadały już po upływie niecałego wieku. W sumie więc owe pale podtrzymujące fundamenty zamku w Malborku NIE zgniły przez okres około 670 lat, podczas gdy wiadomo iż polskie chemicznie niepotraktowane drewno poddane działaniu elementów (tj. wilgoci, pleśni, grzybów, bakterii, itp.) typowo gnije i kompletnie się rozpada już po upływie około 30 lat. Czyli pale spod fundamentów zamku w Malborku miały ponad 20-krotnie wyższą odporność na zgnicie niż zwykłe drewno. Z całą więc pewnością musiały one być z omawianego tu "księżycowego drewna".
       Z historii wiadomo, że Krzyżacy którzy budowali zamek w Malborku utrzymywali żywe kontakty z Wenecjanami - od których uczyli się sztuki budowania zamków. Tymczasem całe włoskie miasto Wenecja też stoi na powbijanych w słone morskie błoto palach z takiego "księżycowego drewna". Zaraz po 17 kwietnia 2017 roku owe drewniane pale podtrzymujące fundamenty całego miasta Wenecji ja mogłem sobie oglądać na długości od 10:30 do 13:20 minut angielskojęzycznego filmu dokumentarnego o tytule "Italy's Invisible Cities S01E02: Venice", dostępnym z YouTube pod adresem www.youtube.com/watch?v=ZklJ4HpfN3o. Wszakże Wenecję budowali Rzymianie, a wiadomo że Rzymianie znali tajemnicę "księżycowego drewna" - o historycznym zapisku w tej sprawie, wykonanym przez rzymskiego kronikarza i autora Pliniusza, wzmiankuje owo wideo do jakiego linki podaję w niniejszym punkcie. Ciekawe, że owe pale podtrzymujące budynki miasta Wenecji zaczęły gnić i się zapadać w niemal tym samym czasie co pale pod fundamentami zamku z Malborka - co też wzmiankuję w owym punkcie #A3 ze swej strony o nazwie malbork.htm. Tymczasem gdyby zamiast pali z "księżycowego drewna", miasto Wenecja stało np. na słupach stalowych, wówczas niemal z pewnością te by kompletnie pordzewiały w czasie nawet krótszym niż jedno stulecie.
       Oprócz zamku w Malborki i miasta Wenecji, ja osobiście znam, bo sam badałem, jeszcze trzeci przykład, którego "księżycowe drewno" przetrwało bez zgnicia przez ponad 800 lat, zaś nawet do dzisiej jest ono używane do wytaczania najróżniejszych przedmiotów użytkowych. Przykład ten opisałem szerzej w punkcie #D2.1 swej strony o nazwie tapanui_pl.htm. Stanowi go drewno powykładane w całej Nowej Zelandii podmuchem potężnej eksplozji cygara złożonego z siedmiu wehikułów UFO, jaka zaistniała w dniu 18 czerwca 1178 roku koło dzisiejszego nowozelandzkiego miasteczka o nazwie Tapanui. Co najciekawsze, o tym nowozelandzkim "księżycowym drewnie" faktycznie wiadomo, iż powalone ono zostało w zimie i to tuż po fazie malejącego księżyca, ponieważ jego data i faza ówczesnego księżyca opisane zostały w starej kronice angielskiego mnicha-kronikarza Gerwazego z Kanterbury. (Próbę filmowego odtworzenia tamtego historycznego zapisu kronikarza Gerwazego, od 17 kwietnia 2017 roku można było sobie oglądnąć na długościach od 22:00 do 25:25 minuty darmowego filmu angielskojęzycznego z YouTube o tytule "Cosmos by Carl Sagan Episode 4 Heaven and Hell" - niestety, w temtej próbie autorzy owego filmu zadbali bardziej o zgodność swych obrazów i komentarzy z teoriami dzisiejszej oficjalnej nauki ateistycznej, niż o ich zgodność z oryginalnym zapisem Gerwazego.) W Nowej Zelandii, a ściślej w miasteczku Petone w jakim mieszkam, osobiście obserwowałem też końcową fazę gnicia drewnianego molo, lokalnie zwanego Petone Wharf, a zbudowanego w 1880 roku z najtwardszego (ale wcale NIE "księżycowego") drewna jakie dostępne było wówczas w Nowej Zelandii, poczym powtarzalnie traktowanego chemikaliami i truciznami oraz wzmacnianego na najróżniejsze sposoby. Molo to z powodu zupełnego zgnicia jego podpór musiało być zamknięte do publiczności w 2016 roku - co też opisałem we wyżej wymienionym punkcie #D2.1 swej strony tapanui_pl.htm. Czyli ścinane "jak leci" najtwardsze nowozelandzkie drewno szlachetne, na przekór bycia traktowanym najróżniejszymi chemikaliami, po wystawieniu go na działanie elementów ciągle zgnije już po około 140 latach (bez zaś potraktowania chemikaliami - zgnije nie później niż po 40 latach), podczas gdy dowolne naturalne nowozelandzkie "księżycowe drewno" potrafi wytrwać bez zgnicia przez ponad 800 lat.
       Wyjaśnienia skąd się biorą takie normalnie ukryte cechy nadzwyczajne niemal wszystkiego co Bóg tak stworzył, aby wyglądało to skromnie i niepozornie, dostarcza filozofia jaką ja miałem honor opracować i nazwać totalizm. Filozofia ta bowiem ustaliła istnienie tzw. "praw moralnych", jedno z których stwierdza, że "na wszystko co istotne i wartościowe trzeba sobie ciężko zapracować" (co m.in. też oznacza, że bez włożenia wysiłku i pracy otrzymuje się jedynie marnotę - jaka typowo jest udziałem ludzi praktykujących tzw. filozofię pasożytnictwa.) Aby więc postwarzać nagrody dla tych z ludzi, którzy wypełniają w swym postępowaniu nakazy owego prawa moralnego, Bóg w swej nadrzędnej mądrości powybierał to co z pozoru wygląda bardzo skromnie i niepozornie, poczym ponadawał temu ukryte przed oczami ateistów i sceptyków wysoce niezwykłe i nadrzędne cechy - tak jak jest to zapowiedziane w Biblii, wersety 1:27-29 z księgi "1 Koryntian" - cytuję: "Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć, i to, co nie jest szlachetnie urodzone według świata i wzgardzone, i to, co nie jest, wyróżnił Bóg, by to, co jest, unicestwić, tak by się żadne stworzenie nie chełpiło wobec Boga." (Ja wyjaśniam szerzej te wersety Biblii m.in. w (6") z punktu #L1 z mojej autobiograficznej strony o nazwie pajak_jan.htm, a także wyjaśniam je w aż całym szeregu innych swych publikacji referujących do tego szczególnego wersetu, a linkowanych z mojej strony o nazwie skorowidz.htm.) Te niezwykłe cechy tego co skromnie i niepozornie daje się jednak wykorzystać tylko jeśli pozna się sekret ich wydobywania z ukrycia. Z kolei zaszczyt poznania i korzystania z owego sekretu, jest udzielany przez Boga tylko tym osobom i narodom, które spełniają aż cały szereg wymagań - przykładowo które (a) włożą w to poznanie i korzystanie wymagany nakład moralnie poprawnej pracy i motywacji; które (b) wykazują się wymaganym poziomem (faktycznej) moralności rozumianej w jej totaliztycznym zdefiniowaniu (tj. moralności rozumianej jako "poziom posłuszeństwa" z jakim przestrzega się przykazania i wymagania Boga - po szczegóły patrz punkt #B5 na mojej stronie o nazwie morals_pl.htm); które (c) żyją i działają w czasach jakie już dojrzały aby dany sekret mógł być poznany i użyty ku pożytkowi ludzkości; itd., itp.
       Ja aż wielokrotnie w swym życiu natykałem się na przykłady takich dobrze ukrytych cech. Ich najłatwiej sprawdzalnym przez każdego przykładem są cechy Biblii. Na pierwszy bowiem rzut oka, Biblia sprawia wrażenie, iż jest ona spisem bajdurzeń starożytnych pasterzy i wędrownych opowiadaczy. Ja sam zresztą też za właśnie taką uważałem Biblię aż do czasu kiedy w 1985 roku opracowałem swoją teorię wszystkiego zwaną Koncept Dipolarnej Grawitacji (Kodig), która w najbardziej skondensowany (krótki) sposób opisana jest w punkcie #A0 z mojej strony o nazwie dipolar_gravity_pl.htm. Mnie samemu, oraz tym zainteresowanym jej czytelnikom, których umysły potrafią uznać wyniki logicznych dedukcji, treść owej teorii Kodig udowodniła ponad wszelką wątpliwość, iż Bóg faktycznie istnieje. Na szczęście dla mnie, po udowodnieniu że Bóg faktycznie istnieje, zacząłem naukowo sprawdzać treść Biblii - co szybko mnie przekonało, że Biblia zawiera absolutną prawdę na każdy istotny dla ludzi temat. Ponadto, sprawdzenia te mi ujawniły, że praktycznie niemal każde zdanie z Biblii zawiera wiele (prawdopodobnie aż 12) odmiennych poziomów znaczeniowych (np. poziom dosłowny, poziom symboliczny, poziom przepowiedniowy, poziom potwierdzeniowy, poziom zasad i praw ustanowionych przez Boga, poziom edukujący, itd.), pierwszy z których to poziomów (dosłowny) jest celowo sformułowany zgodnie z wyżej wymienionym prawem moralnym, aby zniechęcać do natychmiastowego uwierzenia Biblii wszelkich ateistów i wywznawców filozofii pasożytnictwa, którzy jeszcze NIE zapracowali sobie na zaszczyt jej poznania. (O pasożytniczej naturze i nawykach takich osób, sama Biblia też nas ostrzega, nazywając ich bardzo trafnie "plewami" oraz "kozłami".) Najbardziej jednak w Biblii mnie zaszokowało, że na przekór sprawiania wrażenia, iż opisuje ona jakby starożytne bajdurzenia, faktycznie Biblia zawiera m.in. opisy każdego istotnego odkrycia naukowego, jakie ludzkość dokona aż do końca czasów. Przykładowo, wszystko co ja odkrywałem jako pierwszy naukowiec na świecie, a co okazywało się być ogromnie istotne dla ludzkości, moje sprawdzenia w Biblii zawsze mi potem ujawniały, iż owo moje odkrycie jest także gdzieś opisane w jej wersetach - tyle że zostało ono tam dobrze zaszyfrowane i ukryte przed niepowołanymi oczami. I tak, przykładowo, kiedy naukowo odkryłem, że widzialna "materia" z naszego "świata fizycznego" faktycznie jest tworzona przez Boga poprzez odpowiednie zaprogramowanie poruszeń niewidzialnej dla ludzi "przeciw-materii" zawartej w zamieszkiwanym przez Boga "przeciw-świecie", wkrótce potem znalazłem w Biblii werset 11:3 z "Listu do Hebrajczyków", który dokładnie potwierdza autorytetem Boga prawdę tego właśnie mojego odkrycia - patrz opisy z (5) w punkcie #C12 mojej strony o nazwie biblia.htm. Kiedy zaś np. naukowo odkryłem, że nasze starzenie się w sztucznie stworzonym przez Boga tzw. "nawracalnym czasie softwarowym" jest sterowane wibracjami spiral DNA z naszego ciała (co m.in. pozwali przyszłym ludziom na zbudowanie moich "wehikułów czasu" jakie będą ich cofały z powrotem do lat młodości po każdym osiągnięciu wieku starczego), wkrótce potem się okazało, że i prawda tego faktu jest potwierdzona w Biblii, tyle że też jest tam dobrze ukryta przed niepowołanymi oczami (patrz Bibia, wersety 20:1-11 z "2 Księga Królewska") - co wyjaśniam szczegółowiej w puktach #D5 do #D5.2 ze swej strony immortality_pl.htm. Podobnie ogromną naukową istotność posiada np. moje teoretyczne odkrycie z czerwca 2016 roku, że "przeciw-świat" w którym mieszka Bóg, a stąd i cały wszechświat, mają nieskończone wymiary, a stąd NIE są w stanie ani się rozszerzać ani kurczyć, bowiem poza nimi NIE istnieje już żadna inna przestrzeń. Istotność tego odkrycia też jest ogromna, ponieważ całkowicie obala ono i unieważnia tak obecnie modną wśród ateistycznych naukowców "teorię wielkiego bangu", na jakiej bazuje całe to naukowe kłamstwo o rzekomej przypadkowej ewolucji wszechświata i życia. Wiedząc więc już wówczas, że każde przyszłe istotne dla ludzkości odkrycie naukowe jest już potwierdzone w Biblii, ponownie zacząłem tam szukać potwierdzenia autorytetem Boga jego prawdy. Jak też potem się okazało, faktycznie w Biblii to moje teoretyczne odkrycie z czerwca 2016 roku jest już opisane przez około 2000 lat (patrz werset 3:24-5 z bibilijnej "Księgi Barucha"), tak jak wyjaśniłem to dokładniej na końcu punktu #D4 ze swej strony internetowej o nazwie dipolar_gravity_pl.htm - tyle że jak wszystkie inne nieznane jeszcze ludziom odkrycia, w Biblii jest ono dobrze ukryte przed oczami leniwców i nieuków, stąd aby je zrozumieć, najpierw trzeba sobie na to zapracować włożeniem wymaganej ilości pracy i wysiłku w dokonanie owego odkrycia. Oczywiście, podobnych przykładów starannego ukrywania przez Boga niezwykłych cech wszystkiego co skromne i niepozorne, mógłbym tu wyliczać znacznie więcej - i to nawet tylko na przykładach moich własnych badań. Jednak NIE w tym celu piszę niniejszy punkt. Tu bowiem chcę zwrócić uwagę czytelnika, iż takich niezwykłych cech trzeba wypatrywać i poszukiwać we wszystkim co niepozorne, skromne, powszechnie ignorowane, niedoceniane, lekceważone, itp. (Tak jak kiedyś były traktowane miejscowości mojego urodzenia i dzieciństwa, tj. Stawczyk, Wszewilki i Milicz.)
       Jednym z wielu przykładów takich niezwykłych atrybutów, jakie są dobrze ukryte przez Boga przed niepowołanymi oczami zachłannych ateistów i pasożytów, są właśnie cechy drewna pozyskiwanego z drzew ścinanych podczas srogiej zimy i to w fazie zmniejszającego się księżyca. (Ja wierzę, że naturalne drewno, a także wiele innych niepozornych i skromnych substancji jakie Bóg stworzył, kryje w sobie jeszcze sporo więcej podobnie niezwykłych atrybutów - tyle że trzeba włożyć wiarę w Boga i znaczny wysiłek w badania, aby je stopniowo poodkrywać. Takich niezwykłych atrybutów NIE posiadają jednak substancje stworzone przez człowieka, np. plastyki, beton, stal, itp.) W marcu 2017 roku, tj. w czasach pisania niniejszego punktu, o cechach takiego "księżycowego drewna" można było się dowiedzieć z gratisowego 37-minutowego filmu (z komentarzem w języku polskim) dostępnego poprzez YouTube.com pod adresem: www.youtube.com/watch?v=hjW4gGwEdeE. Film ten nosi polskojęzyczny tytuł "KSIĘŻYCOWE DREWNO - UKRYTA PRAWDA O DRZEWACH I DREWNIE NA NOWO ODKRYTA". Został on przygotowany na bazie doświadczeń życiowych właściciela światowej sławy zakładów drzewnych należących do byłego austriackiego leśnika o nazwisku Erwin Thoma. Owe zakłady drzewne Erwin'a Thoma mają też własną niemieckojęzyczną stronę internetową, jaka w marcu 2017 roku była dostępna pod adresem: www.thoma.at.
       Aczkolwiek wszelkie cechy jakie Bóg nadaje stworzonym przez siebie substancjom i obiektom natury, są nadawane na bazie boskich celów, wiedzy, logiki i dalekowzroczności, ciągle cechy te ludzie mogą też wyjaśniać mechanizmami przyczynowo-skutkowymi. (Bóg ma bowiem zwyczaj wpisywania dowodów na więcej niż jedno wyjaśnienie we wszystko co czyni - po szczegóły patrz punkt #C2 mojej strony tornado_pl.htm.) Przykładowo, niezwykłe cechy "księżycowego drewna" przyczynowo-skutkowo daje się wyjaśniać jako spowodowane przygotowywaniem się drzew do trudności przynoszonych okresem ostrej zimy (tj. przygotowywaniem się drzew do wytrzymania silnych wiatrów, mrozów, zmian temperatury, itp.), a także przygotowywaniem się drzew do powtarzalnie suchszego i mroźniejszego okresu zimy, jaki typowo nadchodzi właśnie w fazie zmniejszającego się księżyca.
       Wieś Wszewilki i wieś Stawczyk są położone w bliskości rozległych lasów. NIE sprawia więc ich mieszkańcom żadnej trudności pozyskiwanie drawna właśnie w czasie kiedy drewno ujawnia swoje niezwykłe cechy (tj. w zimie, w fazie zmniejszającego się księżyca). Na drewnie takim rzemielśnicy owych wsi mogliby zacząć tworzyć poszukiwane przez ludzi np. meble, podłogi, wykładziny ścian mieszkań, schody, drzwi, okna, itp. - jakich cechy byłyby równie niezwykłe jak owo "księżycowe drewno". Polecam więc uwadze co bardziej przedsiębiorczych mieszkańców tych wsi ów wysoce uczący film jaki tu rekomenduję, oraz to co tu powyjaśniałem na bazie swego "Kodig". Wszakże na tej powszechnie niepoznanej jeszcze wiedzy mogą oni teraz zacząć budować dalszy rozwój, oraz przyszłą zamożność i użyteczność dla ludzkości, wsi z których i ja z taką dumą wywodzę własne pochodzenie.


#C5. Idea "offspin" - czyli jeśli jeden obszar ulegnie ożywieniu, wówczas wszystko zacznie się ożywiać:

       Anglicy posiadają pojęcie jakie oni nazywają "offspin". W tłumaczeniu na nasze oznacza ono "pobudzanie do rotowania". W pojęciu tym chodzi o to, że wszystko jest ze sobą powiązane najróżniejszymi współzależnościami. Jeśli więc zacznie się zawirowywać jeden składnik takiej powiązanej ze sobą całości, wkrótce cały system będzie już wirował.
       Wyjaśnijmy to pojęcie "offspin" na przykładzie Wszewilek. Załóżmy że któreś z opisywanych tutaj przedsięwzięć przemysłowych zostanie zrealizowane i że we Wszewilkach otworzony zostanie jakiś miejscowy przemysł dający zatrudnienie i źródło dochodu do jakiejś liczby zatrudnionych w nim osób. Ludzie więc którzy będą zatrudnieni w owym przemyśle będą potrzebowali np. jedzenia. Stąd część pieniędzy które oni zarobią powędruje do miescowych piekarzy, restauratorów, cukierników, itp. Aby jednak owi piekarze, restauratorzy, cukiernicy, itp., mieli towar, część ich zarobków musi z kolei wędrować do miejscowych rolników, warzywników, ogrodników, właścicieli stawów, itp. Tamci też będą potrzebowali więcej odzieży, sprzętu, zaopatrzenia, itp. W rezultacie, ani się ktoś oglądnie, jak z powodu tylko jednego takiego nowego przedsiębiorstwa wkrótce już wszystko w okolicach Wszewilek i Milicza będzie wirowało na najwyższych obrotach.


Część #D: Dodatkowo zaktywizujmy Wszewilki poprzez przyciąganie świata do niezwykłości owej wioski, oraz poprzez gościnne przyjmowanie wszystkich przybyszy:

       Wszewilki są wioską. Jako takie nie są one w stanie wybrać się do świata. Mogą jednak spowodować, że świat przybędzie do nich.

#D1. Niezwykłości Wszewilek które już obecnie czynią tą wioskę wartą odwiedzenia:

Motto: "Jeśli masz jakieś ogromnie ważne marzenie, wybierz się do Wszewilek i przemarz je tam ponownie. Moje doświadczenia potwierdzają bowiem, że moralne, pozytywne, realistyczne, oraz poparte zdecydowanymi działaniami marzenia dokonane we Wszewilkach zawsze z czasem się wypełniają."

       Milicz, Wszewilki, oraz ich okolice potrzebują napływu zamożności i stabilności. Te zaś przybędą kiedy mieszkańcy owych miejscowości zrealizują opisywaną w "części #B" tej strony drogę okrężną oraz miejską linię autobusową, oraz kiedy owe posunięcia zainspirują czyjeś zainwestowanie w przemysł wytwórczy np. na Wszewilkach. Jednak Wszewilki i okolice Milicza mają również wiele do zaoferowania na polu pozaprzemysłowym. Rozważmy więc teraz owe odmienne rodzaje ofert tych ziem.
       Czakram ziemi, wypełnianie się marzeń, dziwy natury (w rodzaju gryfa czy powtarzalnych opadów żywych rybek), wspaniałe powietrze, doskonałe sny, natura do oglądania, niezwykła historia, itp. - wszystko to już obecnie jest w stanie przyciągać do Wszewilek i Milicza licznych odwiedzających z dalekiego świata. Trzeba jedynie przestać z tym się wstydliwie ukrywać, tak jak to uczyniono na stronach o Wszewilkach i Miliczu, oraz trzeba wreszcie zacząć upowszechniać rzetelne informacje na tego temat.

Fot. #D1 (H1 z [10])

Fot. #D1: (H1 z [10]): Czyżby kultura odleciała z Wszewilek do Petone! Kiedyś na Wszewilkach można było zobaczyć i usłyszeć wspaniałe polskie tańce i śpiewy ludowe - m.in. podobne do tych, jeden z których utrwaliłem na powyższym zdjęciu. Wszewilki miały bowiem własny amatorski zespół tańca i śpiewu ludowego. Zespół ten m.in. występował na ostatnich wszewilkowskich dożynkach - które opisalem szerzej w punkcie #L2 swej strony o nazwie wszewilki.htm. Ja nawet podkochiwałem się w utalentowanej tancerce i wokalistce prowadzącej ten zespół - tj. w pięknej Maryli (ciągle do dzisiaj pamiętam jej nazwisko - było bowiem tak typowo polskie). Niestety, była ona parę lat starsza odemnie, więc rozglądała się za bardziej "dorosłymi" chłopcami. Maryla była niezwykle utalentowana muzycznie, zaś jej piosenki posiadały ową unikalną energię "umf", którą czytelnik może wyczuć też np. w piosenkach z moich własnych "playlist" - jakie uruchomią np. linki p_instrukcja.htm albo p_l.htm (odnotuj, że moje "playlisty" działają najlepiej jeśli uruchamia je wyszukiwarka "Google Chrome"). Szkoda, że dzisiejsze pokolenie młodych Wszewilczan głównie interesuje się zjadaniem kanapek przed ekranami telewizorów. Wszakże wszewilkowski zespół tańca i śpiewu, tak utalentowany, barwny, żywiołowy i doskonale tańczący, jak ten który formowała Maryla wraz ze swymi koleżankami, przyciągałby tysiące turystów na wszewilkowskie uroczystości i spektakle.
       Powyższe zdjęcie wykonałem na "Festiwalu Polskim", który zaczął się "w samo południe" w sobotę, dnia 24 lutego 2007 roku, na miniaturowym ryneczku w Petone - tj. w przedmieściu stolicy Welligton z Nowej Zelandii. Na festiwalu tym tańczyło kilka polonijnych zespołów ludowych istniejących obecnie w Nowej Zelandii. Wszakże polski taniec ludowy robi ostatnio furorę poza granicami kraju. Polskich tańców uczą się tam już nawet ludzie którzy nie potrafią powiedzieć słowa po polsku, a jedynie z dumą odkrywają że któryś z odległych przodków (np. dziadek czy prababka) kiedyś emigrowali tu aż z Polski. Powyżej utrwalony zespół taneczny młodych i dynamicznych Nowozelandek szczególnie mi zaimponował. Zademonstrował on bowiem wspaniale zchoreografowane połączenie w jedną całość tradycyjnego polskiego tańca ludowego, z tańcem nowoczesnym w rytm najnowszej polskiej muzyki neo-ludowej. Aczkolwiek więc taniec tych dziewcząt przypominał nieco sobą dawny polski taniec ludowy, faktycznie był on nowoczesnym tańcem w rytm wspaniałej polskiej muzyki bitowej modelowanej na dawnych polskich melodiach ludowych. Pokazane tutaj dziewczęta podbiły swoim tańcem i muzyką serca całej widowni.
       Tak nawiasem mówiąc, to ryneczek podobnie niewielki aczkolwiek przytulny, jak ten widoczny na powyższym zdjęciu, powinny odbudować sobie także Wszewilki - tak jak to wyjaśnione jest w "części #F" tej strony. Ktoś bowiem nieustannie podpowiada, że istnieje rodzaj niepisanej przepowiedni dla Wszewilek, jaka stwierdza że "po odbudowaniu dawnego ryneczka, dobrobyt i szczęście powrócą na stałe do Wszewilek i do innych okolicznych miejscowości, oraz pozostaną tam przez tak długo, jak długo ów ryneczek nie popadnie ponownie w ruinę".
* * *
Zauważ że można zobaczyć powiększenie każdej fotografii z niniejszej strony internetowej. W tym celu wystarczy zwyczajnie kliknąć na tą fotografię. Ponadto większość tzw. browser'ów które obecnie są w użyciu, włączając w to populany "Internet Explorer", pozwala na załadowanie każdej ilustracji do swojego własnego komputera, gdzie można jej się do woli przyglądać, gdzie daje się ją zredukować lub powiększyć, a także gdzie ją można wydrukować za pomocą posiadanego przez siebie software graficznego.


#D2. "Kapsuły czasu" - czyli kolejna atrakcja dla odwiedzających Wszewilki i Milicz:

       Nazwa "kapsuła czasu" (po angielsku "time capsule") jest przyporządkowana do rodzaju niepodlegającego rozkładowi pojemnika w którym trwale zamyka się jakieś cenne dokumenty oraz przedmioty, poczym wszystko zakopuje się lub ukrywa w trudnym do zidentyfikowania miejscu, tak aby mogło to być znalezione w odległej przyszłości przez następne generacje ludzi.
       Kiedy byłem w 5 klasie szkoły podstawowej przez jakiś dziwny impuls przygotowałem swoją własną "kapsułę czasu". Jako jej pojemnika użyłem dużej butelki - jeśli dobrze pamiętam była to butelka typu kiedyś używanego w aptekach (ze szeroką szyjką oraz ze szklanym korkiem doszlifowanym dla hermetycznego samozamknięcia). Do swojej kapsuły powkładałem najróżniejsze "skarby" jakie wówczas były w moim posiadaniu. Jeśli dobrze pamiętam były to najróżniejsze stare monety, zdjęcia, oraz dokładna historia mojej rodziny i mnie samego spisana mozolnie na poziomie moich ówczesnych umiejętności pisarskich. Kapsułę tą zakopałem w sobie tylko znanym miejscu głębiej niż mój własny wzrost - obecnie szacuję że na głębokość bliską 2 metrów. Chociaż więc zawiera ona metalowe obiekty, nie sądzę aby na takiej głębokości była ona wykrywalna przez dzisiejsze indukcyjne wykrywacze metalu. Od czasu zakopania tamtej "time capsule" nigdy nie usiłowałem jej odkopać. Wierzę więc, że znajduje się tam do dzisiaj, oraz że zostanie odkryta dopiero w odległej przyszłości.
       W przyszłości zamierzam też zakopać co najmniej jeszcze jedną taką "kapsułę czasu". Pierwszą z nich planuję przygotować w roku kiedy odchodził będę na emeryturę, tj. latem 2011 roku. Zakopię ją gdzieś przy Wszewilkach, w miejscu ustronnym chociaż łatwo dostępnym dla przyjezdnych, prawdopodobnie w pobliżu jakiejś drogi (być może nawet owej opisywanej na niniejszej stronie - jeśli do tego czasu będzie ona już gotowa). Tym razem swoją drugą i następne "kapsuły czasu" przygotuję znacznie staranniej niż tamtą w dzieciństwie. Mianowicie, zamiast butelki przygotuję ją zapewne w formie szklanego pojemnika o wysokiej wytrzymałości i precyzyjnie zamykanego. Narazie jeszcze nie wiem, czy będzie to szklany hermetyczny pojemnik specjalnie wykonany na moje zamówienie, czy też po prostu użyję w tym celu jakiś gotowy szklany pojemnik zakupiony w sklepie a potem zaklejony jakimś krystalicznym "super-klejem" oraz dla pewności obwiązany niekorodującem drutem np. z miedzi lub ołowiu. (Jeśli użyję pojemnika zakupionego w sklepie, wówczas zapewne będzie on miał formę prostokątnej szklanej maselniczki, albo też okrągłego słoika z dużym szklanym wieczkiem, typu używanego kiedyś na kompoty domowej roboty.) Kiedyś zgromadziłem kolekcję kilku srebrnych i złotych monet. Zakładam więc, że włożę do kapsuły co cenniejsze egzemplarze z tej swojej kolekcji. Ponadto włożę w nią rodzaj swojej "spuścizny", znaczy nie tylko opis historii swojego życia, ale także niektóre informacje istotne dla naszej cywilizacji, jakich za życia z różnych powodów nie byłem w stanie publicznie udostępnić.
       Osobiście tutaj również zachęcam, aby i czytelnicy przygotowali swoje własne "kapsuły czasu" oraz zakopali je gdzieś w publicznie dostępnym obszarze niedaleko Wszewilek. Wszakże nie tylko każdy z dzisiejszych mieszkańców Wszewilek może też przygotować sobie taką własną "kapsułę czasu", ale wręcz każdy z czytelników może także to uczynić - bez względu na to gdzie obecnie mieszka. Wszewilki zaś są doskonałym miejscem gdzie owe kapsuły czasu można powierzyć opiece naszej matki Ziemi. Wierzę również, że aż dla kilku powodów, kapsuł tych przyszłe generacje będą usilnie poszukiwały właśnie we Wszewilkach. Jeśli więc ktoś chce aby jego kapsuła została znaleziona w odległej przyszłości, powinien ją zakopać właśnie w jakims ustronnym i publicznie dostępnym miejscu z okolic Wszewilek.
       Kiedyś (około 1981 roku) byłem na wczasach rodzinnych przy jakimś polskim jeziorze. Zdaje się że było to w Lendyczku. Podczas pływania na rowerze wodnym przypadkowo znalazłem taką "kapsułę czasu" przygotowaną wiele lat wcześniej przez kogoś innego. Okazało się że woda ją skądś wymyła i przyniosła do owego jeziora. Owa znaleziona kapsuła nie zawierała nic szczególnego. Był to po prostu duży płat kory brzozowej włożony w pustą butelkę. Na korze była opisana historia jakiejś grupy obozowej sprzed wielu lat. Na przekór jednak owej niewielkiej zawartości tamtej kasuły czasu, stała się ona sensacją tamtego lata dla wszystkich turnusów owego ośrodka. Po tym jak kierownictwo ośrodka mi ją zarekwirowało, wszyscy wczasowicze ją czytali na kolejnych turnusach, często dyskutowali, oraz spekulowali co potem stało się z opisanymi na niej osobami. Warto o tym pamiętać. Wszakże jeśli samemu się przygotuje taką właśnie kasułę czasu, wówczas faktycznie dostarcza się komuś w dalekiej przyszłości podobnej uciechy czytania, dyskutowania i spekulowania na temat zawartości owej kapsuły, treści podanych tam opisów, oraz dalszych losów tego czy tych co kapsułę taką przygotowali. Ponadto, zapewne kapsuła ta wyląduje w miejscowym muzeum, a być może nawet jakiś historyk zrobi na niej swój doktorat.
       Faktycznie to w okolicach Wszewilek istnieją też już od dawna najróżniejsze stare kapsuły czasu. Wynikają one z losów tych ziem, jakie opisałem na odrębnych stronach o Wszewilkach i Miliczu.


#D3. Włączenie Wszewilek jako docelowej miejscowości dla uczestników międzynarodowych gier i zainteresowań hobbystycznych organizowanych za pośrednictwem internetu:

       W internecie rośnie liczba coraz bardziej atrakcyjnych gier oraz zainteresowań hobbystycznych których esencja sprowadza się do zainspirowania najróżniejszych ludzi do odwiedzenia określonych miejsc na Ziemi. Ja proponowałbym aby powłączać Wszewilki do możliwie największej liczby takich gier i zainteresowań. Wszakże jedyne co niezbędne aby powłączać Wszewilki do owych gier, to dostęp do interentu (który niewątpliwie ma już spora liczba mieszkańców Wszewilek), oraz odrobina dobrych chęci. Gdybym zamiast w Nowej Zelandii mieszkał w zasięgu krótkiej podróży od Wszewilek, wówczas ja sam bym dokonał takiego powłączania dla dobra swojej rodzinnej wioski. Niestety, aby to uczynić trzeba mieszkać w pobliżu danego miejsca - tak aby móc spełnić warunki które gra ta nakłada (np. przygotwać i ukryć "skarb" który uczestnicy danej gry będą potem poszukiwali).
       Aby dać czytelnikom jakieś rozeznanie na czym owe internetowe gry polegają, opiszę tutaj jedną z nich - jaka moim zdaniem jest najbardziej reprezentacyjna dla nich wszystkich. Nazywa się ona "Globalne polowanie z GPS na ukryty skarb" (w oryginale angielskojęzycznym "Geocaching - The Global GPS Cache Hunt"). Jej dokładne opisy i dane lokacyjne dostępne są (w języku angielskim) na stronie internetowej www.geocaching.com. Gra ta polega na tym, że jakaś indywidualna osoba, lub grupa osób, ukrywa gdzieś w terenie rodzaj jakby "skarbu". "Skarb" ten faktycznie wcale NIE zawiera żadnych cenności, a jedynie kilka małych przedmiotów które typowo poniewierają się w każdym domu, np. obcinacz do paznokci, korkociąg, otwieracz do butelek, szkło powiększające, stara moneta, jakiś klucz, itp. Jest on zamknięty w jakimś metalowym pudełku które chroni go przed wilgocią (np. po czekoladkach), oraz dodatkowo zaopatrzony w mały notesik i długopis które służą jako tzw. "logbook". Skarb ten ukrywa się w publicznie dostępnym miejscu i sposób jaki pozwala na jego proste znalezienie bez użycia specjalnych narzędzi - tj. NIE wolno go zakopywać ani zawieszać na tyle wysoko aby konieczna była drabina, a trzeba wstawić np. do niskiej dziupli, albo do środka gęstego krzewu, albo na belce mostu, itp. Następnie za pomocą urządzenia zwanego GPS (tj. "Global Positioning System") znajduje się precyzyjne położenie geograficzne tego "skarbu" (tj. jego "współrzędne GPS" z dokładnością do jednego metra). Te dane o dokładnym położeniu "skarbu" są następnie wpisywane do publicznego wglądu na w/w stronie "www.geocaching.com". Jeśli więc komuś się nudzi, a właśnie przebywa lub przejeżdża w pobliżu danego "skarbu", wówczas odpisuje sobie z w/w strony jego położenie, poczym odszukuje ten skarb. Po odszukaniu wpisuje do "logbook" załączonego ze "skarbem" informację kiedy skarb ten znalazl i jakie są jego dane kontaktowe (np. email), poczym zabiera z pudełka te przedmioty które mu się spodobają, wkładając w zamian do pudełka równą liczbę innych przedmiotów które przywiózł ze sobą (tj. po znalezieniu "skarb" wolno sobie zabrać, jednak trzeba zostawić na jego miejscu jakiś inny "skarb"). Następnie chowa tak "obrabowany" skarb w poprzednie miejsce ukrycia, tak aby "skarb" ten mógł być ponownie znaleziony przez kogoś następnego.
       Jak już wyjaśniłem to powyżej, taki "skarb" wcale nietrudno jest przygotować, bowiem w każdym domu poniewierają się jakieś drobne przedmioty które można załadować do pustego metalowego pudełka po czekoladkach razem z "logbook" i z długopisem. Wszewilki są też pełne ciekawych miejsc publicznie dostępnych gdzie taki skarb można łatwo ukryć - np. dziuple w drzewach, mostki, chaszcze, wieże trangulacyjne, stosy kamieni, ruiny dawnych budynków, stosy rudy darniowej na polach, słynny stary wszewilkowski cmentarz, itp.


Część #E: Powołanie we Wszewilkach ośrodka (tj. gospodarstwa rolnego i darmowej restauracji) dla ochotników wypracowujących dla siebie totaliztyczną nirwanę:

      

#E1. Dlaczego totaliztyczna nirwana jest aż tak ważna, że powinny zostać stworzony specjalny ośrodek w którym ochotnicy mogliby sobie ją wypracowywać:

Motto: "Ludzie na Ziemi niepotrzebnie biedzą się nad wymyślaniem idealnego ustroju społecznego i idealnych praw. Bóg opracował je bowiem już kiedy stwarzał człowieka, zaś moralnie zaawansowane cywilizacje używają je od milionów lat. Ten idealny ustrój sprowadza się do ochotniczej pracy dla nirwany, zaś idealne prawa bazują na pedantycznym przestrzeganiu praw moralnych."

       W punkcie #D1 strony internetowej o totaliztycznej nirwanie, a także w punkcie #A2 odrębnej strony o politycznej partii totalizmu, wyjaśnione zostało szczegółowo dlaczego jest ogromnie istotne aby cywilizacja ludzka nauczyła się wypracowywać dla siebie stan nieustającej nirwany, oraz aby ochotniczą pracą dla uzyskania nirwany zastąpiony został obecny system wymuszania pracy poprzez zapłatę. (Tj. aby niedoskonałe ustroje społeczne wymyślone przez ludzi i bazujące na wymuszonej pracy dla pieniędzy, zastąpione zostały "ustrojem nirwanowym" danym nam przez samego Boga i bazującym na ochotniczej pracy dla nirwany.) Podsumujmy tutaj w wielkim skrócie to wyjaśnienie.
       Jak wykazują badania totalizmu, faktycznie to Bóg osobiście opracował dla ludzkości idealną formę ustroju społecznego, oraz zestaw idealnych praw, według których zgodnie z wolą Boga ludzie powinni żyć. Problem jedynie polega na tym, że Ziemia od tysiącleci znajduje się w mocy szczególnie paskudnych "przyjemniaczków", którzy nie pozwalają ludziom wdrożyć w życie ani owego idealnego ustroju, ani też owych idealnych praw. (W przeszłości owych "przyjemniaczków" nazywano "diabłami". Obecnie używamy wobec nich odmienną nazwę UFOnautów.) Generalnie rzecz biorąc, ów idealny ustrój opracowany dla ludzkości przez samego Boga opiera się na ochotniczej pracy wykonywanej na rzecz innych ludzi bez żadnego materialnego wynagrodzenia. Celem owej ochotniczej pracy jest bowiem wypracowanie dla siebie niezwykłej nagrody którą wyznaczył sam Bóg, a która nazywana jest nirwaną. Aby uzyskać ową nirwanę, ludzie ochotniczo muszą pracować fizycznie z wysokimi motywacjami, przeznaczając owoce swojej pracy dla dobra innych ludzi. Po uzyskaniu zaś owej nirwany przeżywają oni tak niewypowiedzianą szczęśliwość, że potem wcale nie jest im potrzebne jakiekolwiek wynagrodzenie materialne za pracę. Po prostu będą oni kontynuowali swoją ciężką pracę fizyczną dla dobra innych tylko za przyjemność utrzymywania się w stanie owej nirwany. Owe niezwykłe cechy nirwany powodują, że faktycznie w moralnie wysoko postawionych cywilizacjach nirwana zastępuje ziemskie pieniądze. (Przykładem takiej cywilizacji pracującej tylko dla nirwany, jest totaliztyczna cywilizacja której mieszkańców ludzie kiedyś uważali za "aniołów" opisanych na stronie o Bogu.) Stąd w takich cywilizacjach ochotnicza praca dla uzyskiwania nirwany staje się podstawą funkcjonowania całego społeczeństwa. W społeczeństwie takim przestają być potrzebne pieniądze. Ponadto, z uwagi na niemożność wypracowania nirwany jeśli ktoś postępuje niemoralnie, w takich społeczeństwach przestają być potrzebne także niedoskonałe ludzkie prawa - które tam zastępowane są przez tzw. prawa moralne. Owe prawa moralne stają się tam również fundamentem owego idealnego "ustroju nirwanowego" zaprojektowanego dla ludzi przez samego Boga.
       Niestety, zanim ludzie się nauczą ochotniczo wypracowywać dla siebie nirwanę, najpierw ktoś musi pokazać im jak to czynić. Pokazania tego można dokonać na dwa sposoby. Jednym z nich jest sposób wyjaśniony na stronie o politycznej partii totalizmu. Mianowicie, aby go urzeczywistnić partia totalizmu musi najpierw wygrać wybory. Jednym zaś z pierwszych posunięć po zdobyciu władzy byłoby uformowanie przez tą partię właśnie takich ośrodków w których ludzie uczyliby się ochotniczo wypracowywać dla siebie nirwanę. Drugi sposób polega na uformowaniu takiego ośrodka nauczania nirwany poprzez charytatywną działalność jakiegoś przemysłowca lub finansisty. Dlatego, gdyby mi osobiście udało się kiedyś np. zrealizować któryś ze swoich wynalazków, np. zbudować fabrykę ogniw telekinetycznych, wówczas z całą pewnością starałbym się ustanowić we Wszewilkach właśnie taki ośrodek nauczający ochotniczego wypracowywania dla siebie nirwany.


#E2. Jak taki ośrodek wypracowywania totaliztycznej nirwany by wyglądał i działał:

       Aby ochotniczo wypracować dla siebie nirwanę, konieczne jest ochotnicze wykonywanie ciężkiej pracy fizycznej której całe wyniki przeznaczane mają być dla dobra innych ludzi. Tylko bowiem jeśli wyniki swojej pracy altruistycznie przeznacza się dla dobra innych ludzi, jest się w stanie wygenerować w sobie poziom i rodzaj motywacji jakie są konieczne dla wypracowania nirwany. Dlatego gdybym to ja organizował we Wszewilkach taki ośrodek wypracowywania nirwany, wówczas w tym celu zakupiłbym tam jakieś spore gospodarstwo rolne, zaś przy byłym historycznym ryneczku Wszewilek (tj. niedaleko od przystanku opisywanego na tej stronie autobusu okrężnego) zbudowałbym nowoczesną kuchnię z czystą i apetycznie wyglądającą jadłodajnią. Następnie tak zorganizowałbym działanie owego gospodarstwa rolnego, aby ochotnicy którzy by tam się zgłaszali aby wypracować dla siebie nirwanę, zabezpieczali w nim nieustanną produkcję najróżniejszych smacznych produktów żywnościowych. Z kolei owa świeża i smaczna żywność produkowana w owym gospodarstwie byłaby przetwarzana w kuchni na smacze, pożywne i dobrze balansowane posiłki. Posiłki te byłyby potem serwowane za darmo w przylegającej jadłodajni do użytku wszystkich ludzi z całej okolicy. Każdy więc kto tylko czułby się głodny, lub kto zechciałby spróbować posiłków przygotowanych w ramach wypracowywania nirwany, byłby mile goszczony w owej jadłodajni, oraz traktowany tam poczęstunkiem tych szczególnie smacznych i pożywnych obiadów oraz innych posiłków, rozdawanych gratisowo każdemu kto tylko by do jadłodajni owej zawitał.
       Oczywiście, aby ochotnicy pracujący nad swoją nirwaną byli uwalniani od kłopotów i trosk dzisiejszego życia, owo gospodarstwo, kuchnia, oraz jadłodajnia, zaopatrzone byłyby dodatkowo w odpowiednią infrastrukturę wspomagającą wypracowywanie nirwany. I tak ochotnicy po przybyciu do owego ośrodka otrzymywaliby darmowe mieszkanie z pełnym umeblowaniem. Żywieni byliby darmowymi i smacznymi posiłkami podawanymi im w owej ośrodkowej jadłodajni. Ponadto otrzymywaliby za darmo odzierz, obuwie, narzędzia pracy, urządzenia rozrywkowe, oraz wszystko inne co byłoby im potrzebne dla wiedzenia szczęśliwego i spełnionego życia oraz dla koncentrowania się na wypracowaniu dla siebie nirwany. Ich pobyt w ośrodku początkowo byłby akceptowany na jeden rok. W przypadku jednak kiedy po owym roku tam pobytu faktycznie dany ochotnik mógłby się wylegitymować wypracowaniem dla siebie nirwany oraz wysoce moralnym zachowaniem, pobyt ten mógłby zostać przedłużony na następny rok, lub nawet na kilka lat.


Część #F: Odbudujmy historyczny ryneczek Wszewilek:

      

#F1. Neo-romański kościółek z oddzielnie stojącą wieżą (m.in. widokową), hotel z restauracją, mall, oraz muzeum - czyli dzisiejsze odpowiedniki historycznych zabudowań ryneczka dawnych Wszewilek:

Motto: "Faktyczna i trwała zasobność, stabilność oraz szczęście powrócą do Wszewilek i Milicza, a także do innych okolicznych miejscowości, dopiero po tym jak Wszewilki odbudują swój historyczny ryneczek."

       W okolicach historycznego ryneczka Wszewilek stały kiedyś aż cztery budowle publicznego użytku. Było to: (1) stary romański kościółek z oddzielnie stającą przy nim wieżą dzwonową, (2) karczma, (3) spichlerz na zboże, oraz (4) piekarnia. Sam zaś ryneczek był pustym placem na jakim niemal każdego wieczora miejscowi rolnicy odbywali swoje wieczorne spotkania i pogawędki, który był obszarem cotygodniowych jarmarków dla sprzedarzy produktów rolnych, oraz na którym każdego roku odbywał się powtarzalnie słynny aż na kilka krajów jarmark koński. To właśnie na ów słynny jarmark koński przybył kiedyś do Wszewilek mój własny dziadek aż z Białorusi. To także na Wszewilkach jego doskonała znajomość koni tak urzekła pobliskiego właściciela ziemskiego, że wynajął on mego dziadka na swego koniuszego. Obecnie zarówno w miejscu owego placu-ryneczka, jak i w miejscach gdzie znajdowały się tamte budowle publicznego użytku, znajdują się jedynie głębokie wykopy w ziemi. Czas więc aby doły te ponownie zasypać ziemią, oraz aby pobudować nowoczesne odpowiedniki w miejscach gdzie kiedyś stały wszystkie owe budowle publicznego użytku. Wszakże "tylko kiedy dawny ryneczek Wszewilek zostanie odbudowany, powróci długoterminowa zamożność, stabilność i szczęście do mieszkańców całej tej okolicy".
       Oczywiście, w dzisiejszych czasach Wszewilki nie potrzebują już dokładnie takich samych budynków. Wszakże czasy karczmy czy śpichlerza na zboże już dawno minęły. Niemniej na ich miejsce warto wybudować budynki które będą je symbolizowały i zastępowały w nowoczesnej formie. Przykładowo, zamiast dawnej piekarni warto zbudować cały nowoczesny "mall" z supermarketem, restauracyjką, cukiernią, kawiarenką, piekarnią, bankiem, itp. Z kolei w miejsce śpichlerza warto zbudować nowoczesne muzeum które będzie uczyło, zabawiało i przyciągało odwiedzających. Karczmę warto zastąpić hotelem z własną restauracją i barem. Jedynie kościółek ja osobiście widziałbym celowo odbudowany w stylu "neo-romańskim" - tak aby dokładnie przypominał on swym wyglądem tamten historyczny kościół Wszewilek który kiedyś stał na jego miejscu. (Oczywiście, po otynkowaniu i upiększeniu nową elewacją wyglądałby on znacznie atrakcyjniej niż pokazuje to zdjęcie "Fot. #F1" poniżej.) Wszakże takie odtworzenie dawnego wyglądu owego kościoła byłoby wysoce symbolicznym wyrazem zwycięstwa dobra nad owym złem które przez kilka ostatnich wieków umęczało wieś Wszewilki, mieszkańców tej wioski, a także wszystkie inne okoliczne miejscowści. Szczerze mówiąc mi osobiście bardzo jest szkoda że NIE wygląda na to aby odbudowa ryneczku i kościoła Wszewilek kiedykolwiek została podjęta. Wszakże mój czas na Ziemi pomału zbliża się do końca, zaś NIE istnieje inne miejsce na świecie w którym życzyłbym sobie bardziej spocząć wraz z żoną niż właśnie przy takim odbudowanym kościółku z moich rodzinnych Wszewilek. (Być może to i lepiej - uchroni to wszakże Wszewilki przed doświadczaniem owych niezwykłych zjawisk które nieprzerwanie mają miejsce w moim pobliżu.)

Fot. #F1 (B3 z [10])

Fot. #F1 (B3 z [10]): Powyższe zdjęcie przytaczam tutaj aby nim zilustrować jak wyglądał ów prastary kościół Wszewilek około 1870 roku - tj. na krótko przed tym zanim jego mury i piwnice zostały rozebrane, zaś jego gruzy użyte do budowy nasypu pod tory kolejowe przebiegające potem przez miejsce jego zlokalizowania. Zdjęcie pokazuje główne wejście do kościoła ujęte przy obiektywie aparatu skierowanym z zachodu na wschód. Kościół ten zbudowany był z nieregularnych brył tajemniczej tzw. "rudy darniowej" do dzisiaj znajdowanej na pobliskich łąkach koło koryta rzeki Barycz. Pochodzenie owego tajemniczego minerału-rudy prastarej Ziemi Milickiej dyskutowane jest w punkcie #F1 strony Wszewilki. W jego wnętrzu, wzdłuż ścian, wmurowanych było kilka płyt nagrobkowych upamiętniających co szacowniejszych synów Wszewilek. Z kolei z podziemi podobno wiódł niski tunel aż do jednego z grobów wszewilkowskiego cmentarza. Początkowo kościół Wszewilek był niską budowlą w stylu romańskim, zdolną też do wypełnienia funkcji obronnej. Jednak z czasem poddawany on był aż kilku przeróbkom i nadbudowaniom wysokości jego murów. Przeróbki te nieco zmieniły jego końcowy wygląd, tak że w czasach rozbiórki jego oryginalny romański styl architektoniczny był już rozmyty. Na lewo od głównego wejścia, kościół Wszewilek miał wieżę w dzwonem wiszącym na rodzaju drewnianej struktury "kozła" (nie uwidocznioną na tym zdjęciu). Wieża ta NIE posiadała dachu, tak że dzwon widoczny był od zewnątrz.
       Więcej informacji o wszewilkowskim kościele przytoczone zostało w punkcie #C5 totaliztycznej strony o nazwie sw_andrzej_bobola.htm, w punkcie #E1 strony o nazwie wszewilki.htm, a także w punkcie #D3 strony o nazwie wszewilki_milicz.htm.


#F2. Symboliczna wymowa moralna ewentualnego odbudowania historycznego ryneczka Wszewilek:

       W przypadku gdyby historyczny ryneczek Wszewilek został pewnego dnia odbudowany, miałoby to ogromną wymowę moralną. Oznaczałoby to wszakże zwycięstwo dobra nad złem, a także odrodzenie się faniksa z popiołów. Wszakże nastąpiłoby to na przekór że owe szatańskie moce bez przerwy wyniszczają Wszewilki już od kilku kolejnych stuleci, oraz na przekór że moce te nie pozostawiły do dzisiaj nawet śladu po dawnym ryneczku tej wioski.


#F3. Co, dlaczego, oraz jak powinno zostać zbudowane w celu odbudowy historycznego ryneczka Wszewilek:

       Historyczny rynek Wszewilek nie tylko powinien pełnić funkcję centrum handlowego, kulturalnego, oraz religijnego Wszewilek, ale także być wizytówką owej miejscowości. Dlatego cokolwiek tam by się nie budowało, powinno to być budowane z dużą doża wyobraźni i pomysłowości. Przykładowo, albo główny budynek muzeum, albo choćby tylko wejście do muzeum (tj. jego przedsionek) proponowałbym zbudować w dokładnym kształcie, materiałach, wyglądzie, oraz zagospodarowaniu wnętrza, takiej jakie są albo w wehikule UFO typu K6, albo też nawet UFO typu K7. (Odnotuj że UFO typu K7 było nośnikiem bibilijnego raju - tak jak to wyjaśnione w podrozdziale P6.1 z tomu 14 mojej najnowszej monografii [1/5].


#F4. "Muzeum darmowej i samoodtwarzającej się energii we Wszewilkach" (lub w Miliczu) - czyli niewielka inwestycja która niezwykłością swoich eksponatów będzie przyciągała tłumy zwiedzających:

       Wszewilki (a także Milicz) desperacko potrzebują tłumów wizytujących. Wszakże sumy wydawane przez dużą liczbę przyjezdnych wnosiłyby moc aby gospodarczo ożywić ten region jaki przecież nie może liczyć na czyjeś inwestycje przemysłowe. Aby jednak wielu wizytujących nabyło motywacji aby odwiedzić tą miejscowość, musi ona zaoferować im coś atrakcyjnego. Jak jednak narazie, z owym oferowaniem nie jest najlepiej. Najszybszym i najtańszym więc sposobem, aby Wszewilki (lub Milicz) mogły innym zaoferować coś unikalnego, jest zbudowanie dużego muzeum które będzie udostępniało swym zwiedzającym kolekcje jakie NIE są dostępne w żadnym innym miejscu na świecie. Wszakże sam budynek takiego muzeum Wszewilki (lub Milicz) mogłyby wystawić nawet w czynie społecznym. Z kolei eksponaty które ja proponuję tam wystawić, też daje się zdobyć głównie nakładem miejscowej pracy i umiejętności, a nie kapitału. W podpunktach które teraz nastąpią wskażę jakie moim zdaniem kolekcje mogłyby i powinny być wystawione w owym muzeum Wszewilek (lub Milicza) i potem szeroko reklamowane po świecie.


#F4.1. Najatrakcyjniejsze eksponaty które przyciągałyby do muzeum tłumy wizytujących to różne wersje konstrukcyjne urządzeń po łacinie zwanych "perpetum mobile" zaś w dzisiejszych językach nazywane "generatorami darmowej energii":

       Istnieją urządzenia, które już udowodniły, że są w stanie przyciągać tłumy zwiedzających. Są to tzw. "perpetum mobile", obecnie zwane "generatorami darmowej energii". Kiedy szwajcarska komuna religijna o nazwie Methernitha pokazywała zwiedzającym posiadany przez siebie prototyp takiego właśnie urządzenia zwanego przez nich "thesta-distatica", każdego dnia zjeżdżały się tam tłumy ludzi. Z czasem przyjeżdzających zaczęło tam przybywać aż tak dużo, że Methernitha nie była w stanie panować nad sytuacją i zmuszona została aby przerwać swoje pokazy. Prototyp podobny do obecnie już znanej na całym świecie "thesta-distatica" jest również w stanie wystawić ewentualne muzeum we Wszewilkach (lub Miliczu). Tyle tylko, że muzeum to musi samo sobie prototyp ten zbudować. (Zasada działania tego urządzenia jest nam już dobrze znana.) Z uwagi właśnie na ową niezwykłą popularność urządzeń darmowej energii, moim zdaniem ewentualne muzeum we Wszewilkach (lub Miliczu) powinno zgromadzić i pokazywać już istniejące prototypy tych niezwykłych urządzeń. Szczególnie, że pierwszy naukowiec na świecie który miał odwagę aby zająć się naukowymi badaniami tych niezwykłych urządzeń na przekór że zostały one zadeklarowane "naukowymi tabu" jakich nie wolno ani badać ani budować, oraz który opracował wyjaśnienia dla zasad działania wielu z nich, wywodzi się właśnie z Wszewilek.
       W chwili obecnej istnieją już działające prototypy, a także znane są zasady działania, dla całego szeregu takich "generatorów darmowej energii". Opisy kilku z nich zawarte są na totaliztycznych totaliztycznych stronach free_energy_pl.htm - o telekinetycznych generatorach darmowej energii. Nowopowstałe muzeum z Wszewilek (lub z Milicza), mogłoby zakupić prototypy tych z owych urządzeń, które obecnie daje się już nabyć, zaś wykonać samemu we własnym zakresie prototypy tych z owych urządzeń, których zasada działania jest już znana, jednak narazie nie daje się zakupić ich prototypów. Na dodatek do nich, ewentualne muzeum we Wszewilkach (lub Miliczu) mogłoby też pokazywać prototypy co bardziej niezwykłych urządzeń samoodtwarzającej się energii, np. urządzeń które przechwytują energię fal morskich, przypływów i odpływów morza, wiatru, ciśnienia atmosferycznego, słońca, zmian temperatury, itp., transformując ją na energię elektryczną, ruch mechaniczny, lub ciepło. Wylistujmy więc teraz w punktach kolejne z owych niezwykłych urządzeń których prototypy mogą i powinny znaleźć się w muzeum z Wszewilek (lub Milicza). Kolejność zestawień poszczególnych z takich urządzeń na poniższym wykazie odpowiada szacunkowej łatwości z jaką moim zdaniem dałoby się zdobyć działający prototyp danego urządzenia. Oto one:
       (1) Radio kryształkowe. Było ono pierwszym urządzeniem darmowej energii produkowanym fabrycznie na Ziemi. Generowało ono energię dźwięku, nie wymagając przy tym żadnego zasilania w energię elektryczną. Jego dokładniejszy opis zawarty jest na stronie fe_cell_pl.htm - o telekinetycznych bateriach. Jestem pewien że gotowe radia kryształkowe ciągle poniewierają się na strychach starych domów Wszewilek.
       (2) Grzałka soniczna (lub amfora z Pakistanu). W uproszczonej wersji "grzałki sonicznej", opisywanej na totaliztycznej stronie boiler_pl.htm - o szokującej historii telekinetycznej grzałki która bije wszelkie rekordy, owo urządzenie generowało ciepło zagotowujące wodę, konsumując nieco energii elektrycznej. Może ono jednak być też budowane w znacznie udoskonalonej wersji "amfory z Pakistanu" (też opisanej na w/w stronie boiler_pl.htm), w której generuje energię cieplną zagotowującą strumień omywającej je wody, nie wymagając zasilania w żadną formę energii.
       (3) Puszka Vidi'ego. Puszka taka typowo jest użyta w domowych barometrach. Ugina się ona bowiem w miarę zmiany ciśnienia atmosferycznego. W dawnych czasach po podłączeniu jej do zmyślnego mechanizmu używana ona była do napędzania zegarów które NIE wymagały "nakręcania". Mechanizm taki "nakręcał" bowiem sprężynę zegara za każdym razem kiedy ciśnienie atmosferyczne ulegało zmianie w dowolnym kierunku. Taki zegar nazywany "Atmospheric Clock", który NIE wymaga "nakręcania" bowiem wiecznie napędzany jest on omawianą tu "puszką Vidi'ego", znajduje się m.in. w muzeum zwanym "Clapham's Clock Museum", z miasteczka Whangarei w Nowej Zelandii.
       (4) Mechaniczne perpetum mobile które obraca się na zasadzie "efektu Coriolisa" (tj. koło zamachowe wiecznie napędzane ruchem obrotowym Ziemi). Jest to po prostu doskonale wyważone i dobrze ułożyskowane masywne koło zamachowe, którego oś obrotu jest równoległa do osi obrotu planety Ziemia. Kiedy więc Ziemia obraca się w swoim dobowym cyklu ruchu obrotowego, takie masywne koło zamachowe zgodnie z działaniem tzw. "efektu Coriolisa" pozostaje nieruchome w odniesieniu do naszego układu słonecznego, czyli zwolna obraca się w odniesieniu do Ziemi do której jest ono założyskowane. Koło to wykonuje jeden pełny obrót na dobę (czyli obrót o 15 stopni co każdą godzinę). Jeśli inercja tego koła jest sporego rzędu (np. około 1 tony), zaś jego masa rozmieszczona w pobliżu obwodu dla zmaksymilizowania jego momentu bezwładności, koło takie może dostarczyć wystarczającego momentu napędowego który byłby w stanie napędzać jakiś niewielki generator elektryczności. Tyle tylko że problem wymagający wówczas technicznego rozwiązania polega na zbudowaniu przekładni która jeden obrót na dobę zamieniałaby na wymagane przez taki generatorek elektryczności co najmniej jeden obrót na sekundę, czyli która miałaby przełożenie co najmniej 1:86400. Zbudowanie takiej przekładni byłoby więc sporym wyzwaniem technicznym. Wszakże zwykłe przekładnie zwielokratniające działające na zasadzie kół zębatych, przy tak dużym przełożeniu same by się blokowały własnym tarciem. Z kolei w przekładniach hydraulicznych ich przecieki przekraczałyby wydajność pompującą. Opis tego niezwykłego "perpetum mobile" obracającego się na zasadzie efektu Coriolisa po raz pierwszy był przytoczony i dyskutowany w lutym 2008 roku, m.in. na grupie dyskusyjnej groups.google.com/group/pl.sci.fizyka/browse_ thread/thread/6f0835cb1d0ac861/5e0d7235dc43c262?lnk=raot#5e0d7235dc43c262. Ewentualne muzeum we Wszewilkach (lub Miliczu) mogłoby zamówić sobie zbudowanie takiego koła zamachowego u miejscowych rzemielśników. Szczególnie że wymagane do jego budowy już gotowe koła zamachowe o