Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Zlot "Wszewilki-2006" z dnia 8/7/6 czyli 8 lipca 2006 roku
(dwujęzycznie, po: angielsku For English version click on this flag i polsku Dla polskiej wersji kliknij na ta flage)
Uaktualizowano:
7 stycznia 2013


Kliknij "X" lub "No" na np. planszy rzekomych błędów, lub na reklamie, jeśli te usiłują przeszkodzić w oglądnięciu tej strony.



Menu 1:

(Wybór języka:)


(Strona główna:)

Index

(Polskie tutaj:)

Poprzedni Zlot "2006"

Wszewilki

Źródłowa replika tej strony

Wieś Stawczyk

Zwiedzaj Wszewilki i Milicz

Wszewilki jutra

Zlot "Wszewilki-2007"

Unieważniony Zjazd "2007"

Raport Zlotu "2006"

Miasto Milicz

Bitwa o Milicz

Św. A. Bobola

Wrocław

Malbork

Nowa Zelandia

Atrakcje Nowej Zelandii

Korea

Hosta

Darmowa energia

Telekinetyczne ogniwo

Grzałka soniczna

Telekinetyka

Samochody bez spalin

Telekineza

Strefa wolna od telekinezy

Telepatia

Trzęsienia ziemi

Sejsmograf

Artyfakt

Koncept Dipolarnej Grawitacji

Totalizm

Pasożytnictwo

Karma

Prawa moralne

Nirwana

Dowód na duszę

Wehikuły czasu

Nieśmiertelność

Napędy

Magnokraft

Komora oscylacyjna

Militarne użycie magnokraftu

Tapanui

Nowa Zelandia

Atrakcje Nowej Zelandii

Dowody działań UFO na Ziemi

Fotografie UFO

Chmury-UFO

Bandyci wśród nas

Tornado

Huragany

Katrina

Lawiny ziemne

Zburzenie hali w Katowicach

Ludobójcy

26ty dzień

Petone

Przepowiednie

Plaga

Podmieńcy

WTC

Columbia

Kosmici

UFOnauci

Formalny dowód na istnienie UFO

Zło

Antychryst

O Bogu naukowo

Dowód na istnienie Boga

Metody Boga

Biblia

Wolna wola

Prawda

O mnie (dr inż. Jan Pająk)

Starsze "o mnie"

Poszukuję pracy

Aleksander Możajski

Świnka z chińskiego zodiaku

Zdjęcia ozdobnych świnek

Radości po 60-tce

Kuramina

Uzdrawianie

Owoce tropiku

Owoce w folklorze

Książka kucharska

Ewolucja ludzi

Wszystko-w-jednym

Grecka klawiatura

Rosyjska klawiatura

Rozwiązanie kostki Rubika 3x3=9

Rozwiązanie kostki Rubika 4x4=16

Wrocław

Malbork

Milicz

Bitwa o Milicz

Św. Andrzej Bobola

Liceum Ogólnokształcące w Miliczu

Klasa Pani Hass z LO Milicz

Absolwenci 1970

Nasz rok

Wykłady 1999

Wykłady 2001

Wykłady 2004

Wykłady 2007

Wieś Cielcza

Wieś Stawczyk

Wszewilki

Zwiedzaj Wszewilki i Milicz

Wszewilki jutra

Zlot "Wszewilki-2007"

Unieważniony Zjazd "2007"

Poprzedni Zlot "2006"

Raport Zlotu "2006"

Korea

Hosta

Lepsza ludzkość

Partia totalizmu

Statut partii totalizmu

FAQ - częste pytania

Replikuj

Memoriał

Sabotaże

Skorowidz

Menu 2

Menu 4

Źródłowa replika strony menu

Tekst [10]

Tekst [8p/2]

Tekst [8p]

Tekst [7]

Tekst [7/2]

Tekst [7b]

Tekst [6/2]

[5/4]: 1, 2, 3

Tekst [4c]: 1, 2, 3

Tekst [4b]

Tekst [3b]

Tekst [2]

[1/3]: 1, 2, 3

X tekst [1/4]

Monografia [1/4]:
P, 1, 2, 3, E, X

Monografia [1/5]


(English here:)

Wszewilki

Source replica of this page

Village Stawczyk

Wszewilki of tomorrow

Milicz

Battle of Milicz

St. Andrea Bobola

Wrocław

Malbork

New Zealand

New Zealand attractions

Korea

Hosta

Free energy

Telekinetic cell

Sonic boiler

Telekinetics

Zero pollution cars

Telekinesis

Telekinesis Free Zone

Telepathy

Earthquake

Seismograph

Artefact

Concept of Dipolar Gravity

Totalizm

Parasitism

Karma

Moral laws

Nirvana

Proof of soul

Time vehicles

Immortality

Propulsion

Magnocraft

Oscillatory Chamber

Military use of magnocraft

Tapanui

New Zealand

New Zealand attractions

Evidence of UFO activities

UFO photographs

Cloud-UFOs

Bandits amongst us

Tornado

Hurricanes

Katrina

Landslides

Demolition of hall in Katowice

Predators

26th day

Petone

Prophecies

Plague

Changelings

WTC

Columbia

Aliens

UFOnauts

Formal proof for the existence of UFOs

Evil

Antichrist

About God

Proof for the existence of God

God's methods

The Bible

Free will

Truth

About me (Dr Eng. Jan Pajak)

Old "about me"

My job search

Aleksander Możajski

Pigs from Chinese zodiac

Pigs Photos

Healing

Tropical fruit

Fruit folklore

Cookbook

Evolution of humans

All-in-one

Greek keyboard

Russian keyboard

Solving Rubik's cube 3x3=9

Solving Rubik's cube 4x4=16

Wrocław

Malbork

Milicz

Battle of Milicz

St. Andrea Bobola

Village Cielcza

Village Stawczyk

Wszewilki

Wszewilki of tomorrow

Korea

Hosta

1964 class of Ms Hass in Milicz

TUWr graduates 1970

Lectures 1999

Lectures 2001

Lectures 2004

Lectures 2007

Better humanity

Party of totalizm

Party of totalizm statute

FAQ - questions

Replicate

Memorial

Sabotages

Index of content with links

Menu 2

Menu 4

Source replica of page menu

Text [8e/2]

Text [8e]

Text [7]

Text [7/2]

Text [6/2]

Text [5/3]

Figs [5/3]

Text [2e]

Figures [2e]: 1, 2, 3

Text [1e]

Figures [1e]: 1, 2, 3

X text [1/4]

Monograph [1/4]:
E, 1, 2, 3, P, X

Monograph [1/5]


(По русски:)

Бог

Меню 2

Меню 4

Peпликa иcтoчникa этoй cтрaницы

Клавиатура


(Ελληνικά εδώ:)

Θεός

Επιλογές 2

Επιλογές 4

Αντίγραφο πηγής αυτής της σελίδας

Πληκτρολόγιο


(Hier auf Deutsch:)

Freie Energie

Telekinesis

Moralische Gesetze

Totalizm

Über mich

Menu 2

Menu 4

Quelreplica dieser Seite


(Aquí en espańol:)

Energía libre

Telekinesis

Leyes morales

Totalizm

Sobre mí

Menu 2

Menu 4

Reproducción de la fuente de esta página


(Ici en français:)

Énergie libre

Telekinesis

Lois morales

Totalizm

Au sujet de moi

Menu 2

Menu 4

Reproduction de source de cette page


(Qui in italiano:)

Energia libera

Telekinesis

Leggi morali

Totalizm

Testo [7]

Circa me

Menu 2

Menu 4

Replica di fonte di questa pagina




Menu 2:

(Przesuwne)

Oto wykaz wszystkich stron które powinny być dostepne pod niniejszym adresem (tj. na tym serwerze), w zestawieniu językowym - w 8 językach. Jest on częściej aktualizowanym powtórzeniem stron zestawionych też w "Menu 1". Wybierz poniżej interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij na nią aby ją uruchomić:

Tu powinna być wyświetlona strona menu2.htm.

(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na "Menu 2".)



Menu 3:

(Alternatywne adresy internetowe tej strony, np.:)

bobola.net78.net

cielcza.iwebs.ws

cielcza.5GBFree.com

energia.sl.pl

gravity.8tar.com

morals.cixx6.com

petone.loomhost.com

petone.xtreemhost.com

proof.t15.org

quake.hostami.me

rex.dasfree.com

soul.frihost.org

tornado.fav.cc

tornado.zxq.net

www.totalizm.pl

(Starsze wersje:)

bible.webng.com

malbork.webng.com

tornados2005.narod.ru

dhost.info/nirvana

energy.atspace.org

pajak.fateback.com

geocities.ws/immortality

morals.mypressonline.com

milicz.fateback.com

ufonauci.w.interia.pl




Menu 4:

(Przesuwne)

Oto wykaz adresów wszystkich totaliztycznych witryn działających w dniu aktualizacji tej strony. Pod każdym z owych adresów powinny być dostępne wszystkie totaliztyczne strony wyszczególnione w "Menu 1" i "Menu 2", włączajac w to również ich odmienne wersje językowe (tj. wersje w językach: polskim, angielskim, niemieckim, francuskim, hiszpańskim, włoskim, greckim i rosyjskim). Najpierw więc w poniższym okienku wybierz adres serwera z każdego masz zamiar skorzystać manipulując suwakami, potem kliknij na jego adres, kiedy zaś otworzy się strona reprezentująca ów serwer wówczas wybierz sobie z "Mednu 1" lub z "Menu 2" interesującą cię stronę i kliknij na nią aby ją uruchomić i przeglądnąć:

Tu powinna być wyświetlona strona menu.htm.

(Niniejszy wykaz daje się też wyświetlić z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na "Menu 4".)


Przed 2005 rokiem zwolennicy filozofii totalizmu biorący udział w internetowych listach dyskusyjnych wielokrotnie apelowali aby zorganizować jakiś zjazd dla osób praktykujących ową filozofię. Ulegając tym apelom, zjazd taki zaprojektowany został na dzień 7/7/7, tj.na 7 lipca 2007 roku - tak jak opisuje to strona o nazwie wszewilki_2007.htm. Jednak ów odległy termin nie zadowalał owych entuzjastów - zaczęli więc naciskać, aby spotkać się już o rok wcześniej, tj. w 2006 roku. W wyniku tych nacisków zaproponowany więc został zlot zwlenników totalizmu jaki miał się odbyć już w 2006 roku - tyle że bez mojego uczestnictwa (tak jak projektuje to strona wszewilki_2006.htm). Niestety, kiedy nadeszła data owego zlotu, przybyło na niego zaledwie kilku najbardziej entuzjastycznych totaliztów - tak jak opisuje to raport z owej imprezy zawarty na stronie o nazwie wszewilki_2006_raport.htm. Zniechęcenie jakie wywołane zostało przez tak niskie uczestnictwo w tamtym zlocie, spowodowało że zjazd z 2007 roku musiał zostać odwołany. Aby jednak upamiętnić oba te wydarzenia i pozwolić zainteresowanym osobom na wyciąganie własnych wniosków na ich temat, strony internetowe wszewilki_2006.htm i wszewilki_2007.htm planujące obie owe imprezy, a także strony wszewilki_2006_raport.htm i wszewilki_2007_zjazd.htm z raportami z owych imprez, są nadal utrzymywane i dostępne w internecie w stanie w jakim były one przygotowane w tamtych czasach. Całe dalsze opisy z niniejszej strony jakie następują po niniejszym wstępie, pozostają takimi jakimi były one przygotowane w czasach poprzedzających tamte imprezy.

Na odrębnej stronie internetowej o wsi Wszewilki opisane były liczne niezwykłości owej wioski. W owej też wsi Wszewilki, a także w pobliskim mieście Miliczu, koordynowany jest za pośrednictwem internetu cały szereg imprez które zainteresowanym czytelnikom m.in. umożliwiają zwiedzenie tych miejscowości. Sposoby na jakie imprezy te koordynują zwiedzanie owych miejscowości opisane zostały na odrębnej stronie internetowej o nazwie "Wszewilki-Milicz". Przykładowo, w sobotę dnia 8 lipca 2006 roku (tj. w dniu wyrażanym łatwą do zapamiętania liczbą "8/7/6") we wsi Wszewilki organizowany jest internetowo zlot. Z kolei w sobotę dnia 7 lipca 2007 roku (tj. w dniu wyrażanym łatwą do zapamiętania liczbą "7/7/7") we wsi tej planowany jest internetowy zjazd osób zainteresowanych w filozofii zwanej "totalizm". (Pełny adres internetowy wskazywanych tu stron ukazuje się w okienku adresowym wyszukiwarki po kliknięciu na ich linki w tekście wyróżniane kolorem zielonym.) Niniejsza strona internetowa wyjaśnia najważniejsze sprawy związane z koordynacją owego zlotu z dnia 8 lipca 2006 roku (zlot ten nosi nazwę "Wszewilki-2006"). Jeśli więc zainteresowany jesteś właśnie tym zlotem "Wszewilki-2006" wówczas kontynuuj czytanie tej strony. Jeśli jednak zainteresowany jesteś jedynie zwiedzeniem Wszewilek lub Milicza, wówczas przejdź od zaraz do czytania strony "Wszewilki-Milicz". Jeśli zaś zainteresowany jesteś tylko zjazdem totalizmu we Wszewilkach z następnego, 2007 roku, wtedy przejdź od razu do czytania strony "Wszewilki-2007".

Odnotuj, że udostępniana jest już angielskojęzyczna wersja strony internetowej opisującej wieś Wszewilki. Nosi ona fizyczną nazwę "wszewilki_uk.htm". Jej pełny adres internetowy ukaże się w okienku adresowym wyszukiwarki po kliknięciu na jej linki wyróżnione w tym tekście kolorem zielonym. Odsyłaj na jej adres, oraz zachęcaj do jej przeglądnięcia, tych wszystkich swoich znajomych i przyjaciół, którzy nie znają języka polskiego, a stąd nie mogą przeczytać oryginalnej, polskojęzycznej wersji strony o niezwyklej wsi Wszewilki.


#1. Po co organizować także Zlot "Wszewilki-2006" jeśli organizowany jest już Zjazd "Wszewilki-2007":

       W dniu 7/7/7, czyli w sobotę 7 lipca 2007 roku, kilku ochotników zaplanowało zorganizować we wsi Wszewilki koło Milicza Pierwszy Zjazd Totalizmu "Wszewilki-2007". Niestety, już od pierwszego momentu przeciwko faktycznemu zorganizowaniu owego Zjazdu najwyraźniej celowo wznoszone są najróżniejsze przeszkody. Przykładowo, bezpieczeństwo jego obrad wymaga aby jego uczestnicy byli idetifikowalni. Jednak sporo osób twierdzących że są totaliztami (faktycznie jednak być może będących przeciwnikami totalizmu - tyle że zakamuflowanymi jako totaliźci) pragnie się ukrywać nawet podczas własnego Zjazdu. Stąd chcą oni uczestniczyć w Zjeździe całkowicie anonimowo. W ramach poszukiwania sposobu usunięcia owych przeszkód, Mariusz (mpkuo@o2.pl) zaproponował aby ci ludzie którzy chcą spotkać się anonimowo i nieformalnie, zjechali się na nieformalnym zlocie jeszcze w tym roku. Dla kilku powodów dokładniej wyjaśnionych na stronie "Wszewilki-2007", ja z entuzjazmem zgadzam się na taki tegoroczny, nieformalny Zlot. Niniejsza strona opisuje więc i upowszechnia najważniejsze informacje na temat owego Zlotu we Wszewilkach, który ma się odbyć już w obecnym roku, 2006, w sobotę dnia 8 lipca 2006 roku (czyli na rok przed Zjazdem "Wszewilki-2007").
       Jak więc się okazuje, problemy ze Zjazdem "Wszewilki-2007" wcale nie kończą się na problemach ze znalezieniem i uzyskaniem pozwolenia na użycie odpowiednich sal, wyposażenia, zakwaterowania, transportu, wyżywienia, itp. UFOnauci doskonale wykalkulowali podsuwając totaliztom ten pomysł Zjazdu. Ma on bowiem nieprzeciętnie dużą szansę aby okazać się organizacyjną katastrofą totalizmu. Faktycznie też jego zorganizowanie jest największym wyzwaniem z jakim totalizm został skonfrontowany podczas całego swego dotychczasowego istnienia. Rzeczywiście UFOnauta BartTP może mieć rację twierdząc w swojej uwadze z dnia 2006/04/20 02:20:19 pod blogiem totalizmu nr #63, cytuję: "Ze swojej strony mogę obiecać, że moja sekcja nie będzie sabotować przygotowań do zjazdu, a nawet więcej - z radością poprzemy tę inicjatywę. Jeden warunek - UDOWODNIJCIE, że jesteście w stanie zorganizować ten koszmar logistyczny, który będzie kosztował krocie. I że pojawi się minimalnie dwudziestu totaliztów. W końcu - nie chcielibyśmy na zlocie mieć przewagi liczebnej..."
       Już po rozpoczęciu organizowania Zjazdu "Wszewilki-2007" odkryłem ze zgrozą, że niemal każdy totalizta z którym koresponduję od lat, ma jakieś poważne opory przed wzięciem w nim udziału. (Wiele z tych oporów wygląda na telepatycznie im wmanipulowanych przez UFOnautów.) I to na przekór, że niemal każdy z nich przez szereg lat upominał się u mnie o zorganizowanie takiego właśnie Zjazdu. To zaś oznacza, że faktycznie na Pierwszym Zjeździe Totalizmu obecnych może być więcej UFOnautów i wrogów totalizmu, niż samych totaliztów. Na domiar złego, opory poszczególnych totaliztów są ogromnie trudne do wyeliminowania, bowiem dokładnie przeciwstawne nawzajem do siebie, oraz przeciwstawne do oporów innych totaliztów. Przykładowo, sporo totaliztów ma jakieś zastrzeżenia do KO Zjazdu (tj. do Komitetu Organizacyjnego). Jednocześnie jednak niemal żaden długoletni totalizta nie chce się zgłosić do pracy w owym KO aby nam pokazać czynem, a nie słowami, jak najlepiej Zjazd powinien być zorganizowany, oraz jak powinna wyglądać działalność owego KO. Wielu też totaliztów chce na Zjazd przybyć anonimowo, tak aby nikt nie sprawdzał ich tożsamości, ani nikt ich nie fotografował czy utrwalał na kamerze wideo. Jednoczesnie jednak chcieliby być bezpieczni na Zjeździe. Jak zaś być tam bezpiecznym, jeśli pod osłoną owej anonimowości na Zjazd moźe wkraść się cała banda sabotażystów nasłanych przez UFOnautów. Szczerze mówiąc, to ja sam nie odważę się na Zjazd zjawić, jeśli nie będę miał pewności że ma on dobrze zorganizowaną "security" (tj. służbę porządkową), że każdy uczestnik Zjazdu który jakoś narozrabia, w razie czego może zostać szybko znaleziony i pociągnięty do odpowiedzialności, a także że owa służba będzie w stanie opanować każdy incydent wywołany przez ludzi (UFOnautów bowiem ja się nie obowiam, wszakże gdyby chcieli mnie otwarcie dopaść, przy ich możliwościach technicznych nie mieliby z tym żadnych problemów - jedyną więc moją troską jest utrudnienie im dopadnięcia mnie w sposób skryty, kiedy to w ich imieniu działał będzie jakiś pomylony Ziemianin). Wystarczy wszakże poczytać co wypisywane jest w Internecie o totaliźmie i o mojej osobie, aby mieć pewność że w Polsce istnieje wystarczająca liczba upadłych na głowę ludzi gotowych narozrabiać na tym Zjezdzie - jeśli tylko stworzy im się ku temu okazję. Dlatego np. ja NIE zaryzykuję pojawienia się na Zjeździe jeśli nie będę miał absolutnej pewności, że sprawy bezpieczeństwa obrad zostały dla niego rozwiązane w sposób pewny i niezawodny.
       Ja osobiście nieustannie szukam jakiejś formuły dla Zjazdu "Wszewilki-2007", która by rozwiązała najbardziej drażliwe z powyższych problemów, a stąd która by zadowoliła jeśli nie wszystkich, to przynajmniej wiekszość totaliztów. (To właśnie z powodów poszukiwań takiej formuły, organizacja owego Zjazdu prezentowana na stronie "wszewilki_2007.htm" bez przerwy ulega udoskonaleniom.) Przykładowo, rozwiązaniem dla problemu zadowolenia z KO jest otwarty apel jaki wystosowałem o ochotnicze zgłaszanie się do pełnienia funkcji w owym KO. Z kolei rozwiązaniem jakie zaproponowałem dla sprawy anonimowości totaliztów na tym Zjeździe, jest "rozpuszczenie" totaliztów w tłumie przeciwników totalizmu, oraz w tłumie ludzi z totalizmem zupełnie nie związanych, tak aby na sali nikt nie wiedział kto reprezentuje jaką postawę. Aby zaś stworzyć ten tłum, na Zjazd zaprosiłem również przeciwników totalizmu, oraz ludzi zupełnie z totalizmem nie związanych. Jednocześnie zaś umożliwiłem, aby wszyscy uczestniczący w Zjeździe mogli wyraźnie odseparować swoje internetowe wystąpienia od wystąpień na Zjeździe. (Tj. na Zjeździe wystąpią pod swoim prawdziwym nazwiskiem i "oficjalnym" emailem, których zwykle normalnie nikt nie zna bowiem w Internecie zawsze działają oni pod "nickiem" i pod "nickowatym" emailem.)
       Jednym z problemów jaki wyłonił się w związku ze Zjazdem "Wszewilki-2007", jest że część potencjalnych uczestników tego Zjazdu nie chce czekać aż cały rok zanim wszelkie problemy formalnego Zjazdu zostaną rozwiązane, a chce spotkać się nieformalnie już tych wakacji. Aby więc stworzyć szansę na nieformalne spotkanie się we Wszewilkach w takie szybki i anonimowy sposób, ogromnie podoba mi się pomysł "Mariusza" (mpkuo@o2.pl), (tj. Chair'a KO Zjazdu), który w komentarzu do blogu totalizmu nr #63 pod datą 2006/04/18 12:34:23 zaapelował m.in. co następuje, cytuję: "... proponuję rozważenie "Planu B" - nieoficjalnego spotkania jeszcze w te wakacje (Mariusz, co ja bym uczynił bez Twoich pomysłów). Tak, to wspaniały pomysł. Pozwoli on niecierpliwym na niemal natychmiastowe nieformalne spotkanie we Wszewilkach, a jednocześnie pomoże on rozwiązać wiele problemów samego Zjazdu. Ponadto może on dopomóc w usunięciu co poważniejszych znaków zapytania w sprawie samego Zjazdu "Wszewilki-2007". Zgodnie więc z pomysłem Mariusza, niniejszym mam przyjemność aby na sobotę, dnia 8 lipca 2006 roku (czyli na dzień którego data wyraża się numerologicznie bardzo korzystnym zapisem 8/7/6 - jaki podobnie do daty Zjazdu 7/7/7 sumuje się do zdobywczej, zwycięskiej, niekonwencjonalnej, oraz postępowej liczby 3) zadeklarować "nieformalny Zlot we Wszewilkach". Na Zlot ten pragnę zaprosić do Wszewilek wszystkich zwolenników totalizmu którzy życzą sobie pozostawac w cieniu i zachować anonimowość, a także wszystkich przeciwników totalizmu którzy życzą sobie wyjść na otwarte przestrzenie i głośno krzyczec o swojej tożsamości oraz poglądach, ponadto wszystkich tych co jeszcze nie mają żadnej opinii o totaliźmie, jak również UFOnautów wysyłanych "incognito" na Ziemię aby zwalczać totalizm. Na dodatek zapraszam tam także wszystkich tych którym totalizm jest całkowicie obojętny, jednak nie mieliby nic przeciwko temu aby na własne oczy zobaczyć np. deszcz żywych rybek spadających z nieba, albo zobaczyć inne "atrakcje" zapowiadane nam przez UFOnautów, albo zobaczyć interesującą wieś Wszewilki - której liczne miejsca warte obejrzenia opisane zostały na totaliztycznej stronie wszewilki.htm oraz dodatkowo przypomniane na przewodniku po Wszewilkach z niniejszej strony. Proszę przybyć w owym dniu do Wszewilek, na niezobowiązujący, nieformalny, anonimowy "Zlot we Wszewilkach" (ja celowo nie nazywam go "Zlotem totalizmu", bowiem gro w nim uczestniczących z założenia będzie niewiele z totalizmem miało do czynienia - poza uczestniczeniem w owym Zlocie).


#2. Co i jak można osiągnąć podczas Zlotu "Wszewilki-2006":

       Aczkolwiek uczestniczenie w owym Zlocie z 8/7/6 będzie zupełnie anominowe, nieformalne, oraz pozbawione jakiegokolwiek sztywnego programu, jednocześnie może ono stanowić doskonałe przygotowanie do formalnego Zjazdu "Wszewilki-2007". Wszakże uczestnicy owego Zlotu będą w stanie wystestować w praktyce gotowość Wszewilek, Milicza, oraz UFOnautów, do ugoszczenia Zjazdowego tłumu. Przy okazji sprawdzą także osobiście wszelkie punkty które potem wymagane będą dla właściwego Zjazdu (np. zdolności noclegowe Wszewilek i Milicza, liczbę miejsc i jakość gastronomiczną oraz rozrywkową największych restauracji Milicza, smak oferowanych tam dań z milickiego karpia, itp.). Ponadto przetestuja oni też zdolności organizacyjne KO Zjazdu. Wszakże ja będę sugerował temu KO aby na Zlot z dnia 8/7/6 starał się przygotować dla uczestników Zlotu specjalną "pamiątkę-trophy" ze zlotu. Pamiątką tą będzie "logo totalizmu", ale nie takie banalne, a logo o szczególnym charakterze, bowiem zaprojektowane osobiście przez artystę-karykaturzystę UFOnautow - po szczegóły patrz ilustracja "Fot. #1" z niniejszej strony. Test ów będzie więc polegał m.in. na tym, czy ów KO faktycznie będzie w stanie zdążyć z wykonaniem owego niezwykłego logo do daty Zlotu, czyli do 8/7/6 (czasu wszakże już pozostało ogromnie mało), a także czy będzie w stanie sprawnie upowszechnić to logo wśród uczestników Zlotu.
       Przybywający na Zlot do Wszewilek będą również w stanie wytestować przydatność okolic owej wsi do obozowania tam pod namiotami. Wszakże aby być we Wszewilkach już o 7 rano w sobotę dnia 8/7/6 i na własne oczy zobaczyć czy UFOnauci będą w stanie wywołać deszcz żywych rybek (jak wyjaśnione w P.S. do wpisu #64 z bloga totalizmu), niemal wszyscy z nich muszą przybyć w pobliże Wszewilek poprzedniego wieczora lub nocy. Ci co na Zlot przybędą we własnym samochodzie, mogą na noc zatrzymać się w Karłowie lub Miliczu - tak jak to opisane w punkcie #6 poniżej, a także na stronie "wszewilki_2007.htm". Jednak ci co nie posiadają własnego transportu, będą musieli przenocowac w swoich własnych namiotach już w samych Wszewilkach - najlepiej wokół pola gry miejscowego boiska sportowego połozonego tuż przy torach kolejowych.
       W przeciwieństwie do Zjazdu "Wszewilki=2007", niestety ja sam nie będę mógł sobie pozwolić aby osobiście przylecieć z Nowej Zelandii na ów Zlot z 8 lipca 2006 roku. Do dnia jego ropoczęcia jest już także zbyt mało czasu aby przygotować dla niego jakieś oficjalne imprezy, sale, czy prezentacje referatów (jedyne co dla owego zlotu mogę uczynić, oraz co faktycznie już uczyniłem, to zaapelować do kumotrów UFOnautów aby o 7 rano w dniu 8 lipca 2006 roku wytestowali na Wszewilkach swoje zdolności do wywołania deszczu żywych rybek). Jednak ciągle uczestnicy owego Zlotu będą mieli sporo zajęć do zrealizowania po przybyciu do Milicza i Wszewilek - patrz punkt #4 tej strony.
       Odnotuj, że spisywane "na gorąco" uwagi i komentarze wszystkich zainteresowanych stron o niniejszym Zlocie "Wszewilki-2006" z dnia 8 lipca 2006 roku, podobnie jak spisywane "na gorąco" uwagi i komentarze wszystkich zainteresowanych stron o Zjeździe "Wszewilki-2007", zawarte są w blogu totalizmu dostępnym pod adresami z punktu #12 tej strony (np. patrz tam wpisy nr #64 i #63).


#3. Dlaczego właśnie Zlot "Wszewilki-2006", a nie np. zlot "Zakopane-2006" czy zlot "Sopot-2006":

       Ci z czytelników, którym znane są już liczne problemy najróżniejszej natury z jakimi boryka się organizowanie Zjazdu "Wszewilki-2007", zastanawiają się zapewne dlaczego ja proponuję i nawet nalegam, aby również Zlot "Wszewilki-2006" odbywał się w dokładnie tej samej wsi Wszewilki. Czyż nie lepiej byłoby ów Zlot zorganizować w miejscowości która już posiada wszelką infrastrukturę dla zlotów, a więc posiada hotele, restauracje, od dawna wszystkim znane atrakcje turystyczne do zwiedzania, itd., itp. Jednym słowem, dlaczego organizować Zlot "Wszewilki-2006", kiedy można było wyciągnąć już wnioski z problemów Zjazdu "Wszewilki-2007" i zorganizować ów zlot np. w Zakopanem czy Sopocie? Odpowiedź na to jest bardzo prosta - z powodu działania tzw. "praw moralnych". Ponieważ niewielu czytelników słyszało zapewne o istnieniu owych "praw moralnych", a jeszcze mniej wie jak dokładnie one działają, w niniejszym punkcie wyjaśnię dogłębniej dlaczego i jak działanie owych praw wymaga aby także i opisywany tutaj zlot organizowany przez totaliztów musiał się odbywać właśnie we Wszewilkach i to właśnie w dniu 8/7/6.
       Jak zapewne czytelnik jest tego świadomy, w chwili obecnej toczy się otwarta wojna pomiędzy totalizmem a UFOnautami skrycie okupującymi naszą planetę. Jednym z pól bitewnych tej wojny jest właśnie wieś Wszewilki. Z jakichś powodów UFOnauci wyniszczają tą wieś już przez ostatnie ponad 120 lat - co wyjaśniłem dokładniej na stronie internetowej o Wszewilkach. Ponieważ ja wykryłem i wytknąłem im owo wyniszczanie, UFOnauci sobie wymyślili, że upokorzą mnie właśnie w owej wsi poprzez rzucenie mi wyzwania abym zorganizował Zjazd totalizmu we Wszewilkach, a następnie poprzez skryte zasabotażowanie owego Zjazdu tak aby nie mógł się on odbyć. Jednocześnie poprzez upokorzenie w ten sposób mnie, dodatkowo UFOnauci przyłożą też i wsi Wszewilki z której ja pochodzę, a którą to wieś prześladują oni i wyniszczają już bez przerwy co najmniej od około 1875 roku. Czyli w rzeczywistości organizowanie Zjazdu "Wszewilki-2007" nie jest jakąś tam zwyczajną czynnością organizacyjną, a zakamuflowaną "bitwą o Wszewilki" która właśnie toczy się pomiędzy UFOnautami i totaliztami. Jak każda zaś bitwa, będzie ona miała jedną stronę która ją wygra, oraz jedną stronę która ją przegra. Jeśli totalizm zdoła zorganizować we Wszewilkach udany Zjazd, będzie to jego wygraną w owej bitwie. Jeśli jednak UFOnauci zdołają skrycie zasabotażować organizowanie owego Zjazdu i spowodować że Zjazd albo wogóle się nie odbędzie, albo też odbędzie się ale będzie nieudany, wówczas bitwę tą wygrają UFOnauci. Wszakże zupełna niemożność zorganizowania tego Zjazdu, lub nieudany jego przebieg, będzie rodzajem publicznego upokorzenia dla mnie, rodzajem katastrofy organizacyjnej dla całego totalizmu, a ponadto sposobem UFOnautów na dołożenie dodatkowego prześladowania do poprzednich zgnębień prześladowanej przez nich wsi Wszewilki.
       Jednym z narzędzi którym totalizm skutecznie się posługuje w wygrywaniu kolejnych bitew z UFOnautami są prawa moralne. Dzięki umiejętnemu wykorzystaniu działania owych praw, totalizm mimo wszystko relatywnie często wygrywa jednak z UFOnautami, na przekór że UFOnauci mają nad nim miażdżącą przewagę w praktycznie każdej dziedzinie. Jednym zaś z praw moralnych którego działanie odnosi się szczególnie mocno do obecnego pola bitewnego we Wszewilkach, jest prawo które w podrozdziale I4.1.1 z tomu 5 monografii [1/4] opisane zostało pod nazwą "prawa samoczynnej transformacji zwycięstwa moralnego w zwycięstwo fizyczne". (Działanie i użycie tego prawa w walce i bitwach wyjaśnione jest dokładniej w podrozdziale W6.2 z tomu 18 monografii [1/4], gdzie sposób jego użycia nazywany jest "Metodą Jezusa". Jest ono także skrótowo opisane na odrębnej stronie internetowej o prawach moralnych.) Generalnie działanie tego prawa sprowadza się do faktu, że jeśli następuje konfrontacja dwóch stron, zaś fizycznie konfrontację tą wygra strona która jednak przegra ową konfrontrację na polu moralnym, wówczas prawa moralne automatycznie i samoczynnie unieważnią wynik owej konfrontacji, zaś stronę która początkowo fizycznie wygrała tą konfrontację jednak przegrała ją moralnie, spotka taki los jakby przegrałą ją również i fizycznie, natomiast stronę która przegrała ją fizycznie jednak wygrała ją moralnie, z czasem spotka taki los jakby wygrała ją również fizycznie. Wyrażając to innymi słowami, jeśli ja i totalizm działali będziemy w zgodzie z prawami moralnymi, wówczas nawet jeśli UFOnauci fizycznie wygrają tą "bitwę o Wszewilki", wówczas do działania wkroczą prawa moralne i stanie się tak jakby bitwę tą przegrali. Jeśli zaś ja i totalizm działali będziemy moralnie, zaś fizycznie też zdołamy wygrać ową "bitwę o Wszewilki", wówczas prawa moralne spowodują, że nasze zwycięstwo będzie trwałe i UFOnauci nie zdołają już odwrócić na swoją korzyść jego wyników. Właśnie z powodu działania owego prawa jest ogromnie istotne abym zarówno ja, jak i inni totaliźci, działali w sprawie "bitwy o Wszewilki" zawsze w zgodzie z treścią praw moralnych.
       Od pierwszej chwili kiedy zrodziła się myśl aby Zjazd totalizmu zorganizować we Wszewilkach, umysły i uczucia wszystkich tych którzy cokolwiek wiedzą o owej sprawie zaczęły budować dla niej tzw. "pole moralne". W tej chwili owo pole moralne jest już bardzo wyraźne i dobrze wykształtowane. Dzięki jego istnieniu, wiadomo teraz już dokładnie jakie działania w sprawie "bitwy o Wszewilki" są moralne, a jakie nie. Abym tą bitwę więc wygrał moralnie, wystarczy abym w swoich działaniach przez cały czas poruszał się pod górę owego pola. Dla Wszewilek takie poruszanie się pod górę owego pola moralnego jest łatwe, bowiem dokładnie jest mi już wiadomo jak ono tam przebiega, oraz jakie są zasady właśnie takiego tam poruszania się. Gdybym jednak ja sam, albo też UFOnauci, przy braku rozwagi zamiast kontynuować "bitwę o Wszewilki" właśnie we Wszewilkach, nagle przenieśli pole owej bitwy np. do Zakopanego czy Sopotu, wówczas raptownie daliby nurka w dół owego pola moralnego. Wszakże zgodnie z prawami moralnymi zrealizowaliby wówczas "unik", zaś unik taki zgodnie z prawami moralnymi jest "pójściem wzdłuż linii najmniejszego oporu intelektualnego", czyli właśnie daniem nurka w dół pola moralnego. Takie więc nagłe przeniesienie pola bitwy w inne miejsce, dla przenoszącego oznaczałoby przegranie walki na polu moralnym (nawet jeśli dzięki temu wygrałby ją na polu fizycznym). To zaś z kolei oznaczałoby że do działania wkroczyłyby prawa moralne i z czasem unieważniły również owo zwycięstwo fizyczne.
       Powodem dla jakiego wyjaśniłem tutaj sprawę zaistnienia pola moralnego które już narosło wokół "bitwy o Wszewilki", a także wyjaśniłem sprawę wpływu tego pola na końcową wygraną i przegraną w owej bitwie, jest ostrzeżenie wszystkich prawdziwych totaliztów. W filozofii totalizmu istnieje bowiem pojęcie zwane "intelektem zbiorowym". Intelekt ten formowany jest przez myśli i uczucia wszystkich tych ludzi którzy intuicyjnie lub w sposób świadomy utożsamiają siebie z tą samą organizacją czy ideą - w tym przypadku z totalizmem. Z kolei po uformowaniu takiego intelektu zbiorowego, zaczyna on doświadczać podobne losy jak indywidualna osoba - znaczy co z nim się dzieje również rządzone jest tymi samymi prawami moralnymi. Właśnie z powodu istanienia takiego "zbiorowego intelektu totalizmu", niniejszym chcę ostrzec wszystkich ludzi utożsamiających się uczuciowo albo intuicyjnie z totalizmem, aby bardzo uważali co czynią, bowiem ich indywidualne działania formują wypadkową od której zależały będą przyszłe losy totalizmu. We wszystkich też sprawach, w tym w sprawie owych zjazdów i zlotów we Wszewilkach, ich indywidualne działania powinny jednoczyć się wokół wspólnego dążenia do postępowania pedantycznie moralnego i zgodnego z działaniami wszystkich innych totaliztów. Aby zaś uformować taki jednolity front postępowania zgodnego z działaniem praw moralnych, chcę w tym miejscu ich ostrzec, że w obliczu obecnego rozwoju sytuacji mają obowiązek aby już nawet NIE rozważać zlotu czy jakiegokolwiek innego nieformalnego spotkania w miejscu odmiennym niż Wszewilki czy Milicz, oraz/lub w terminach innych niż podane. Z opisanych tutaj powodów formalnie zakazuję też faktycznym totaliztom (tj. tym osobom które poprzez własne mysli i uczucia dołączyli swój własny intelekt osobowy do "zbiorowego intelektu totalizmu") brania udziału, aż do odwołania, w imprezach organizowanych rzekomo w duchu totalizmu gdziekolwiek indziej niż Wszewilki lub Milicz, oraz ogłaszam takie imprezy (spotkania) za nielegalne i sprzeczne z zasadami działania totalizmu. Niniejszy zakaz organizowania imprez totaliztycznych w miejscach innych niż Wszewilki lub Milicz, a także w terminach innych niż tu podane, ponadto zakaz brania udziału w takich imprezach, obowiązuje faktycznych totaliztów aż do czasu kiedy sprawa fizycznej i moralnej wygranej opisywanej tutaj moralnej "bitwy o Wszewilki" zostanie definitywnie rozstrzygnięta, czyli obowiązuje aż do dnia 31 grudnia 2007 roku. W tym miejscu przypominam również, że daty wytypowane już obecnie dla legalnych zgromadzeń totalizmu są jak następuje: nieformalny Zlot we Wszewilkach Wszewilki-2006 - sobota 8 lipca 2006 roku (tj. w dniu 8/7/6). Formalny Pierwszy Zjazd Totalizmu "Wszewilki-2007" - sobota 7/7/7. Impreza (zlot lub zjazd) "Wszewilki-2008" - sobota, dnia 9/8/8, oraz impreza "Wszewilki-2009" - sobota dnia 8/8/9. Powyższe daty i miejsce owych imprez zostały starannie dobrane w zgodzie z zasadami postępowania totalizmu (wyjaśnionymi w niniejszym punkcie tej strony), tak że wzięcie w nich udziału wynosi totalizm pod górę pola moralnego. Tym samym, nawet jeśli przeciwnicy totalizmu zdołają zamienić te imprezy w fizyczną przegraną, ciągle prawa moralne zniwelują skutki tej przegranej i w końcowym efekcie nadal pozwolą totalizmowi wyjść zwycięsko z tej "bitwy o Wszewilki".
       Totaliźci nie powinni jednak przeszkadzać ani w żaden sposób interweniować, jeśli takie inne miejsca sabotażujących spotkań rzekomego totalizmu, lub inne terminy spotkań, będą wybrane przez zakamuflowanych przeciwników totalizmu, lub przez UFOnautów-podmieńców podszywających się pod totaliztów i działających w rzekomym imieniu totalizmu. Tyle że faktyczni totaliźci powinni wówczas wstrzymać się przed wzięciem udziału w tych imprezach - zgodnie z wyjaśnionym powyżej zakazem. Totaliźci nie powinni bowiem przeszkadzać owym przeciwnikom totalizmu i UFOnautom, aby ci ochotniczo przegrali moralnie tą "bitwę o Wszewilki" - nawet jeśli fizycznie ją wygrają np. poprzez zorganizowanie gdzieś spotkania sabotażującego które ogłoszą jako rzekome "spotkanie totalizmu", ale zorganizują je albo w całkiem innym miejscu, albo też na obszarze Wszewilek czy Milicza - tyle że w całkiem innej dacie niż daty podane na tej stronie.


#4. Program Zlotu "Wszewilki-2006":

Motto: Pamiętaj o zasadach totaliztycznego zlotu: nie czyń niczego poza dobrem, nie powiększaj niczego poza wiedzą, nie pozostawiaj niczego poza śladami swych stóp, nie zabieraj ze sobą niczego poza pamięcią oraz zdjęciami jakie pstryknąłeś podczas swej wizyty.

       Zlot we Wszewilkach z soboty dnia 8 lipca 2006 roku, będzie imprezą zupełnie nieformalną oraz pozbawioną jakiejkolwiek struktury czy organizacji. Każdy będzie w nim uczestniczył anonimowo. Każdy też będzie w nim czynił co sobie z góry zaplanuje, lub co mu przyjdzie do głowy już na miejscu. Wytyczne do ewentualnego planowania spędzania czasu na tym Zlocie, czyli opisy co ciekawszych miejsc we Wszewilkach które warto oglądnąć, a także opisy co bardziej interesujących aktywności których warto doświadczyć, są już zaprezentowane na niniejszej stronie, zaś z upływem czasu będą jeszcze dodatkowo udoskonalane w późniejszych akualizacjach tej strony. (A we Wszewilkach jest wiele do zobaczenia i wiele do doświadczenia, szczególnie jeśli ktoś interesuje się przeszłością i jej zagadkami, o czym można się przekonać przeglądając stronę Wszewilki.) Wybierając się na ten Zlot trzeba jednak pamiętać o zasadach totaliztycznego zlotu (patrz "motto" powyżej) a także pamiętać o zabraniu z sobą aparatu fotograficznego lub/i kamery wideo. Potem proszę też pamiętać aby pokazać mi co ciekawsze zdjęcia z tego Zlotu (po ich uprzednim skompresowaniu do objętości poniżej 100 kB aby nie zakorkować mi skrzynki pocztowej).
       Oto program głównych wydarzeń zlotu, który proponowałbym uwzględniać podczas planowania swojego w nim udziału. Wymieniam owe wydarzenia w ich kolejności chronologicznej:
       Godzina 7:00 rano: możliwość pokazu przygotowanego przez UFOnautów, w którym żywe ryby będą padały z nieba. Jeśli opady te faktycznie nastąpią, ich centrum będzie umiejscowione właśnie na boisku sportowym Wszewilek. Dlatego owo boisko będzie najlepszym punktem do obserwowania ich przebiegu (prosze jednak dokonywać swoich obserwacji z obrzeży tego boiska, oraz aż do około godziny 8 rano unikać wejścia na samo pole gry owego boiska). Na wszelki wypadek warto też trzymać aparaty fotograficzne i kamery wideo w pogotowiu - aby nie przegapić jeśli coś niezwykłego faktycznie się przydarzy.
       Godzina 7:00 do 9:00 rano: "atrakcje" zapowiedziane przez UFOnautów. Narazie nie jest jeszcze wiadomym jakie to będą atrakcje (ma to być "niespodzianka" kurtezy UFOnautów) - jest więc całkowicie możliwe, że będzie to typowe potraktowanie ludzi przez UFOnautów - tj. rozczarowanie ludzi zachowaniem UFOnautów! Na wszelki wypadek warto jednak trzymać aparaty fotograficzne i kamery wideo w pogotowiu.
       Godzina 9:00 rano do 3:00 po południu: sprzedawanie lub rozdawanie na obszarze boiska sportowego we Wszewilkach tzw. "trophy" ze Zlotu (a także rozdawanie innych pamiątek z tej imprezy). Po szczegóły owego trophy patrz punkt #5 poniżej. Będzie ono rozdawane z samochodu który przybędzie około godziny 9 rano na wolny od namiotów obszar tuż przy polu gry boiska sportowego Wszewilek, oraz zatrzyma się tam do około godziny 3 po południu - chyba że już wcześniej zabraknie mu "trophy" i innych pamiątyek ze zlotu do dystrybucji.
       Godzina 9:00 rano do 12:00 w południe: "parada pomysłów i talentów". Będzie to przedział czasu kiedy każdy przybyły w owym czasie na boisko sportowe Wszewilek ma szansę aby zademonstrować innym jakiś talent który posiada, lub jakiś pomysł który przyszedł mu do głowy. Po więcej informacji na temat tej "parady" patrz punkt #10 pod koniec tej strony.
       Godzina 12:00 (czyli "w samo południe"): międzygwiezdny mecz piłkarski na rzecz pokoju i pojednania intergalaktycznego rozgrywany pomiędzy drużyną reprezentującą UFOnautów i drużyną reprezentującą totaliztów. (Ten historyczny mecz jest jedynie internetową propozycją. Jego faktyczne rozegranie uwarunkowane będzie wieloma czynnikami, np. dobrą pogodą w dniu Zlotu, stawieniem się obu drużyn na miejsce jego rozegrania, dostępnością sędziego i piłki, itp.) Po szczegóły owego historycznego meczu międzygwiezdnego patrz punkt #11 pod koniec tej strony. Odnotuj że będzie on "międzygwiezdny" dla wielu powodów, np. ponieważ będzie rozgrywany pomiędzy wschodzącymi gwiazdami piłkarstwa.
       Cały czas, począwszy od momentu przybycia aż do chwili odjazdu: zwiedzanie interesujących miejsc Wszewilek, oraz ewentualne zwiedzanie Milicza (z obowiązkowym odpoczynkiem w którejś z milickich restauracji w celu spróbowania miejscowej "delicacy" - czyli dania ze słynnego milickiego karpia). Proponuję w tym celu wydrukować sobie kopię strony Wszewilki, zaś jeśli chce się też zwiedzić i Milicz - również i strony o Miliczu, a ponadto także kopię niniejszej strony internetowej z opisami nieoficjalnych szlaków wędrownych z punktu #8 poniżej, informującymi co, gdzie i jak warto sobie tam pozwiedzać. Następnie zaś systematycznie proponuję zwiedzać na własną rękę wszystkie miejsca opisane na owych stronach. (Co i w jakiej kolejności warto tam zwiedzać, opisuję to dokładniej już na tej stronie - patrz punkty od #8.1 do #8.4 poniżej, oraz obiecuję stopniowo opisy te udoskonalać w miarę publikowania następnych aktualizacji niniejszej strony i stron z nią spokrewnionych.)
       W tym miejscu czytelnik powinien odnotować, że internetowe koordynowanie tego Zlotu w połączeniu z faktycznym brakiem dla niego zarówno "mistrza ceremonii", jak i zadedykowanego tylko niemu komitetu organizacyjnego, wprowadza określone następstwa dla jego programu. Mianowicie, program tego Zlotu jest w stanie jedynie wskazywać kiedy określone zdarzenia mogą mieć miejsce, jednak nie jest w stanie zagwarantować, że to co przewidziane w programie faktycznie się zdarzy. Wszakże wszystko zależało będzie od tego czy rzeczywiście na Zlocie zjawią się chętni którzy ochotniczo zrealizują dane punkty programu. Dlatego przez cały czas należy pamiętać, że mottem tego zlotu jest "pół żartem pół serio", zaś tak faktycznie powinno w nim się liczyć tylko na własne poczucie humoru oraz na to co samemu się zaplanuje aby podczas niego zrealizować.
       Ci faktyczni totaliźci, którzy poczynią nawzajem ze sobą prywatne uzgodnienia, co do niewzbudzającego niczyjej uwagi spotkania się we Wszewilkach przy okazji owego Zlotu, powinni wcześniej uzgodnić dokładny punkt i czas owego spotkania, a także znak rozpoznawczy (np. czapka czy coś w co będą ubrani) - tak aby mogli się nawzajem odnaleźć i rozpoznać w tlumie osób tam obecnych, a z totalizmem zupełnie nie związanych. Przykładowe punkty spotkania, które istniają w owym obszarze, są jak następuje: (a) hydrant tuż przy owym boisku sportowym (jest/był tam tylko jeden hydrant wodociągów miejskich Milicza), (b) rząd około 5-ciu brzóz o wieku ponad 150 lat, które rosną po północnej stronie granicy boiska - wzdłuż obrzeża dołu pozostałego po wykopaniu z fundamentami staryżytnego spichlerza Milicza (szczegóły owego śpichlerza opiszę w wytycznych do zwiedzania Wszewilek - patrz opis 2 poniżej). Prosty rząd tych brzóz rozciąga się ze wschodu na zachód (nawet jeśli UFOnauci spowodują szybko ich wycięcie, ciągle powinny pozostać po nich pieńki w Ziemi), można więc uzgadniać spotkanie np. "przy pniu drugiej brzozy licząc od zachodu, o godzinie dokładnie 9:27", itp. W pobliżu są też (c) dwie pary "szlabanów" kolejowych, jeden przy owej polnej "starożytnej drodze do młyna wodnego na Baryczy", która przebiega wzdłuż granic owego boiska sportowego we Wszewilkach, drugi zaś szlaban jest zlokalizowany na przecięciu się brukowanej szosy przez Wszewilki z torami kolejowymi. Można więc wyznaczać sobie spotkania, np. "przy północnym ramieniu szlabanu przy drodze do młyna", lub przy zachodnim ramieniu "szlabanu" na wybrukowanej drodze głównej. Można też spotkać się na chodniku przed ważniejszymi budynkami Wszewilek, np. (d) przed starym młynem elektrycznym lub (e) przed budynkiem byłej szkoły (chodnik ten biegnie tylko po południowej stronie głównej drogi przez Wszewilki). Można też spotkać się (f) przy basenie przeciwpożarowym zbudowanym już po wojnie w miejscu gdzie kiedyś stał dom karczmarza Wszewilek (dom ten został spalony zaraz po wyzwoleniu wraz z rodziną owego karczmarza w środku). Wszystkie te miejsca spotkań jakie powyżej wymieniłem, leżą we wzajemnej odległości maksimum 150 metrów od siebie (za wyjątkiem budynku szkoły, która leży aż około pół kilometra od boiska sportowego).
       Z biegiem czasu dla uczestników owego Zlotu "Wszewilki-2006" postaram się publikować coraz dokładniejsze i kompletniejsze wytyczne co i w jakiej kolejności powinni zwiedzać podczas pobytu we Wszewilkach, a także jakie inne imprezy, działania, testy i sprawdzenia powinni podjąć i zrealizować aby dołożyć swoją kontrybucję do organizowania Zjazdu "Wszewilki-2007". Niestety, przygotowanie takich szczegółowszych wytycznych wymaga czasu, będę je przygotowywał więc stopniowo i publikował w kolejnych aktualizacjach niniejszej strony. Już obecnie uczyniłem początek tego publikowania, udostępniając w punkcie #8 tej strony rodzaj przewodnika turystycznego oraz opisu nieoficjalnych szlaków wędrownych umożliwiających zwiedzenie najważniejszych atrakcji Wszewilek.
       Nie wiem czy czytelnik zwiedzał kiedyś pola dawnych bitew. Ja nimi się interesowałem, więc kiedy tylko miałem okazję rzucałem na nie okiem. Otóż jeśli się patrzy na nie z punktu widzenia ich dzisiejszego stanu, wyglądają ogromnie skromnie i niepozornie. Ot zwykłe sobie pola, często zaniedbane i zarosłe krzakami. Aż trudno uwierzyć, że kiedyś ścierały sie na nich całe armie, że naraz umierało na nich tysiące ludzi, oraz że od wydarzeń jakie na nich miały miejsce często zależały losy całych imperiów. Jeśli jednak ktoś oczami wyobraźni potrafi się przenieść w ich przeszłość, oraz zdoła odtworzyć w myślach to co w nich się przydarzyło, wówczas nagle pola te ożywają. Nie są one już dłużej porosłymi krzakami polami, a świadectwami istotnej historii którą z ich pomocą my możemy sobie teraz uzmysłowić. Dlatego tak właśnie radziłbym czytelnikowi patrzeć na Wszewilki podczas ich zwiedzania wzdłuż wybranych przez siebie szlaków wędrownych opisanych w punkcie #8 tej strony. Oczami wyobraźni proponuję ujrzeć tam NIE to co pozostało w nich do dzisiaj, a to co tam kiedyś było zanim drapieżne szpony ustanawiaczy historii rozdrapały to do obecnej nicości. Ponadto proponowałbym na Wszewilkach prześledzić, jak skutecznie diaboliczne moce UFOnautów są w stanie obrabować ludzi z ich historii. Taki bowiem sam rabunek i wymazywanie historii jaki dzisiaj daje się już wykazać i zrekonstruować że miał miejsce na Wszewilkach, miał także miejsce na całej naszej planecie i dla całej ludzkości. Tyle że dla całej ludzkości nikt takiej pełnej rekonstrukcji historii jeszcze nie dokonał. Być może, że Ty czytelniku powinieneś to kiedyś uczynić - po tym jak na miejscu prześledzisz jak to dokonane zostało dla Wszewilek.


#5. "Trophy" ze Zlotu we Wszewilkach w dniu 8/7/6:

       W każdym co bardziej szanującym się zlocie, jego uczestnicy zdobywają lub otrzymują tzw. "trophy". (Owo "trophy" to pamiątka ze zlotu, na której otrzymanie nałożony jest obowiązek co najmniej uczestniczenia w owym zlocie, a czasami nawet kilka dalszych dodatkowych trudnych do spełnienia wymagań, np. wygrania określonych kompetycji czy zawodów.) Chciałbym więc tu zaproponować, aby również dla uczestników Zlotu we Wszewilkach w dniu 8 lipca 2006 roku, KO Zjazdu "Wszewilki-2007" przygotował mały "souvenir" właśnie jako takie "trophy". Mianowicie proponowałbym aby wszyscy uczestnicy Zlotu, którzy w owym dniu zjawią się we Wszewilkach w punkcie odbierania trophy (którym warto aby było pole boiska sportowego we Wszewilkach, jakie dla owego Zlotu będzie punktem zbiorczym), mogli otrzymać zupełnie za darmo, albo też nabywać jedynie po kosztach wytworzenia, unikalne logo totalizmu. Logo to ma tą niezwykłą cechę, że jego wielkość, sposób noszenia, a także ogólny wygląd, z całą pewnością "zaprojektowane zostały przez artystę-karykaturzystę UFOnautów". Jego wygląd zobaczyć można na ilustracji "Fot. #1" poniżej. Ponieważ powyższe aspekty owego logo zaprojektowane zostały przez artystę UFOnautów, czyli przez wroga totalizmu - tyle że działającego w sposób skryty, logo to może być kupowane i noszone również przez wrogów totalizmu (wszakże wówczas jego noszenie będzie oznaką wspierania intencji UFOnautów oraz wspierania działalności owych wrogów totalizmu). Oczywiście, może ono także być noszone jako ciekawostka przez ludzi których nic z totalizmem nie łączy, a którzy jedynie zechcą posiadać na własność coś o "nieziemskim" pochodzeniu.
       Niezależnie więc od tego czy jesteś zwolennikiem totalizmu, czy jego przeciwnikiem, albo nie masz jeszcze żadnej opinii o totaliźmie, albo nawet jesteś UFOnautą wysłanym "incognito" na Ziemię aby zwalczać totalizm, niezależnie też od tego czy jesteś mężczyzną czy kobietą, pełnoletnim czy nieletnim, a także czy jesteś praktykującym cokolwiek czy też jesteś wstrzymującym się od czegokolwiek, ciągle powinieneś już teraz sobie zaplanować, że w dniu 8 lipca 2006 roku znajdziesz się we wsi Wszewilki koło Milicza, na Zlocie "Wszewilki-2006", aby sobie odebrać niezwykły rodzaj ozdoby zaprojektowanej przez UFOnautów i cechującej się fascynującą historią. Jeśli na otrzymanie tej ozdoby przez Ciebie nałożone będą jakieś dodatkowe czy specjalne warunki, wówczas niniejsza strona napisze o tym w terminie późniejszym, kiedy to dokładnie poznane już zostaną sprawy wyprodukowania i kosztów tej wersji "logo totalizmu". (Warunki te będą mogły stwierdzać co specjalnego musisz uczynić aby zapracować sobie na owo logo, lub ile musisz za nie zapłacić, ale nie będą nakładały żadnych ograniczeń na to kto jest uprawnioony do jego zdobycia. Tj. zdobyć to logo będzie mógł każdy kto wypełni zdefiniowane później warunki - jeśli takowe wogóle będą wprowadzone.) Już w chwili obecnej się zakłada, że do otrzymania tego logo będzie uprawniony każdy kto po nie się zgłosi we Wszewilkach, bez względu na wiek czy wygląd, płeć czy orientację, wrogość czy przyjacielskość, wiarę czy niewiarę, itp., itd.
       Wygląd owej zaprojektowanej przez karykaturzystów-UFOnautów wersji "logo totalizmu" pokazany został na poniższej karykaturze z "Fot. #1".

Fot. #1

Fot. #1: Interesujące użycie tzw. "logo totalizmu" zaprojektowane przez artystę-karykaturzystę UFOnautów. Ja osobiście bym proponował, aby w pokazanym powyżej wzorcu i wykonaniu, logo to było rozdawane lub sprzedawane jako "trophy" ze Zlotu "Wszewilki-2006" odbywającego się we Wszewilkach w dniu 8/7/6. Wszakże przy takim jego zaprojektowaniu, logo to może być nie tylko noszone na szyi, ale także wpinane w klapę, zawieszane u paska do spodni, przyłączane do portmonetki, czy nawet używane w roli kółka na klucze. (Logo to widać na mojej szyi w powyższej karykaturze przygotowanej przez UFOnautów.) Historia owej wersji logo jest raczej niezwykła. Mianowicie, została ona zaprojektowana przez artystę-karykaturzystę UFOnautów. (W dzisiejszych czasach niewiele obiektów na Ziemi może się poszczycić że z całą pewnością zaprojektował je UFOnauta.) Po raz pierwszy wizerunek tej wersji logo totalizmu ukazał się na powyższej sarkastycznej karykaturze, która opublikowana była aż na kilku odmiennych stronach tego samego internetowego "web-ringu" do którego należy strona internetowa UFOnauty Robina (tego samego UFOnauty Robina, który w sobotę, dnia 7/7/7, o godzinie 12:45 - 13:00, zgodził się zaprezentować na Zjeździe "Wszewilki-2007" punkt widzenia UFOnautów, a także zalewitować przed swoją wypowiedzią aby udowodnić zebranym na sali, że faktycznie reprezentuje on UFOnautów - dla obejrzenia sobie jego anty-totaliztycznej strony patrz ruchoporu.org). Jednak kiedy w dniu 23 kwietnia 2006 roku ponownie sprawdzałem dostępność powyższej ilustracji z owym logo, z jakichś tajemniczych powodów byłem w stanie ją znaleźć tylko pod jednym z adresów owego "web-ringu", mianowicie pod adresem totalizta.blox.pl. Najwyraźniej poprzez umożliwienie mi jego odnalezienia tylko pod owym jedynym adresem, UFOnauci starają się w sposób "aluzyjny" przekazać mi jakąś informację (może czytelnik potrafiłby mi podpowiedzieć co to za informacja i co na drugim poziomie wniosków, tj. wniosków z wniosków, może nam ona ujawnić?). Ciekawostką tej wersji logo jest, że artysta-UFOnauta który przygotował jej projekt faktycznie okazuje się doskonałym fachowcem. Wszakże jeśli odłoży się na bok osobiste uprzedzenia i spojrzy na jego karykaturę z punktu widzenia oceny jakości - jego produkt okazuje się doskonały (totalizm może jedynie pomarzyć aby w jego szeregach znaleźli się faktyczni totaliźci którzy byliby równie doskonałymi fachowcami, jak ci działający w sposób skryty na rzecz UFOnautów). Przykładowo, artysta ów musiał uprzednio studiować gdzieś z ukrycia moje zwyczaje i zachowanie, bowiem faktycznie w swoim życiu prywatnym ja czuję się lepiej jeśli to co ubieram ma na tyle długie rękawy że wystają mi z nich jedynie palce (połowa moich dłoni zwykle chowa się w rękawach tego co lubię ubierać). Ponadto faktycznie nie lubię zapinać guzików przy mankietach rękawów tego co ubieram. Abstrachując jednak od samej karykatury, jej ciekawostką jest, że prezentuje ono nowe zastosowanie tzw. "logo totalizmu" wykonane w pokazanej powyżej w formie. To zaś podsuwa nam doskonały pomysł na trophy ze Zlotu "Wszewilki-2006". Jako takie trophy warto bowiem przygotować właśnie owo logo w wersji zaprojektowanej przez UFOnautów. Wszakże same logo totalizmu posiada bardzo niewykłe cechy - po dane patrz strona totalizm. Przykładowo, wydziela ono unikalny rodzaj wibracji radistezyjnych które daje się nawet odbierać wahadełkiem różdżkarskim. Ponadto posiada ono zdolność do przekonfigurowywania przeciw-świata, co w tłumaczeniu na nasze oznacza, że przynosi ono szczęście temu kto je przy sobie nosi. "Trophy" ze zlotu zawierające owo logo będzie więc także przynosiło szczęście. Przykładowo, jej umieszczenie na powyższej karykaturze najprawdopodobniej spowodowało że zacięty wróg totalizmu, UFOnauta Robin, przeszedł transformację z wroga w partnera do rozmów. Tam zaś gdzie na przekór wrogości zaczyna się rozmowy, zaczyna również rodzić się i nadzieja na stopniowe rozwiązanie różnic które nas dzielą (co faktycznie jest oznaką przynoszenia szczęścia). Warto też odnotować, że z uwagi na nietypowe pochodzenie projektu takiego użycia logo totalizmu, użycie to może być noszone nie tylko przez totaliztów, ale także przez przeciwników totalizmu, czy przez ludzi których totalizm zupełnie nie interesuje chociaż lubują się w niezwykłościach.
* * *
Zauważ, że można zobaczyć powiększenie każdej fotografii z niniejszej strony internetowej. W tym celu wystarczy zwyczajnie kliknąć na tą fotografię. Ponadto większość tzw. browser'ów które obecnie są w użyciu, włączając w to populany "Internet Explorer", pozwala na załadowanie każdej ilustracji do swojego własnego komputera, gdzie można jej się do woli przyglądać, gdzie daje się ją zredukować lub powiększyć, a także gdzie ją można wydrukować za pomocą posiadanego przez siebie software graficznego.


#6. Opcje przybycia do Wszewilek, przenocowania we Wszewilkach lub w Miliczu, zwiedzania Wszewilek i Milicza, oraz powrotu do domu:

Motto: "W życiu nigdy nie żałujemy że coś uczyniliśmy lub zwiedziliśmy, jednak często żałujemy że mieliśmy okazję aby coś uczynić lub zwiedzić, jednak z niej nie skorzystaliśmy."

       Zlot "Wszewilki-2006" jest rodzajem prywatnej wycieczki do Wszewilek, tyle że wykonanej przez wielu ludzi naraz (wszakże "w kupie zawsze raźniej i bezpieczniej"). Jak więc niemal wszystko na takiej wycieczce, nikt nie będzie jej uczestnikom zabezpieczał ani zakwaterowania, ani wyżywienia, ani przewodników czy organizatorów którzy przygotowaliby dla nich rozrywki, ani żadnych innych wygód. Dlatego uczestnicy tego Zlotu, po zjawieniu się w okolicy Wszewilek lub Milicza muszą sami zatroszyć się o zabezpieczenie sobie wszystkiego co będzie im potrzebne dla konstruktywnego i przyjemnego spędzenia tam czasu. Opisywany tutaj Zlot będzie imprezą jednodniową. Dlatego jeśli ktoś przybędzie na niego głównie w celu poznania Wszewilek i ich historii, wówczas najbardziej optymalne rozwiązanie które ja bym mu polecał, to zjawić się we Wszewilkach możliwie wcześnie rano w dniu 8/7/6, zobaczyć co się będzie działo na obecnym boisku sportowym Wszewilek - które będzie centrum dla owego Zlotu, odnaleźć kumpli lub korespondentów z którymi tam się umówiło, pozwiedzać razem z kumplami szlaki wędrowne opisane w punkcie #8 tej strony - nawzajem sobie przypominając co interesującego warto tam odnotować i jaka była historia, funkcja, oraz losy danego miejsca, poczym wyjechać z powrotem do domu jeszcze tej samej soboty 8/7/6. Jeśli zaś ktoś przybędzie do Wszewilek aby również doświadczyć "nadprzyrodzonych" zjawisk, wówczas najlepszą ku temu okazją będzie tam przenocować - najlepiej właśnie na owym obecnym boisku Wszewilek (czyli na historycznym obszarze obozowania kupców i handlarzy koni). Poniżej wyszczególniłem najważniejsze możliwości (opcje) jakie są mi znane w zakresie sposobu przybycia do Wszewilek, noclegu albo we Wszewilkach albo też w pobliskim Miliczu, zwiedzania atrakcji i niezwykłości Wszewilek oraz Milicza, oraz końcowego powrotu do domu. Oto owe opcje:


#6.1. Przybycie do Wszewilek samochodem czy motocyklami albo tylko na jeden dzień, albo też na dwa dni z nocowaniem w Ośrodku Wypoczynkowym w Karłowie pod Miliczem lub też w którymś z milickich hoteli, oraz zwiedzanie atrakcji Wszewilek i Milicza z pomocą samochodu:

       Niniejsza opcja pozwala na najszybsze oraz na najmniej uciążliwe zwiedzenie opisywanych na tej stronie ciekawostek i szlaków wędrownych Wszewilek i Milicza. Jeśli mieszka się jedynie kilka godzin jazdy od Wszewilek, wówczas do wsi tej można przybyć dopiero rano, np. w sobotę dnia 8/7/6. W takim przypadku warto podjechać samochodem aż do młyna elektrycznego Wszewilek, zaparkować tam samochód, podejść piechotą do pobliskiego boiska sportowego, a następnie przejść już na piechotę szlak wędrowny opisany w punkcie #8.2 niniejszej strony internetowej. Po przejściu owego szlaku piechotą i oglądnięciu w ten sposób stanu miejscowych dróg polnych, można rozważyć czy chce się podejść czy też podjechać do tamy na Baryczy owym historycznym fragmentem "drogi do starego młyna wodnego na Baryczy" opisanym w punkcie #8.1 niniejszej strony. Wszakże od młyna elektrycznego we Wszewilkach do owej tamy jest mniej niż 1 km, tyle że polną drogą (trzeba jednak pozostawić samochód jakieś 300 metrów od owej tamy, kiedy droga którą podążamy zniknie pod wałem nowego stawu rybnego). Po oglądnięciu tamy i czakramu energetycznego Milicza, można powrócić do Wszewilek, poczym już z pomocą samochodu oglądać atrakcje opisane w szlakach wędrownych z punktów #8.3 i #8.4 tej strony. Jeśli zaś mieszka się wiele godzin jazdy od Wszewilek, wówczas można przyjechać dzień wcześniej do Milicza, zanocować w jednym z miejsc noclegowych opisanych poniżej, oraz od rana następnego dnia ziwedzić Wszewilki tak jak to opisano powyżej, zaczynając od zaparkowania samochodu w okolicach młyna elektrycznego tej wioski.
       Jeśli w owej opcji przybycia do Wszewilek we własnym samochodzie ktoś zdecyduje się zatrzymać na miejscu na jedną lub kilka nocy, wówczas ma do wyboru cały szereg miejsc noclegowych. Jednym z owych miejsc jest Ośrodek Wypoczynkowy w Karłowie pod Miliczem (Państwowy-Miejski Ośrodek pod zarządem miasta Milicza). Ośrodek ten jest oddalony jedynie o około 5 km od Wszewilek. Stąd jeśli ktoś zechce, w sobotę (dnia 8/7/6) wcześnie rano zdąży się z niego podjechać do boiska sportowego Wszewilek na możliwy pokaz "deszczu żywych rybek". Oto dane owego ośrodka:
Adres pocztowy: Ośrodek Wypoczynku Świątecznego Milicz-Karłowo, ul. Poprzeczna 9, 56-300 Milicz, woj. dolnośląskie.
Telefon (w Polsce): 0-71-3841215.
Email: (? narazie nieznany - jeśli ktoś go pozna wóczas proszę dać mi znać!)
       Na stronach internetowych Milicza, np. na stronie o adresie www.milicz.pl/turystyka/noclegi/, opisane są także jeszcze inne możliwości zakwaterowania w Miliczu (czyli około 3 km od Wszewilek - tj. wystarczająco blisko aby w sobotę na 7 rano dojechać stamtąd do boiska sportowego Wszewilek). Przykładowo, jest tam opisany "Hotel Libero". Jego dane:
Adres pocztowy: Hotel Libero, 56-300 Milicz, ul. Kosciuszki 2
Telefon (w Polsce): 071/383 13 90, 38313 91 fax 071/383 13 92
Email: (? narazie nieznany - jeśli ktoś go pozna wóczas proszę dać mi znać!)
       Ponadto na stronach internetowych Milicza opisane jest też Centrum Edukacyjno-Metodyczne, które reklamuje się że ma w ofercie:
-100 miejsc w pokojach 2-, 5- i 6- osobowych,
-kuchnię turystyczną (z pełnym wyposażeniem),
-wyżywienie całodzienne dla grup zorganizowanych - na zamówienie,
-jadalnio-świetlicę, świetlice (ze sprzętem audio-video),
-węzeł sanitarny z natryskami, boisko do piłki siatkowej oraz miejsce do grilowania,
Jego dane:
Adres pocztowy: Centrum Edukacyjno-Metodyczne, 56-300 Milicz, ul. Trzebnicka 4b
Telefon (w Polsce): (071) 384 02 37, tel./fax (071) 384 02 38
Email: (? narazie nieznany - jeśli ktoś go pozna wóczas proszę dać mi znać!)
* * *
       Proszę mieć na uwadze, że jeśli ktoś dopiero rano dojedzie samochodem w pobliże boiska sportowego Wszewilek, wówczas silnie radzę mu aby samochód zaparkował w okolicach młyna elektrycznego Wszewilek, zaś do boiska podszedł na piechotę (np. na ewentualny pokaz rybek spadających z nieba). Odległość od mlyna do boiska wynosi tam jedynie jakieś 100 metrów. Natomiast polna droga od młyna do boiska jest zaniedbana przez władze i naprawdę okropna.


#6.2. Przybycie do Wszewilek pociągiem albo tylko na jeden dzień, albo też na dwa dni ze spaniem pod namiotami wokół centrum historycznego obszaru obozowiskowego dla kupców i handlarzy koni (obecnie boiska sportowego Wszewilek), zwiedzanie atrakcji Wszewilek i Milicza poprzez przejście piechotą szlaków opisanych w punkcie #8 tej strony, oraz odjazd do domu autobusem z Milicza:

Motto: "W kupie zawsze raźniej. Jeśli więc zamierzasz nocować pod namiotem na boisku gdzie nocą może przybyć UFO, wówczas zabierz na ten Zlot tylu dobrych kumpli ilu tylko możesz. Spijcie też w conajmniej dwuosobowych namiotach."

       Do zrealizowania niniejszej opcji zachęcani są ludzie młodzi, którzy NIE dysponują własnym samochodem, ale albo posiadają namioty i są w stanie spędzić noc pod namiotem wokół obecnego boiska sportowego Wszewilek, albo też są w stanie przybyć do Wszewilek wcześnie rano i oglądnąc wszelkie atrakcje owej wioski w przeciągu tylko jednego dnia. W takim wypadku, zachęcani są oni aby przyjechać do Milicza pociągiem np. popołudniem w dniu 7/7/6 (w opcji zaś jednodniowej, czyli bez noclegu pod namiotem - przyjechać tam rankiem w dniu 8/7/6), przejść do Wszewilek szlakiem wędrownym opisanym w punkcie #8.1 tej strony, na noc z piątku 7/7/6 na sobotę 8/7/6, rozbić swój namiot na byłym obszarze historycznym, na którym w dawnych czasach obozowali kupcy i handlarze koni przybywający do Wszewilek na ogromnie słynne jarmarki końskie, w sobotę 8/7/6 przejść po Wszewilkach i Miliczu szlakami opisanymi w punktach #8.2 do #8.4 tej strony, a nastepnie wrócić do domu autobusem już z dworca autobusowego Milicza. W obecnych czasach ów historyczny obszar obozowiskowy na którym mogą rozbić namioty na noc znany jest pod nazwą "boiska piłkarskiego Wszewilek". (Odnotuj jednak, że boiskiem piłkarskim stał się on dopiero w latach 1950-tych. Przed ową datą boisko piłkarskie Wszewilek zlokalizowane było w całkowicie odmiennym obszarze tej wsi - po szczegóły patrz 6 w punkcie #8.2 niniejszej strony.) Stąd osoby dysponujące namiotami mogą rozbić te namioty wokół pola gry owego dzisiejszego boiska sportowego we Wszewilkach. Boisko to będzie bowiem centrum zlotowym. Na nim będą więc miały miejsce wszelkie imprezy zlotowe (nie że jest ich zbyt wiele) - patrz punkt #4 tej strony. Względem niego też wytyczone zostały wszelkie szlaki wędrowne do zwiedzania Wszewilek i ich okolicy - po szczegóły patrz punkt #8 tej strony. Owo dzisiejsze boisko sportowe jest zlokalizowane tuż przy torach kolejowych wiodących z Milicza do Krotoszyna, a także przy dawnej "drodze do starego młyna wodnego na Baryczy" (po wojnie nazywanej "drogą na tamę") opisywanej na stronie o wsi Wszewilki. Z tego co pamiętam, to kiedyś przy nim stał jeden z owych hydrantów na zawór odtwierany ręcznie - tak aby piłkarze mieli się gdzie umyć po meczu. Jeśli hydrant ten ciągle działa, obozujący na owym boisku będą mieli zapewnioną wodę z wodociągów miejskich do picia i mycia. (Jeśli zaś jest nieczynny, lub zlikwidowany, wówczas będzie dobra okazja aby złożyć petycję na ręce sołtysa (urzędowego) wsi Wszewilki, aby z urzędu go naprawiono lub odrestaurowano w obliczu zbliżającego się Zjazdu "Wszewilki-2007".) W okolicach owego boiska jest też sporo "ziemi niczyjej" pozarastanej krzakami, z naróżniejszymi dziurami i wyrobiskami w ziemi po piasku zabranym w 1875 roku na budowę pobliskiego nasypu kolejowego. Jeśli więc zabraknie obszaru obozowego tuż przy polu boiska sportowego, zawsze można rozbić namioty na owej "ziemi niczyjej". Jakieś 100 metrów od owego boiska jest także niewielki lasek prywatny (a właściwie to aż kilka lasków), tak że ci za potrzebą będą mieli gdzie poużyźniać porost lokalnych drzewek. (Proszę jednak pamiętać o zobraniu ze sobą na obozowisko maleńkiej łopatki ogrodowej i latarki, aby przed przykucnięciem móc sobie wykopać mały dołek w ziemi, w którym potem się zakopie "pamiątki" jakie zostaną tam wygenerowane - zgodnie z totaliztycznym mottem "czyń tylko dobro, powiększaj tylko wiedzę, wywieź tylko zjęcia, pozostaw tylko ślady swoich stóp". Wszakże jeśli ktoś nie zakopie po sobie tego co wygenerował, następni wchodzący do tego lasku będą wysyłali "złą karmę" dokładnie pod jego adresem - zaś z powodu pozostawienia po sobie materialnego śladu, jest absolutnie pewnym że karma ta znajdzie swego adresata.)
       Aby po przybyciu autobusem do Milicza dostać się do owego boiska, wystarczy złapać autobus do Wszewilek i poprosić kierowcę o wyrzucenie "przy starym młynie elektrycznym na Wszewilkach" albo "na torach kolejowych". Stamtąd do boiska sportowego jest juz tylko jakieś ze 100 metrów. Jeśli zaś ktoś przybędzie do Milicza koleją, wówczas drogą okrężną (po szosie) do owego boiska jest około 5 km - i na dodatek nie jeżdżą wzdłuż większości z niej żadne autobusy. Dlatego najłatwiej z dworca kolejowego dostać się do owego boiska idąc pieszo ku północy w przybliżeniu wzdłuż torów kolejowych - tory te bowiem są rodzajem "nitki Ariadny" dla idącego, uniemożliwiającej mu zabłądzenie. (Jednak silnie odradzam przejście po samych torach i to aż dla kilku powodów, np. ponieważ ten krótki odcinek torów słynie z przedziwnie dużej liczby wypadków śmiertelnych - po szczegóły patrz strona Wszewilki. Dlatego raczej radzę iść równolegle do torów np. po historycznym "bursztynowym szlaku" opisanym w punkcie #8.1 tej strony.) Boisko znajduje się wówczas po prawej stronie torów kolejowych, w tym miejscu gdzie nasyp kolejowy niemal zanika, zaś poziom torów staje się równy poziomowi otaczającego je obszaru. (Wszędzie wcześniej tory zlokalizowane są na wysokim i z daleka widocznym nasypie kolejowym.) Największy jednak problem z owym przejściem wzdłuż torów jest taki, że jeśli idzie się po wyżwirowanej ścieżce rowerowej zawsze tam biegnącej po prawej (wschodniej) stronie tuż przy torach, wówczas zwykle dniami policja kolejowa lubuje się tam w łapaniu ludzi którzy podążają ową ścieżką i w karaniu tych ludzi mandatami (szczególnie ulubionymi miejscami dla owej policji dla zaczajania się na przechodniów, był kiedyś most kolejowy na Baryczy, oraz położony nieco wcześniej przed nim "most na młynówce". Dlatego, jeśli komuś się spieszy, wóczas znacznie lepszym wyjściem od wędrowania po owej ścieżce żwirowej tuż przy torach i wzdłuż tych torów, jest używanie polnej drogi która biegnie wzdłuż nasypu u podstawy owego nasypu (idących ową drogą policjanci kolejowi nie mają prawa okładać mandatami). Tyle że droga ta jest pełna dziur i stąd nie nadaje się do przejścia nocą - chyba że ktoś ją dobrze zna. Aż do mostu na Baryczy droga ta biegnie pod nasypem po jego lewej stronie, zaś za mostem na Baryczy biegnie ona pod nasypem po jego prawej stronie. Kiedy zaś droga zanika, bowiem tory przebiegają po moście, wówczas po prawej i lewej stronie od mostu kolejowego, w niewielkiej odległości od torów, jest najpierw mostek przez Młynówkę i jej odnogę, potem zaś po prawej stronie torów jest tama na Baryczy - po których można przejść na drugą stronę wody bez obawy zapłacenia mandatu. Idąc tą drogą z daleka też widać, czy na danym moście kolejowym faktycznie czają się policjanci kolejowi, bowiem przy mostach biegnie ona po tej samej stronie torów po której zwykle ukrywają się oni przed ludźmi. Jeśli jednak komuś się nie spieszy i idzie w świetle dziennym - tak że nie zachodzi niebezpieczeństwo że zabłądzi, wówczas raczej zalecałbym przejście do boiska Wszewilek tzw. "bursztynowym szlakiem" opisanym z punkcie #8.1 tej strony.
       Ów "bursztynowy szlak" to odcinek bardzo starej, bo liczącej już około 1000 lat, jakby polnej drogi biegnącej równolegle do torów kolejowych po ich prawej (wschodniej) stronie. Droga ta stanowi atrakcyjny odcinek prastarego "bursztynowego szlaku" znanego nam z lekcji historii. Można nią łatwo przejść z milickiego dworca kolejowego do boiska sportowego na Wszewilkach, omijając z daleka możliwych policjantów kolejowych łapiących przechodniów przy torach. Początkowy odcinek owej drogi jest tą samą drogą polną, którą około 1000 lat temu poruszały się wozy konne z Duchowa do Wszewilek. Dalszy jej odcinek, to faktycznie jedna z gałęzi historycznego "bursztynowego szlaku" który kiedyś wiódł właśnie po tej drodze przez wieś Wszewilki. Na jej odcinku niedaleko od boiska sportowego, jako mały chłopiec znajdowałem kiedyś bardzo stare monety - niestety, później przechandlowywałem je za najróżniejsze bezwartościowe rupiecie. Dzisiaj droga ta przebiega przez wąską tamę na Baryczy - stąd nadaje się tylko do ruchu pieszego lub na rowerach (tj. nie jest ona już przejezdna na całej swej długości dla zaprzęgów konnych ani dla samochodów, chociaż jej początkowe fragmenty na obu jej końcach są ciągle przejezdne - stąd nadają się aby nimi podjechać samochodami niemal aż do samej tamy na Baryczy). Ponadto jest ona kręta, wąska, wyboista, pełna dołów i przebiega wzdłuż starej wody, daje się więc po niej przejść lub przejechać tylko przy dobrym świetle dziennym (wędrowanie lub jazda nią nocą byłyby bardzo niebezpieczne, szczególnie jeśli ktoś jej nie zna). Opisuję ją tutaj w punkcie #8.1 tej strony. Jej zaletą jest, że podążając nią we dnie, po drodze mija się wiele szczególnych i interesujących miejsc historycznych Wszewilek, opisanych na stronie Wszewilki (np. przechodzi się nią niedaleko od byłego młyna wodnego na Baryczy, a także koło czakramu energetycznego Milicza, wyrzucającego bardzo silny podmuch wzmacniającej i uspokajającej energii "chi").
       Po przybyciu na historyczny obszar obozowiskowy, który obecnie jest boiskiem we Wszewilkach, swoje namioty proszę rozbijać nie na samym polu piłkarskim owego boiska, a na obrzeżu boiska wokół owego pola gry. Powody ku temu są aż dwa. Pierwszy to że samo boisko ma bardzo "wrażliwą trawę" o którą "ogromnie dbają" miejscowi piłkarze z drużyny "Wszewilkowskich Wilków". Nikt zaś z przybyszy zapewne nie chce wzbudzać gniewu owej bojowej drużyny poprzez koczowanie na ich delikatnej trawie. Drugim zaś powodem jest, że na godzinę 7 raną w sobotę dnia 8 lipca 2006 roku, zamówiłem u UFOnautów próbny deszcz żywych ryb. W ramach tego deszczu na środek owego boiska ma być zrzucony duży żywy rekin albo mniejszych rozmiarów żywy wieloryb - po szczegóły patrz P.S. do wpisu nr #64 z bloga totalizmu (adres w punkcie #12 poniżej). Ci więc, którzy odważą się zaobozować w obrębie samego boiska, mogą rano się zbudzić pod owym rekinem czy wielorybem - nie chciałbym wówczas być w ich skórze. Z uwagi na owe "atrakcje" jakie UFOnauci po północy mogą jednak zafundować przybyłym do owego boiska, dobrze jest rozbijać namioty w pobliżu swoich kumpli, a także trzymać latarkę i aparat fotograficzny pod ręką. Nie radzę też rozbić swego namiotu daleko od innych namiotów, szczególnie jeśli ktoś śpi w nim samotnie.
       Tak nawiasem mówiąc, to radzę przywieźć ze sobą na Zlot stojadła, turystyczną kuchenkę do gotowania (z paliwem), produkty do przygotowania sobie śniadania, a także chleb lub kanapki - wszystko to będzie bowiem nie do zdobycia po przybyciu na owo boisko. Jeśli też ów rekin lub wieloryb faktycznie pojawi się na boisku, wówczas upoważniam i nawet zalecam zgromadzonym, aby wkrótce po jego upadku i po dokładnym jego obfotografowaniu, zwyczajnie usmażyli go sobie na śniadanie - zanim jacyś przedstawiciele związku ochrony wielorybów lub dobroci dla rekinów zdążą zjawić się i zabronić im spróbowania tego poczęstunku - który notabene zostanie dostarczony specjalnie dla podniebienia wszystkich zgromadzonych w owym miejscu. (Między nami mówiąc, to duża "ryba" po upadku na ziemię setki kilometrów od morza nie będzie miała najmniejszej szansy na przeżycie - np. wieloryby bez wody zawsze szybko zaduszają się pod swoim własnym ciężarem. Jeśli więc się jej natychmiast nie zje, wówczas jej życie zostanie zmarnowane zupełnie bez pożytku.) Ja niniejszym udzielam im mojego osobistego pozwolenia na zwyczajne zjedzenie owej "spadłej z nieba ryby" - proszę mi potem napisać jak smakowała. Wszakże na Wszewilkach nie jest łatwo o nabycie rybnego śniadania. Ponadto dobrze potem mieć pamięć, że faktycznie spróbowało się jak smakuje taka "rybka spadła z nieba". Po przygotowaniu sobie śniadania proszę jednak pamiętać, aby wszelkie po nim pozostałości, a także śmiecie, starannie zakopać w dołku głębokim na co najmniej 20 cm, który sobie wykopiemy przywiezioną w tym celu na obozowisko maleńką łopatką ogrodową. Wszakże po zakończeniu naszego obozowania teren ma wyglądać tak jakby tam nigdy nas nie było (tj. "czyń tylko dobro, powiększaj tylko wiedzę, wywieź tylko zjęcia, pozostaw tylko ślady swoich stóp"). Tak między nami mówiąc, to powinienem się tutaj przyznać, że od czasu kiedy straciłem pracę, często jadam tzw. "fish and chips". Fama zaś głosi, że w ramach tej potrawy, w Nowej Zelandii zwykle dostaje się właśnie kawałek upieczonego rekina. Ci więc którzy będą obecni na boisku, zaś faktycznie żywe ryby wówczas spadną z nieba, będą mogli spróbować jak smakują moje nowozelandzkie posiłki. Powinienem tutaj też dodać, że moją najbardziej ulubioną zupą jest właśnie "shark-fin soup" czyli "zupa z płetwy rekina".


#6.3. Przybycie do Milicza i potem Wszewilek autobusem albo tylko na jeden dzień, albo też na dwa dni z noclegiem w którymś z hoteli lub ośrodków wyszczególnionych w punkcie #6.1 powyżej, zwiedzanie atrakcji najpierw Milicza a potem Wszewilek poprzez przejście piechotą szlaków opisanych w punktach #8.4, #8.3, #8.2, oraz #8.1 tej strony, oraz odjazd do domu pociągiem ze stacji kolejowej Milicza lub autobusem z dworca autobusowego Milicza:

       Opcja ta jest zalecana, jeśli nie dysponuje się samochotem a stąd korzystało się będzie z transportu publicznego, zaś z rozeznania rozkładów jazdy lub czasów przyjazdu wynika, że koniecznym będzie zanocowanie gdzieś co najmniej przez jedną noc - nie chce się jednak, lub nie może, nocować pod namiotem. W takim przypadku rekomenduję przyjechać autobusem do Milicza, zameldować się w jednym z milickich hoteli lub ośrodków wyszczególnionych powyżej w punkcie #6.1, zwiedzić sobie szlak z punktu #8.4 tej strony, przenocować do nastepnego dnia w Miliczu w jednym z miejsc wyszczegółnionych w owym punkcie #6.1 powyżej, zaś następnego dnia przejść i zwiedzić szlaki #8.3, #8.2, oraz #8.1, poczym albo powrócić do Milicza na jeszcze jeden nocleg zanim powróci się do domu, albo też wrócić do domu pociągiem z milickiej stacji kolejowej.
* * *
       Proszę odnotować, że którąkolwiek z opcji zwiedzania Wszewilek się wybierze, opcję tą trzeba sobie z góry zaplanować przygotować. Przykładowo, należy z góry sprawdzić rozkłady odjazdów i przyjazdów pociągów i autobusów które ma się zamiar użyć, albo z góry zarezerwować sobie noclegi w hotelu czy ośrodku w którym ma się zamiar zatrzymać, itd., itp. Wszakże od tego jak dobrze ktoś się przygotuje do tej wyprawy i zwiedzania, zależało potem będzie jak przyjemnie spędzi czas podczas jej trwania, oraz jak dobre wspomnienia z niej później wyniesie.


#7. Co we Wszewilkach jest warte zwiedzania i oglądnięcia:

Motto: "Przyszłość i przeszłość są symetryczne względem teraźniejszości."

       Czytelnik zapewne zadaje sobie pytanie "dlaczego mam przyjeżdżać do Wszewilek w dniu Zlotu, czyli 8 lipca 2006 roku, kiedy ową wioskę mogę też zwiedzić w dowolnym innym terminie". Odpowiedź na to pytanie brzmi, że jest aż wiele ku temu powodów. Przykładowo, jeśli nie zaplanuje się czegoś na konkretną datę, wówczas jest wysokie prawdopodobnieństwo że wogóle tego się nie zrealizuje. Jeśli więc nie zdecydujemy się przyjechać na zwiedzanie Wszewilek właśnie w dniu 8 lipca 2006 roku, wówczas najprawdopodobniej nigdy nie zwiedzimy owej wioski. W dniu 8 lipca 2006 roku warto również przybyć do Wszewilek ze względów pamiątkowych. Wszakże zgodnie z programem opisanym w punkcie #4 tej strony, w godzinach 9 do 15 przedstawiciele KO Zjazdu i Zlotu mają na boisku Wszewilek sprzedawać lub rozdawać tzw. "trophy" z owego Zlotu. Ponadto, w dniu owym będzie również we Wszewilkach wielu ludzi wykonujących pamiątkowe fotografie. (Ja wszakże zachęcam wszystkich uczestników, aby wykonywali zdjęcia każdego interesującego momentu owego Zlotu, potem zaś przysyłali mi co ciekawsze z tych zdjęć do wystawienia na niniejszej stronie internetowej.) Czyż zaś nie przyjemnie będzie po Zlocie zobaczyć siebie w internecie jak się stoi w naturalnej pozie na historycznym miejscu, albo jak duma się nad jakimś ważnym aspektem historii? Innym istotnym powodem przybycia właśnie w owym dniu, jest ponieważ mieszkańcy Wszewilek naszego przybycia w dniu Zlotu będą się spodziewali. Wszakże informacja o owym Zjeździe będzie wówczas już w internecie przez kilka miesięcy, zaś Wszewilczanie nie gęsi też do internetu czasami zaglądają. Spodziewając zaś się "najazdu" ciekawskich z dalekiego świata, nie będą ani wcale zdziwieni, ani też podejrzliwi, jeśli jacyś obcy ludzie nagle zaczną interesować się architekturą ich budynku, zaglądać do ich obejścia, rozbijać namioty na ich boisku sportowym, czy łazić po ich polach, łąkach i laskach. Chociaż więc w innych dniach roku prawdopodobnie wzięliby widły i pogonili takiego kogoś gdzie pieprz rośnie, w samym dniu Zlotu zapewne chętnie wyjdą przed bramę swojego domostwa, pogawędzą z przybyszami, opowiedzą im o historii swego domu czy historii co ciekawszego miejsca Wszewilek, pokażą obejście, poczęstują szklanką wody, a nawet - jeśli zajdzie potrzeba, to podwiozą traktorem do co bardziej interesującego miejsca. Jeszcze innym powodem do wybrania właśnie tej daty na przyjazd do Wszewilek, jest że z punktu widzenia numerologii data ta jest dosyć szczególnym dniem. (Takie numerologicznie szczególne daty po angielsku nazywają się "auspicious". Daty wszystkich Zlotów i Zjazdów we Wszewilkach, tj. soboty w dniach 8/7/6, 7/7/7, 9/8/8, oraz 8/8/9, zostały specjalnie tak dobrane aby reprezentować sobą właśnie takie numerologicznie "auspicious" dni.) Istnieje więc jakieś tam prawdopodobieństwo że w dniu tym wydarzy się coś na tyle niezwykłego we Wszewilkach, iż możemy potem żałować że nie ujrzeliśmy tego na nasze własne oczy. Jeszcze inne pytanie, nad którym ktoś być może się zastanawia, to że "Wszewilki są przecież wioską jak każda inna, cóż więc takiego unikalnego miałyby one mi do zaoferowania i pokazania, czego dotychczas bym nie widział w żadnej innej wiosce Polski". Jak jednak się okazuje faktycznie Wszewilki mają wiele do pokazania co jest unikalne tylko dla nich i czego nie da się zobaczyć w żadnej innej wiosce Polski. Poniżej wyszczególnię najważniejsze z rzeczy wartych tam oglądnięcia. Oto one:


#7.1. Porównanie przeszłości z teraźniejszością w celu nabycia umiejętności wnioskowania o przyszłości:

       Wszyscy wiemy, że nasza teraźniejszość jest rezultatem przeszłości poddanej ewolucji i działania czasu. Z tego powodu niemal każdego człowieka który widzi obecny wygląd czegokolwiek, interesuje jak to coś wyglądało wiele lat temu. Przykładowo, widząc jakiegoś aktora czy bohatera filmowego w dniu dzisiejszym, często zadajemy sobie pytania jak on wyglądał w czasach młodości. Jeśli bowiem opanuje się umiejętność symulowania w naszym umyśle zmian z przeszłości do teraźniejszości, wówczas ma się też możliwość przewidywania przyszłości. Wszakże aby zobaczyć co już wkrótce nastąpi, wystarczy to co widzimy wokół siebie dzisiaj poddać takiemu samemu procesowi jaki znamy że zamienił on przeszłość w dzień dzisiejszy. Przykładowo, wiedząc jak jakiś aktor zmienił wygląd z młodego na stary, jesteśmy też w stanie przewidzieć jak my sami, lub jak ktoś z naszych bliskich, zmieni swój wygląd po upływie określonego czasu. Problem jednak z poznaniem procesu "od przeszłości do teraźniejszości" jest, że ogromnie mało miejscowości na naszej planecie ma go udokumentowanym dla siebie. Większość więc miejsc możemy zobaczyć jak one wyglądają dzisiaj, jednak nie wiemy dla nich, jak one wyglądały np. 50 czy 100 lat temu. Tymczasem Wszewilki są niemal jedyną wsią w Polsce, dla której ów proces został w internecie udokumentowany praktycznie dla przedziału ostatniego 1000 lat. Dlatego warto przyglądnąć się na miejscu, czyli we Wszewilkach, jak ten proces zmian wyglądał i do jakiego dzisiejszego wyniku on doprowadził. Z kolei po tym jak poznamy ten proces dla Wszewilek, będziemy mogli go odnieść do dowolnej wsi lub miejscowości która będzie nam znana.


#7.2. Ilustracja procesu niszczenia ludzkiej przeszłości i prawdziwej historii, jaki na wielką skalę skrycie prowadzony jest na Ziemi:

       Wszewilki są niemal jedynym miejscem na świecie, gdzie mroczne siły które skrycie okupują naszą planetę, tj. dzisiejsi UFOnauci dawniej zwani "diabłami", zostały przyłapane na systematycznym i celowym niszczeniu obiektów które są nośnikiem historii ludzkości. Dlatego prowadzony przez nich proces systematycznego niszczenia wiedzy o historii naszej planety jest na Wszewilkach dokładnie zilustrowany oraz opisany. Ponieważ proces taki zachodzi na wielką skalę praktycznie w każdym miejscu na Ziemi, warto mu się przyglądnąć we Wszewilkach aby potem go rozpoznać jak jest kontynuowany w dowolnym innym interesującym nas miejscu naszej planety.


#7.3. Zilustrowanie spiralnej ewolucji architektury budownictwa wiejskiego:

       Wszewilki są niemal jedyną wsią w Polsce, dla której ewolucja architektury jej domostw od pierwszej aż do nadchodzącej szóstej ich generacji została udokumentowana w internecie. Dlatego warto przyglądnąć się tej ewolucji we Wszewilkach, aby potem móc ją odnosić do dowolnej innej wsi lub miejscowości która nas interesuje.
       Za mojego życia we Wszewilkach można tam było zobaczyć wiejskie budynki mieszkalne przynależące do generacji od 2-giej do 5-tej, oraz kilka pozostałości po ich 1-wszej generacji. Przykłady aż kilku z owych generacji mieszkalnych zabudowań wiejskich przetrwały tam też do dzisiaj. Są one wskazywane podczas wędrówki po szlakach opisywanych w punkcie #8 tej strony. Budynki 1-wszej generacji, czyli najstarszej z istniejących, nie przetrwały do moich czasów. Pamiętam jednak ich ślady i pozostałości. Były to ziemianki, z podłogą mieszkalną częściowo wkopaną pod powierzchnię gruntu (im były one starsze, tym głębiej pod ziemią zakopana była ich podłoga) lub uklepaną bezpośrednio na powierzchni ziemi. Ponieważ były one tanie oraz łatwe do zbudowania i utrzymywania, zwykle zamieszkiwała je tylko jedna osoba, tylko jedna para małżeńska, lub tylko jedna rodzina z małymi dziećmi (kiedy bowiem dzieci dorastały, wówczas budowały sobie własne ziemianki). Właściciele ziemi w okolicach Wszewilek zaprzestali budowania ziemianek już około lat 1600-nych. Jednak samotni bezrolni parobcy, budowali i zamieszkiwali ich nieco udoskonalone wersje (z klepiskiem umiejscowionym już na powierzchni ziemi) aż do późnych lat 1800-tnych. Budynki 2-giej generacji, które już w czasach mojej młodości liczyły ponad 300 lat, były budowane z gliny i drzewa zaś ich dachy kryte były sitowiem. Ich podłoga wprawdzie również uklepywana była bezpośrednio na ziemi, jednak pomiędzy glebę a ich klepisko wstawiano już warstwę materiału izolującego termicznie. Budowane więc one były w oryginalnym "stylu architektonicznym Wszewilek" (styl ten opisałem dokładniej w punkcie #7 strony internetowej o Wszewilkach, zaś jego doskonałą ilustracją jest architektura kościoła Św. Andrzeja Boboli w Miliczu której zdjęcie można zobaczyć na stronach o tym kościele lub o Wszewilkach). Zarówno budowa domów 2-giej generacji, jak i późniejsze ich utrzymywanie w stanie zamieszkiwalnym były dosyć pracochłonne. Dlatego wymagały one nieustannej opieki ludzi młodych i sprawnych fizycznie. Z tego powodu zawsze były one bardzo długie, zaś zamieszkiwało je aż kilka wzajemnie spokrewnionych rodzin i generacji (np. rodzina dziadków, rodzina rodziców, oraz rodziny ich dzieci). Ostatni z owych budynków mieszkalnych tamtej drugiej generacji, notabene stojący kiedyś zaledwie około 50 metrów od omawianego tutaj budynku Zagórskich - tyle że po przeciwnej stronie owej oryginalnej (polnej) drogi, a zamieszkany przez babcię Sołtysową, rozebrany był jeszcze w latach 1960-tych. Budynki kolejnej, 3-ciej generacji, były kategorią przejściową. Stanowiły one pierwsze budynki wznoszone we Wszewilkach z trwałej cegły i z ceramicznych dachówek. Chociaż jednak używały one już nowego (tj. trwałego i nie wymagającego nieustannych napraw) materiału budowlanego, czyli drogiej cegły i dachówki, cała ich architektura, funkcjonalność, oraz kultura zamieszkiwania nadal kopiowała budynki 2-giej generacji. Dlatego ciągle miały one sufity nisko nad podłogą. Ich okna były małe. Ich klepiska ciągle leżały bezpośrednio na Ziemi, chociaż oddzielane już były od gleby warstwą materiału izolującego termicznie. Posiadały aż po kilka dzwi wejściowych wiodących do tego samego budynku - ponieważ ciągle zamieszkiwały je 2 lub nawet 3 generacje spokrewnionych rodzin, np. dziadkowie, rodzina rodziców i rodzina dzieci. Z kolei ich dachy były bardzo strome, a stąd strychy nietypowo ogromne. (Wielkość owych strychów wyznaczana była bowiem kątem spadu dachu, który z kolei definiowany był rozkładem sił od śniegu zalegającego dach zimą oraz wytrzymałością dawnej drewnianej konstrukcji budynku.) W czasach mojej młodości liczyły one już około 200 lat - pamiętały więc ciągle czasy jeszcze sprzed budowy kolei. Obecnie ich wiek pomału zbliża się do 300 lat. Ja osobiście rozciągnąłbym nad nimi ochronę prawną, w przeciwnym przypadku już wkróce wszystkie z nich poznikają. Do dzisiaj przetrwało ich być może tylko ze 3 w całych byłych Wszewilkach. Budynki 4-tej generacji też były z cegły. Miały one już normalną, dzisiejszą wysokość sufitów nad podłogą, oraz klasyczną formę pudła z mniej spadzistym dachem (wszakże ich konstrukcja była już wytrzymalsza). Ich podłoga wyniesiona już była nad powierzchnię gleby i zawieszona na jakiejś strukturze nośnej. Pod podłogą niemal jako reguła wykonywana już była podziemna piwnica o charakterze ziemianki, przeznaczana na obszar magazynowy. Stanowią one większość obecnej zabudowy Wszewilek. Niemal zawsze ich wnętrze składa się z dwóch odrębnych mieszkań, ponieważ zwykle z rodziną właściciela domu zamieszkiwali w nich także rodzice właściciela (tj. jego ojciec i matka). Wszystkie one były budowane już po czasach budowy kolei żelaznej (czyli już po 1875 roku). W końcu budynki obecnej, 5-tej generacji, to typowe brzydkie i nudne kostki sześcienne potynkowane od zewnątrz. Budowane są one zwykle z betonu lub pustaków, stąd wymagają otynkowania. Zwykle wogóle nie mają one strychu, zaś ich dach jest jednocześnie sufitem ich najwyższego piętra. Częściowo lub całkowicie pod ziemią mają one już "basement" a nie piwnice, czyli wyspecjalizowane pomieszczenia identyczne do mieszkalnych, tyle że zagłębione pod ziemię i używane jako garaże, warsztaty, składy paliwa, pomieszczenia dla generatorów i pieców centralnego ogrzewania, itp. Niemal zawsze zamieszkuje je tylko jedna rodzina ich właścicieli. Stąd ich pomieszczenia zaczynają dzielić się (i specjalizować) zależnie od wypełnianej funkcji na kuchnie, jadalnie, salony, sypialnie (zwykle odrębne dla każdego członka rodziny), pralnie, gabinety, biblioteki, itp. Wszewilki obecnie mają ich już sporo, zaś ich liczba wzrasta. Wiem, że poza Polską wykształtowała się już kolejna, 6-ta generacja wiejskich budynków mieszkalnych. Interesujące, że coraz częściej zamieszkiwana jest ona przez pojedynczych ludzi żyjących w nich samotnie - podobnie jak było to z domami 1-szej generacji (domostwa ludzkie jakby powróciły więc do swego punktu startowego). Pomału przyjmuje się ona i w Polsce, tyle że nie doszła jeszcze do Wszewilek. Jej budynki to małe i zupełnie niezależne od reszty świata "pałacyki" o dużej i wysoce wyspecjalizowanej przestrzeni mieszkalnej, o doskonałym zabezpieczeniu przed nieproszonymi intruzami (faktycznie są to niemal "niezdobyte" twierdze z alarmami, kamerami telewizyjnymi, zdalnie zatrzaskiwanymi drzwiami, pancernymi szybami, ukrytymi przejściami, własnymi schronami przeciw-atomowymi, itp.), o doskonałym połączeniu z resztą świata (szybki internet, telekonferecja, optyczne telefony, itp.), o zdolności do "samowystarczalności" (tj. do zupełnie niezakłóconego funkcjonowania w przypadku odcięcia ich od dostaw prądu, gazu, wody, paliwa, żywności, itp.), oraz o ogromnie ozdobnych i skomplikowanych formach zewnętrznych i wewnętrznych. Faktycznie, jeśli dobrze się zastanowić, to domostwa owej 6-tej generacji w rzeczywistości noszą wszelkie cechy statków kosmicznych, tyle że ciągle nie są one w stanie ulecieć w przestrzeń. Czyli są one jakby odpowiednikami ziemianek 1-wszej generacji w stosunku do dzisiejszych domostw. Nietrudno więc przewidzieć, że następną po nich, 7-mą generacją wiejskich domów mieszkalnych będą "latające domy" zbudowane w formie statku kosmicznego nazywanego magnokraftem. Owa siódma generacja domów zacznie być budowana natychmiast po tym jak ludzkość opanuje budowę urządzeń zwanych komorami oscylacyjnymi będących napędami dla magnokraftów. Podobnie też jak domostwa drugiej generacji, początkowo domy 7-mej generacji będą drogie, zaś latanie nimi i ich obsługa będą wymagały umiejętności młodych ludzi. Dlatego w pierwszej fazie ich istnienia ponownie zapewne zamieszkiwały w nich będą całe grupy spokrewnionych rodzin, a więc dziadkowie, rodzice, oraz rodziny ich dzieci. Sytuacja ta zmieni się jednak kiedy magnokrafty potanieją bowiem opracowana zostanie ich wersja telekinetyczna (tj. samonapełniająca się energią), a stąd powstanie także i kolejna już, bo 8-ma generacja "latających domów". Staną się one przyszłościowymi odpowiednikami domostw wiejskich 3-ciej generacji. Itd., itp. - w kółko Macieju. Rozwój domostw będzie więc zataczał coraz wyżej wznoszące się spirale, podobnie jak tzw. "Prawo Cykliczności" omawiane w rozdziale B z tomu 2 monografii [1/4] definiuje spiralny postęp w rozwoju ludzkich napędów. (Owo "Prawo Cykliczności" jest to rodzaj jakby "Tablicy Mendelejewa", tyle że zamiast dla pierwiastków chemicznych jego działanie rozciąga się dla urządzeń technicznych budowanych przez ludzi. Dlatego wyjaśnione powyżej powtarzalne cykle jakie daje się odnotować w rozwoju domostw wiejskich, faktycznie wynikają z działania owego "Prawa Cykliczności".)


#7.4. Poznanie historii i niezwykłości Wszewilek:

       Niewiele istnieje obecnie wsi w Polsce, których historia byłaby tak interesująca jak historia Wszewilek, a jednocześnie znana dla aż tak długiego przedziału czasu około 1000 lat. Dlatego warto poznać historię Wszewilek, oglądając na miejscu obiekty które historię tą ilustrują.


#8. Nieoficjalne "szlaki wędrowne" wsi Wszewilki, wzdłuż których można dokonywać zwiedzania tej niezwykłej wsi i jej okolic:

       Oczywiście, nikt na Wszewilkach ani w ich okolicach nie zadbał aby pooznaczać jakiekolwiek szlaki wędrowne które dopomogłyby w zwiedzaniu tej miejscowości i w poznaniu jej niezwykłej historii. Dlatego ja wytyczyłem własne takie nieoficjalne szlaki, poczym opisałem je na odrębnej stronie internetowej o nazwie Wszewilki-Milicz, a także opisałem w niniejszym punkcie tej strony. Ponieważ faktycznie szlaki te nie są przez nikogo pooznakowywane, podczas ich opisów będę wyjaśniał jak je samemu należy sobie wytyczać podczas ich przechodzenia. Ponieważ w moich wyjaśnieniach posługiwał się będę kierunkami geograficznymi, wędrującym po tych nieoficjalnych szlakach znacznie ułatwiłoby znajdowanie właściwej drogi gdyby nosili oni ze sobą mały kompas (plus, oczywiście, wydruk z niniejszej strony internetowej, a także ze strony związanej tematycznie z danym szlakiem, np, strony Wszewilki, lub strony Milicz). Kompas wskazywałby im lepiej drogę podczas ich wędrówki i zwiedzania historycznych miejsc Wszewilek (i okolic tej wioski) na bazie podanych poniżej informacji. Z kolei wydruk z niniejszej strony pozwalałby im utrzymać się na danym szlaku, oraz zwracać uwagę na co bardziej interesujące aspekty tego co po drodze mijają.


#8.1. Nieoficjalny "szlak bursztynowy" wiodący ze stacji kolejowej w Miliczu do obecnego boiska sportowego Wszewilek (a dawnego obszaru obozowiskowego):

       Ów szlak jest jedynie długi na około 1.5 km. Wolnym krokiem można go więc przejść w przeciągu około 1.5 godziny. Przejście nim i oglądnięcie sobie jego ciekawostek i historycznie interesujących miejsc jest więc wprost idealnym rozwiązaniem kiedy ktoś zamierza przybyć do Wszewilek pociągiem w czasie dnia. (Lub zamierza odjechać z Wszewilek dniem również pociągiem - wówczas też powinien przejść ten sam szlak, tyle że "tyłem do przodu", czyli zaczynając od końcowego z podanych poniżej opisów a kończąc na pierwszym z tych opisów.) Niektóre fragmenty owego szlaku daje się także zwiedzać z samochodu. Przykładowo, od dworca kolejowego w Miliczu (a także od milickich łazienek) do niedawna dawało się samochodem dojechać aż do lewego brzegu tamy na Baryczy - patrz 6 poniżej. Z kolei od Wszewilek daje się nim dojechać aż do brzegu najnowszego stawu rybnego przy Wszewilkach (tj. do jakiś 300 metrów od tamy na Baryczy - patrz 7 poniżej). Ponieważ jednak szlak ten wiedzie po wertepach, trzeba go pokonywać przy dobrej widoczności. Jego przebieg pokrywa się z grubsza początkowo z przebiegiem niemal 1000-letniej drogi z Duchowa do Wszewilek, potem zaś z równie starym odcinkiem gałęzi historycznego "Bursztynowego Szlaku" - czyli prastarej drogi wiodącej najpierw z Milicza do Wszewilek przez most przy starym młynie wodnym Wszewilek, potem zaś wiodącej przez Pomorsko do Gniezna i dalej do Gdańska. Pomocnym przy wędrówce opisywanym tutaj szlakiem byłby wydruk strony internetowej Wszewilki. Oto poszczególne odcinki owego szlaku:
       1. Śpichlerze Milicza. Wszyscy ci którzy przybywają do Milicza koleją, zwykle klną na położenie milickiej stacji kolejowej. Jest ona bowiem oddalona o około 2 km od centrum miasta. Ponadto nie posiada żadnej komunikacji miejskiej z owym centrum. Bardzo jednak mało ludzi wie, że takie położenie milickiego dworca kolejowego zostało uwarunkowane historycznie. Na niewielkim bowiem wzgórzu na którym obecnie mieści się milicki dworzec kolejowy, już jakieś 1000 lat temu mieściły się stare śpichlerze Milicza. Potem w miarę upływu czasu, śpichlerze te obrosły w cały szereg innych składów, tartaków i warsztatów, tworząc niejako "przemysłową dzielnicę Milicza". Dlatego kiedy w 1875 roku budowano kolej przez Milicz, jej dworzec zaplanowano właśnie w miejscu owych odwiecznych śpichlerzy. Oficjalną wymówką było, że takie jego położenie przybliży kolej do miejscowych wytwórni - czyli tam gdzie jej najbardziej potrzebowano. Nieoficjalnym zaś powodem było, aby zniszczyć owe prastare śpichlerze oraz wszelkie ślady ich istnienia. Podczas też budowy milickiego dworca kolejowego, śpichlerze te dokumentenie wyburzono. Teraz nie pozostało po nich nawet śladu. Kiedy jednak wyjdzie się z budynku dworca w Miliczu (pamiętając aby wcześniej odpisać sobie z rozkładu jazdy widocznego na ścianie owego dworca godziny odjazdów pociągów powrotnych do naszego domu), wchodzi się na rodzaj jakby dziedzińca. Jest to właśnie dziedziniec wokół którego od kilkuset lat stały owe milickie śpichlerze. Najważniejszy z nich stał po prawej (północnej) stronie owego dziedzińca - patrząc od wyjścia z dworca. Z tyłu za nim istniała duża przystań dla małych milickich barek, którymi ziarno dowożone było do niego, a potem odwożone do młyna wodnego na Baryczy, za pomocą żeglownej kiedyś odnogi Młynówki - która to odnoga w dawnych czasach docierała aż do owych śpichlerzy.
       2. Przystań dla barek pod starym milickim śpichlerzem. Jeszcze do niedawna, z północnej strony wzgórza z dzisiejszym milickim dworcem kolejowym oraz wybrukowanym dziedzińcem owego dworca (dawniej zaś wzgórza na którym znajdowały się śpichlerze Milicza), znajdował się spory jakby staw. Kiedyś do stawu owego wiodła żeglowna odnoga Młynówki. (Odnogę tą w kilku odcinkach zasypano później nasypem kolejowym podczas budowy obecnej linii kolejowej. Niemniej ciągle do dzisiaj w wielu miejscach widoczne są jej fragmenty. Ponadto drugi most w nasypie kolejowym licząc od stacji kolejowej Milicza, czyli jeden most kolejowy przed mostem nad samą Młynówką, oryginalnie był właśnie mostem przez ową żeglowną odnogę Młynówki.) Odnogą tą barki ze zbożem docierały aż do głównego śpichlerza Milicza. Obecnie miejsce gdzie pod byłym głównym śpichlerzem Milicza mieściła się końcowa przystań dla barek, można zobaczyć wychodząc ze stacji kolejowej Milicza i początkowo idąc drogą do Milicza w dół ku zachodowi, a po jakichś 50 metrach skręcając na pierwszym skrzyżowaniu w pierwszą (prawą) szosę wiodącą ku wschodowi. Owa szosa, zanim wejdzie pod most pod torami kolejowymi, przechodzi właśnie naprzeciwko owej historycznej przystani dla barek spod prastarych milickich śpichlerzy. Resztki tej przystani widać po południowej stronie jakby stawu, który kiedyś okrążała owa droga.
       3. Odcinek prastarej drogi z Duchowa do Wszewilek, oraz żeglowna odnoga Młynówki wzdłuż której droga ta kiedyś przebiegała. Aby wejść na ową starodawną drogę, niemal natychmiast po odejściu od budynku dworca w Miliczu i po pomaszerowaniu w kierunku zachodnim ową szosą wokół dawnej przystani dla barek (tj. drogą która łukiem zakręca od budynku dworca najpierw ku zachodowi, potem ku północy, a w końcu ku wschodowi), przejść trzeba pod mostem w nasypie torów kolejowych tuż przed dworcem. Po przejściu pod tym mostem czytelnik znajdzie się po wschodniej stronie torów (budynek dworca i wyjście z niego znajduje się po zachodniej stronie owych torów). Odnotuj, że niniejszy opis jest długi, jednak faktyczne odległości są tam niewielkie - np. odległości od dworca do owego mostu pod torami, drogą okrężną wokół dawnej przystani barek, wynosi zeledwie jakieś 150 metrów. Dalej jakieś 200 metrów od owego mostu pod nasypem kolejowym, a także jakieś 200 metrów w linii prostej od budynku dworca w Miliczu), od owej głównej drogi przebiegającej tam w kierunku na wschód przez wieś Sławoszewice, odbiegało będzie w lewo drugie z kolei odgałęzienie, a raczej druga mała uliczka boczna Sławoszewic. Jest ono skierowane ku północy (tj. skierowane niemal równolegle do torów kolejowych). Można je łatwo rozpoznać, bowiem na samym początku ma ono jakby zawijas (tj. nie zaczyna się prosto). Odgałęzienie to jest drugą uliczką boczną odbiegająco w lewo od owej drogi głównej przez Sławoszewice (poprzedzająca je, pierwsza uliczka boczna, jest tylko krótką ślepą uliczką kończącą się tuż przy nasypie kolejowym). Ta druga uliczka (odgałęzienie) w lewo jest właśnie fragmentem (a dla nas początkiem) owej starodawnej drogi z Duchowa do Wszewilek. Trzeba w nią skręcić, poczym nią podążąć (z małymi zygzakami) przez jakieś 500 metrów, aż się nią przejdzie przez mostek na drugą stronę (północną) "Młynówki". Zdążając tą drogą do mostu na Młynówce warto się uważnie rozglądać dookoła. Wszakże po jej lewej (zachodniej) stronie owej drogi, co jakiś czas da się zobaczyć fragmenty byłego kanału żeglownego dla barek, który łączył przystań pod śpichlerzami Milicza (opisaną powyżej w 2) z Młynówką, a dalej z Miliczem i z prastarym młynem wodnym na Baryczy. W dawnych czasach po kanale tym flisacy spławiali zboże do i ze śpichlerzy Milicza, w małych jednosobowych barkach z płaskim dnem opisanych poniżej.
       4. Młynówka, czyli najstarsza milicka arteria transportowa, oraz jej unikalne barki flisackie. Nazwa "Młynówka" przyporządkowana jest w Miliczu do sztucznego koryta rzeki Baryczy, wykopanego około 1000 lat temu. Korytem tym woda z "wysokiej" części stawu starego młyna wodnego na Baryczy doprowadzana była do fos obronnych miasta Milicza. Ponadto Młynówka była najważniejsza arterią transportową dawnego Milicza. Kursowały po niej niewielkie barki, których kształt i wygląd były unikalne dla Milicza (w żadnym innym miejscu na świecie nie widziałem barek ani łodzi w dokładnie takim kształcie jak te z Milicza). Barki te miały płaskie dno, były około 1.5 metra szerokie i około 3 metry długie, oraz miały bardzo śmieszny, zaokrąglony dziób i ogon - każdy z nich w kształcie półkola. Tak samo łatwo pływały więc do przodu i do tyłu. Kiedy chodziłem do pierwszej klasy szkoły podstawowej (nr. 1 w Miliczu) cała flotylla tych barek gniła sobie zapomniana przez wszystkich w okolicach dzisiejszych Łazienek Milicza. Były one napędzane tyczką przez jednego flisaka, zaś każda barka bez trudu była w stanie uwieźć ładunek około 300 kg po wodzie głębokiej zaledwie po kostki. Otóż przekraczając ów most przez młynówkę, warto sobie popatrzeć na jej koryto. Istotne kiedyś w owej Młynówce było, że na całej szerokości jej koryta i długości jej spływu utrzymywano kiedyś dokładnie tą samą głębokość jej wody. To zaś świadczy o wysokim kunszcie inżynierskim i znajmości hudrauliki u dawnych mieszkańców Milicza. Takie równiutkie jak stół, płaskie, czyste, piaszczyste dno i strome pionowe brzegi, młynówka ciągle miała w czasach mojej młodości. Niestety do dzisiaj, z powodu jej zaniedbania przez ludzi, ta dawna żeglugowa arteria Milicza z czasem uległa rozmyciu i zamuleniu. Patrząc na ten niby niepozorny, sztucznie wykopany kanał, warto sobie uświadomić, że przez pierwsze około 500 lat istnienia Milicza był on najważniejszą arterią transportową owego miasta. Faktycznie to większość żywności, drewna, surowców, wyrobów rzemiosła, oraz materiałów budowlanych potrzebnych wówczas Miliczowi, było transportowane do niego w owych miniaturowych barkach właśnie poprzez koryto Młynówki i innych kanałów z Młynówką połączonych. Drogi bite, po których podążały zaprzęgi końskie, były jedynie kosztownym uzupełnieniem owych barek. Dlatego zaprzęgi końskie używano tylko w pilnej potrzebie, lub tam gdzie barkami nie dawało się dopłynąć. Zresztą, jeśli przyglądnąć się przebiegowi najważniejszych dróg Milicza, np. owej drogi zaopatrzeniowej wiodącej ze śpichlerzy Milicza znajdujących się w miejscu obecnego milickiego dworca kolejowego, do centrum Milicza (po szczegóły patrz opisy z 1 powyżej), wówczas się okazuje, że owe drogi bite na początku budowane były właśnie wzdłuż kanałów dla owych barek - w tym wypadku wzdłuż koryta Młynówki. Po dokładnym oglądnięciu sobie owej Młynówki można ruszyć w dalszą drogę.
       5. Fragment "Bursztynowego Szlaku" wiodący od Milicza do starego młyna wodnego na Baryczy. Tuż za mostem na Młynówce owa droga z Duchowa łączy się na kształt litery "T" z równie starą drogą, która od około 1000 lat temu wiodła z miasta Milicza do starego młyna wodnego na Baryczy, biegnąc właśnie wzdłuż koryta Młynówki, potem zaś po przekroczeniu mostu który kiedyś istniał za kołem wodnym owego młyna, wiodła do wsi Wszewilki (przechodząc tuż obok obecnego boiska sportowego Wszewilek, które zapewne jest celem naszej pieszej wędrówki). Owa prastara droga, kiedyś była fragmentem jednej z gałęzi historycznego "Bursztynowego Szlaku". (Więcej informacji o owym historycznym "Bursztynowym Szlaku" zawarte jest na stronie o mieście Miliczu.) Skręcamy w prawą odnogę owej prastarej drogi z Milicza do Wszewilek, czyli skręcamy w kierunku na wschód (jakby oddalając się od nasypu torów kolejowych). Jeśli przejdziemy tym pradawnym odcinkiem drogi jakichś dalszych 400 metrów, dojdziemy do tamy na Baryczy. Idąc ową drogą warto rozglądać się uważnie dookoła. Jest to bowiem najmniej zniszczona historyczna droga, z największą liczbą starych śladów pozostałych do dzisiaj. W dawnych czasach właśnie przy tej drodze stało kiedyś sporo zabudowań przymłynowych, włączając w to rodzaj hotelu dla klientów młyna oraz kilka składów na ziarmo i mąkę. Jeśli ktoś dokładnie przyglądnie się poboczom owej drogi, ciągle i dzisiaj powinien odnotować ślady po ich fundamentach oraz po rampach i nabrzeżach jakie używały (sporo ziarna i mąki spławiane było wówczas do i z Milicza małymi jedno-osobowymi barkami z plaskim dnem właśnie po owej młynówce). Miejsca w których kiedyś stały budynki składów na ziarno i mąkę łatwo poznać nawet obecnie, bowiem przy małym porciku jaki każdy z nich kiedyś posiadał zawsze wykopywany był okrągły staw, z korytem młynówki przebiegającym przez jego środek. Staw ten był miejscem gdzie owe małe barki mogły oczekiwać na swoją kolejkę do załadunku lub rozładunku, a także gdzie barki te mogły się wyminąć z barkami płynącymi do lub z młyna. Stawy te istnieją tam do dzisiaj - chociaż ludzie już zapomnieli czemu one kiedyś służyły. Po dojściu do tamy przechodzimy na drugą (północną) stronę rzeki Baryczy po chodniku biegnącym wzdłuż górnej powierzchni owej tamy.
       6. Prastary młyn wodny na Baryczy oraz czakram energetyczny Milicza. Po przejściu przez tamę na północną (prawą) stronę rzeki Barycz, znajdujemy się w bardzo szczególnym miejscu. W owym miejscu, jedynie jakieś 100 metrów na północ od nas, znajdują się szczątki prastarego młyna wodnego na Baryczy - niestety od jakiegiś 1990-go roku są one zalane wodą uformowanego tam wówczas nowego stawu rybnego. Tuż przy byłym zlokalizowaniu owego młyna widoczne będzie małe, sztucznie usypane wzgórze zarośnięte drzewami i krzakami, które ciągle do dzisiaj powinno być widoczne jak wyłania się ponad powierzchnię nowego stawu. Na wzgórzu owym kiedyś mieścił się dom młynarza (sam młyn stał znacznie niżej od owego domu). Tuż przy nim zlokalizowany jest czakram energetyczny Milicza. Podmuch potężnego strumienia naturalnej energii "chi" jaka bucha z tego czakramu jest tak silny, że nawet jeśli nie jesteśmy wcale czuli na naturalne energie, jednak na chwilę przysiądziemy sobie przy owej tamie na Baryczy i skupimy się na własnych odczuciach, wówczas bez trudu go odczujemy. Uderzenie owej energii "chi" będzie tak silne, że nawet kiedy spędzimy siedząc przy owej tamie jedynie z 15 minut, ciągle potem będziemy czuli się wypoczęci, jacyś radośni, oraz wypełnieni energią.
       7. Nowy staw rybny złośliwie zalewający szczątki starego wszewilkowskiego młyna wodnego. Kiedy spod tamy na Baryczy postanowimy ruszyć w dalszą drogę, początkowo powinniśmy przejść z jakieś 50 metrów ku zachodowi (tj. w kierunku nasypu torów kolejowych dobrze widocznych z owego miejsca) idąc wzdłuż wału przeciwpowodziowego Baryczy aż dojdziemy do punktu gdzie kończy się ów staw rybny zalewający były młyn wodny Wszewilek. Po dojściu poza krawędź owego stawu, powinniśmy zejść w dół z wału Baryczy i iść piechotą ku północy wzdłuż wału obrzeżającego ów staw, aż dojdziemy do pierwszej starej drogi która jakby wyłania się spod owego wału. Idąc obok tego stawu warto mu się przyglądnąć. Istnieje on tam bowiem dopiero od około roku 1990-go. Poprzednio były tam suche łąki, po których m.in. ja biegałem i wypasałem mamine krowy. Dopiero kiedy zaszła potrzeba aby szybko zniszczyć pozostałości historycznego młyna wodnego na Baryczy, około 1990-go roku jakiś UFOnauta wymyślił aby zbudować właśnie ów staw który zalał wszystko co ciągle tam istniało.
       8. Ponowne wejście na historyczny "Bursztynowy Szlak", a ściślej na jego fragment który stanowił starą drogę z Wszewilek do młyna wodnego na Baryczy. Owa droga która wyłania się spod wału nowego stawu rybnego zalewającego resztki po młynie wodnym Baryczy, to właśnie "stara droga z Wszewilek do młyna wodnego na Baryczy". W dawnych czasach była ona fragmentem historycznego "Bursztynowego Szlaku", ponieważ prowadziła do mostu na Baryczy a dalej do Milicza. Należy nią podążać (niewielkimi zygzakami) zawsze ku północy, aż doprowadzi ona nas do obecnego boiska sportowego Wszewilek (w dawnych czasach był to obszar gdzie obozowali kupcy i handlarze koni przybyli na jarmarki do Wszewilek - po szczegóły patrz 1 w punkcie #8.2 tej strony). Idąc po tej drodze warto się rozglądać za kwadratami położonymi tuż przy owej drodze, w których porost trawy lub zboża ma nieco odmienną intensywność i kolor niż gdzie indziej. Miejsca te bowiem wyznaczają byłe klepiska z lepianek wszewilkowskiej "bieda-wsi", które rozlokowane były wzdłuż owej drogi aż Hitler je polikwidował w końcowych latach 1930-tych (klepiska te ciągle były doskonale zachowane w czasach mojej młodości).
       9. Obozowisko we Wszewilkach, na którym w dawnych czasach odbywały się jarmarki i zatrzymywali kupcy oraz handlarze koni przybyli na owe jarmarki. "Bursztynowy szlak" którym podążamy, zaprowadzi nas aż do punktu w którym przecina się on z torami kolejowymi w miejscu w jakim zupełnie już zaniknął nasyp kolejowy. W owym miejscu, w końcowym trójkącie pomiędzy tą drogą a torami kolejowymi, położone jest dzisiejsze boisko sportowe Wszewilek. Jednak faktycznie boiskiem jest ono tylko od jakiegoś czasu po drugiej wojnie światowej. Jeszcze bowiem podczas drugiej wojny światowej, a także przez krótki okres czasu zaraz po wojnie, boisko sportowe było położone zupełnie gdzie indziej. Mianowicie zlokalizowane ono było wzdłuż krawędzi lasu pomiędzy ostatnim (w kierunku wschodnim) budynkiem Wszewilek-Stawczyka znajdującym się przy starej drodze tej wioseczki, a ostatnim budynkiem znajdującym się przy (nowej) szosie tej wioseczki (tj. boisko to znajdowało się jakby z tyłu obejścia mieszkającej tam kiedyś rodziny Chupało). Natomiast w miejscu gdzie dzisiaj mieści się boisko sportowe Wszewilek, znajdował się wówczas zupełnie nieużywany przez nikogo plac. Plac ten jednak historycznie miał uzasadnienie, bowiem to na nim kiedyś odbywały się jarmarki koni i obozowali uczestnicy tych jarmarków. Ponadto aż do czasów Hitlera, w południowo-wschodnim kącie tego placu istniało kilka małych lepianek w jakich mieszkali bezrolni parobcy ze wsi Wszewilki.


#8.2. Nieoficjalny "szlak wokół byłego ryneczka Wszewilek" - ilustrujący zniszczenia dokonane na historii dawnych Wszewilek:

       Jest to okrężny szlak o długości około 1.5 km. Przy wolnym zwiedzaniu można go całkowicie i dokładnie pooglądać w przeciągu około 2 godzin czasu. Rozpoczyna się on na obecnym boisku sportowym Wszewilek, gdzie wędrujący tym szlakiem może zaparkować i pozostawić swój samochód lub namiot. Kończy się on również na owym boisku sportowym Wszewilek, albo też przy młynie elektrycznym (od młyna jest tylko około 100 metrów do owego boiska sportowego). Szlak ten ilustruje co istotniejsze budynki publiczne Wszewilek, które zostały zniszczone w trakcie budowy kolei żelaznej w 1875 roku, zaś o których istnieniu pamięć do dzisiaj całkowicie zaniknęła. Tymczasem budynki te wyjaśniają istotną rolę jaką kiedyś wieś Wszewilki wypełniała dla miasta Milicza. Z kolei mechanizm użyty do ich zniszczenia jest typowym dla skrytego zaprzepaszczania wiedzy na temat prawdziwej historii ludzkości. Pomocnym przy wędrówce opisywanym tutaj szlakiem i zwiedzaniu zawartych przy nim obiektów byłby wydruk ze strony internetowej Wszewilki. Oto kolejne etapy wędrówki po tym szlaku:
       1. Tereny obozowania handlarzy i przejezdnych (obecne boisko sportowe Wszewilek). Opisane tutaj zwiedzanie historycznych Wszewilek i ich ciekawostek zaczniemy od dzisiejszego boiska sportowego tej wsi. Gdyby ktoś mógł przenieść się do dawnych czasów, wówczas by odnotował, że owo obecne boisko sportowe Wszewilek, na którym ma odbywać się główne obozowisko tego anonimowego Zlotu, faktycznie było miejscem obozowania już od najdawniejszych czasów. Szczególnie podczas słynnych jarmarków końskich, do których kupcy zjeżdżali się do Wszewilek nawet z sąsiednich krajów. W czasie trwania tych jarmarków, kupcy i handlarze koni obozowali właśnie na obszarze obecnego boiska sportowego Wszewilek, a także na polu położonym po drugiej od boiska stronie przebiegającej wzdłuż niego polnej drogi (wówczas droga ta była ważną arterią komunikacyjną wiodącą najpierw do młyna wodnego na Baryczy, potem przez most przy owym młynie dalej do Milicza, z odgałęzieniem do Duchowa - patrz też opis z 5 w punkcie #8.1, oraz punkt #6.1 tej strony). Nawet obecnie, gdyby ktoś posiadał "detektor metali", zapewne znalazłby na owym boisku i otaczających go polach bardzo stare monety, pozostałe po owych dawnych obozowiskach. Podczas rozglądania się po owym boisku sportowym warto zwrócić uwagę na dziwnie zakrzywiony przebieg torów kolejowych które przy nim przebiegają. Zakrzywienie obserwowane w terenie warto sobie porównać z przebiegiem całej tej linii pokazanym na mapie lub na zdjęciu satelitarnym. (Ową mapę lub zdjęcie można sobie uprzednio wydrukować z internetu na podstawie danych zawartych na stronie o wsi Wszewilki.) Łatwo też wówczas zauważyć, że owo zakrzywienie wcale nie wynika z konieczności omijania jakichś przeszkód naturalnych - linia kolejowa mogła wówczas bez trudności być poprowadzona na wschód od Wszewilek. Jej takie właśnie zakrzywione ułożenie wynika wyłącznie ze "spisku UFOnautów przeciwko historii Wszewilek", opisanym na stronie o Wszewilkach. Tory kolejowe w 1875 roku zostały celowo zaprojektowane tak złośliwie, aby mogły staranować miniaturowy ryneczek Wszewilek, który kiedyś sąsiadował z terenem dzisiejszego boiska.
       2. Szpichlerz Wszewilek. Zaraz po boisku warto oglądnąć sobie ślady zniszczenia publicznego śpichlerza Wszewilek. Wszewilki miały kiedyś duży szpichlerz w którym trzymane były zapasy zboża przeznaczonego dla Milicza. Był on bardzo podobny do owych szpichlerzy budowanych przez króla Kazimierza Wielkiego. Szpichlerz Wszewilek stał przy starej "drodze do młyna wodnego na Baryczy", która przebiega wzdłuż boiska sportowego Wszewilek. Położony on był tuż przy północnej części boiska, w miejscu gdzie obecnie przy boisku tym znajduje się duży dół w ziemi odgrodzony od boiska rzędem ponad stuletnich brzóz (brzozy owe już tam rosły przed 1875 rokiem, kiedy ów szpichlerz jeszcze tam stał). Właśnie przez środek owego szpichlerza przetaranowała się linia kolejowa budowana w 1875 roku. Dlatego właśnie ów dół jaki pozostał po jego usunięciu i zużyciu na budowę nasypu kolejowego rozciąga się także i na drugą stronę dzisiejszych torów kolejowych.
       3. Kościół i pierwszy cmentarz Wszewilek. Po oglądnięciu dołu po spichlerzu Wszewilek, warto przejść około 50 metrów ku północy wzdłuż torów kolejowych, aby oglądnąć sobie ślady zniszczenia kościółka i pierwszego cmentarza chrześcijańskiego Wszewilek. Te zlokalizowane były tylko około 50 metrów na północ od dołu po byłym szpichlerzu Wszewilek. Lokacja gdzie one się znajdowały położona jest po lewej (zachodniej) stronie torów kolejowych, w miejscu gdzie dół przy torach jest najgłębszy. Dokładne położenie kościoła można sobie określić, poprzez przedłużenie poza tory kolejowe owej polnej drogi jaka przebiega aż do torów przez środek pobliskich Wszewilek-Stawczyka. Kościół stał tylko kilka metrów na południe od owej drogi, ułożony do niej równolegle. Z kolei pierwszy katolicki cmentarz Wszewilek rozciągał się wokół tego kościoła. Wygląd i historia tego katolickiego kościoła z Wszewilek opisane są na stronie o kościele Św. Andrzeja Boboli z Milicza. Kościółek z Wszewilek został rozebrany aż do fundamentów, zaś jego gruzy, wraz z całą ziemią z otoczającego go cmentarza, zużyte zostały do usypywania nasypu kolejowego pomiędzy Wszewilkami i stacją kolejową w Miliczu.
       Aczkolwiek w chwili obecnej nie będzie zapewne to widoczne, od drzwi wejściowych do byłego wszewilkowskiego kościółka, aż do dębu na starosłowiańskim cmentarzu Wszewilek (tym opisanym w 8 poniżej), wiodła kiedyś (ku północy) prosta jak strzała, bardzo stara droga. Pozostałości tej bardzo starej drogi ciągle były dobrze widoczne w czasach mojej młodości. Przy drodze tej rosło kilka starych dębów, które w chwili obecnej miałyby co najmniej 300 lat. Jeden z dębów przy owej drodze przetrwał do czasów mojej młodości (po reszcie już wówczas pozostały jedynie pieńki). Rósł on trochę przed krawędzią lasu jedynie jakieś 40 metrów ku północy od byłych drzwi wejściowych tego kościoła - być może nawet że rośnie on tam do dzisiaj. Jest bardzo intrygujące do jakich obrządków używana była owa droga. Jeśli bowiem była to droga cmentarna (dla transportowania nieboszczyków z kościoła na cmentarz), wiek owych dębów by oznaczał, że starosłowiański cmentarz Wszewilek był używany już znacznie wcześniej niż powszechnie się to uważa.
       Oglądając miejsce po byłym kościółku Wszewilek zlokalizowane z lewej (zachodniej) strony torów kolejowych, warto odnotować że podobne doły jak te po owym kościółku znajdują się także na pobliskim polu po prawej (wschodniej) stronie tych torów. Owe doły po prawej niemal nie mają żadnego historycznego znaczenia. Powstały one bowiem w latach 1970-tych, kiedy ktoś przy władzy nakazał aby stamtąd właśnie pobierać cały potrzebny Miliczowi piasek. W rezultacie tego wybierania, rzekomo zupełnie niewinnie powstały doły bardzo podobne do tych złośliwie wykopanych dla usunięcia kościółka. Wygląda to tak, jakby owa mroczna moc która przez wszystkie owe lata prześladowała Wszewilki, na dodatek do śladów owego prześladowania postanowiła spowodować także podobne ślady nie posiadające żadnego historycznego znaczenia. Wszakże wówczas ci będący na jej usługach mogą zasiewać konfuzję i niewiarę wykrzykując: "patrzcie, ten dół powstał w zupełnie niewinny sposób - to zaś dowodzi że wszystkie poprzednie doły mają tak samo niewinne pochodzenie".
       4. Piekarnia Wszewilek. Idąc wzdłuż torów ku północy o dalsze około 40 metrów, po prawej stronie torów znajdzie się ogromny dół w Ziemi. Jest to dół po zniszczonej piekarni Wszewilek. Wszewilki miały kiedyś dużą piekarnię która zaopatrywała w pieczywo nie tylko swoich mieszkańców, ale także pobliski Milicz. Piekarnia ta stała wzdłuż polnej (oryginalnej) drogi przez Wszewilki-Stawczyk. Pomiędzy nią a śpichlerzem Wszewilek w którym trzymane były zapasy zboża i mąki, istniała krótka prosta droga dowozowa. Droga ta przetrwała do dzisiaj. Można ją ciągle zobaczyć, bo przebiega ona tuż po prawej (wschodniej) stronie torów kolejowych, w linii prostej łącząc dół po byłym śpichlerzu z dołem po piekarni. (Odnotuj, że poza tym krókim odcinkiem drogi przy torach, nigdzie indziej żadna droga nie przebiega tuż przy owych torach.) Piekarnia Wszewilek, podobnie jak każdy inny budynek publiczny tej wioski, została rozebrana dokładnie w tym samym czasie co spichlerz, kościół i karczma, czyli na króko przed rokiem 1875. Jej pozostałości, wraz z ziemią na której ona stała, zużyte zostały do budowy nasypu kolejowego pomiędzy Wszewilkami a stacją w Miliczu. Z wymazaniem owej piekarni z historii Wszewilek moim zdaniem ścisły związek mają losy rodziny która wkrótce po wojnie zamieszkała w kwadratowym budynku istniejącym tuż przy szosie, na północnej krawędzi dołu pozostałego po zniszczeniu owej piekarni. Moim zdaniem rodzina ta musiała coś wiedzieć na temat owej piekarni. Niespodziewanie bowiem w sposób raczej krzywdzący została ona usunięta (zapewne za skrytą interwencją UFOnautów) ze swojego domu. Ja osobiście posądzam, że prawdziwym powodem owego ich usunięcia z zamieszkiwanego przez nich domu był fakt, że z badań przyszłości UFOnauci nagle odkryli iż prawdziwa historia tego miejsca już wkrótce będzie udostępniona do publicznej wiadomości. Postanowili więc odesłać w "siną dal" ostatnich świadków którzy mogliby na miejscu potwierdzić, że historia ta jest prawdziwa.
       5. Oryginalna (stara) droga przez Wszewilki. Po dojściu wzdłuż torów kolejowych do początka dołu po piekarni, zobaczyć można polną drogę biegnącą prostopadle do torów, która zaczyna się od torów, poczym biegnie na wschód aż znika za horyzontem. To właśnie przy tej drodze jakieś 500 metrów od torów kolejowych, po jej prawej (południowej) stronie, stała kiedyś Wszewilkowska osamotniona leśniczówka. W niej zaś mieszkała samotna babcia-autochtonka. Niestety, wkrótce po wojnie babcia ta została zamordowana przez jedną z owych "band" rosyjskich maruderów, zaś jej zwłoki spalone wraz z leśniczówką w której mieszkała - tak jak to opisałem na stronie internetowej o wsi Wszewilki. Owa polna droga kończąca się na torach kolejowych, jest fragmentem pozostałym po oryginalnej (starej) drodze wschód-zachód przebiegającej przez Wszewilki. Wiodła ona z Milicza do Godnowa i dalej do Sulmierzyc. Istniała zanim zbudowano obecną szosę biegnącą równolegle do niej, jednak nieco bardziej od niej na północ. Droga ta daje dobre wyobrażenie jak kiedyś wyglądały drogi w tej miejscowości i jak trudno wówczas było się poruszać zaprzęgom konnym. Ponadto, jej przedłużenie na zachód poza tory kolejowe wskazuje dokładne miejsca gdzie kiedyś stały inne omawiane tutaj budynki publiczne oraz oryginalne zabudowania wsi Wszewilki. Wszakże zarówno kościółek Wszewilek, jak i karczma owej wioski stały kiedyś właśnie przy owej drodze.
       6. Stary budynek (3-ciej generacji) z Wszewilek-Stawczyka. Jeśli podejdzie się jakieś 100 metrów ku wschodowi wzdłuż owej starej (oryginalnej) polnej drogi przez Wszewilki-Stawczyk, wówczas po jej prawej stronie można zobaczyć bardzo interesujący ceglany budynek wiejski (jeśli dotychczas nie został on zburzony). Można go łatwo rozpoznać, bo w przeciwieństwie do innych budynków wiejskich jest on znacznie niższy (jego dach zaczyna się niemal na wysokości dorosłego człowieka), ma on małe okienka, więcej niż jedne drzwi wejściowe, zaś jego dach i strych jest nietypowo spadzisty i zajmuje więcej niż połowę jego objętości (wszystkie te jego atrybuty posiadają ścisłe uzasadnienia funkcjonale, klimatyczne i technologiczne - uzasadnienia te wymagają jednak zbyt wiele opisów aby je tutaj wyjaśniać, chociaż część z nich omówiono w punkcie #7.3 tej strony). Pod oknami tego bardzo starego budynku zapewne do dzisiaj przetrwały pieńki po ponad 200-letnich kasztanach wyciętych jeszcze w latach 1970-tych. W czasach kiedy mieszkałem na Wszewilkach budynek ten był zajmowany przez rodzinę Zagórskich. (Jeśli nie zbudowano tam ostatnio żadnego nowego domu, wówczas powinien to być 4-tym domem po prawej stronie drogi licząc od torów, po domu Dajczmanów, Bujakowej i Mazurów.) Oglądany przez nas dom Zagórskich jest "budynkiem wiejskim 3-ciej generacji" - zgodnie z klasyfikacją zaprezentowaną w punkcie #7.3 tej strony. Podczas jego oglądania warto więc dokładnie przyglądnąć się jego atrybutom, szczególnie tym co do których widać że nie zostały one zmodyfikowane w ostatnich latach. Niedaleko od niego, bo zaledwie około 50 metrów od omawianego tu budynku Zagórskich - tyle że po przeciwnej stronie owej oryginalnej (polnej) drogi przez Wszewilki-Stawczyk, aż do lat 60-tych stał także nawet jeszcze starszy budynek, bo 2-giej generacji - według tej samej klasyfikacji z punktu #7.3. Zamieszkiwany był on przez babcię Sołtysową. Niestety, został rozebrany w latach 1960-tych, tj. zaraz po śmierci zamieszkującej go staruszki. Już po jego oglądnięciu budynku Zagóskich warto również rzucić okiem na drugą stronę owej starej drogi przez Wszewilki-Stawczyk, bowiem przy owej drodze, wzdłuż krawędzi lasu, do wojny i przez kilka lat zaraz po wojnie znajdowało się właśnie boisko sportowe Wszewilek.
       7. Karczma Wszewilek. Aby od budynku Zagórskich dojść do miejsca po byłej karczmie Wszewilek, trzeba cofnąć się ku wschodowi ową starą drogą przez Wszewilki-Stawczyk, wejść na nową szosę Wszewilek, oraz przejść tą szosą ku wschodowi o dalsze jakieś 100 metrów. (Przy okazji tego marszu warto również rozglądać się dookoła siebie aby odnotować "dbałość" jaką miejscowe władze wykazują wobec Wszewilek-Stawczyka, np. w porównaniu do dbałości jaką te same władze wykazują w stosunku do Wszewilek - które obie to wioski kiedyś były przecież jedną i tą samą wsią. Aby odnotować poziom owej "dbałości" miejscowych władz, warto się rozglądnać za takimi rzeczami jak przydrożny chodnik, wyasfaltowana nawierzchnia drogi przez wioskę, hydranty wodociągów, obecność kanalizacji, oznakowania ulic lub miejscowości, znaki drogowe, itp.) Nasz marsz kończymy naprzeciwko miejsca gdzie po prawej (północnej) stronie szosy kończy się las. Po lewej stronie tej samej szosy widnieje tam betonowy basen przeciw-pożarowy. Basen ten postawiono na miejscu gdzie kiedyś stał dom karczmarza. Dom ten zaraz po wojnie spalili "bandyci" wraz z całą rodziną autochtonów która w nim zamieszkiwała. Jego byłe miejsce jest więc "miejscem o złej karmie" - być może dlatego basen który na nim zbudowano bez przerwy trapiony był najróżniejszymi problemami, np. wyciekała z niego woda, ciągle był on wandalizowany przez chuliganów, zapominany przez władze i stąd nie napełniany, itp. Wzdłuż zachodniej krawędzi tego basenu przed zbudowaniem kolei w 1975 roku przebiegała droga "Bursztynowego Szlaku" wiodąca z Milicza i młyna wodnego na Baryczy, do owego miejsca Wszewilek, potem zaś do Pomorska i dalej do Gniezna i Gdańska. Ponieważ była ona jedną z gałęzi historycznie ogromnie istotnego "Bursztynowego Szlaku", po drodze tej bez przerwy toczyły się liczne karawany kupieckie które przejeżdżały właśnie tuż obok owego dzisiejszego basenu przeciw-pożarowego. Dlatego po przeciwnej do owego basenu (tj. do domu karczmarza) stronie owego szlaku, dokładnie na skrzyżowaniu dwóch ówczesnych dróg, wybudowana była wszewilkowska karczma. Karczma ta stała w miejscu bliskim do obecnej szosy Wszewilek, w którym dzisiaj zaczyna się ów ogromny dół po byłym ryneczku Wszewilek. Podobnie jak wszystkie budynki publiczne Wszewilek, karczma ta została rozebrana w czasach budowy kolei, zaś jej pozostałości, wraz z ziemią wybraną spod jej fundamentów, użyte zostały do budowy nasypu kolejowego.
       Kiedy już stoimy przy owym basenie przeciwpożarowym (znaczy przy byłej lokacji domu karczmarza), warto sprawdzić pole przylegające do niego od wschodniej strony. Jakieś bowiem 30 metrów na wschód od owego basenu, na polu tym powinien stać albo gruby dąb jaki obecnie będzie liczył co najmniej 300 lat, albo też istniał będzie pieniek po owym dębie. Dąb ten jest bardzo interesujący. Oryginalnie był on bowiem posadzony na poboczu prastarej drogi którą wspominałem już w 3 powyżej. Ta biegnąca dokładnie z południa ku północy i prosta jak strzała droga wiodła od drzwi kościółka Wszewilek aż do dębu ze środka wszewilkowskiego cmentarza. Jeśli dokładnie przyglądniemy się ziemi w pobliżu omawianego tu dębu, być może nawet obecnie zobaczymy tam pozostałości owej drogi. Pozostałości te być może dadzą też ciągle się odnotować w miejscu gdzie droga ta przecina szosę i zagłębia się w lesie. (W czasach mojej młodości była ona dosyć dobrze widoczna, a nawet ciągle istniały przy niej pieńki po wyciętych starych dębach które kiedyś przy niej rosły.) Dęby które przy drodze owej rosły pozwalają dedukować, że cmentarz wszewilkowski używany był często do jakichś rytuałów (np. do chowania zmarłych) już dużo wcześniej niż 300 lat temu. Faktycznie to być może że używano go w tym celu zaraz po tym jak przy początku istnienia Wszewilek zapełnieniu uległ miniaturowy cmentarzyk przy wszewilkowskim kościele.
       8. Starosłowiański cmentarz Wszewilek niesłusznie przez miejscowych nazywany "cmentarzem poniemieckim". Od karczmy dochodzi się do niego ową polną "drogą na Pomorsko" (tj. fragmentem jednego z odgałęzień dawnego historycznego "Bursztynowego Szlaku") która odbiega od szosy ku północy wzdłuż krawędzi lasu, zaczynając się przy owej byłej lokacji wszewilkowskiej karczmy. Cmentarz ten znajduje się po prawej (wschodniej) stronie owej drogi, jakieś 400 metrów od szosy. Co jest w nim warte obejrzenia, wyjaśnione to zostało dokładniej na stronie o wsi Wszewilki.
       9. "Nowy" młyn elektryczny Wszewilek. Aby go oglądnąć należy od cmentarza cofnąć się z powrotem na szosę, oraz przejść szosą jakieś 100 metrów ku zachodowi. Młyn ten to piętrowy stary budynek z cegły, pierwszy taki budynek po lewej (południowej) stronie (nowej) szosy przez Wszewilki, licząc od dołu po byłej karczmie Wszewilek. Jest on częścią większego kompleksu zabudowań gospodarskich, które uformowane zostały w rodzaj zamkniętej "twierdzy" obronnej, jakby w przewidywaniu że mogą spotkać się z wrogością swego otoczenia. Kiedyś młyn ten spowodował popadnięcie w ruinę i zniszczenie starego młyna wodnego na Baryczy. Obecnie on sam podobnie popada w ruinę i niszczeje. (Jego losy są więc typowym przykładem działania karmy.) Jego historia opisana została na stronie o wsi Wszewilki.
       10. Co czynić dalej po owym szlaku okrężnym wokół ryneczka Wszewilek. Po przewędrowaniu wokół ryneczka Wszewilek czytelnik ma teraz dwie kolejne możliwości - oczywiście jeśli nadal pragnie kontynuować swoje zwiedzanie. Oto one:
       10a. Niemal 1000-letni młyn wodny na Baryczy oraz czakram energetyczny Milicza. To co po owym młynie wodnym pozostało, czytelnik zapewne już oglądał idąc ze stacji kolejowej Milicza do boiska sportowego na Wszewilkach, po prastarym "bursztynowym szlaku" opisanym w punkcie #8.1 tej strony. Jeśli zaś jeszcze sobie tego nie oglądnął, warto tam się wybrać idąc na południe ową polną drogą która zaczyna się od "nowego" młyna elektrycznego Wszewielk i przebiega właśnie wzdłuż obecnego boiska Wszewilek (a byłego obszaru obozowego tej wioski). Opis tej drogi, a także opis tego co warto przy niej oglądać i doświadczyć, zawarty jest w punkcie #8.1 tej strony - tyle że idąc po niej od boiska lub młyna we Wszewilkach, opis ten trzeba czytać "tyłem do przodu". Ponieważ droga ta jest jednocześnie drogą z Wszewilek do stacji kolejowej Milicza, być może jej oglądnięcie warto zostawić sobie na sam koniec wizyty we Wszewilkach.
       10b. Ciekawostki miasta Milicza. Jeśli młyn wodny i czakram energetyczny Milicza oglądnęło się już podczas przyjazdu do Wszewilek, wówczas podczas odjazdu z owej miejscowości NIE warto przechodzić tej samej drogi i oglądać te same miejsca ponownie. Zamiast więc w drogę powrotną też wyruszać pociągiem, warto rozważyć powrót autobusem z dworca autobusowego znajdującego się w samym Miliczu. W takim wypadku, po zwiedzeniu pozostałości dawnego ryneczka Wszewilek - tak jak to opisano w wytycznych podanych powyżej, warto z Wszewilek wziąść sobie autobus do Milicza, lub przejść do Milicza piechotą szlakiem opisanym poniżej w punkcie #8.3 tej strony. (Od starodawnego ryneczku Wszewilek, do centrum Milicza, jest jakieś 3 km drogi idąc ku zachodowi chodnikiem wzdłuż szosy.) Po dotarciu zaś do Milicza, warto zwiedzić sobie to miasteczko wędrując po nim szlakiem okrężnym opisanym poniżej w punkcie #8.4 tej strony, zaś bazującym na opisach ze strony internetowej o mieście Miliczu. Przy okazji tego zwiedzania warto także wpaść do jakiejś dużej restauracji Milicza, zamówić sobie danie ze słynnego karpia milickiego, zaś czekając na jego przygotowanie sporządzić mi raport z przydatności owej restauracji jako miejsca na "bankiet Zjazdowy" podczas zjazdu z dnia 7/7/7 (w raporcie tym prosiłbym podać mi: (a) nazwę owej restauracji i jeśli się da również jej adres emailowy, (b) swoją ocenę - w skali 0% do 100%, jak własnym zdaniem piszącego restauracja ta nadaje się do zorganizowania w niej bankietu - np. czy ma ona miejsce dla piosenkarzy i tancerzy, (c) ilość miejsc siedzących na sali, oraz (d) swoją ocenę - też w skali 0% do 100% jak doskonały był smak owego dania z milickiego karpia).
* * *
       Tyle byłoby historycznie najważniejszych miejsc wartych oglądnięcia wokół dawnego ryneczka Wszewilek. Oczywiście, jest tam znacznie więcej takich miejsc, przykładowo stare wodociągi opisane na stronie o wsi Wszewilki. Jednak te inne miejsca położone są relatywnie daleko od byłego ryneczka Wszewilek zniszczonego przez UFOnautów. Dlatego nie będą one objęte zwiedzaniem przewidzianym na czas Zjazdu "Wszewilki-2007" (czytelnik będzie jednak miał okazję je pozwiedzać na własną rękę idąc do Milicza szlakiem opisanym poniżej w punkcie #8.3 tej strony). Teraz, kiedy na własne oczy pooglądałeś czytelniku już dowody celowego zniszczenia historii, jakie ciągle można zobaczyć we Wszewilkach, zastanów się czy w dniu 8/7/7 (tj. w niedzielę, 8 lipca 2007 roku) nie byłbyś w stanie ochotniczo podjąć się opisania jednego z owych miejsc dla przyszłych odwiedzających Wszewilki. Jeśli tak, to zgłoś się na ochotniczego przewodnika dla czasu zwiedzania Wszewilek podczas Zjazdu "Wszewilki-2007". Twoja funkcja polegałaby wówczas na tym, że stałbyś przy jednym z owych miejsc, a następnie objaśniał odsyłanym do ciebie grupom zwiedzających, co według moich folklorystycznych raportów bazujących na opowieściach starych ludzi, w owym miejscu najprawdopodobniej kiedyś się znajdowało, jaki materiał dowodowy ciągle na to wskazuje, oraz co z tym potem się stało.


#8.3. Nieoficjalny szlak spacerowy przez Wszewilki, pozwalający na ogólne zapoznanie się z tą wioską:

       Długość tego szlaku wynosi około 3 km. Przy wolnym kroku spacerowym jego przejście piechotą może zająć nawet około 2 godziny (przy szybkim marszu - 1 godzinę). Można go także przebyć w samochodzie, jedynie zatrzymując się we wskazanych poniżej miejscach. Jego początek wyznaczono przy młynie elektrycznym Wszewilek (czyli w miejscu w którym kończy się szlak z punktu #8.2 tej strony), zaś jego końcem jest rynek w Miliczu (czyli miejsce od którego można rozpocząć podążanie szlakiem opisanym w punkcie #8.4 tej strony). Dlatego jego przejście stanowi doskonałe rozwiązanie jeśli ktoś np. właśnie zakończył zwiedzanie Wszewilek i ma zamiar udać się do Milicza, aby wrócić do swojego miejsca zamieszkania autobusem. (Lub zamierza przybyć autobusem najpierw do Milicza, potem przejść tym szlakiem do Wszewilek, stamtąd zaś odjechać w dzień pociągiem aby przejść także "szlak bursztynowy" z punktu #8.1. W takim przypadku przybycia najpierw do Milicza a dopiero potem do Wszewilek, odwiedzający Wszewilki powinien przejść poniższy szlak "tyłem do przodu", czyli zaczynając od jego końcowego z podanych poniżej opisów a kończąc na pierwszym z tych opisów.) Pomocnym przy wędrówce opisywanym tutaj szlakiem byłby wydruk stron internetowych Wszewilki oraz Milicz. Oto poszczególne odcinki owego szlaku:
       1. Wymownie pozakręcany przebieg "nowej szosy" przez Wszewilki oglądanej od młyna elektrycznego - która to szosa mogła przecież być wytyczona prosto jak strzała. Szokujące różnice pomiędzy Wszewilkami, a Wszewilkami-Stawczykiem. Zanim wyruszymy w zwiedzanie opisanego tutaj szlaku, najpierw dobrze jest się przyglądąć drodze (do Milicza) przed nami, oraz otoczeniu tej drogi, stojąc na owej drodze jakieś 50 metrów za wschód od młyna. Z owego bowiem miejsca widoczne są zarówno całe zabudowania młyna, jak i sporo drogi która nas czeka. Owo uważne przyglądnięcie się drodze da nam wszakże dużo do myślenia. Przykładowo, uświadomi nam ono że prześladowania najbardziej historycznej części dawnych Wszewilek, czyli obecnej wsi Wszewilki-Stawczyk, wcale nie skończyły się do dzisiaj. Wyraźnie to widać, jesli porówna się bałość jaką UFOnauci-podmieńcy dokumentują w stosunku do relatywnie "nowej" części Wszewilek, w porównaniu do ich dbałości o ową historycznie najważniejszą część zwaną Wszewilki-Stawczyk, którą zwiedzaliśmy w ramach szlaku opisanego w punkcie #8.2 powyżej. Przykładowo, chodnik dla pieszych przez Wszewilki urywa się koło młyna. Kanalizację doprowadzono tylko do młyna. Wodociągi wprawdzie dochodzą do obecnego boiska sportowego (wszakże boisko to jest miejscem publicznym), jednak nie jestem pewien czy je otrzymały budynki przy starej drodze przez Wszewilki-Stawczyk. Nawierzchnia drogi jest ładnie wybrukowana tylko w "nowych" Wszewilkach, jednak żenująco piaszczysta, pełna wybojów i wymownie zaniedbana na ciągle polnych drogach przez historycznie istotne Wszewilki-Stawczyk. Itd., itp. Kolejną zagadkę jaką odnotujemy po uważnym przyglądnięciu się od młyna owej drodze do Milicza, to jej dziwnie powykręcany przebieg. Droga ta była wszakże wytyczana od zera w 1875 roku. Tu gdzie obecnie ona przebiega były wówczas gołe pola. Mogła więc być wytyczona prosto jak strzała. Tak też prosto jak strzała wytyczyłby ją zapewne każdy z nas. Jednak w rzeczywistości skręca się ona na kształt litery S. Oczywiście, musiał ku temu być jakiś powód. Jak się okazuje, powodem tym jest, że już po wstępnym jej wytyczeniu ktoś zmusił geodetów żeby tak ją zmodyfikować aby ominęła ona miniaturowy ryneczek Wszewilek (który oglądaliśmy w ramach punktu #8.2 powyżej). Ktoś wyraźnie więc zadecydował już po jej pierwszym wytyczeniu, że musi ona omijć ów były miniaturowy ryneczek historycznych Wszewilek-Stawczyka, tak aby ryneczek ów mógł zostać dokumentnie zniszczony (wykopany wraz z fundamentami) razem z historycznymi budynkami które przy nim stały. Wszakże gdyby wytyczono ją prosto jak strzała, owo zniszczenie ryneczka stałoby się niemożliwe bo zniszczona wówczas by także być musiała i owa nowo-wytyczona droga. Pozawijany przebieg owej "nowej" drogi przez Wszewilki jest więc dowodem, że ktoś celowo zadbał aby chwalebna i moralna przeszłość wolnej wsi Wszewilki nie przertwała do dzisiejszych czasów - tak jak to opisane zostało w punkcie #5 strony internetowej o wsi Wszewilki, omawiającym "spisek przeciwko Wszewilkom".
       2. Domostwa wokół Młyna: dom-twierdza właściciela młyna, kolejny dom autochtona z naprzeciwka młyna spalony po wojnie wraz z jego mieszkańcami, oraz dom Walohy (ostatniego wszewilkowskiego autochtona, który podobnie jak wszyscy poprzedni autochtoni najwyraźniej również został tajemniczo zamordowany w kilka lat po wojnie). Po uważnym oglądnięciu szosy do Milicza która rozciąga się przed nami, możemy przystąpić do oglądania ciekawostek jakie nas otaczają. Jedną z nich są zabudowania gospodarskie, których częścią jest właśnie ów elektyczny młyn Wszewilek. Nie wiem czy ciągle będzie to widoczne do dzisiaj, jednak oryginalnie zabudowania te były uformowane w rodzaj wiejskiej "twierdzy". Faktycznie były one unikatem nie tylko we Wszewilkach, ale również i w całej okolicy. Ich zabudowa była bowiem tak zaprojektowana, że poszczególne połączone ze sobą zabudowania owego gospodarstwa formowały po zewnętrznej stronie rodzaj jednolitego, bezokiennego muru, który był niemożliwy do sforsowania - gdyby ktoś zechciał wedrzeć się do wnętrza owej twierdzy. Nawet brama do owych zabudowań, znajdująca się tuż przy młynie, była solidna, pełna, oraz zamknięta od góry - tak jak brama do dowolnej średniowiecznej twierdzy. Takie zaprojektowanie owych zabudowań oznacza, że od pierwszej chwili ich właściciele zdawali sobie sprawę, że przybyli oni do Wszewilek aby zaprowadzić "nowy porządek", oraz że z góry spodziewali się oni oporu, a nawet buntu, miejscowych. Dlatego na wszelki wypadek zbudowali dla siebie "twierdzę". Faktycznie też młyn ów zniszczył swoim położeniem i konkurencyjnością odwieczny młyn wodny na Baryczy. Z kolei piekarnia która była usytuowana w domu właścicieli owego młyna, wykorzytywała ekonomiczną pustkę pozostałą po zniszczeniu przez ówczesne "władze" starej piekarni Wszewilek - miejsce po której oglądaliśmy w 4 z punktu #8.2 tej strony. Po oglądnięciu sobie "twierdzy" zabudowań właścicieli młyna, oglądnąć warto też miejsce po przeciwnej do młyna stronie szosy. Zdaje się że obecnie stoi tam już czyjś nowy dom mieszkalny (5-tej generacji). Jednak w czasach kiedy ja ciągle mieszkałem we Wszewilkach, w miejscu tym widniały jedynie ruiny po domu kolejnego autochtona Wszewilek, który został zamordowany i spalony wraz ze swoim domem w okresie bezprawia jakie zapanowało zaraz po drugiej wojnie światowej. Ciekawe że po przeciwstawnej stronie szosy do spalonego domu owego autochtona, znajdowało się gospodarstwo Walohy, który był ostatnim autochtonem jaki ostał się we Wszewilkach - jednak jaki także najprawdopodobniej został zamordowany dopiero w kilka lat po wojnie (gospodarstwo Walohy jest następnym gospodarstwem przylegającym do zabudowań właścicieli młyna).
       3. Kolejny ogromnie już rzadki dom mieszkalny 3-ciej generacji na Wszewilkach. Po oglądnięciu sobie okolic owego młyna elektrycznego Wszewilek, ruszamy owym pięknym chodnikiem wzdłuż szosy nowych Wszewilek. Wędrujemy ku zachodowi w kierunku Milicza. Po drodze przyglądamy się budynkom gospodarskim które mijamy. Większość owych bydynków będzie pedantycznie murowana z czerwonej cegły, przyjmując formę zabudowań 4-tej generacji - zgodnie z klasyfikacją omówioną w 6 z punktu #8.2 tej strony. Jednak około szósty budynek z cegły jaki po młynie miniemy po prawej (północnej) stronie drogi którą idziemy, powinien być jednym z owych ogromnie już rzadkich we Wszewilkach budynków 3-ciej generacji (jeśli zdołał on przetrwać do dzisiaj). Poznamy go po bardzo niskich murach, małych okienkach, więcej niż jednych drzwiach wejściowych (kiedyś w budynkach takich mieszkały wszakże razem aż trzy generacje formujące jedną rodzinę - stąd zawsze było w nich aż kilka odrębnych mieszkań, każde zaś mieszkanie miało własne drzwi wejściowe), oraz nieproporcjonalnie wysokim dachu (ciągle wzorowanym na dachach budynków 2-giej generacji w oryginalnym stylu Wszewilek).
       4. "Feralny obszar", czyli miejsca gdzie została zastrzelona kolejna autochtonka, oraz gdzie jeszcze jedna rodzina wszewilkowskich autochtonów została zamordowana i spalona wraz z ich domem. Po oglądnięciu owego domu mieszkalnego 3-ciej generacji (jeśli ciągle tam stoi) wędrujemy dalej w kierunku Milicza (tj. ku zachodowi). Jakieś dalsze 3 stare domostwa, także po tej samej północnej (naszej prawej) stronie ulicy, natkniemy się albo na wyrwę w zabudowaniach, albo na nowy dom (5-tej generacji) zbudowany w miejscu takiej byłej wyrwy. Wyrwa owa powstała w miejscu gdzie kolejny dom wszewilkowskiego autochtona został zaraz po przejściu frontu puszczony z dymem wraz w ciałami zamordowanych w nim autochtonów. W sumie jest to więc czwarty dom który padł ofiarą rzekomego okresu bezprawia i rabunków, jaki to okres zapanował zaraz po przejściu frontu. Rzeczą, która jednak szokuje mnie osobiście w owym rzekomo chaotycznym mordowaniu i puszczaniu z dymym na powojennych Wszewilkach, jest że ich ofiarami zawsze padali autochtoni, czyli ludzie którzy pamiętali historię tej wioski. Wyglądało więc na to, że w owym niby chaosie istniała reguła. Stwierdzała ona "wymordowuj wszystkich autochtonów" którzy znają przeszłość i historię tego miejsca. Z kolei dzięki wymordowaniu owych autochtonów zniszczona została historia Wszewilek, a jak ja wierzę - także i Milicza. Kolejną ciekawostką która w owym miejscu mi rzucała się w oczy, to że istniało tam kiedyś coś w rodzaju "feralnego obszaru" (miejmy nadzieję że do dzisiaj niszczycielskie energie tego obszaru zostały już zneutralizowane). Przykładowo, po przeciwnej stronie szosy od owego spalonego domu, mieszkała kiedyś owa autochtonka która została zastrzelona przez rosyjskiego snajpera w momencie bitwy o Milicz. Pamiętam także, że ja sam miałem kiedyś właśnie w owym obszarze dosyć paskudny wypadek rowerowy. Ja osobiście wierzę, że takie "feralne obszary" mają coś wspólnego z energiami zakłócającymi ziemskie pole grawitacyjne. Przykładowo, w Nowej Zelandii w miejscu gdzie ktoś umiera w wypadku drogowym, stawia się potem biały krzyż na poboczu drogi. Jeśli zaś przeanalizować zgrupowania takich białych krzyży spotykane co jakiś czas na pustej i prostej jak strzała drodze, wówczas zawsze się okazuje, że pod nimi przebiega jakiś podziemny "fault" generujący energię zakłócającą ziemskie pole grawitacyjne. (W górzystej Nowej Zelandii jest łatwiej niż w płaskiej Polsce wypatrzyć położenie podziemnych "fault'ów - po więcej informacji na temat owych nowozelandzkich "białych krzyży" i ich związku z grawitacją ziemską patrz podrozdział I4.4 z tomu 5 monografii [1/4].) Ciekawe, że dom mojej babci położony był kiedyś właśnie na jednym z takich "feralnych obszarów". Z opowiadań rodzinnych pamiętam też, że ciągle albo w samym owym domu mojej babci, albo tuż przy nim, miejsce miały najróżniejsze nieszczęścia.
       5. Wszewilkowska szkoła oraz miejsce gdzie nowa szosa oddzielona została od starej drogi, dzieląc Wszewilki na starszą i nowszą połówkę. Kiedy przejdziemy jakieś 100 metrów ku zachodowi od ostatnio oglądanego "feralnego obszaru", wówczas również po prawej (północnej) stronie szosy ujrzymy budynek wszewilkowskiej szkoły, czy tego co po szkole tej pozostało do dzisiaj. Szkoła ta jest tą samą szkołą do której ja uczęszczałem w roku szkolnym 1955/1956. Faktycznie jest ona centralnie położonym budynkiem Wszewilek, oraz prawdopodobnie jedynym budynkiem zaprojektowanym jako szkoła. Nie wiem jednak czy funkcję szkoły spełnia ona i dzisiaj. Od punktu naprzeciwko owej szkoły warto się rozglądnąć w obu kierunkach szosy którą podążamy. Począwszy bowiem od tego miejsca, dalszy przebieg szosy którą wędrujemy (aż do "ogródka krasnoludków" opisanego w 5 poniżej) pokrywa się dokładnie z jej przebiegiem jeszcze przed budową kolei żelaznej w 1875 roku. Dlatego począwszy od owej szkoły, niemal wszystkie ceglane budynki Wszewilek jakie napotkamy będą znacznie starsze od budynków przy części szosy jaką dotychczas szliśmy. Odnotujemy to wyraźnie po ich architekturze, szczególnie zaś po wysokości ich ścian, po wieku ich cegieł, po wielkości ich okien, oraz po rodzaju dachówek jakie domy te używają. Natomiast jeśli od szkoły oglądniemy się z powrotem ku wschodowi, tj. na drogę którą właśnie przyszliśmy, wówczas odnotujemy że wszystkie otaczające ją zabudowania są relatywnie nowe. Wszystkie one wszakże zostały zbudowane już po roku 1875, kiedy to ów poprzedni odcinek naszej drogi został dopiero wytyczony. Przed owym rokiem 1875, droga przez Wszewilki biegnąca na wschód od tej szkoły faktycznie kierowała się w tym miejscu małym łukiem ku południu, poczym przebiegała równolegle do obecnie istniejącej drogi, tyle że oddalona była od niej o jakieś 100 metrów ku południu.
       6. Koniec dawnych Wszewilek - widok na stare wodociągi Milicza, "ogród krasnoludków", miejsce po prastarym domu (2-giej generacji). Po perspyktywicznym zorientowaniu się w przebiegu dawnych i nowych dróg Wszewilek oglądanych od wszewilkowskiej szkoły, ruszamy w dalszą drogę na zachód w kierunku Milicza. Po drodze przyglądamy się architekturze starszych budynków z cegły (w większości 4-tej generacji, chociaż w moich czasach po prawej/północnej stronie drogi niedaleko za szkołą ciągle znajdował się jeden budynek 3-ciej generacji) formujących oryginalną zabudowę tej znacznie starszej części Wszewilek. (Możemy też rzucić okiem na nowe budynki 5-tej generacji które w międzyczasie wybudowano na tej części drogi, aby zobaczyć jak podobna do siebie i "pudełkowata" jest architektura ich wszystkich.) Nasz następny stop znajduje się jakieś 50 metrów po tym, jak szosa którą idziemy wykaże mały skręt w lewo i zacznie dosyć raptowny spadek w dół zbocza. W owym miejscu w dawnych czasach był już koniec Wszewilek. W miejscu tym zbiegało się także aż kilka starych dróg wiodących w odmiennych kierunkach (dwie najważniejsze z owych dróg istnieją tam zapewne do dzisiaj). Przykładowo główna droga przez Wszewilki którą przyszliśmy skręcała w owym miejscu ku północnemu-wschodowi i wiodła w kierunku już widocznych z tamtego miejsca budynków i wieży byłych wodociągów miejskich Milicza. Obecny przebieg dalszej drogi do Milicza, którą za chwilę pójdziemy, wytyczony został dopiero w latach 1930-tych, po tym jak w latach 1920-tych przekopano nowe koryto rzeki Baryczy, zaś obszar byłych bagien przez jaki droga ta obecnie przebiega uległ dzięki temu osuszeniu. W miejscu w którym się znajdujemy powinniśmy zwrócić uwagę na duży ogród ze starymi drzewami, jaki - mam nadzieję, istnieje do dzisiaj przy drodze którą kroczymy, po jej prawej stronie - zaraz za polną dróżką która w tamtym miejscu dochodzi z północy do naszej drogi. Ogród ten kiedyś nazywano "ogrodem krasnoludków". Powodem było kiedyś ogromnie głośne na Wszewilkach zdarzenie jakie miało tam miejsce w latach 1950-tych - tj. w czasach kiedy w Polsce nikt jeszcze nie słyszał ani o UFO ani o UFOnautach. Otóż w owym czasie pewnego ranka kilku zaszokowanych mieszkańców Wszewilek zobaczyło na owym ogrodzie ogromny, przeźroczysty, jakby wykonany ze szkła, "grzyb" (dziś byśmy go nazywali wehikułem UFO). Z "grzyba" tego wychodziły całe gromady maleńkich ludzików wielkości zaledwie około półmetrowej. Najwięcej z tych ludzików interesowało się długim budynkiem 2-giej generacji jaki w owym okresie stał wzdłuż zachodniej granicy owego ogrodu (zdaje się że w owych czasach w budynku tym mieszkała m.in. rodzina Piotrowskich). Niektóre z owych ludzików wnikały nawet do środka tego budynku. Inne ludziki krzątały się po całym ogrodzie, wyczyniając tam jakieś "magniczne" rzeczy. Na samym końcu wszystkie te ludziki powsiadały z powrotem do owego przeźroczystego "grzyba", poczym grzyb nagle zniknął z widoku (tj. zapewne włączył "stan telekinetycznego migotania" opisany w podrozdziale L2 z tomu 10 monografii [1/4]). Było aż kilku godnych zaufania świadków owego niezwykłego zdarzenia. Całe więc Wszewilki spekulowały potem czym są owe dziwne "krasnoludki" wchodzące do przeźroczystego "grzyba" który jest w stanie nagle "zniknąć" z widoku, oraz czy ciągle one i ich magiczny "grzyb" znajdują się w owym ogrodzie pozostając tam niewidzielne dla ludzkich oczu. Przez spory też czas później ogród ów nazywano "ogrodem krasnoludków". Ciekawostką było, że wkrótce potem ów długi budynek 2-giej generacji, którym owe "krasnoludki" tak się interesowały, został rozebrany. Ja bym obecnie spekulował, że owi UFOnauci wiedzieli już dokładnie iż ów budynek zostanie wkrótce rozebrany - wszakże to ich mocodawcy wydali rozkaz rozbiórki. UFOnauci przybyli więc aby go udokumentować dla jakichś tam swoich celów. Nawiasem mówiąc dla mnie na zawsze pozostanie tajemnicą dlaczego budynek ten został rozebrany (podobnie zresztą jak nigdy nie zrozumiem dlaczego został też rozebrany niemal identyczny do niego budynek babci Sołtysowej opisany w 6 z punktu #8.2). Wszakże na jego miejscu nie postawiono potem już nic nowego - jego rozebranie nie służyło więc uwolnieniu miejsca pod budowę czegoś nowego. Pod względem architektonicznym był on bardzo atrakcyjny i raczej niezwykły, tak że tylko dodawał uroku Wszewilkom - nie rozebrano go więc z przyczyn estetycznych. Ponadto zamieszkiwało go aż kilka rodzin, które potem z powodu jego rozebrania znalazły się na bruku - nie rozebrano go więc ponieważ stał pusty. Tylko czekać jak dla tych samych powodów ktoś już wkrótce wyda nakaz aby rozebrać także kościół Św. Andrzeja Boboli w Miliczu. Wszakże kościół ten też jest nośnikiem architektonicznej historii Wszewilek i Milicza, oraz doskonałą ilustracją jak owa oryginalna architektura Wszewilek kiedyś wyglądała.
       7. Bagnisty przesmyk do ulicy Krotoszyńskiej. Po oglądnięciu "ogrodu krasnoludków" maszerujemy dalej ku zachodowi drogą do Milicza. W owym miejscu droga jest relatywnie nowa, bo zbudowana dopiero w latach około 1930-tych. Biegnie ona wzdłuż dna lokalnej niziny, co wyraźnie widać patrząc na wznoszący się obszar po jej prawej (północnej) stronie. Przedtem było tutaj bagno niemożliwe do przebycia przez ciężkie wozy. Dlatego w historycznych czasach wozy objeżdżały ten obszar naokoło jadąc do Wszewilek drogą która biegła znacznie wyżej w pobliżu budynku starych milickich wodociągów. Nawet zresztą tuż przed moim opuszczeniem Polski obładowane ciężarówki ciągle wzbudzały w owym miejscu takie wibrowanie drogi, jakby biegła ona po galarecie a nie po twardej ziemi. Bagno to stopniowo osuszyło się dopiero kiedy około lat 1920-tych obszar ten został zmeliorowany po tym jak przekopano nowe (głębsze) koryto Baryczy. W jego osuszeniu dopomogły także nowe studnie do milickich wodociągów które w okolicach owych wodociągów odsysały wodę która uprzednio wyciekała z gruntu do owego obszaru. Droga którą idziemy oryginalnie wybrukowana była małymi kamieniami, które kiedyś nazywano "kocie łby" (obecnie, jak wierzę, droga ta jest wyasfaltowana). Możemy więc w przyszłości się chwalić, że szliśmy około pół kilometra po byłej drodze z "kocich łbów". (Nasi potomkowie zapewne będą kiedyś zaszokowani owymi "barbarzyńskimi czasami", kiedy to drogi brukowano łbami kotów, ludzie w swych aparatach fotograficznych używali rybiego oka w roli obiektywu, politycy musieli pokazywać lwi pazur podczas niemal każdego swego przemówienia, zazdrośni koledzy wylewali nad nami krokodyle łzy, spora część społeczeństwa miała ptasie móżdżki, pracownicy umysłowi rzucali okiem na dotyczące ich dokumenty, zaś fachowcy zwykle zjadali sobie zęby.) Ciekawostką tego obszaru jest też, że na przełomie lat 1950/60-tych wykryto pod nim skały nasycone ropą naftową. Niestety, ropa owa NIE jest uwalniana wystarczająco dużym strumieniem aby móc być eksploatowana na przemysłową skalę.
       8. Narożnik z kuźnią i byłym wszewilkowskim kowalem. Po przejściu owego krótkiego przesmyka byłej szosy z "kocich łbów" wiodącej przez były obszar bagienny, dochodzimy do skrzyżowania w kształcie litery "T". Jest to skrzyżowanie z ulicą Milicza zwaną "Krotoszyńska". Na północnej stronie wszewilkowskiego narożnika owego skrzyżowania stała kiedyś jedyna kuźnia w całej okolicy. Działała ona aż do końca "końskiej ery", czyli niemal do końca lat 1960-tych. Budynek w którym owa stara kuźnia istniała stoi tam zapewne do dzisiaj. W umiejscowieniu owej kuźni uwagę warto zwrócić na jej położenie na skrzyżowaniu dróg. W dawnych bowiem czasach wszelkie budynki które świadczyły "usługi" dla ludności, takie jak karczmy, zajazdy, kuźnie, sklepy, itp., zakładano właśnie na skrzyżowaniach dróg. Tak nawiasem mówiąc, to diagonalnie do owej kuźni, w jednopiętrowym budynku który zapewne stoi tam do dzisiaj, przez dziesiątki lat znajdował się również jedyny wówczas w całej okolicy sklep spożywczy. W owych czasach sklepy także zakładano przy skrzyżowaniach dróg. Owo skrzyżowanie jest także miejscem przez które wiosną w 1945 roku musiało uciekać w kierunku swoich domów w Stawcu czterech śmiertelnie wystraszonych chłopców w niemieckich mundurach wojskowych, zanim jakieś 400 metrów na północ od tego skrzyżowania każdy z nich po kolei został zastrzelony przez strzelca wyborowego z rosyjskiego patrolu zmotoryzowanego - tak jak to opisałem na stronie bitwa o Milicz. Faktycznie też począwszy od tego skrzyżowania aż do mostu na Baryczy (który chłopcy owi mieli rozkaz wysadzić w powietrze), będziemy szli wzdłuż trasy panicznej ucieczki owych młodocianych "obrońców Milicza". Warto więc przy okazji tego marszu przypomnieć sobie o ich losie. Wszakże potem zupełnie innymi oczami będziemy patrzeć na tych przywódców którzy aż piszczą aby wysłać swoją młodzież żeby ta umierała w jakiejś beznadziejnej wojnie jaka nigdy nie powinna być ani kontemplowana ani rozpoczęta.
       9. Niemiecki magazyn karabinów na ulicy Krotoszyńskiej. Po znalezieniu się na ulicy Krotoszyńskiej skręcamy nią w lewo (ku południu) i wędrujemy prosto wzdłuż niej aż dojdziemy do rynku Milicza. Proponuję przy tym zwrócić uwagę, że obecny (wyprostowany) przebieg ulicy Krotoszyńskiej wytyczony został dopiero około lat 1930-tych. Wcześniej wzdłuż niej biegła stara zakrzywiona droga jednej z odnóg historycznego "Bursztynowego Szlaku". Resztki tej drogi możemy ujrzeć do dzisiaj, ponieważ przebiegała ona tylko kilkadziesiąt metrów na wschód po naszej lewej stronie ulicy Krotoszyńskiej. To właśnie przy niej do dzisiaj stoją stare zabudowania które istniały tam jeszcze w czasach sprzed wyprostowania ulicy Krotoszyńskiej. Natomist tuż przy lewej stronie obecnej ulicy Krotoszyńskiej, zaraz po wojnie nie było niemal żadnego budynku - poza jednym wyjątkiem. Wyjątkiem tym, jaki miniemy po drodze, był stojący właśnie po lewej (wschodniej) stronie owej ulicy Krotoszyńskiej stary poniemiecki magazyn karabinów. Magazyn ów zlokalizowany jest jakieś 400 metrów od wszewilkowskiej kuźni. Kiedyś był on jedynym budynkiem stojącym w owym obszarze tuż przy ulicy Krotoszyńskiej po jej lewej (wschodniej) stronie. Zaraz za nim niedawno wzniesiono krzyż upamiętniający wydarzenia związane z powstaniem Solidarności. Ciekawostką owego poniemieckiego magazynu jest, że zaraz po wyzwoleniu okazało się, że cały zapchany jest on hitlerowskimi karabinami. Ponieważ w czasach rabunku i bezprawia jakie zapanowały na tych obszarach zaraz po wojnie, byłoby nieroztropnością pozostawienie owych karabinów w sprawnym stanie, rosyjski komendant na Milicz zdecydował że muszą one być zniszczone. Karabiny te poustawiano więc wzdłuż krawężnika ulicy Krotoszyńskiej, tak że ich zamki wypadały właśnie na linii owego krawężnika. Następnie wzdłuż owego krawężnika, po tych karabinach, przejechał się ciężki czołg rosyjski, łąmiąc każdy karabin w obszarze jego zamka. W rezultacie, w długi czas potem, niemal cała ulica Krotoszyńska zasłana była szczątkami połamanych niemieckich karabinów. Gdybyśmy ulicą tą szli ponad 60 lat temu, tj. wkróce po wyzwoleniu, te połamane karabiny widzielibyśmy jak walają się wzdłuż całej naszej drogi. Byłby to raczej niezwykły widok. Na temat owych karabinów z ulicy Krotoszyńskiej pisałem także na stronie bitwa o Milicz.
       10. Grodzisko "Chmielnik" pod Miliczem - czyli prapoczątek Wszewilek. Idąc dalsze około 100 metrów ulicą Krotoszyńską, po swojej prawej (zachodniej) stronie widzimy zabudowania milickiej rzeźni miejskiej. Natomiast po lewej (wschodniej) stronie, niemal dokładnie naprzeciwko bramy owej rzeźni, do ulicy tej dochodzi polna dróżka wiodąca tam z Wszewilek, a ściślej od "ogrodu krasnoludków" opisanego w 6 powyżej. Przy drodze owej powinien stać znak "grodzisko Chmielnik". Grodzisko to widać nawet z ulicy Krotoszyńskiej którą idziemy. Jest to okrągłe wzgórze widoczne jakieś 400 metrów od ulicy, poza którym widać zabudowania wsi Wszewilki. Grodzisko to stanowiło prapoczątek obecnego Milicza (i Wszewilek), oraz pierwszą lokację tego miasta (i tej wsi), zanim obecny, murowany Milicz został zbudowany. Więcej informacji na jego temat można znaleźć w Izbie Regionalnej Milicza, którą możemy odwiedzić w ramach 11 z punktu #8.4 tej strony.
       11. Targowisko przy Baryczy przeniesione tam z Wszewilek. Zaraz za milicką rzeźnią miejską, a ściślej pomiędzy budynkami rzeźni a korytem Baryczy, po zachodniej stronie ulicy Krotoszyńskiej znajduje się byłe targowisko Milicza. Targowisko to istniało w owym miejscu od około 1875 roku, kiedy to zostało tam przeniesione z Wszewilek. Faktycznie bowiem oryginalnie targowisko to znajdowało się na byłym ryneczku Wszewilek. Jednak kiedy kolej staranowała ów ryneczek, zostało ono przeniesione do Milicza właśnie w omawiane tutaj miejsce. Można więc powiedzieć, że miejsce to "ukradło" słynne wszewilkowskie targi, oraz spowodowało że targi te zaniknęły. Los tego miejsca był też bardzo podobny do losu wszelkich innych "złodziei". W latach 1990-tych Milicz zbudował sobie odmienne targowisko, które zlokalizowane zostało w miejscu byłego stawu z łazienek milickich (targowisko to omówione jest w 4 z punktu #8.4 tej strony). Stąd owo byłe targowisko przy milickiej rzeźni jakie właśnie mijamy w swojej wędrówce leży obecnie całkowicie opuszczone i zaniedbane.
       12. Nowe a stare koryto Baryczy, nowy most na Baryczy, milicka garbarnia - i co po niej pzostało. Tuż za końcem targowiska znajduje się obecne koryto Baryczy. Przez koryto to przechodzimy po betonowym moście. Ciekawostką owego mostu jest, że w chwili wkraczania wojsk radzieckich do Milicza, most ten miał być wysadzony w powietrze. Niestety, młodociani żołnierze niemieccy, którym powierzono zadanie wysadzenia tego mostu, po ujrzeniu lania jakie Rosjanie sprawili ich kolegom zamkniętym w ratuszu Milicza, dali nogi do swoich domów, "zapominając" wysadzenia tego mostu. Co z nimi potem się stało, pisane to jest na stronie bitwa o Milicz. Warto wiedzieć, że rzeka Barycz przepływająca pod owym mostem, płynie swoim obecnym korytem tylko od czasów kiedy została uregulowana około lat 1920-tych. Poprzednio bowiem Barycz płynęła zupełnie innym korytem, w okolicach tego mostu śmiesznie się zawijając tak że broniła ona dostępu do miasta zarówno od wschodu, jak i od północy. Pamiątką po dawnym przebegu Baryczy jest długi budynek, który zapewne stoi do dzisiaj w widłach pomiędzy starą i nową drogą przez Milicz (tj. po lewej (wschodniej) stronie zaczynającej się tuż za owym mostem nowej ulicy Parkowej), tylko jakieś 50 metrów za owym obecnym mostem na Baryczy. Ten długi budynek aż do czasu uregulowania Baryczy był bowiem milicką garbarnią skór. Garbarnia ta stała tuż nad brzegiem dawnego koryta Baryczy, zaś jej długa, północna ściana omywana była wodą z Baryczy. (To dlatego ten długi budynek stoi zlokalizowany swoją długą osią w kierunku wschód-zachód, aby rozciągać się właśnie wzdłuż byłego koryta Baryczy. W środku długości tego budynku (garbarni), zaraz po wojnie istniała drewniana struktura w kształcie ogromnych schodów odwróconych do góry nogami - bardzo podobna do historycznego żurawia ze starego Gdańska. Otóż struktura ta używana była do moczenia wyprawianych skór w wodzie Baryczy. Z owych jej niby schodów zawieszonych ponad korytem Baryczy zwisały liny, zaś na końcach owych lin przywiązywane były pęki skór które w byłej technologii wyprawiania musiały być długotrwale wypłukiwane przez wodę Baryczy. Niestey, w jakiś czas po wojnie, kiedy budynek owej byłej garbarni zamieniono w blok mieszkalny, ową strukturę schodkową rozebrano. A szkoda, bo była ona równie historyczna jak budynek gdańskiego żurawia.
       13. Była północna (Gnieźnieńska) brama wjazdowa do Milicza. Po przekroczeniu mostu na Baryczy, do Milicza wchodzimy nie ową nową ulicą Parkową, która przebiega po prawej (zachodniej) stronie budynku garbarni, a starą małą uliczką, która od mostu biegnie prosto przechodząc po lewej (wschodniej) ścianie budynku garbarni. Uliczka ta jest faktyczną uliczką wlotową do dawnego Milicza. Tylko jakieś 50 metrów od byłego koryta Baryczy, na uliczce owej stała kiedyś północna brama (Gnieźnieńska) w murach obronnych Milicza. Miejsce gdzie ona się znajdowała można wypatrzeć nawet i dzisiaj, bowiem znajduje się ono tuż przy początku zwartej zabudowy milickiej po obu stronach tej uliczki. Od dawnej bramy wjazdowej do miasta w obie strony rozciągały się kiedyś mury obronne Milicza, poprzedzone fosą. Ich położenie także można wypatrzeć, bowiem do dzisiaj w ich miejscu znajduje się pas pozbawiony zwartej zabudowy miejskiej. Zaraz za byłym zlokalizowaniem północnej bramy w murach Milicza, znajduje się rozwidlenie wewnętrzynych uliczek tego miasta. Skręcamy w prawą (zachodnią) z owych uliczek. Zaprowadzi nas ona do rynku Milicza, odległego zaledwie jakieś 100 metrów od owej północnej bramy wjazdowej do miasta.
       14. Rynek w Miliczu. Po dotarciu do milickiego rynku, mamy aż kilka możliwości dalszego postępowania. Przykładowo, możemy sobie odpocząć, zamawiając danie ze słynnego milickiego karpia w jednej z licznych przy rynku restauracji Milicza (po szczegóły patrz 10b w punkcie #8.2 tej strony). Możemy rozglądnąć się po licznych miejscowych sklepach w poszukiwaniu jakiejś pamiątki z naszej wizyty w Miliczu. Możemy też od razu udać się na dworzec autobusowy lub na dworzec kolejowy aby powrócić do naszego miejsca zamieszkania. Możemy także oglądnąć sobie ciekawostki Milicza, wędrując po milickiem szlaku okrężnym który opisuję w następnym punkcie #8.4 tej strony.


#8.4. Nieoficjalny szlak okrężny przez co istotniejsze miejsca historyczne Milicza:

       Długość tego szlaku wynosi około 2 km. Przy wolnym kroku spacerowym jego przejście piechotą może zająć nawet około 2 godziny (przy szybkim marszu - 1 godzinę). Można go także przebyć w samochodzie, jedynie zatrzymując się we wskazanych poniżej miejscach. Jego początek poniżej zlokalizowano przy milickim kościele Św. Andrzeja Boboli i to aż z kilku powodów. Przykładowo, wieża tego kościoła jest widoczna z daleka praktycznie w każdym miejscu Milicza - łatwo więc do niego trafić przyjezdnym, leży on przy obu głównych trasach przejezdnych przez Milicz (tj. pomiędzy ulicami Piłsudskiego i 1 Maja) - nie trzeba więc błądzić aby do niego dotrzeć, a ponadto wokół niego znajduje się wiele miejsc do parkowania - można więc przy nim pozostawić swój samochód i udać się piechotą w dalszą wędrówkę po opisanym tutaj szlaku. Niemniej ponieważ opisany tutaj szlak jest okrężnym, praktycznie można rozpocząć jego oglądanie w dowolnym miejscu Milicza (np. osoby przybyłe do Milicza szlakiem spacerowym z Wszewilek opisanym w punkcie #8.3 tej strony, mogą podjąć opisany tutaj szlak już w milickim rynku). Tyle, że po podjęciu go w innym miejscu, i pod dojściu do ostatniego punktu (czyli kościoła Św. Andrzeja Boboli) trzeba powróćić do punktu 1 z poniższego wykazu i kontynuować ten wykaz aż dojdzie się do punktu w którym wędrówkę się zaczęło. Pomocnym przy wędrówce opisywanym tutaj szlakiem byłby wydruk ze stron internetowych Milicz, Św. Andrzej Bobola, oraz Bitwa o Milicz. Oczywiście, opisany tutaj szlak prowadzi przez tylko najważniejsze z miejsc Milicza szczególnie warte oglądnięcia z uwagi na ich wymowę i historyczne znaczenie. Jednak podobnie interesujących miejsc jest w Miliczu znacznie więcej. Jako przykład rozważ zdewastowany grobowiec Maltzanów, czy wyjście z podziemnych tuneli w lesie pod Cieszkowem. Jednak te inne miejsca położone są relatywnie daleko od centrum i rynku Milicza. Dlatego nie będą one objęte szlakiem opisanym powyżej (czytelnik może jednak je pozwiedzać na własną rękę - szczególnie jeśli przybył do Milicza samochodem i przejazd na dalsze odległości nie czyni mu dużej różnicy). Oto poszczególne odcinki opisywanego tutaj okrężnego szlaku wędrownego po ciekawostkach Milicza:
       1. Kościół Św. Andrzeja Boboli oraz trzeci cmentarz Milicza. Po przybyciu w okolice kościoła Św. Andrzeja Boboli, parkujemy swój samochód w jego pobliżu, na jednym z licznych w tym miejscu parkingów lub przyulicznych miejsc do parkowania, zaś dalsze zwiedzanie dokonujemy np. na piechotę. Swoje zwiedzanie kościoła Św. Andrzeja Boboli warto rozpocząć od oglądnięcia jego wnętrza. Co we wnętrzu tym jest interesującego, jak również historia samego kościoła, opisane są na odrębnej stronie internetowej o Św. Andrzeju Boboli. Po oglądnięciu wnętrza warto też zwrócić uwagę na jego wygląd zewnętrzny. Reprezentuje on bowiem sobą klasyczny przykład stylu architektonicznego po angielsku zwanego "tudor" (w Polsce zwykle jest on znany pod nazwą "mur pruski"). Styl ten jest szczególnie upowszechniony na tych obszarach obecnej Polski, które przed drugą wojną światową włączone były do byłej Rzeszy Niemieckiej. Można tam spotkać wiele kościołów oraz starszych budynków publicznych zbudowanych w tym właśnie stylu. Jak to jednak wyjaśniłem dokładniej w punkcie #7 strony internetowej o wsi Wszewilki, styl ten najprawdopodobniej wyewolucjonował się spontanicznie z rolniczej zabudowy podmilickiej wsi Wszewilki, poczym został jedynie skopiowany przez akademicko edukowanych architektów. Kościół ten tym bardziej warto sobie dokładnie oglądnąć oraz obfotografować ze wszystkich stron, że znając metody działania UFOnautów nie trudno jest przewidzieć iż już wkróce UFOnauci znajdą jakiś zmyślny sposób aby spowodować rozbiórkę i zniknięcie owego kościoła Św. Andrzeja Boboli w Miliczu. Wszakże kościół ten zbyt jednoznacznie i wyraziście ilustruje historię owych ziem którą UFOnauci tak usilnie starają się zniszczyć, aby te szatańsko przebiegłe i ogromnie wpływowe istoty pozwoliły mu tak zwyczajnie sobie istnieć. Po oglądnięciu owego kościoła, warto wyruszyć w kierunku milickiego rynku, idąc główną ulicą dawnego Milicza, którą obecnie zdaje mi się nazywają ulicą 1 Maja. (Rynek ten leży jedynie około 300 metrów od kościoła w kierunku północno-wschodnim.) Owa główna ulica dawnego Milicza (1 Maja) przebiega tuż przed ścianą z ołtarzem kościoła Św. Andrzeja Boboli. Warto przy tym odnotować, że w średniowieczu stara droga którą teraz jest owa ulica, reprezentowała milicką wersję słynnej Via Appia ze starożytnego Rzymu. Mianowicie, po obu jej stronach rozciągały się wówczas Milickie cmentarze. Cmentarze te zaczynały się tuż za miejską fosą, czyli za korytem Młynówki, a ciągnęły wzdłuż tej drogi przez dalsze około pół kilometra, aż poza obszar objęty powojenną zabudową przy owej drodze. Kościół Św. Andrzeja Boboli stanął mniej więcej w środku owego obszaru cmentarnego. Wszystkie więc budynki jakie po drodze mijamy - i to po obu stronach drogi, stoją obecnie na grobach dawnych mieszkańców Milicza. Swój marsz w kierunku milickiego rynku kończymy po dojściu do małego mostku na Młynówce, przez który przechodzi owa ulica jaką wędrowaliśmy (1 Maja). Tuż za owym mostkiem stała kiedyś obronna brama Milicza. Zwana ona była "Bramą Wrocławską".
       2. Brama Wrocławska Milicza. Faktycznie była to najokazalsza z milickich bram. Po obu jej stronach stały kiedyś baszty. Miejsca ich byłych lokacji nawet niedawno ciągle pozostawały niezabudowane. Tuż pod bramą płynęła Młynówka, która w początkowym okresie Milicza spełniała funkcję fosy miejskiej oraz kanału odprowadzającego miejskie nieczystości. Przez Młynówkę początkowo wiódł zwodzony most. Z kolei sam wierzchołek bramy wieńczony był okazałą rzeźbą lwa, późniejszą kopię którego oglądniemy sobie przy okazji zwiedzania milickiego pałacu (patrz 11 poniżej). Kiedy z mostku na Młynówce oglądali sobie będziemy miejsce gdzie kiedyś stała owa okazała brama w milickiech murach obronnych, warto również zwrócić uwagę na sam nurt Młynówki przepływającej pod naszym mostkiem. Nie jestem pewien jak nurt ten wygląda obecnie, jednak w dawnych czasach był on przykładem kunsztu inżynierskiego dawnych mieszkańców Milicza. Mianowicie, na całej szerokości koryta owej Młynówki, a także na całej jej długości, woda była kiedyś jednakowo głęboka. (Warto przy tym mieć na uwadze, że nawet dzisiejszym specom od melioracji, uzbrojonym w nowoczesną technikę, nie zawsze udaje się wykopać kanał który miałby jednakową głębokość na całej swej długości i szerokości.) Dzięki zaś owej stałej głębokości wody Młynówki, ten niewielki sztucznie wykopany kanał w przeszłości stanowił najważniejszą arterię transportową byłego Milicza - o czym pisałem już wcześniej w 4 z punktu #8.1 niniejszej strony. Po Młynówce tej w dawnych czasach bez przerwy kursowały małe barki napędzane tyczką przez pojedynczego flisaka, o śmiesznie zaokrąglonym dziobie i rufie. Dopiero w późniejszych czasach wzdłuż owej Młynówki wybudowano drogę bitą. Obecnie owa droga jest niemal tą samą drogą która wiedzie z Milicza do milickiego dworca kolejowego (tj. ulicą którą po wojnie nazywano ulicą Wojska Polskiego). Początek owej drogi kiedyś znajdował się jedynie jakieś 20 metrów przed mostkiem na Młynówce do jakiego właśnie doszliśmy. W czasach jednak budowy milickiej kolei został on zatarasowany budynkiem, zaś sama ta droga, czyli obecna ulica Wojska Polskiego, została przesunięta o jakieś 50 metrów bardziej na południe - aby umożliwić przy niej obustronną zabudowę.
       3. Dawny kościół Świętego Jerzego lub kościół garnizonowy - czyli dzisiejsze WDT (Wiejski Dom Towarowy). Po oglądnięciu miejsca gdzie kiedyś stała najokazalsza brama średniowiecznego Milicza, cofamy się jakieś 50 metrów w kierunku południowym przechodząc tą samą główną ulicą dawnego Milicza (1 Maja) którą właśnie przyszliśmy. Po naszej lewej stronie od ulicy owej będzie odgałęziała się ulica Wojska Polskiego biegnąca w przybliżeniu w kierunku wschodnim. Ulica ta wiedzie do obecnego dworca kolejowego Milicza. Biegnie ona równolegle do koryta Młynówki. Wszakże w dawnych czasach stanowiła ona jedynie lądowe uzupełnienie dla wodnej arterii trasportowej jaką wówczas była Młynówka. Przechodzimy ową ulicą Wojska Polskiego jakieś 150 metrów w kierunku wschodnim, aż po naszej lewej stronie napotkamy niewielki dom towarowy, zwykle zwany WDT (tj. Wiejski Dom Towarowy). Wchodzimy do środka aby go sobie oglądnąć od wewnątrz. Dom ten faktycznie w latach 1960-tych został adoptowany z budynku byłego kościoła. Jeszcze do dzisiaj można w nim zobaczyć typową dla kościoła konstrukcję wewnętrzną. Od czasów drugiej wojny światowej, aż do czasu zanim zamieniono go w WDT, był on używany jako magazyny wojskowe przez jednostkę wojskową która kiedyś znajdowała się w koszarach po drugiej stronie ulicy od niego (obecnie koszary te zamienione są w bloki mieszkalne). Natomiast od czasu jego zbudowania około lat 1930-tych, aż do zakończenia drugiej wojny światowej, był on albo kościołem garnizonowym dla owej jednostki wojskowej, albo też drugą lokacją dla tajemniczego kościoła milickiego pod wezwaniem Świętego Jerzego - o którym piszę na stronie o Św. Andrzeju Boboli. Po zakończeniu oglądania owego byłego budynku kościoła, przechodzimy dalsze 50 metrów w kierunku wschodnim nadal idąc ulicą Wojska Polskiego, aż po naszej lewej stronie znajdzie się mały mostek ceglany przez Młynówkę. Wchodzimy na ów mostek, aby przejść na jego drugą stronę.
       4. Milicka Młynówka - czyli historyczna arteria transportowa Milicza, oraz gałąź "Bursztynowego Szlaku" która biegła wzdłuż północnego (prawego) brzegu Młynówki. Kiedy znajdujemy się na mostku Młynówki, ponownie warto przyglądnąć się jej nurtowi, aby sprawdzić co do dzisiaj pozostało z dawnej zasady że nurt ten ma posiadać stałą głębokość na całej swej szerokości i długości. Następnie z mostku owego rozglądamy się dookoła. Stoimy bowiem w historycznie interesującym miejscu. Tuż za owym mostkiem kiedyś znajdował się duży staw który z jednej strony stanowił rezerwuar wody na wypadek jeśli z jakichś powodów stary młyn wodny na Baryczy zaprzestał spiętrzania wody do Młynówki, z drugiej zaś strony dostarczał średniowiecznemu Miliczowi dodatkowej obrony od strony południowo-wschodniej. Staw ten jednak zasypano jeszcze w latach 1990-tych. Obecnie w jego miejscu znajduje się milickie targowisko, przeniesione tam z miejsca opisanego w 11 z punktu #8.3 tej strony. Na południowy-wschód od owego dużego stawu (obecnie targowiska) do niedawna znajdowały się ogródki działkowe. Owe ogródki istniały tam jednak od relatywnie krótkiego czasu, bowiem na obszar tuż przy mostku na jakim stoimy zostały one rozprzestrzenione dopiero w kilka lat po drugiej wojnie światowej. Zaraz zaś po wojnie w ich miejscu istniała zwykła łąka. To właśnie na owej łące po wojnie gniła spora flotylla niewielkich barek używanych na milickiej Młynówce. Stojąc na owym mostku przez Młynówkę mamy także okazję przeanalizować stopniową ewolucję dróg składających się na jedną z odnóg tzw. Bursztynowego Szlaku. Od czasu zbudowania murowanego Milicza w mieście tym ów historyczny "Bursztynowy Szlak" rozwidlał się na dwie odnogi. Jedna z tych odnóg wybiegała z północnej bramy Milicza, wiodąc ku północy wzdłuż dzisiejszej ulicy Krotoszyńskiej, potem zaś przez wieś Stawiec, do Rawicza, a dalej do Poznania i Gniezna. Jednak po zbudowaniu milickiego młyna na Baryczy, oraz mostu przez Barycz przy owym młynie, otwarta została druga, krótsza odnoga tego samego szlaku. Początkowo wybiegała ona ze wschodniej bramy Milicza (omawianej w 6 poniżej), następnie wiodła tuż przy Młynówce, wzdłuż jej wschodniego brzegu - czyli początkowo dzisiejszą aleją spacerową przy Młynówce którą za chwilę będziemy podążali. Biegnąc tuż przy brzegu Młynówki docierała ona tak aż do mostu przez Barycz położonego przy starym młynie wodnym na Baryczy - patrz 7 w punkcie #8.1 tej strony. Po przekroczeniu owego mostu prowadziła ona koło ryneczka Wszewilek, potem przez wieś Pomorsko, dalej zaś do Gniezna i Gdańska. Z biegiem jednak czasu, droga ta okazała się zbyt okrężna i niepotrzebnie długa. Dlatego skrócono jej przebieg, prowadząc ją wzdłuż dawnego koryta Baryczy, zamiast wzdłuż koryta Młynówki. Jej więc drugi przebieg możemy zobaczyć po linii dębów jakie powinny być widoczne na horyzoncie z miejsca w którym stoimy, a które zaczynają się niedaleko kościółka jaki oglądniemy poniżej w 6, oraz prowadzą aż do nasypu kolejowego. Za nasypem kolejowym ów drugi przebieg historycznego Bursztynowego Szlaku łączył się z drogą z Duchawy w pobliżu mostka opisanego w 4 z punktu #8.1 tej strony. Niestety, również i ten przebieg drogi reprezentującej dawną gałąź historycznego "Bursztynowego Szlaku" został zablokowany podczas budowy linii kolejowej w 1875 roku. Po oglądnięciu historycznego otoczenia mostka na jakim stoimy, przechodzimy na drugą (wschodnią) stronę Młynówki. Następnie wyruszamy z jej prądem wzdłuż jej koryta po rodzaju alei jaka biegnie wzdłuż jej prawego (wschodniego) brzegu aż do centrum starego Milicza. Idąc tą aleją, mijamy obecne targowisko po naszej prawej (wschodniej) stronie, za owym targowiskiem (również po prawej) powinien być jakiś budynek w którym zaraz po wojnie mieściła się milicka straż pożarna, zaś za budynkiem straży aleja ta wpada w wylot ulicy która bodajże nazywa się Kużnicza. Wchodzimy w głąb owej ulicy. Jakieś 30 metrów zanim ulica owa (Kuźnicza) wpada na inną uliczkę, która łączy mostek na Młynówce (zwiedzany przez nas wcześniej - patrz 2 powyżej) z milickim ryneczkiem, widać na niej wyraźne poszerzenie. To właśnie w owym poszerzeniu do lat 1930-tych mieścił się drugi z oryginalnych milickich kościołów katolickich, pod wezwaniem Świętego Jerzego.
       5. Lokacja kościoła pod wezwaniem Świętego Jerzego. Oryginalnie Milicz zaprojektowany został jako typowe miasto warowne X wieku. Zbudowany został przy relatywnie często używanym punkcie przeprawy (brodzie) przez rzekę Barycz, na ówczesnym "Szlaku Bursztynowym" wiodącym z Południa Europy aż do Gdańska. Miał on kształt owalu (elipsy) otoczonego wysokim murem i rozłożonego wzdłuż głównej osi miasta ustawionej w kierunku południkowym. W murze Milicza istniały cztery bramy skierowane w czterach kierunkach świata. Dwie z nich były szczególnie istotne, bowiem stanowiły one fragmenty owego Bursztynowego Szlaku. Były to bramy południowa i północna. Brama Wrocławska, której byłe zlokalizowanie oglądaliśmy w 2 powyżej, była właśnie bramą południową Milicza. W samym centrum owalu dawnego Milicza znajdował się kwadratowy rynek z niewielkim budynkiem ratusza. Rynek ten połączony był z każdą z owych dwóch głównych bram dwoma uliczkami które zbiegały się razem tuż przed każdą z tych bram. Niedaleko od miejsca gdzie owe uliczki zbiegały się przed bramą południową Milicza, w południowo-wschodnim sektorze owalnego Milicza, oraz ciągle w obrębie murów miejskich, około 14 wieku zbodowany został z cegły drugi milicki kościół pod wezwaniem Świętego Jerzego. Kościół ten istniał w owym miejscu aż do lat 1930-tych, poczym został rozebrany. Miejsce zaś które uprzednio zajmował przetransformowano w dodatkową małą uliczkę wiodącą ze starego miasta do coraz wówczas popularniejszych milickich łazienek. Obecnie owa uliczka prawdopodobnie nazywa się ulicą Kuźniczą. Jeśli ulica owa nie przeszła ostatnio jakiejś gruntownej przebudowy, wówczas jakieś 30 metrów od wlotu do niej ciągle powinno w niej dać się odnotować charakterystyczne poszerzenie, które stanowi właśnie miejsce w jakim dawniej stał ów kościół pod wezwaniem Świętego Jerzego. Więcej informacji na temat tego kościoła można znaleźć na stronie o Św. Andrzeju Boboli. Po oglądnięciu sobie owego miejsca, cofamy się uliczką Kuźniczą jakieś 20 metrów aż wyjdziemy na koniec uliczki która kiedyś była drogą biegnącą wzdłuż murów dawnego Milicza. Uliczką tą przechodzimy w kierunku północno-wschodnim, aż dojdziemy do "małego kościółka" Milicza, czyli kościoła pod wezwaniem Świętego Michała Archanioła. Podczas owej wędrówki zwracamy uwagę na wszelkie ślady które przetrwały do dzisiaj, a które potwierdzają że idziemy wzdłuż dawnego muru obronnego miasta Milicza oraz wzdłuż dawnej fosy biegnącej przed owym murem.
       6. Druga lokacja kościoła pod wezwaniem Świętego Michała Archanioła oraz drugi cmentarz Milicza. Kościół Świętego Michała Archanioła był pierwszym kościołem Milicza. Tyle że obecnie stoi on już w swojej drugiej lokacji oraz w swojej trzeciej formie architektonicznej. Jego pierwsze (oryginalne) zlokalizowanie oglądniemy sobie w 7 poniżej. Do miejsca gdzie obecnie się on znajduje został on przeniesiony w XV wieku, z powodów opisanych dokładniej na odrębnej stronie internetowej o kościele Św. Andrzeja Boboli. Po dotarciu do owego kościółka warto go sobie dobrze oglądnąć, szczególnie zwracając uwagę na ciekawostki opisane na w/w stronie o kościele Św. Andrzeja Boboli. Po oglądnięciu "małego kościółka" Milicza, powinniśmy przejść około 50 metrów w kierunku zachodnim, idąc małą uliczką która łączy ów kościółek z milickim rynkiem. Warto przy tym odnotować, że na wlocie do owej małej uliczki, niemal przy obecnym płocie owego kościółka, kiedyś mieściła się wschodnia brama w murach obronnych Milicza. Przez bramę ową w dawnych czasach prowadziła droga która była jedną z dwóch gałęzi "Bursztynowego Szlaku" oddzielających się od siebie w Miliczu. Owa gałąź wiodła do młyna wodnego na Baryczy, poczym po moście koło owego młyna do dzisiejszych Wszewilek, a dalej do Gniezna i Gdańska (fragment owego szlaku opisany jest w 5 z punktu #8.1). To właśnie na poboczu owej drogi najpierw założono drugi cmentarz Milicza, potem zaś na były obszar tego cmentarza przeniesiono kościół Świętego Michała Archanioła. Po minięciu miejsca gdzie kiedyś stała wschodnia brama Milicza, podążamy tą uliczką ku zachodowi. W miejscu w którym uliczka owa wpada na narożnik rynku, odnotujemy dziwną nieregularność w szerokości prostopadłej do niej ulicy wylotowej z rynku (tj. tej uliczki z którą zbiega się uliczka jaką przyszliśmy od małego kościółka). Owa nieregularność to oryginalne miejsce zlokalizowania historycznie pierwszego kościoła Milicza.
       7. Pierwszy kościół Milicza - pod wezwaniem Świętego Michała Archanioła, oraz pierwszy cmentarz Milicza. Oryginalnie pierwszy kościół Milicza zlokalizowany był w dokładnie taki sam sposób jak kościoły wszystkich innych miast X wieku. Mianowicie, znajdował się on w obrębie murów miejskich, na specjalnie dla niego wydzielonym placyku w północno-wschodnim narożniku milickiego rynku. W miejscu w jakim on kiedyś stał do dzisiej istnieje niezrozumiała nieregularność w szerokości ulicy wylotowej z milickiego rynku. Nieregularność owa to właśnie pozostałość po małym placyku na jakim kościół ten kiedyś się znajdował. Po więcej informacji na jego temat patrz odrębna strona internetowa o kościele Św. Andrzeja Boboli.
       8. Rynek Milicza, oraz były ratusz tego miasta. Po oglądnięciu byłej lokacji historycznie pierwszego kościoła Milicza, przechodzimy na przeciwstawną (zachodnią) stronę milickiego rynku idąc uliczką która biegnie wzdłuż północnego boku tego kwadratowego ryneczka. Po naszej lewej stronie jest obecnie pusty placyk tego rynku. Jednak nie zawsze on był pusty. Aż do końca drugiej wojny światowej stał na nim piękny, drugi z kolei ratusz Milicza. Ciekawostki na jego temat - m.in. opisy podziemnych tuneli jakie wiodły od niego do podziemi szeregu innych dawnych budowli Milicza, można znaleźć na odrębnej stronie internetowej o mieście Miliczu. Natomiast opisy jak on został spalony w ostatnich dniach wojny zaprezentowane są na odrębnej stronie internetowej na temat bitwy o Milicz. Warto tutaj dodać, że ów ratusz był już drugim ratuszem Milicza. Pierwszy, bardzo stary ratusz milicki, zbudowany jeszcze z rudy darniowej, został rozebrany dawno już temu, prawdopodobnie w tym samym czasie kiedy z rozkazu Napoleona rozmontowano także mury obronne Milicza.
       9. Brama zachodnia Milicza oraz młyn wodny na Młynówce. Po przejściu na zachodnią stronę rynku Milicza wchodzimy w małą uliczkę która z owego rynku wychodzi w kierunku zachodnim. Idąc tą uliczką dochodzimy do miejsca w którym znajduje się obecnie ozdobna brama wschodnia miasta. Brama owa jest ozdobnym symbolem faktycznej bramy jaka istniała niemal w tym samym miejscu w oryginalnych murach obronnych Milicza. Tuż za ową bramą kiedyś przepływała milicka Młynówka która pełniła rolę miejskiej fosy. Obecnie w jej miejscu znajduje się punkt w którym owa uliczka wylotowa z milickiego rynku łączy się z ulicą Zamkową po której od niedawna poprowadzono drogę objazdową wokół dawnego starego Milicza. Faktycznie to zaraz po wojnie, przed ową bramą zachodnią miasta Młynówka uformowana była w duży staw. Na wylocie zaś owego stawu, zapewne przy miejscu przez które obecnie przebiega ulica Cicha, znajdował się kiedyś drugi młyn wodny Milicza. Młyn ten zbudowany został w tych samych czasach co Pałac Maltzanów który oglądniemy w 11 poniżej.
       10. Zamek obronny Milicza. Po oglądnięciu zachodniej bramy Milicza, oraz miejsca przy owej bramie w którym kiedyś na Młynówce stał drugi młyn wodny Milicza, przechodzimy dalsze 100 metrów idąc ku zachodowi ulicą Zamkową. Na końcu tej ulicy, tuż przed miejscem gdzie kiedyś znajdowała się brama wjazdowa do milickiego pałacu Maltzanów (obecnie stoi tam postument z milickim lwem) skręcamy w prawo w małą starą drogę wiodącą ku północy. Jakieś dalsze 50 metrów od owego miejsca stoi dawny zamek obronny Milicza. Aczkolwiek jego ruiny obecnie wyglądają dosyć niepozornie, faktycznie to w przeszłości stanowił on potężną twierdzę obronną, jakiej historia jest fascynująca, aczkolwiek szokująco mało znana przez miejscowych. Niektóre ciekawostki na temat tego zamku można znaleźć na stronie o mieście Miliczu.
       11. Pałac Maltzanów w Miliczu, Izba Regionalna, oraz niegdyś bardzo sławny park pałacowy. Po oglądnięciu zamku obronnego, wracamy z powrotem na koniec ulicy Zamkowej (tej którą przyszliśmy od rynku), oraz oglądamy sobie najpierw miejsce gdzie kiedyś stała brama wejściowa do pałacu Maltzanów. Brama ta została już rozebrana, jednak ciągle po niej pozostawiono niewielki cokół wymurowany z rudy darniowej, na którym stoi rzeźba lwa. Jego obecny wygląd można oglądnąć na "Fot. #4" ze strony internetowej o wsi Wszewilki. Ciekawostką tego cokołu i rzeźby jest, że reprezentują one ostatnie pozostałości z byłych murów obronnych Milicza. Mianowicie cokół zbudowany jest z rudy darniowej którą pozyskano właśnie poprzez rozebranie resztki murów obronnych Milicza. Z kolei ów lew jest kopią lwa który kiedyś zdobił południową bramę Milicza (jakiej byłe zlokalizowanie oglądaliśmy w 2 powyżej). Po oglądnięciu owego cokołu z lwem, przechodzimy dalszych około 50 metrów na zachód drogą ku pałacowi. Po naszej prawej stronie mijamy budynek służby pałacowej w którym obecnie zlokalizowana jest milicka Izba Regonalna (gdyby przypadkiem była otwarta, wówczas warto ją odwiedzić) - po jej szczegóły patrz strona o mieście Miliczu. Po ewentualnym zwiedzeniu tej izby, oglądamy pałac (najlepiej obchodząc go naokoło) oraz przyległy do niego park - idąc do parku ścieżką parkową która biegnie od głównego wejścia do pałacu ku południu. Park ten kiedyś był słynny ze swojej piękności na całą Europę. Miał on bowiem jedną z najwspanialszych kolekcji rhododendronów (obecnie po kolekcji owej pozostały jedynie jej resztki). Ciekawostki na temat owego pałacu i jego wspaniałego parku również opisane są na stronie o mieście Miliczu.
       12. Kościół Św. Andrzeja Boboli. Po oglądnięciu pałacu Maltzanów możemy powrócić do bramy wejściowej do owego pałacu, poczym skierować się na południe wzdłuż ulicy Piłsudskiego, aż dotrzemy tą ulicą do kościoła Św. Andrzeja Boboli - od którego rozpoczęliśmy nasze zwiedzanie. Alternatywnie, podczas oglądania przypałacowego parku możemu skierować się ku wschodowi idąc przez park, co również powinno doprowadzić nas do ulicy Piłsudskiego a potem do Kościoła Św. Andrzeja Boboli (przy pokazji zaś pozwoli nam zobaczyć nieco więcej owego parku, np. sztucznie usypane w nim wzgórze parkowe).
* * *
       Podczas wędrówki szlakami opisanymi w powyższych punktach #8.1 do #8.4, w oczy powinno nam się rzucić aż kilka rzeczy. Podkreślmy tutaj najważniejsze z nich. (1) W Miliczu i Wszewilkach do dzisiaj przetrwały dowody celowego i wielkoskalowego zacierania oraz eliminowania obiektów (a także ludzi) które mogłyby nam ujawnić prawdę na temat historii naszej planety. (2) Systematyczne i planowe zacieranie i eliminowanie owej wiedzy o historii kontynuowane jest tam do dzisiaj. (3) To co się dzieje w Miliczu i na Wszewilkach jest jedynie małym fragmentem podobnie wielkoskalowego procesu niszczenia jaki ma miejsce na całej naszej planecie. Uświadomienie sobie owych punktów powinno nas mobilizować abyśmy z tym większą uwagą i troską rozważyli to co zostało zaprezentowane na stronie internetowej o nazwie zło, oraz na stronach jej pokrewnych. Ponadto powinno to nas zmobilizować abyśmy tym większą troską i opieką otoczyli to co ciągle oparło się zniszczeniu z obiektów będących nośnikami naszej historii i kultury.


#9. Reguły totaliztycznego zachowania się:

       Aczkolwiek Zlot ten jest nieformalny, znaczy zupełnie anonimowy, na "dziko", oraz bez żadnego konkretnego organizatora, jest on zwoływany w imię totalizmu. Jako zaś na takim, jego uczestników obowiązują totaliztyczne zasady postępowania, szczególnie zaś zasada "we wszystkim co czynisz pedantycznie wypełniaj prawa moralne", a także obowiązuje przestrzeganie motta totaliztycznego zlotu (tj. "czyń tylko dobro, powiększaj tylko wiedzę, wywieź tylko zjęcia, pozostaw tylko ślady swoich stóp"). Praktycznie to oznacza moralne (przyzwoite) zachowywanie się na Zlocie, brak kłótni, bijatyk, czy pijatyki. Ponadto oznacza także staranne zakopywanie w osobiście wykopywanych dołkach głębokich na co najmniej 20 cm wszelkich śmieci i odpadków jakie się wygeneruje przy okazji obozowania (tj. nie wolno po prostu porzucić na ziemię nawet ogryzka od jabłka czy zmiętej papierowej serwetki) - dlatego istotna na tym Zlocie będzie mała łopatka ogrodowa którą należy ze sobą zabrać. Owo moralne zachowanie jest szczególnie ważne u osób, które uczuciowo utożsamiają się z totalizmem, a stąd - zgodnie z wyjaśnieniami punktu #3 tej strony, formują sobą "intelekt zbiorowy" totalizmu. Od wysoce moralnego ich zachowania się podczas owego Zlotu zależało będzie m.in. czy Zlot ten będzie stanowił wkład totaliztów do moralnego wygrania obecnie toczącej się "bitwy o Wszewilki".
       Na ten nieoficjalny zlot zaproszeni są nie tylko totalizci, ale także wszelcy inni ludzie, włączając w to wrogów totalizmu oraz UFOnautów. Dlatego, niestety, nie można absolutnie wykluczyć że nie zjawią się na nim jacyś prowokatorzy nasłani przez UFOnautów, szukający okazji do rozpoczęcia jakiegoś incydentu. Gdyby więc jakikolwiek incydent miał tam miejsce, proszę pamiętać że w dzisiejszych czasach niemal każdy posiada potężną broń przeciwko niewłaściwie się zachowującym. Są nią aparaty fotograficzne oraz kamery wideo. W razie jakiegokolwiek incydentu proszę fotografować osoby które się będą niewłaściwie zachowyać, potem zaś przysłać mi owe fotografie lub wideo (można anonimowo). Ja zaś będę już wiedział co z tym materiałem dowodowym prowokacji mam uczynić.


#10. Godziny 9 do 12 dnia Zlotu: "Parada pomysłów i talentów" - czyli zainteresuj innych poprzez pokazanie im co potrafisz:

Motto tego Zlotu brzmi: pół żartem pół serio.

       Zlot we Wszewilkach jest nie tylko okazją do zwiedzenia tej wioski, ale również okazją aby pokazać innym jakiś swój talent czy interesujący pomysł. Dlatego jeśli samemu lub z grupą swoich przyjaciół przygotowujesz czytelniku, lub jesteś w stanie zademonstrować coś, co jest bezpieczne i co może zainteresować innych, Wszewilki-2006 są okazją aby pokazać to publicznie. Zapakuj to więc do plecaka lub na bagażnik swego roweru i przywieź na boisko sportowe Wszewilek. Przywieź też ze sobą wszystko co potrzebne aby ten talent czy pomysł mógł być tam zademonstrowany. Poniżej zestawiam kilka przykładów rodzajów pomysłów czy talentów jakie byłoby warto zabrać ze sobą na Zlot Wszewilki-2006 aby je tam pokazać innym przybyłym.
       (a) Niezwykły ubiór, makijaż, lub wygląd. Jeśli masz jakiś pomysł na wykonanie niezwykłego ubioru, przygotowanie jakiegoś interesującego makijażu, tatuażu, "mokko", czy zdobienia ciała, porzygotuj to na sobie czy na jakimś modelu i przywieź na zjazd Wszewilki-2006. Zważaj jedynie czy dawało się to będzie nosić po pokrytym rzadką trawą piaszczystym boisku wiejskim (tj. nie radziłbym tam demonstrować nowej konstrukcji "szpilek" damskich).
       (b) Interesujące urządzenia czy możliwości. Jeśli zbudowałeś jakieś urządzenie które pozwala ci np. latać w powietrzu, poruszać się skokami jak żaba, jeździć na jednokołowym (terenowym) rowerze, albo czyni iż np. twoje włosy będa się jarzyły jak żarówka, zabierz je na zlot i pozadziwiaj innych przybyłych jego użyciem.
       (c) Nietypowe zdolności lub talenty. Jeśli potrafisz np. zaklinać węże lub powrozy, jeśli np. miotasz płomienie, żonglujesz żywymi węgorzami, karmisz się soczystymi ddżownicami, uprawiasz akrobatykę na kierownicy własnego roweru, albo sam jeden potrafisz urzeczywistnić muzykę całego zespołu, wówczas przywieź swój talent na Zlot i zademonstruj go innym.
       (d) Trudne do powtórzenia testy lub umiejętności. Jeśli potrafisz np. zginać stalowe pręty na własnej głowie, albo np. kręcić "hula hoop" stojąc na rękach, albo np. potrafisz jednym rzutem trafić monetą tak aby wpadła do butelki, przywieź na Zlot co potrzebne dla swoich testów czy umiejętności poczym wyzwij innych obecnych czy potrafią dokonać tego samego (dobrze byłoby jednak abyś posiadał też jakieś nagrody dla tych co mimo wszystko potrafią ci dorównać).
       (e) Pokazy, występy, prezentacje. Jeśli z przyjaciółmi formujecie grupę akrobatyczną, zespół "cheer leaders", drużynę "marching girls", chór bezsłownych piosenkarzy, zespół muzyczny, grupę która praktykuje jakiś widowiskowy rodzaj tańca (np. rap), drużynę która trenuje jakich mniej znany rodzaj zmyślnego sportu, itd., itp, wówczas przybądźcie razem na boisko Wszewilek i zademonstrujcie innym swoje umiejętności.
       Oczywiście "parada pomysłów i talentów" wcale nie kończy się na powyższych przykładach. Cokolwiek interesującego lub nowego ktoś ma do pokazania, a co daje się pokazać na porosłym rzadką trawą i piaszczystym boisku sportowym wsi Wszewilki, warto to przytaskać i zademonstrować innym.
       Jeśli twój pokaz lub pomysł wymaga zaparkowania na boisku jakiegoś samochodu lub ciężkiego sprzętu, wóczas pamiętaj że o godzinie 12 na polu gry owego boiska ma się rozpocząć mecz "międzygwiezdny" opisany w następnym punkcie #11 tej strony. Stąd swój samochód czy sprzęt albo parkuj poza polem gry tego boiska (tj. w obszarze dla widzów), albo też usuń go z pola gry jeszcze przed godziną 12.
       Odmienny zbiór pomysłów na temat owej "parady pomysłów i talentów", tym razem sporządzony z punktu widzenia "miejscowych", zawarty jest w punkcie #10 odrębnej strony internetowej Wszewilki-Milicz.


#11. Godzina 12 dnia Zlotu: "W samo południe" - historyczny mecz "międzygwiezdny" na rzecz galaktycznego pokoju i pojednania rozgrywany pomiędzy drużyną reprezentującą UFOnautów i drużyną reprezentującą totaliztów:

Mecz zaproponowany w tym punkcie jest jedynie propozycją. Jej faktyczne zrealizowanie zależało będzie od wielu czynników, np. od pogody w dniu Zlotu (trudno wszakże dla przyjemności uczestniczyć w meczu kiedy np. pada), od ilości chętnych do gry po obu stronach którzy przybędą na boisko sportowe Wszewilek na godzinę 12 w dniu Zlotu, itp.

       Kiedyś przebojem filmowym był western o tytule "w samo południe". Pokazywał on jak dobro wspomagane przez lokalnych ludzi odniosło zwycięstwo nad przybyłym z daleka złem. Tak się składa że na Wszewilkach zejdą się razem zwolennicy dwóch konkurujących obecnie ze sobą idei, zaś owo spotkanie nastąpi właśnie w miejscu które obecnie jest boiskiem do piłki nożnej. Aż więc się prosi, aby właśnie "w samo południe" rozegrać owego dnia historyczny mecz "międzygwiezdny". Obie strony z owego meczu reprezentowałyby właśnie te idee które dotychczas ścierały się tylko w internecie. Wszakże sport od samego początku czasów uważany jest za rodzaj mostu które łączy i nastawia pokojowo normalnie zwaśnione strony. Stąd ów mecz międzygwiezdny we Wszewilkach mógłby właśnie być takim mostem który dotyczasową rywalizację i spory pomiędzy zwolennikami UFOnautów i wyznawcami totalizmu zastąpiłby podjęciem rozmów i dalszą współpracą.
       Opisywany tutaj historyczny mecz międzygwiezdny we Wszewilkach byłby pierwszym meczem sportowym w historii Ziemi rozgrywanym pomiędzy drużyną reprezentującą sobą UFOnautów, a drużyną reprezentującą sobą totaliztów. Jako zaś taki przejdzie on zapewne do historii. Chętni do wzięcia udziału w owym meczu po stronie drużyny UFOnautów przybyliby do Wszewilek z zapakowanymi w swoich plecakach lub torbach czarnymi koszulkami (jeśli się da to posiadającymi na sobie nadrukowane zielone twarze UFOludków, słowa UFO, lub słowa "kosmici" albo "aliens"). Koszulki te ubraliby na czas meczu, aby łatwo było rozpoznać po której stronie grają. Natomiast chętni do wzięcia udziału w owym meczu po stronie drużyny totaliztów przybyliby do Wszewilek z zapakowanymi w swoich plecakach lub torbach białymi koszulkami (jeśli się da to posiadającymi na sobie już nadrukowane logo totalizmu, które właściciele tych koszulek ściągną sobie wcześniej z Internetu). Koszulki te także ubraliby na czas meczu, aby łatwo było rozpoznać po której stronie grają. Jeśli którakolwiek z obu tych stron nie potrafiłaby przed godziną 12 (tj. "w samo południe") zebrać razem pełnej drużyny piłkarskiej ubranej w wymagany kolor koszulek, wówczas drużyna przeciwna wygrywa mecz na zasadzie "walkover". Jeśli jednak kandydaci na obie te drużyny piłkarskie stawią się w wymaganej do gry liczebności, wówczas mecz się rozpocznie. Sędzią w owym meczu będzie albo ktokolwiek kto przybędzie na Zlot mając przy sobie uprawnienia sędziego dla meczy piłki nożnej, a także mając własny gwizdek, albo też będzie to ochotnik z KO (komitetu organizacyjnego) Zjazdu "Wszewilki-2007" - wszakże przedstawiciele owego KO będą w owym czasie na boisku sportowym Wszewilek w celu rozdawania "trophy" z Zlotu "Wszewilki-2006".
       Na opisywany tutaj historyczny mecz międzygwiezdny pomiędzy drużyną reprezentującą UFOnautów (w czarnych koszulkach, z nadrukowanymi na nich ziolonymi twarzami UFOludków) oraz drużyną reprezentującą totaliztów (w białych koszulkach, z nadrukowanym na nich logiem totalizmu), nałożone będzie kilka zasad. Oto najważniejsze z nich. (1) Lokalnym piłkarzom, znaczy piłkarzom mieszkającym we Wszewilkach, Miliczu, lub w okolicznych wioskach, wolno jedynie zaochotniczyć do gry w drużynie totaliztów. Wszakże reprezentują oni miejsce z którego totalizm się wywodzi, mają więc patriotyczny obowiązek obstawać po stronie totalizmu. (W rezultacie tej zasady, mecz ten będzie również wysoce symbolicznym meczem "przybysze kontra miejscowi" - obie grupy rozumiane w kontekście galaktycznym.) (2) Mecz będzie odbywał się zgodnie z regułami meczu piłki nożnej obowiązującymi aktualnie w Polsce. (Wszakże wiadomo, że UFOnauci woleliby zapewne grać "wolną amerykankę" którą praktykują na własnej planecie, zaś w której nie obowiązują grających żadne zasady ani reguły - wolno więc im tam oszukiwać, straszyć, używać tricków, oraz czynić wszelkie potworności jakie tylko się da aby umieścić piłkę w bramce przeciwnika. Skoro jednak UFOnauci występują gościnnie na naszej planecie, muszą oni uszanować nasze standardy gry i postępowania.) (3) UFOnauci NIE będą podczas tego meczu używali swoich zwykłych "tricków" w stylu Davida Copperfielda, a więc np. nie będą dodawali niewidzialnych dla ludzkich oczu ponadprogramowych piłkarzy - tak aby piłka zygzakami "sama" biegła do bramki ich przeciwników, nie zaprogramują telepatycznie stada miejscowych buhajów aby te się "zegziły" i rozpędziły drużynę przeciwników, nie będą powodowali znikania piłki - tak że strona przeciwna nie będzie mogła jej znaleźć, nie będą latali wysoko w powietrzu zamiast biegać za piłką po ziemi - tak że przeciwna drużyna nie będzie mogłą odebrać im piłki, nie zaindukują technicznego deszczu o godzinie 12 aby w ten sposób uniknąć konieczności wzięcia udziału w owym meczu, nie będą podszywali się pod graczy z drużyny totaliztów - aby potem tym łatwiej strzelić gola do własnej bramki, nie będą później twierdzili że to oni wygrali mecz - jeśli faktycznie go przegrają, itd., itp. (4) Wszystkim przybyłym na zlot i chętnym do gry dana będzie szansa wzięcia udziału w tym historycznym meczu "międzygwiezdnym". Znaczy, jeśli będzie więcej chętnych do gry w drużynie po którejkolwiek stronie niż wynosi skład osobowy drużyny piłki nożnej, wówczas grający z tej drużyny będą się co jakiś czas zmieniali, tak że każdy chętny do gry weźmie udział w owym meczu choćby przez krótki okres czasu. (W ten sposób każdy uczestnik tego "międzygwiezdnego" meczu będzie później mógł się pochwalić, że brał w nim osobisty udział. Sugerowane jest też aby każdy uczestnik otrzymał ozdobny "dyplom uczestnictwa" zaproponowany w następnym punkcie - jeśli znajdzie się jakiś uzdolniony ochotnik aby dyplomy takie na Zlot ten przygotować.) (5) W niektórych imprezach sportowych szczególnie istotnych lub wymagających wyjątkowej odwagi (np. przy uczestniczeniu w "bangi jumping"), wszyscy ich uczestnicy otrzymują specjalne ozdobne "dyplomy uczestnictwa" które mogą oni potem oprawić sobie w ramkę i pokazywać znajomym jako ciekawostkę. Niniejszym chciałbym więc zaproponować aby ktoś utalentowany graficznie i obdarzony wysokim poczuciem humoru przygotował z góry i przywiózł na ów Zlot specjalne "dyplomy uczestnictwa" w owej grze (z nadrukiem loga totalizmu lub twarzy UFOludka) w celu ich rozdania wszystkim tym którzy będą uczestniczyli po którejkolwiek ze stron w owym historycznym meczu międzygwiezdnym "Wszewilki-2006". (6) Jeśli któraś z drużyn nie będzie w stanie znaleźć wymaganej liczby chętnych do zagrania po jej stronie, wówczas mecz automatycznie będzie uważany za wygrany przez stronę przeciwną owej drużyny (na zasadzie po angielsku zwanej "walkover").
       Tam gdzie toczy się jakikolwiek mecz, powinna istnieć nagroda dla zwycięzców. Ja osobiście bym proponował, że nagrodą dla drużyny która wygra ów mecz "w samo południe" powinno być prawo owej drużyny do całorocznego użytkowania boiska na Wszewilkach, kiedy tylko drużyna ta zechce. Jeśli więc np. wygra drużyna reprezentująca UFOnautów, UFOnauci uzyskają prawo do organizowania meczy i treningów na owym boisku o każdej porze dnia i nocy przez cały następny rok. Podobnie też byłoby jeśli wygra drużyna miejscowych. Aby zaś symbolicznie uwypuklić owo prawo, drużyna która przegra ów mecz, powinna symbolicznie i komicznie zaraz po jego zakończeniu "złożyć broń" - czyli pozdejmować z siebie koszulki które ubierała podczas meczu, potem zaś "zapaść się pod ziemię" czyli opuścić boisko pozostawiając je we władaniu zwycięskiej drużyny (jeśli przegra drużyna reprezentująca UFOnautów, wówczas może nawet zademonstrować zebranym faktyczne "zapadanie się pod ziemię" - czyli uczynić to co uchwycone zostało na zdjęciu "Fot. 9b" (z Wylatowa) opublikowanym na stronie "kosmici").
       Każdy więc kto lubi grać w piłkę nożną dla przyjemności, lub kto czuje że z jakichkolwiek innych powodów powinien wziąść udział w tym historycznym meczu, jest gorąco do niego zapraszany. Aby w nim uczestniczyć, wystarczy przybyć o godzinie 12 w dniu Zlotu na boisko sportowe Wszewilek, mając ze sobą w plecaku lub torbie koszulkę odpowiedniego koloru. Logo totalizmu do nadrukowania na białych koszulkach można sobie samemu sprowadzić z internetu. (Białe koszulki odpowiedniego rozmiaru z nadrukiem loga totalizmu można też sobie zamówić wcześniej internetowo pisząc email do mpkuo@o2.pl, oraz potem odebrać je od niego tuż przed rozpoczęciem meczu.) Czarne koszulki z nadrukiem zielonych twarzy UFOludków jak wierzę można łatwo nabyć sobie wcześniej w dowolnym sklepiku z tego typu akcesoriami - są one wszakże dosyć popularne wśród dzisiejszej młodzieży. (W razie trudności z ich nabyciem również można zwrócić się w tej sprawie emailowo do mpkuo@o2.pl, a potem odebrać je od niego w dniu meczu.) Oczywiście, jeśli do dnia meczu komuś nie uda się przygotować białej lub czarnej koszulki z odpowiednim nadrukiem ozdobnym, jednak ciągle zechce wziąść udział w tej grze, wówczas całkowicie czarne lub całkowicie białe koszulki (tj. bez nadruków ozdobnych) też będą dopuszczane do udziału. Wszakże głównie chodzi w owych kolorach aby grający nawzajem się rozróżniali podczas gry.
       Pewnym problemem może być zadecydowanie po której stronie zechce się grać w owym meczu. Oczywiście, najlepiej aby w tej sprawie zapytać się własnych przekonań i pogladów. Jeśli np. uważa się że UFOnauci to biedaki którzy potrzebują pomocy i wsparcia od Ziemian, jeśli nam ich szczerze żal że błąkają się po owym wszechświecie jak bezdomne sieroty zaś nikt nie chce ich znać ani wspierać, albo jeśli chce się im dać osobisty przykład jak powinni postępować na Ziemi, wówczas należy wziąść udział w meczu po stronie UFOnautów. Jeśli zaś nasze uczucia grawitują bardziej w kierunku totaliztów, wówczas trzeba grać po ich stronie. Najłatwiejszy wybór jest zaś kiedy po prostu mieszka się we Wszewilkach, Miliczu, lub w relatywnie bliskiej odległości od owych miejscowości. Wówczas po prostu ma się obowiązek patriotycznego wspierania "miejscowych", czyli ma się obowiązek grania po stronie drużyny totaliztów.
       Muszę tutaj się przyznać, że osobiście nieco się obawiam czy będzie wystarczająco dużo chętnych do zagrania w drużynie UFOnautów. Wszakże UFOnauci są jedynie dobrzy kiedy działają z ukrycia. W tym zaś przypadku musieliby wystąpić otwarcie - co jest sprzeczne z ich naturą. Liczę jednak, że UFOnauci potrafią podtrzymać swoją opinię i imię "panów Ziemi" oraz rozwiążą jakoś i ten problem. Jeśli zaś nie, wówczas być może niektórym sympatykom totalizmu stanie się żal owych biednych, niechcianych UFOnautów i zagrają po ich stronie. Jeśli zaś chodzi o grających po stronie totalizmu to nie mam wątpliwości że ci stawią się w ogromnej liczbie. Wszakże oprócz około pół miliona totaliztów istniejących obecnie w Polsce, po stronie totalizmu mają patriotyczny obowiązek wystąpić wszyscy miejscowi piłkarze. Nie wątpię też że honor im nie pozwoli aby zawiedli w tak ważnym momencie historii swych stron rodzinnych.


#12. Gdzie można się zapoznać z najnowszym rozwojem wydarzeń w sprawie Zlotu "Wszewilki-2006":

       Wszelkie nowiny na temat aktualnych wydarzeń we wszystkich sprawach leżących w polu zainteresowań filozofii totalizmu, włączając w to również sprawy Zlotu "Wszewilki-2006", prezentowane są i dyskutowane na bieżąco na tzw. "blogu totalizmu". Tam więc można poznawać najnowszy rozwój wydarzeń w sprawie tego zlotu jak również rozwój wszelkich innych spraw związanych z filozofią totalizmu. Aktualne adresy blogu totalizmu przytaczane są zawsze na stronie internetowej FAQ - częste pytania. W chwili przygotowywania niniejszej strony internetowej ów "blog totalizmu" był dostepny pod adresem totalizm.blox.pl/html (tj. aby go przeglądnąć albo kliknij tu na jego "zielony" adres z linkiem, albo też wpisz adres http://totalizm.blox.pl/html/ w okienko swojej przeglądarki). Odnotuj jednak, że jak wszystkie inne strony i przejawy działalności totalizmu, blog ten w każdej chwili może zostać zasabotażowany. W przypadku zaś zasabotażowania, jego następna lokacja najpierw zostanie uaktualizowana i podana na stronie FAQ - częste pytania.
       Na wypadek zasabotażowania, blog totalizmu posiada również dwie swoje lustrzane kopie (klony). W chwili przygotowywania niniejszej strony kopie te były dostępne pod dwoma następującymi adresami: totalizm.republika.pl, oraz energia.sl.pl/news.
       Dowodem na fakt jak intensywnie ów blog totalizmu jest zwalczany i prześladowany przez UFOnautów, jest liczba anty-totaliztycznych blogów autoryzowanych przez UFOnautów, jakie istnieją na tym samym serwerze co blog totalizmu. W maju 2006 roku, owych anty-totaliztycznych blogów uformowanych i prowadzonych przez UFOnautów, tylko na serwerze "blox.pl" było już ponad 10. Wszystkie one albo podszywały się pod totalizm, mając nawet słowo "totalizm" w swojej nazwie (np. nazywając siebie "totalizm2", "totalizm3", itp.) albo też nielegalnie podszywały się pod moje własne nazwisko (np. nazywając siebie "jan-pajak", "janpajak", "doktorjanpajak", itp.). Wszystkie one też na najróżniejsze sposoby krytykowały, wyszydzały, podważały, oraz opluwały albo totalizm albo też moją osobę. Ów zmasowany atak i prześladowania owych ponad 10-ciu anty-totaliztycznych oraz anty-mnie blogów, zorganizowany został przez UFOnautów tylko po to aby zwalczać ów jedyny blog naprawdę totaliztyczny który ja prowadzę a którego adres podałem powyżej. Oto jak bardzo UFOnauci boją się totalizmu, oraz za jak niebezpieczną ideologię uważają oni tą wysoce moralną filozofię. Ponadto, oto jak potężnymi siłami prześladowczymi UFOnauci dysponują na Ziemi, że potrafią bez trudu zorganizować aż tak zmasowany atak na totalizm i na moją osobę. A pomyśleć że duża proporcja ludzi ciągle nie wierzy że UFOnauci wogóle istnieją i że od samego początka czasów skrycie okupują oni Ziemię (tyle że dawniej nazywano ich "diabłami" a nie "UFOnautami").
       Warto tutaj też dodać, że kiedy około południa czasu polskiego w dniu 5 kwietnia 2006 roku przez około godzinę czasu usiłowałem zaglądnąć do bloga totalizmu, był on właśnie zasabotażowany przez UFOnautów i dla mnie całkowicie niedostępny (aczkolwiek potem się okazało że w tym samym czasie dwie osoby skomentowały jego ostatni wpis). W tym samym czasie wpis #61 do owego bloga, który naniosłem do niego wczesnym ranem czasu polskiego w dniu 4 kwietnia 2006 roku, nie dało się wówczas już odczytać ani pod owym zasabotażowanym głównym adresem bloga, ani pod adresami obu jego klonów (najwyraźniej UFOnauci nie bardzo lubili treść owego mojego wpisu #61). Warto też dodać, że tematyce Zjazdu "Wszewilki-2007" opisywanego na niniejszej stronie internetowej, poświęcony został wpis nr #62 (datowany 9 kwietnia 2006 roku) do owego bloga totalizmu - który także początkowo odmówił pokazania się na obu klonach bloga. Późniejsze analizy wykazały, że cały blog totalizmu został w jakiś sposób trwale zasabotażowany właśnie około 5 kwietnia 2006 roku. Owo zasabotażowanie spowodowało trwały spadek liczby odwiedzin bloga do około 10% poprzedniej liczby tych odwiedzin. Niestety, nie jest jasne jak UFOnauci uzyskali takie efekty (np. czy wprowadzili do oprogramowania bloga jakiś sekretny program który uniemożliwia jego otwarcie wizytującym go po raz pierwszy, czy wydeletowali lub sfałszowali adresy linków odsyłających do tego bloga, czy usunęli ten blog z search engines, czy też dokonali czegoś jeszcze innego?).


#13. Proponuję okresowo powracać na niniejszą stronę w celu sprawdzenia dalszych postępów w organizacji Zlotu "Wszewilki-2006":

       W celu śledzenia jak dalej będzie się rozwijała sprawa organizowania Zlotu "Wszewilki-2006" warto okresowo powracać do niniejszej strony. Z definicji strona ta będzie bowiem podlegała dalszemu udoskonalaniu i poszerzeniom, w miarę jak ewentualny wysiłek ochotników, a także nadchodząca fala ich przyszłych zabiegów organizacyjnych, zdołają wpłynąć na postęp w organizacji tego ZJazdu. Jeśli więc w przyszłości zechcesz czytelniku dowiedzieć się jakie są dalsze losy owego Zjazdu, wówczas odwiedź tą stronę ponownie. Ja bowiem będę systematycznie aktualizował jej zawartość, w miarę jak rozwój sytuacji przysporzy jakichś wydarzeń lub informacji wartych zaraportowania.
       Warto także okresowo sprawdzać blog totalizmu o adresie totalizm.blox.pl/html (z jego lustrzaną kopią dostępną pod adresem totalizm.wordpress.com). Na blogu tym bowiem wiele zdarzeń omawianych na tej stronie naświetlane jest dodatkowymi informacjami spisywanymi w miarę jak zdarzenia te się rozwijają przed naszymi oczami. Ponieważ jednak blog ten jest intensywnie sabotażowany, w przypadku gdyby jednak nie dało się go otworzyć warto sprawdzić co nowego na jego temat wyjaśnione zostało w punkcie #D2 strony FAQ - częste pytania.
       Odnotuj, że czytelnicy mogą sobie załadować do własnego komputera replikę niniejszej strony internetowej (z jej ilustracjami), tak jak to zostało wyjaśnione na stronach FAQ - częste pytania lub replikuj dostępnych przez "Menu 1" i "Menu 2". (Aby sobie załadować tą replikę, wystarczy w "Menu 1" kliknąć na pozycję źródłowa replika tej strony. Odnotuj jednak, iż jeśli po takim kliknięciu replika się sama nie załaduje, to zapewne oznacza że albo na danym serwerze/witrynie replika ta NIE mogła zostać udostępniona zainteresowanym np. z powodu ograniczeń pamięci serwera, albo też że UFOnauci właśnie zasabotażowali możliwość jej sprowadzania. W takim wypadku należy zmienić serwer używając adresów podanych w "Menu 4" lub "Menu 3", a następnie spróbować replikę tą załadować sobie z następnego serwera.)


#14. Jak dzięki stronie "skorowidz.htm" daje się znaleźć totaliztyczne opisy interesujących nas tematów:

       Cały szereg tematów równie interesujących jak te z niniejszej strony, też omówionych zostało pod kątem unikalnym dla filozofii totalizmu. Wszystkie owe pokrewne tematy można odnaleźć i wywoływać za pośrednictwem skorowidza specjalnie przygotowanego aby ułatwiać ich odnajdowanie. Nazwa "skorowidz" oznacza wykaz, zwykle podawany na końcu książek, który pozwala na szybkie odnalezienie interesującego nas opisu czy tematu. Moje strony internetowe też mają taki właśnie "skorowidz" - tyle że dodatkowo zaopatrzony w zielone linki które po kliknięciu na nie myszą natychmiast otwierają stronę z tematem jaki kogoś interesuje. Skorowidz ten znajduje się na stronie o nazwie skorowidz.htm. Można go też wywołać z "organizującej" części "Menu 1" każdej totaliztycznej strony. Radzę aby do niego zaglądnąć i zacząć z niego systematycznie korzystać - wszakże przybliża on setki totaliztycznych tematów które mogą zainteresować każdego.


#15. Emaile i dane kontaktowe autora tej strony:

       Aktualne adresy emailowe autora tej strony, tj. oficjalnie dra inż. Jana Pająka, zaś kurtuazyjnie Prof. dra inż. Jana Pająka, pod jakie można wysyłać ewentualne uwagi, zapytania, lub odpowiedzi na zadane tu pytania, podane są na stronie internetowej o mnie (dr inż. Jan Pająk). Tam również dostępne są pozostałe powszechnie używane dane kontaktowe do autora tej strony.
       Prawo autora do używania kurtuazyjnego tytułu "Profesor" wynika ze zwyczaju iż "z profesorami jest jak z generałami", znaczy raz profesor, zawsze już profesor. Z kolei w swojej karierze naukowej autor tej strony był profesorem aż na 4-ch odmiennych uniwersytetach, tj. na 3-ch z nich był tzw. "Associate Professor" w hierarchii uczelnianej bazowanej na angielskim systemie uczelnianym (w okresie od 1 września 1992 roku, do 31 października 1998 roku) - który to Zachodni tytuł stanowi odpowiednik "profesora nadzwyczajnego" na polskich uczelniach. Z kolei na jednym uniwersytecie autor był (Full) "Professor" (od 1 marca 2007 roku do 31 grudnia 2007 roku - tj. na ostatnim miejscu pracy z naukowej kariery autora) który to tytuł jest odpowiednikiem pełnego "profesora zwyczajnego" z polskich uczelni.
       Proszę też odnotować, że z powodu mojego chronicznego deficytu czasu, ja bardzo niechętnie odpowiadam na emaile, które zawierają TYLKO wykonawczo czasochłonne prośby, jednocześnie zaś dokumentują zupełną ignorancję ich autora w tematyce którą ja badam.


#17. Copyrights © 2013 by Dr Jan Pająk:

       Copyrights © 2013 by Dr Jan Pająk. Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejsza strona stanowi raport z wyników badań jej autora - tyle że napisany jest on popularnym językiem (aby mógł być zrozumiany również przez czytelników o nienaukowej orientacji). Idee zaprezentowane na tej stronie są unikalne dla badań autora i dlatego w tym samym ujęciu co na tej stronie (oraz co w innych opracowaniach autora) idee te uprzednio NIE były jeszcze publikowane przez żadnego innego badacza. Jako taka, strona ta prezentuje idee które stanowią intelektualną własność jej autora. Dlatego jej treść podlega tym samym prawom intelektualnej własności jak każde inne opracowanie naukowe. Szczególnie jej autor zastrzega dla siebie intelektualną własność odkryć naukowych i wynalazków opisanych na tej stronie. Zastrzega więc sobie, aby podczas powtarzania w innych opracowaniach jakiejkolwiek idei zaprezentowanej na niniejszej stronie (tj. jakiejkolwiek teorii, zasady, dedukcji, intepretacji, urządzenia, dowodu, itp.), powtarzająca osoba oddała pełny kredyt autorowi tej strony, poprzez wyraźne wyjaśnienie iż autorem danej idei i/lub badań jest Dr Jan Pająk, poprzez wskazanie internetowego adresu niniejszej strony pod którym idea ta i strona oryginalnie były opublikowane, oraz poprzez podanie daty najnowszego aktualizowania tej strony (tj. daty wskazywanej poniżej).
* * *
If you prefer to read in English
click on the flag

(Jeśli preferujesz język angielski
kliknij na poniższą flagę)



Data założenia tej strony internetowej: 21 kwietnia 2006 roku.
Data jej najnowszego aktualizowania: 7 stycznia 2013 roku
(Sprawdź w adresach z Menu 4 czy istnieje już nowsza aktualizacja)