Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Absolwenci Politechniki Wrocławskiej (Polska)
Wydział Mechaniczny, rocznik 1970
(2-języcznie, po angielsku For English version click on this flag i polsku Dla polskiej wersji kliknij na ta flage)
Zaktualizowano:
17 lutego 2017 roku

Najnowsza aktualizacja: udoskonalenie #F1(3)

Menu 1:

(Wybór języka:)



(Organizujące:)

Strona główna

Skorowidz

Menu 2

Menu 4

FAQ

Broszurki [11]



(Na tej witrynie po polsku:)

Nasz rok

Nasz rok w PDF

Źródłowa replika tej strony

Broszurki [11]

Nasza uczelnia

Objaśnienia



(Here, in English:)

English our year

Our year in PDF

Brochures [11]



Menu 2:

(Biografie poszczególnych kolegów z roku:)

Stanisław Banerski (Bania)

Zdzisław Bańkowski

Edward Barzycki

Wiesław Bereś

Zbigniew Bieńkowski

Roman Boesche

Andrzej Boguski

Janusz Bondyra

Bożena Brzozowska

Józef Chabiński

Halina (Chlebosz) Szaro

Krzysztof Chodacki

Józef Choroba

Mieczysław Cisło

Jan Ciejka

Bernard Dudek

Edward Dzidowki

Janusz Dziuk

Waldemar Dziurzyński

Tadeusz Dzułyński

Jan Filar

Zbigniew Bieńkowski

Waldemar Garbarczyk

Andrzej Golenko

Henryk Górgól

Witold Grygowicz

Marian Grzegorek

Adam Grzeszczuk

Roman Hajów

Bogdan Hełka

Jerzy Hołdyk

Witold Imiołczyk

Wieslaw Jabłoński

Edward Jakubiszyn

Ryszard Janicki

Krzysztof Janik

Jacek Jantura

Jerzy Jędrzejowski

Stanisław Kaczmarczyk

Wiesław Kamiński

Jerzy Kapelusz

Władysław Kapusta

Jerzy Kawecki

Jan Kolenda

Aleksander Komorowski

Fryderyk Koryciarz

Zygmunt Koszyczarek

Andrzej Kowalczyk

Janusz Krassowski

Andrzej Kruszyna

Jan Krystian

Marian Kucharczyk

Janusz Kwasecki

Tadeusz Łosik

Ryszard Łukasiewicz

Stanisław Masły

Czesław Medyński

Stanisław Mendelowski

Kazimierz Miernicki

Jerzy Michalak

Mieczysław Michalczuk

Leszek Mozyrko

Janusz Mstowski

Romuald Niedziela

Borysław Niemcewicz

Aleksander Nowak

Janusz Dziuk

Jan Pająk

Zbigniew Pasławski

Andrzej Patocki

Tadeusz Patycki

Wiktor Piechociński

Józef Pielorz

Maria (Pogost) Fox

Mirosław Płucisz

Chrystian Prorok

Stanisław Przeworek

Witold Przybyszewski

Marek Przygodzki

Grażyna Rataj

Janusz Rudy

Maciej Rusin

Janusz Rutański

Zbigniew Sadowski

Bogdan Ściszek

Jan Stańczyk

Jan Stefaniuk

Waldemar Świątkowski

Jerzy Szczerbina

Mieczysław Szeremeta

Janusz Szymkowski

Grzegorz Średziński

Wiesław Światoniewski

Marek Wachałowicz

Witold Wacowski

Zenon Wartanowicz

Jerzy Winnicki

Tadeusz Wolski

Julian Zając

Jan Zakrzewski

Andrzej Zbyryt

Andrzej Zielniewicz

Wojciech Złotkowski

Mieczysław Zwoliński





Menu 3: (Alternatywne adresy tej strony:)

(Na płatnych serwerach:)

totalizm.pl

energia.sl.pl

totalizm.com.pl

pajak.org.nz

(Na darmowym hostingu z FTP:)

soul.frihost.org

telekinesis.esy.es

geocities.ws/immortality

(Starsze wersje - rzadko aktualizowane:)

1970r.webs.com


Witam na stronie internetowej absolwentów rocznika 1970 Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej. Intencją tej strony jest stworzenie informatycznego "mostu" który ponownie połączy nas wszystkich, na przekór fizycznego dystansu i czasu jaki stara się nas rozdzielić. Jaka taka, strona ta prezentuje wszystko to co nas łączy, czyli wspólne aspekty naszych losów, dążeń i celów. Dostarcza też ona podstawowych danych kontaktowych które umożliwiają nam wzajemne informowanie się o tym co najważniejsze, oraz podejmowanie wspólnych przedsięwzięć (np. takich jak nasze "zjazdy" opisywane w "części #B" tej strony, w tym miniony zjazd z maja 2015 roku - patrz punkt #B6 poniżej).
Tych czytelników, których interesuje tematyka niniejszej strony, zachęcam także do oglądnięcia na www.youtube.com około 35 minutowego filmu zatytułowanego "Dr Jan Pająk portfolio". Film ten jest dostępny po polsku, in English, oraz auf Deutsch. Ilustruje on bowiem i animuje m.in. tematy opisywane na niniejszej stronie, w tym pokazuje i objaśnia związane z tą stroną zdjęcia. Szersze opisy i adresy tego doskonale zaprojektowanego i wykonanego filmu HD i HQ są podane w innych moich stronach internetowych, np. w punkcie #J9 strony o nazwie totalizm_pl.htm, czy w punkcie #L5 strony o nazwie pajak_jan.htm.


Część #A: Informacje wprowadzające tej strony:

      

#A1. Zamiast wstępu:

       Koledzy i koleżanki. Jak to zwykle w życiu bywa, w miarę jak czas upływa, pogłębia się dystans pomiędzy nami. Czas aby temu zaradzić. Najlepszym zaś moim zdaniem sposobem ponownego zacieśnienia wzajemnej więzi, jest przygotowanie strony internetowej naszego roku. Niniejsza strona jest pierwszym krokiem w kierunku urzeczywistnienia tego zamiaru. (Zasady jej zapisu wyjaśnione zostały na końcu - po wykazie uczestników naszego roku.)
* * *
       Chociaż życie każdego z nas może wyglądać "codziennie", faktycznie to reprezentujemy sobą ponad 6000 lat ludzkiej historii. Wszakże urodziliśmy się około 60 lat temu, jest nas zaś razem ponad 100. Niniejsza strona jest więc nie tylko naszym osobistym linkiem, oraz ciekawostką dla naszych najbliższych i znajomych, ale także odzwierciedleniem codziennej historii ostatniego półwiecza naszej planety. Ma ona więc nie tylko znaczenie uczuciowe i osobiste, ale także historycze i naukowe. Być może że w przyszłosci stanie się ona przedmiotem naukowych studiów oraz wzorcem dla innych. Wszakże pokazuje losy znacznej grupy ludzi, których połączyło braterstwo wspólnego ponoszenia bardzo trudnych studiów przez okres 6 lat.
* * *
       Po ogromnie trudnym egaminie wstępnym, w którym około 12 kandydatów starało się o każde miejsce na naszym roku, w dniu 1 października 1964 roku zaczynaliśmy naukę na ówczesnym 1 roku Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej zlokalizowanej w pięknym mieście Wrocławiu. Większość z nas miała wówczas tylko 18 lat. Na początku było nas około 360. Z liczby tej do czasu ukończenia studiów wykruszyła się znaczna większość, tak że ukończyliśmy studia w liczbie 106. Poniżej w "części #D" przytoczony jest wykaz absolwentów naszego roku, oraz zgrubnie opisane losy tych z nas co zechcieli wzbogacić tą stronę. Z kolei szczegółowsze opisy, a także zdjęcia ukazujące obecny wygląd niektórych z nas, zobaczyć można po kliknięciu na nazwisko danego kolegi lub danej koleżanki z roku. (Zauważ jednak, że tylko koledzy i koleżanki którzy w "Menu 2" oznaczeni zostali białymi napisami, dostarczyli dotychczas swoje zdjęcia do wystawienia na ich osobistych stronach z notkami autobiograficznymi.)


#A2. Niniejsza strona jest rodzajem unikatu na skalę światową:

       Z tzw. "feedback" jaki otrzymuję w sprawie niniejszej strony internetowej absolwentów Politechniki Wrocławskiej naszego rocznika 1970 (tj. rocznika osób urodzonych NIE później niż w 1946 roku), wynika ze strona ta jest rodzajem unikatu na skalę światową. Chodzi bowiem o to, że ciągle należymy do generacji ludzi ktorzy jeszcze NIE polubili komputerów. Wszakże komputery wcale nie były popularne w czasach naszej edukacji. Z kolei modne obecnie słowo "informatyka" wcale NIE było wówczas jeszcze w powszechnym użyciu i rzadko kto wiedział wtedy co ono oznacza. Stąd wśród naszej generacji zdarza się ogromnie rzadko że ktoś zna programowanie na tyle dobrze, aby zaprogramować stronę internetową swojego rocznika absolwentów, zaś nawet jeśli zna programowanie - zwykle jest zbyt zajęty robieniem majątku aby jeszcze tracić cenny czas na zakładanie strony internetowej dla swoich kolegów uczelnianych lub ze szkoły średniej. Stąd ani nasz rocznik, ani roczniki nas poprzedzające, niemal nigdy NIE mają swoich stron internetowych - i tak dzieje się praktycznie na całym świecie. Nic dziwnego że strona naszego rocznika ma relatywnie dużo czytelników. Oczywiscie, to także oznacza, że wszystkie osoby opisane i pokazane na stronie naszego rocznika absolwentów, pomału nabierają światowego rozgłosu!
       Jeśli czytelnik NIE wierzy w to moje przypadkowe odkrycie że ta strona internetowa jest rodzajem unikatu na skalę światową, wówczas niniejszym rzucam mu wyzwanie aby udowodnił że się mylę i wskazał mi adres jakiejś innej strony internetowej naszego rocznika absolwentów, tj. absolwentów jakiejś uczelni urodzonych nie później niż w 1946 roku.


Część #B: Zjazdy naszego roku:

      

#B1. I Zjazd z 1980 roku:

       Pierwszy zjazd naszego roku odbył się w 10 lat po ukończeniu przez nas uczelni. Miał on miejsce na samej Politechnice Wrocławskiej, dnia 27 września 1980 roku.


#B1.1. Nasze grupowe zdjęcie zjazdu z 27 września 1980 roku:

       Nasz młodzieńczy wygląd, a także nasze najbardziej ostatnio zdobyte zdjęcia grupowe z dawnych lat, zaprezentowane zostały na dawnych zdjęciach zestawionych na odrębnej stronie o nazwie pw.htm - Nasz Rok. Aby przenieść się na tamtą stronę wystarczy kliknąć na niniejszy zielony link albo też uruchomić ją z "Menu 1". Aby jednak przypomnieć tutaj jak wyglądaliśmy podczas pierwszego zjazdu naszego roku jaki odbył się w 1980 roku, poniżej przytaczam nasze zdjęcie grupowe z tamtego zjazdu nr 1 (owo zdjęcie też jest przytoczone i omówione na stronie pw.htm - Nasz Rok).

Zdjęcie 1 (N1 z [10]) - courtesy Andrzej Kruszyna: Oto spora proporcja uczestników naszego roku podczas pierwszego zjazdu z 1980 roku. Jak młodo i optymistycznie wówczas wyglądaliśmy. Ponieważ zdjęcie to wymaga opisania, postanowiłem wytężyć swoją dosyć już zaśniedziałą pamięć i przyporządkować nazwiska do poszczególnych twarzy. Aby ułatwić innym sprawdzanie i aktualizowanie tego mojego niezbyt udanego opisu, każdej osobie z tego zdjęcia przyporządkowałem numer w kolejności pisma (tj. lewa do prawej, rząd za rzędem). Na odrębnym zdjęciu o nazwie "kto jest kto" pokazane jest przyporządkowanie numerów do poszczególnych twarzy. Warto tu też dodać, że niniejsze zdjęcie było wykonane w aż dwóch wersjach (powyżej pokazałem tylko pierwszą z tych wersji, jednak już w następnym paragrafie są podane zielone linki do obu z nich). Jeśli więc np. na jednej z jego wersji NIE odpowiada Ci utrwałony tam czyjś grymas lub wyraz twarzy, lub przeszkadza jakiś istniejący tem "feler" (wada) samego zdjęcia, wówczas wydrukuj sobie, lub oglądnij, jego drugą wersję.

Jeśli zechcesz wydrukować sobie niniejsze zdjęcie, lub tak je powiększyć aby każda twarz wyglądała jak na zdjęciach paszportowych - wówczas zwyczajnie kliknij na nie, albo kliknij na następujące (zielone) linki jakie udostępnią ci kopie obu wersji tego zdjęcia zeskanowane w profesjonalnej rozdzielczości 1200 DPI: www.pajak.org.nz/1970/kruszyna_andrzej/zjazd_1980_1_1200dpi.jpg lub www.pajak.org.nz/1970/kruszyna_andrzej/zjazd_1980_2_1200dpi.jpg. Odnotuj jednak, że jeśli załadowałeś tę stronę z adresu oznaczanego "starsze wersje", wówczas z powodu ograniczeń pamięci owe wysoko-rozdzielcze kopie tego zdjęcia NIE są tam dostępne.

(Apeluję tutaj do wszystkich kolegów i koleżanek o sprawdzenie i skorygowanie ewentualnych pomyłek w przyporządkowaniu nazwisk do twarzy. Dla ułatwienia poprawek, proszę nazwiska przesyłać razem z numerami jakie im zostały przyporządkowane, lub z nazwiskami sąsiadów jacy stoją najbliżej nich.) Oto nasze zdjęcie, pod nim zaś wykaz osób które wspólnym wysiłkiem zdołaliśmy dotychczas zidentyfikować:

Zdjecie 1/1

Pokazani na zdjęciu są: 1. Jan Krystian, 2. Bożena Brzozowska, 3. Andrzej Boguski, 4. Kazimierz Miernicki, 5. Borysław Niemcewicz, 6. Julian Zając, 7. Leszek Mozyrko, 8. Maria Pogost (Mara Fox), 9. Krzysztof Chodacki, 10. Bogdan Hełka, 11. Tadeusz Łosik, 12. Jan Chodacki, 13. Tadeusz Wolski, 14. Prof. Pieczonka. 15. Andrzej Golenko (tj. stojący na skraju po prawej stronie, poniżej ma Wieśka Jabłońskiego, powyżej - prof. Pieczonkę), 16. Janusz Rudy (za Prof. Zakrzewskim w białej marynarce), 17. Jan Ciejka, 18. Marek Przygodzki - milimeter, 19. Andrzej Patocki, 20. Jerzy Szczerbina, 21. Janusz Bondyra, 22. Stanisław Bania (Banerski), 23. Janusz Krassowski, 24. Grzegorz Średziński, 25. Ryszard Łukasiewicz, 26. Romuald Niedziela, 27. Wieslaw Bereś, 28. Ś.P. Bernard Dudek, 29. Wiesław Jabłoński, 30. Opiekun naszego roku, Prof. Jan Zakrzewski, 31. Andrzej Kruszyna, 32. Fryderyk Koryciarz, 33. Czesław Medyński, 34. Stanisław Przeworek, 35. Józef Chabiński, 36. Józef Pielorz, 37. Mieczysław Cisło, 38. Stanisław Kaczmarczyk, 39. Chrystian Prorok - ten stojący za (48), 40. Janusz Szymkowski, 41. Jan Stańczyk, 42. Grażyna Rataj, 43. nasz ówczesny dziekan, Prof. Hawrylak, 44. Halina Chlebosz, 45. Jan Pająk, 46. Edward Barzycki, 47. córeczka Marka Wachałowicza, 48. Marek Wachałowicz.
* * *
Uwaga: aby przypomnieć sobie "kto jest kto" na powyższym zdjęciu, wystarczy kliknąć na poniższy guzik
lub kliknąć na (zielony i podkreślony) link do zdjęcia "zjazd_1980_kto_jest_kto.jpg" - co spowoduje pojawienie się odrębnego zdjęcia, które zawiera już numery z podpisu ponanoszone na poszczególne osoby ze zdjęcia.
* * *
       Zauważ że można zobaczyć powiększenie danej fotografii z niniejszej strony internetowej. W tym celu wystarczy zwykle kliknąć na tą fotografie. Ponadto wiekszość tzw. browserow ktore obecnie są w użyciu, włączając w to populany "Internet Explorer", pozwala na załadowanie każdej ilustracji do swojego własnego komputera, gdzie można jej się do woli przyglądać, gdzie daje się ją zredukować lub powiększyć, a także gdzie ją można wydrukować za pomocą posiadanego przez siebie software graficznego.
       Jeśli ktoś życzy sobie przesunąć jakąś ilustrację (tj. dowolną fotografię lub rysunek) - znaczy jeśli zechce przemieścić tą ilustrację w inne miejsce ekranu z którego właśnie ten ktoś czyta jej opis, a jednocześnie jeśli ów ktoś zechce pomniejszyć lub skonfigurować odrębne okienko w którym ilustracja ta się ukaże, wówczas powinieneś uczynić co następuje: (1) spowodować pojawienie się tej fotografii w odrębnym (nowym) okienku, poprzez albo kliknięcie na nią, albo poprzez kliknięcie na następujący (zielony) guzik linku
(2) jeśli czytelnik kliknął na samo zdjęcie - upewnić się że to nowe okienko jest przełączone na możliwość jego przekonfigurowywania i przemieszczania (w tym celu należy rzuć okiem na środkowy kwadracik z owych trzech kwadracików obecnych w jego prawym górnym rogu - kwadracik ten powinien zawierać w sobie obraz tylko jednego ekraniku, jeśli więc widnieją tam aż dwa ekraniki wówczas trzeba na nie kliknąć tak aby zmienić je w jeden ekranik), (3) zmniejszyć wymiary tego odmiennego okienka (z danym zdjęciem lub rysunkiem) poprzez "złapanie" myszą jego prawego-dolnego narożnika i przesunięcie tego narożnika w górę-lewo aby otrzymać rozmiar tego odrębnego okienka jaki sobie życzymy mieć (odnotuj że kiedy raz zmniejszymy rozmiar pierwszej takiej ilustracji, wówczas wszelkie następne kliknięte ilustracje pojawią się już w owych zmniejszonych rozmiarach - chyba że je ponownie powiększymy w taki sam sposób), a następnie (4) przemieść to odmienne okienko z ilustracją w miejsce strony internetowej w którym zechcemy je oglądać. (Aby je przemieścić należy złapać je myszą za ten niebieski pasek na jego górnej krawędzi). Odnotuj też, że jeśli przesuniemy (suwakiem) tekst danej strony kiedy go czytamy, wówczas owo nowe odrębne okienko z dodatkowym rysunkiem nagle zniknie. Aby je ponownie przywrócić w nowe położenie strony musimy kliknąć na jego "ikonkę" (nazwę) istniejącą w najniższej części ekranu.


#B2. II Zjazd z września 1995 roku z okazji 50-lecia Politechniki Wrocławskiej:

       Drugi z kolei zdjazd naszego roku odbył się we wrześniu 1995 roku, w 25 rocznicę ukończenia przez nas uczelni, a jednocześnie z okazji 50-lecia Politechniki Wrocławskiej. Zdjęcie grupowe z owego drugiego zjazdu dostarczone zostało przez Andrzeja Kruszyna i pokazane jest poniżej jako "zdjęcie 2":

Zdjecie 2.

Zdjęcie 2 (courtesy Andrzej Kruszyna). Uczestnicy drugiego zjazdu absolwentów rocznika 1970 Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej.
Oto wykaz osób ze zdjęcia:
[pierwszy rząd] - najbliższy obiektywu aparatu: (1-1) Janusz Szymkowski, (1-2) Edward Jakubiszyn, (1-3) Bożena Brzozowska (Ciałkowska), (1-4) Prof. Jan Koh, (1-5) Andrzej Boguski?, (1-6) Janusz Bondyra, (1-7) Stanisław Bania (Banerski).
[drugi rząd] - najbliższy wejścia do starego budynku I-24: (2-1) Kazimierz Miernicki, (2-2) Andrzej Kruszyna, (2-3) Czesław Medyński, (2-4) dr inż Henryk Chrostowski.


#B3. III Zjazd, 22-23 maja 2010 roku, z okazji 40-lecia ukończenia Politechniki Wrocławskiej:

       Trzeci zjazd naszego rocznika odbył się w sobotę i niedzielę, 22 i 23 maja 2010 roku, czyli w 40 lat po ukończeniu przez nas uczelni. Komunikat owego zjazdu przytoczony jest poniżej.


#B3.1. Sprawozdanie ze zjazdu w 2010 roku:

III ZJAZD ABSOLWENTÓW WYDZIAŁU MECHANICZNEGO 1970. POLTECHNIKI WROCŁAWSKIEJ.
Duszniki-Zdrój 22 i 23 maja 2010 roku.
Propozycję zorganizowania III zjazdu absolwentów wydziału mechanicznego 1970 roku Politechniki Wrocławskiej, zaproponował jeden z naszych kolegów Aleksander Komorowski. Propozycja została opublikowana na stronie internetowej wraz ze wstępnym programem zjazdu. Zaraz po opublikowaniu propozycji rozpoczął się okres poszukiwania kontaktów z koleżankami i kolegami. Bardzo przydatna okazała się strona opracowana przez naszego kolegę Jana Pająka mieszkającego aktualnie w Nowej Zelandii, zawierająca numery telefonów oraz adresy e-mailowe.

Przyznać trzeba, że aktywnymi podczas poszukiwania kontaktów okazali się: Maria Pogost (Mara Fox) mieszkająca w USA, Jan Kolenda mieszkający w Wałbrzychu, Grzegorz Średziński mieszkający w Dusznikach-Zdroju, Andrzej Kruszyna mieszkający w Radomiu oraz pomysłodawca zorganizowania zjazdu Aleksander Komorowski mieszkający w Jastrzębiu-Zdroju. Po wstępnej akceptacji zorganizowania zjazdu przez koleżanki i kolegów utworzył się komitet organizacyjny (czytaj samozwańczy komitet organizacyjny) w którego skład weszli: Grzegorz Średziński, Jan Kolenda, Zdzisław Bańkowski oraz Aleksander Komorowski.

Po ustaleniu wszystkich szczegółów zjazdu rozesłano zaproszenia do potencjalnych uczestników zjazdu. Wydawało się w pewnym momencie, że w zjeździe może zabraknąć koleżanki i kolegów mieszkających w USA i Kanadzie z powodu długotrwałej erupcji przez jeden z wulkanów w Islandii, kolejną przeszkodą była powódź która nawiedziła południowo-zachodnią część Polski. Jednak więzi jakie zawiązały się w okresie studiów okazały się silniejsze. W zjeździe uczestniczyło 50 osób. Zabrakło Stanisława Dzidowskiego któremu powódź we Wrocławiu zagrażała mieszkaniu.

Program zjazdu przedstawiał się następująco:

Sobota, 22.05.2010 roku:
12,00 - 15,00 * przyjazd uczestników zjazdu, powitanie przybyłych uczestników, zakwaterowanie uczestników w hotelu.
15,15 * zbiórka chętnych uczestników III zjazdu i wyjazd autokarem na mszę św. w intencji uczestników zjazdu i zmarłych kolegów.
17,30 * rozpoczęcie III zjazdu „Duszniki-Zdrój 2010”.
19,00 * wykonanie wspólnego zdjęcia wszystkich uczestników zjazdu.
20,00 * rozpoczęcie bankietu.

Niedziela 23.05.2010 roku:
9,00 - 10,00 * wspólne śniadanie, wręczenie okolicznościowych dyplomów, dyskusja, podjęcie wspólnych wniosków przez uczestników zjazdu,
10,00 - 14,00 * spotkania w podgrupach, strzelanie na strzelnicy.
14,00 * wspólny obiad, zakończenie zjazdu.

Rozpoznanie przybywających koleżanek i kolegów oraz zaproszonych gości było bardzo zabawne i wesołe, bowiem czasami po przywitaniu mieliśmy problem kto to jest, bo witający zasłaniali przypięte identyfikatory, które wręczały przybywającym dwie przemiłe wnuczki Grzegorza Średzińskiego. Każdy otrzymał ponadto program zjazdu oraz wykaz uczestników zjazdu z numerem pokoju oraz telefonu.

Około godziny 15,00 prawie w komplecie pojechaliśmy podstawionym autokarem do centrum Dusznik na mszę świętą w intencji uczestników zjazdu oraz zmarłych kolegów. Przyznać należy, że msza była odprawiana przez młodego kapłana a kazanie wyjątkowo trafnie skierowana do nas. Po mszy wykonaliśmy zdjęcia grupy uczestniczącej we mszy św. przed ołtarzem. Następnie autokarem udaliśmy się do hotelu gdzie niezwłocznie rozpoczęło się uroczyste rozpoczęcie zjazdu. Na początku każda koleżanka i osoba towarzysząca płci pięknej otrzymała czerwoną różę.

Słowo wstępne skierował do uczestników gospodarz zjazdu Grzegorz Średziński oraz inicjator zjazdu Aleksander Komorowski. Następnie Ryszard Łukasiewicz odczytał przesłanie Jana Pająka z Nowej Zelandii do uczestników zjazdu. Jego treść została wysłuchana ze wzruszeniem. Potem każdemu z absolwentów głos udzielał Zdzisław Bańkowski. Poszczególne wypowiedzi miały trwać 1 minutę i w ciągu tego czasu należało opisać okres ostatnich 40-tu lat. Było to zadanie trudne ale nie niemożliwe dla absolwentów naszego rocznika. Często gospodarz zjazdu dyscyplinował gadatliwych kolegów dzwonkiem.

Zaraz po godzinie19,00 zjawił się zamówiony fotograf który wykonał nam zbiorowe zdjęcie, a po upływie kolejnych dwóch godzin każdy z nas miał w rękach gotowe zdjęcie.

O godzinie 20,00 po przygotowaniu sali oraz zespołu muzycznego, rozpoczął się bankiet. Bankiet przebiegał na luzie. Często przypominając wydarzenia jakie miały miejsce w okresie studiów tj. latach 1964-1970. Kolega Aleksander Komorowski odczytał treść przyrzeczeń uczestników III zjazdu „Duszniki-Zdrój 2010” które zebrani zaakceptowali, a mianowicie:
Czy przyrzekacie:
• conajmniej raz w roku wspominać mile spędzone chwile na tym spotkaniu – przyrzekamy,
• przyjeżdżać na następne spotkania, jeżeli zdrowie dopisze i fundusze będą wystarczające – przyrzekamy,
• utrzymywać kontakty między koleżankami i kolegami obecnymi na tym spotkaniu – przyrzekamy,
• czynić starania, aby nawiązać kontakty z koleżankami i kolegami nieobecnymi na tym spotkaniu i spowodować aby wzbogacili grono następnych spotkań – przyrzekamy,
• mile wspominać ciekawe i w miarę prawdziwe chwile z okresu studiów i przekazywać je innym – przyrzekamy.

Trzeba zaznaczyć, że przebieg bankietu był urozmaicany występami kolegów, szczególnie należy wymienić solowy śpiew Janusza Rutańskiego oraz Jerzego Szczerbiny, który akompaniując na akordeonie śpiewał. Wszyscy uczestnicy otrzymali śpiewniki wydane przez Politechnikę Wrocławską, które ułatwiały wspólne śpiewy oraz okolicznościowe znaczki wydane przez politechnikę. Wspólny bal zakończył się ok. godziny 3,00, a niekiedy w podgrupach trwał do białego rana. Po krótkim odpoczynku trwającym od 3 do 6 godzin odbyło się wspólne śniadanie na którym organizatorzy wręczyli pamiątkowe dyplomy każdemu z absolwentów.

Pod koniec śniadania Aleksander Komorowski podziękował wszystkim aktorom (uczestnikom) zjazdu, za zaufanie jakim obdarzyli organizatorów ze szczególnym podziękowaniem dla Marii Pogost, Janusza Rutańskiego oraz Jerzego Szczerbiny.

Wręczył w imieniu uczestników zjazdu podziękowanie za przygotowanie zjazdu: gospodarzowi spotkania Grzegorzowi Średzińskiemu, skarbnikowi Janowi Kolendzie oraz Zdzisławowi Bańkowskiemu.

Pod koniec śniadania rozpoczęła się dyskusja o kończącym się zjeździe oraz o planach zorganizowania następnych zjazdów, bowiem w okresie minionych 40 - tu lat odbyło się zaledwie trzy ( 1980 r, 1995 r, i obecny 2010 r. !!!!!!!!. Ustalono następny zjazd w maju 2012 roku, sugerując aby obecni organizatorzy przystąpili do organizacji pod koniec 2011 roku.

Dodatkowo uczestnicy zjazdu otrzymali ufundowane przez Burmistrza Dusznik naszego kolegę Grzegorza Średzińskiego, materiały promujące miasto w którym odbywaliśmy III zjazd. Do wspólnego obiadu o godzinie 14,00 trwały spacery, strzelanie na pobliskiej strzelnicy oraz dyskusje w małych grupach dotyczące szczególnie wspomnień z okresu studiów bądź okresu po studiach. Odnotować należy, że obecność zaproszonych gości znacząco wpłynęła na przebieg zjazdu.

Miło było słuchać, że organizatorzy zjazdu zorganizowali tak miłą atmosferę, program. Takie słowa wypowiadane przez poszczególne osoby są nagrodą dla organizatorów tego zjazdu i mobilizujące dla przyszłych organizatorów następnych zjazdów. Podczas zjazdu organizatorzy udostępnili okolicznościową pieczęć, którą można było oznakować otrzymane pamiątki.

Do zobaczenia na IV zjeździe w maju 2012 roku.

Uczestnik zjazdu AGK

Ewentualne uwagi, sprostowania można przesłać na adres e-mail agk13@onet.pl


#B3.2. Zdjęcie zbiorowe uczestników 3-go zjazdu w 2010 roku:

Zdjecie 3.

Zdjęcie 3 (courtesy Aleksander Komorowski). Zbiorowe zdjęcie uczestników III zjazdu absolwentów Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej 1970. Duszniki-Zdrój 22 i 23 maja 2010 roku.
Pokazani na zdjęciu: 1. Edward Barzycki, 2. Ryszard Kaczmarski – gość zjazdu, 3. Osoba towarzysząca Ryszardowi Kaczmarskiemu, 4. Maria Pogost (Mara Fox), 5. Osoba towarzysząca Stanisławowi Mendelowskiemu, 6. Stanisław Mendelowski, 7. Osoba towarzysząca Józefowi Chabińskiemu, 8. Józef Chabiński, 9. Aleksander Komorowski, 10. Osoba towarzysząca Ryszardowi Łukasiewiczowi, 11. Janusz Mstowski, 12. Bożena Ciałkowska (Brzozowska), 13. Zdzisław Bańkowski, 14. Halina Szaro (Chlebosz), 15. Józef Choroba, 16. Ś.P. Bernard Dudek, 17. Stanisław Kaczmarczyk, 18. Janusz Krassowski, 19. Stanisław Banerski (Bania), 20. Ś.P. Kazimierz Grzelak, 21. Maciej Rusin, 22. Kazimierz Miernicki, 23. Ryszard Łukasiewicz, 24. Henryk Górgól, 25. Waldemar Dziurzyński, 26. Jerzy Hołdyk, 27. Wiesław Jabłoński, 28. Janusz Kwasecki, 29. Andrzej Patocki, 30. Osoba towarzysząca Romanowi Sperzyńskiemu, 31. Ś.P. Roman Sperzyński, 32. Janusz Rutański, 33. Andrzej Golenko, 34. Mieczysław Pytel - gość zjazdu, 35. Żona Józefa Pielorza, 36. Józef Pielorz, 37. Janusz Szymkowski, 38. Jan Kolenda, 39. Jerzy Szczerbina, 40. Czesław Medyński, 41. Krzysztof Janik, 42. Jan Zakrzewski, 43. Bogdan Hełka, 44. Grzegorz Średziński, 45. Marek Przygodzki, 46. Mieczysław Cisło, 47. Janusz Dziuk, 48. Tadeusz Łosik, 49. Żona Janusza Bondyry, 50. Janusz Bondyra.
* * *
Uwaga: aby przypomnieć sobie "kto jest kto" na powyższym zdjęciu, wystarczy kliknąć na poniższy guzik
lub kliknąć na (zielony i podkreślony) link do zdjęcia "zjazd_2010_kto_jest_kto.jpg" - co spowoduje pojawienie się odrębneg zdjęcia które zawiera już numery z podpisu ponanoszone na poszczególne osoby ze zdjęcia. Powyższe zdjęcie jest udostępniane w aż tak dużej rozdzielczości (tj. zajmującej około 7 MB), że twarz każdego uczestnika zjazdu daje się wyraźnie powiększyć do wiekości przy której twarz ta wypełni cały ekran komputera i ciągle jest ostro widoczna. Dlatego jeśli oglądający życzy sobie przeanalizować powiększenie powyższego zdjęcia, np. aby przypomnieć sobie rysy twarzy poszczególnych uczestników zjazdu, wówczas może dokonać tego w dużej rozpiętości powiększeń i to aż na kilka odmiennych sposobów. Pierwszy sposób (1) polega na kliknięciu na owo zdjęcie - co spowoduje pojawienie się powiększalnej wersji tego zdjęcia w odrębnym okienku, gdzie oglądający będzie mógł je powiększać z pomocą narzędzi wbudowanych do jego internetowej przeglądarki. (W nowych przeglądarkach narzędzia te przyjmują zwykle wygląd małej "lupki" z plusem w środku, pojawiającej się na dolnym marginesie okienka z tym zdjęciem. Po kliknięciu na tą "lupkę" i następnym kliknięciu na zdjęcie, zdjęcie to zostaje powiększone.) Drugi sposób (2) polega na kliknięciu na następujący (zielony) guzik linku:
- co otworzy nowe niewielkie okienko z powiększalną wersją powyższego zdjęcia, jakie to okienko daje się potem złapać myszą za prawy dolny róg i powiększyć do dowolnych rozmiarów. Po instrukcję powiększania i przemieszczania owego nowo-otwierającego się okienka kliknij na guzik
(odnotuj że zasady tego powiększania i przemieszczania fotografii są też wyjaśniane na początku okienek jakie się otworzą po kliknięciu na guzik "Bóg a cierpienia" z punktu #F1 poniżej, lub guzik "radościach po 60-tce" z punktu #G2 przy końcu tej strony). Trzeci sposób (3) powiększenia tego zdjęcia polega na załadowaniu jego kopii do własnego komputera i następnym oglądaniu we własnym komputerze z pomocą jakiegoś posiadanego w nim programu pozwalającego na powiększanie analizowanych zdjęć, np. "My computer", "Windows Explorer", "Microsoft Photo Editor", "Paint", itp. Ten sposób umożliwia uzyskiwanie najwyższych i najostrzejszych powiększeń. Istnieje wiele sposobów załadowania kopii tego zdjęcia do swego komputera (np. wystarczy kliknąć myszą na symbol dyskietki który pojawia się w górnym-lewym narożniku tego zdjęcia kiedy wjedziemy na nie myszą, poczym wykonać instrukcje jakie się pojawią) - warto przy tym wiedzieć, że do zdjęć wirusy komputerowe NIE mogą się doczepiać. Ostatni zaś sposób (4) oglądnięcia powiększenia tego zdjęcia polega na odwiedzeniu dowolnej innej strony internetowej jaka też udostępnia powyższe zdjęcie w jego wersji o wysokiej rozdzielczości pozwalającej na rozróżnianie rysów twarzy. Osobiście z przyjemnością rekomendowałbym do oglądnięcia w tym celu strony czasopisma "PRYZMAT" wydawanego przez naszą rodzimą uczelnię, Politechnikę Wroclawską. W swoim numerze 239, na stronach 72 i 73, pokazuje ono również powyższe zdjęcie uczestników Zjazdu naszego Roku w Dusznikach w 2010 roku, oraz prezentuje opis tego spotkania. Oczywiście, tamta strona czasopisma PRYZMAT jest przygotowana profesjonalnie, stąd rozdzielczość pokazanego tam zdjęcia też jest równa rozdzielczości zdjęcia jakie ja pokazuję na moich stronach. Ponadto, czasopismo PRYZMAT w ciekawy i rzetelny sposób informuje o nowinach związanych z Politechniką Wrocławską, stąd kiedy raz ktoś je odwiedzi, jak magnes będzie ono go potem przyciągało po następne nowiny. Aby oglądnąć sobie to zdjęcie i strony 72 i 73 z czasopisma PRYZMAT, trzeba najpierw uruchomić jego witrynę np. poprzez kliknięcie na nastepujący link z jego adresem jaki używało ono w 2010 roku: www.pryzmat.pwr.wroc.pl. Potem w dziale "Rok akademicki 2009/2010" należy kliknąć na PDF egzemplarz owego numeru 239, tj. kliknąć na wiersz "Pryzmat 239.pdf". Zdjęcie i opis III Zjazdu znajduje się w owym numerze 239 na stronach 72 i 73.


#B4. Zjazd z okazji 100-lecia Politechniki Wrocławskiej - piątek, 26 listopada 2010 roku:

       W piątek, dnia 26 listopada 2010 roku, na Politechnice Wrocławskiej rozpoczął się dwudniowy "Światowy Zjazd Absolwentów" z okazji obchodów 100-lecia istnienia tej uczelni. Niniejszym mam więc przyjemność poinformować, że w zjeździe tym uczestniczyła też pięcio-osobowa (wyłącznie męska) reprezentacja naszego roku. Oto zdjęcie naszych reprezentantów:

Zdjęcie 4.

Zdjęcie 4 (courtesy Grzegorz Średziński). Zbiorowe zdjęcie reprezentantów naszego roku na "Światowym Zjeździe" z okazji 100-lecia Politechniki Wrocławskiej. Wykonane we Wrocławiu, w piątek dnia 26 listopada 2010 roku, cyfrowym aparatem "Nikon Coolpix".
       Pokazani na zdjęciu są (wymieniam tylko mężczyzn, licząc od lewej ku prawej): 1. Andrzej Kruszyna, 2. Staszek Przeworek, 3. Leszek Mozyrko, 4. Staszek Banerski (Bania), 5. Grzesiek Średziński. Trzy dziewczyny też obecne na zdjęciu są "Hostesses'ami Zjazdu", tj. studentkami czwartego i piątego roku naszej Politechniki jakie pomagały w organizacji Zjazdu i uświetniały swoją obecnością oficjalną część Zjazdu.
       Jeszcze jedno zdjęcie trzech uczestników tego samego Zjazdu 100-lecia (tj. Staszka Przeworka, Staszka Banerskiego (Banię), oraz Andrzeja Kruszyny) zostało wystawione jako "zdjęcie 6" na stronie Andrzeja Kruszyny. Na tamtym zdjęciu polecam szczególnej uwadze tzw. "orb" - który zdaje się zawisać tuż przy czapce Andrzeja Kruszyny i który wcale NIE jest "plamą na kliszy" (jak niektórzy "orby" te nazywają) ponieważ zdjęcie owo też wykonane zostało aparatem cyfrowym "Nikon Coolpix" (kliknij na niniejszy (zielony) link aby tutaj zobaczyć to zdjęcie z orbem). Niektórzy badacze UFO wierzą, że owe "orby" są to rodzaje minaturowych, bezzałogowych, sterowanych komputerowo wehikułów UFO. Tą ich naturę wehikułów UFO najlepiej ujawnia spora już liczba takich "orbów" utrwalonych na wideo i wyraźnie tam ujawniających jak szybko i jak "inteligentnie" one latają - np. nocami świecąc intensywnie i "bawiąc się" z obserwującymi je ludźmi. Orbom tym poświęcono już aż cały szereg filmów i programów dokumentacyjnych okazyjnie pokazywanych w telewizji. Omawia je także sporo moich stron internetowych. Przykładowo, raporty ich naocznych obserwatorów przytoczone są, m.in., w punkcie #E3.2 na stronie o nazwie newzealand_pl.htm, czy w punktach #I1 i #I3 na innej stronie o nazwie explain_pl.htm. Z kolei swoje zdjęcia takich orbów też uchwyconych aparatem cyfrowym pokazałem m.in. jako "Fot. #G1ab" i "Fot. #G2ab" na stronie o nazwie landslips_pl.htm. (Te "moje" orby były fotografowane w plenerze, w naturalnym świetle ale pod nieobecność słońca na znacząco zachmurzonym niebie, oraz pod nieobecność jakichkolwiek źródeł sztucznego światła - wyjaśniam te szczegóły na wypadek gdyby ktoś np. twierdził że owe "orby" są powiedzmy refleksjami żarówek.)


#B5. "Czwarty Zjazd z 2012 roku" - odbyty w piątek, sobotę i niedzielę, dnia 25, 26 i 27 maja 2012 roku:

       Absolwenci Wydziału Mechanicznego z roku 1970 Politechniki Wrocławskiej spotkali się kolejny raz na IV zjeździe w Dusznikach-Zdroju w piątek, sobotę i niedzielę, 25 do 27 maja 2012 roku.


#B5.1. Sprawozdanie z 4-go zjazdu w 2012 roku:

       Kolejny IV zjazd absolwentów Wydziału Mechanicznego z roku 1970 odbył się aby powspominać okres studiów i odnowić więzi jakie zawiązały się podczas odbywania studiów na naszej uczelni w latach 1964-1970 oraz powspominać porzednie zjazdy. Termin IV zjazdu został określony na poprzednim spotkaniu jakie odbyło się w maju 2010 roku.

Organizacją IV zjazdu zajęli się koledzy samozwańczego komitetu organizacyjnego poprzedniego zjazdu w osobach: Grzegorz Średziński, Jan Kolenda, Aleksander Komorowski i Zdzisław Bańkowski. Zgodnie z sugestią z poprzedniego spotkania zaplanowano zjazd 3 dniowy. Opracowano program zjazdu i rozesłano zaproszenia do potencjalnych uczestników, zaproszono również koleżanki i kolegów którzy ukończyli nasz wydział w roku 1969. Łącznie w zjeździe uczestniczyło 31 absolwentów z roku 1970, 8 absolwentów z roku 1969 oraz 11 zaproszonych gości (głównie osoby towarzyszące). Kilku uczestników spotkania dojechało w drugim dniu zjazdu.

Spotkanie uczestników zjazdu po zakwaterowaniu rozpoczęło się od wspólnej obiadokolacji która potrwała dość długo. Następnie w podgrupach odbywały się spotkania które czasami przedłużyły się do późnych godzin nocnych.

W sobotę po śniadaniu mieszkaniec Dusznik-Zdoju i wieloletni burmistrz tego miasta Grzegorz Średziński zaproponował wspólne zwiedzanie ciekawszych obiektów w mieście a były to: Muzeum Papiernictwa gdzie mogliśmy zapoznać się z produkcją ręcznie czerpanego papieru, Pijalnia Wód Mineralnych, Dworek im. Fryderyka Chopina w którym corocznie od 1946 odbywają się Międzynarodowe Festiwale Chopinowskie. Zwiedzanie trwało ponad cztery godziny ale było warte, bo oprowadzający Grzegorz Średziński okazał się wspaniałym przewodnikiem. Po powrocie, zregenerowaniu sił i wspólnym obiedzie chętni udali się do Kościoła pw. św. Franciszka z Asyżu przy Klasztorze O.O. Franciszkanów na mszę świętą w intencji uczestników zjazdu i zmarłych kolegów - szczególnie tych którzy zmarli a uczestniczyli w poprzednim zjeździe (tj. Kazimierz Grzelak, Roman Sperzyński i Bernard Dudek). Do mszy śpiewał nasz kolega Janusz Rutański.

Następnie odbyła się oficjalne otwarcie IV zjazdu przez gospodarza zjazdu Grzegorza Średzińskiego który wygłosił mowę powitalną, następnie każda z Pań tradycyjnie otrzymała od członków komitetu organizacyjnego czerwoną różę.

Koledzy którzy nie uczestniczyli w poprzednim spotkaniu zapoznali zebranych z losami zawodowymi jakie miały miejsce od ukończenia naszej uczelni w roku 1970. Aktorami tej prezentacji byli: Edward Stanisław Dzidowski, Andrzej Kruszyna, Andrzej Zbyryt i Stanisław Przeworek - którego wypowiedź była ciekawa i wyjątkowo zabawna. Pozostali absolwenci zaktualizowali wypowiedź wygłoszoną na poprzednim spotkaniu. Zaraz po części oficjalnej wykonano wspólne zdjęcie uczestników zjazdu.

O godz. 20.00 rozpoczął się oczekiwany bankiet na którym do tańca przygrywał zaproszony muzyk. Atmosfera na bankiecie była wspaniała, urozmaicana wspólnymi śpiewami. Bankiet zakończył się ok. godz. 2.00, ale wielu uczestników zjazdu w podgrupach wspominała lata studiow.

Po śniadaniu w trzecim dniu nastąpiło podsumowanie zjazdu na którym członkowie komitetu organizacyjnego wręczyli absolwentom certyfikaty uczestnictwa w IV zjeździe oraz podziękowań uczestnikom którzy byli na wszystkich 4. zjazdach, a byli nimi Bożena Ciałkowska, Stanisław Banerski i Kazimierz Miernicki. Na koniec absolwenci wypełnili anonimowo przygotowaną ankietę z której wynika aby zorganizować kolejny V jubileuszowy zjazd w Dusznikach-Zdroju w maju 2015 roku.

Po wykwaterowaniu się z ośrodka po wspólnym obiedzie nastąpiło zakończenie IV zjazdu.

Do spotkania w większym gronie na V jubileuszowym zjeździe w maju 2015 roku

Pozdrawiam Aleksander G. Komorowski


#B5.2. Zdjęcie zbiorowe uczestników 4-go zjazdu w 2012 roku:

Zdjecie 5.

Zdjęcie 5 (courtesy Aleksander Komorowski). Zbiorowe zdjęcie uczestników IV zjazdu rocznika 1970 absolwentów Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej. Duszniki-Zdrój 25 do 27 maja 2012 roku.
Dystyngowane osoby widoczne na tym zdjęciu to: 1. Jan Kolenda, 2. Żona Grzegorza Średzińskiego, 3. Jan Zakrzewski, 4. Grzegorz Średziński, 5. Jerzy Szczerbina, 6. Stanisław Przeworek, 7. Żona Bogdana Hełki, 8. Andrzej Kruszyna, 9. Janusz Dziuk, 10. Żona Józka Pielorza, 11. Józef Pielorz, 12. Janusz Kwasecki, 13. Janusz Krassowski, 14. Janusz Mstowski, 15. Andrzej Zbyryt, 16. Andrzej Golenko, 17. Andrzej Patocki, 18. Mieczysław Pytel (nie kończył studiów z nami - zaproszony gość), 19. Mieczysław Cisło, 20. Jerzy Hołdyk, 21. Krzysztof Janik, 22. Stanisław Banerski, 23. Stanisław Mendelowski, 24. Aleksander Komorowski, 25. Zdzisław Bańkowski, 26. Żona Zdzisława Bańkowskiego, 27. Kazimierz Miernicki, 28. Bogdan Hełka, 29. Edward Dzidowski, 30. Ryszard Kaczmarski (nie kończył studiów z nami - zaproszony gość), 31. Żona Ryszarda Kaczmarskiego, 32. Janusz Rutański, 33. Ryszard Łukasiewicz, 34. Żona Ryszarda Łukasiewicza, 35. Żona Aleksandra Komorowskiego, 36. Józef Chabinski, 37. Bożena Ciałkowska, 38. Edward Barzycki, 39. Mara Fox.
* * *
Uwaga: aby przypomnieć sobie "kto jest kto" na powyższym zdjęciu, wystarczy porównać numery przyporządkowane poszczególnym osobom w powyższym podpisie pod "zdjęciem 5", z numerami jakie na drębnym zdjęciu o nazwie "zjazd_2012_kto_jest_kto.jpg" ponanoszone na poszczególne osoby ze zdjęcia. Aby zaś zobaczyć owo zdjęcie "zjazd_2012_kto_jest_kto.jpg" wystarczy kliknąć na poniższy guzik
lub kliknąć tu na dowolny (zielony i podkreślony) link do zdjęcia "zjazd_2012_kto_jest_kto.jpg".


#B5.3. Zdjęcie rocznika 1969 uczestników zjazdu w 2012 roku:

Ponieważ uczestnikami zjazdu w 2012 roku były także nasze koleżanki i byli nasi koledzy z rocznika 1969 absolwentów naszego wydziału, poniżej przytaczam ich zbiorowe zdjęcie. Oto ono:

Zdjecie 5.

Zdjęcie 5(1969) (courtesy Aleksander Komorowski). Zbiorowe zdjęcie uczestników zjazdu rocznika 1969 absolwentów Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej. Duszniki-Zdrój 25 do 27 maja 2012 roku.
Dystyngowane osoby widoczne na tym zdjęciu to: 1 Stanisław Dobrowolski, 3 Ryszard Kluk, 7 Andrzej Bondyra (brat Janusza Bondyra widocznego na "Zdjęciu 3"). W tym miejscu mam apel do czytelników - mianowicie zaistniały obiektywne trudnści w identyfikowaniu pozostałych osób z powyższego zdjęcia. Dlatego bardzo bym prosił o pomoc w ustaleniu "kto jest kto". Pomocną informacje proszę wysłać na mój adres emailowy: janpajak@gmail.com. Z góry dziękuję.
* * *
Uwaga: aby przypomnieć sobie "kto jest kto" na powyższym zdjęciu, wystarczy porównać numery przyporządkowane poszczególnym osobom w powyższym podpisie pod "zdjęciem 5(1969)", z numerami jakie na drębnym zdjęciu o nazwie "zjazd_2012_1969_kto_jest_kto.jpg" ponanoszone na poszczególne osoby ze zdjęcia. Aby zaś zobaczyć owo zdjęcie "zjazd_2012_1969_kto_jest_kto.jpg" wystarczy kliknąć na poniższy guzik
lub kliknąć tu na dowolny (zielony i podkreślony) link do zdjęcia "zjazd_2012_1969_kto_jest_kto.jpg".


#B6. "Piąty Zjazd z 2015 roku" - odbyty w piątek, sobotę i niedzielę, dnia 29, 30 i 31 maja 2015 roku:

Drogie Koleżanki i Koledzy.

W maju 2012 r. na naszym ostatnim spotkaniu w Jamrozowej Polanie obiecaliśmy sobie spotkanie w 45 rocznicę ukończenia studiów tj. w maju 2015 r. i ponad 50 lat od ich rozpoczęcia.

Jest to świetna okazja, aby się spotkać i powspominać kolejny raz nie tylko okres studiów.

Dlatego pragniemy zaproponować chyba ostatnie spotkanie trzydniowe w Zieleńcu koło Dusznik Zdroju (trzydniowe bo emeryci wolno chodzą, wolno myślą, wolno piją i to nie wszyscy i mają dużo wolnego czasu).. Oczekujemy również na propozycje wzbogacenia programu.

W czasie tego spotkania dla chętnych wycieczka po okolicy, a może do Czech na obiad z piwem jak też uroczysty bankiet.

Zapraszamy zatem do zgłaszania chęci uczestnictwa najchętniej z osobą towarzyszącą do dnia 15 lutego 2015 r. a termin spotkania to 29, 30, 31 maj 2015r..

Wstępny koszt imprezy około 400 zł od osoby . Szczegółowy program zostanie przesłany w terminie póżniejszym. Koleżanki i Koledzy apelujemy aby każdy z nas poczynił starania aby odnaleźć kolegów którzy do tej chwili nie uczesniczyli w naszych spotkaniach i przekonać ich do udziału w V zjeździe Duszniki-Zdrój, Zieleniec 2015.

Zgłoszenia na adres kimsc@onet.pl lub Tel.: 601 828 483 lub 748 481 881 (Jan Kolenda)

Informacje na temat zjazdu udzielą też współorganizatorzy :

Zdzisław Bańkowski, tel.: 746442424 lub 785335325, email: zbankowski@yahoo.com
Grzegorz Średziński, tel.: 748669350 lub 601476425, email: sredzinski@op.pl
Aleksander Komorowski, tel.: 531 041 381, email: agk13@onet.pl


#B6.1. Program 5-go zjazdu w 2015 roku:


DROGA KOLEŻANKO, DROGI KOLEGO !!!!!!!!
Serdecznie zapraszamy na V Jubileuszowy Zjazd z okazji
45-lecia ukończenia Wydziału Mechanicznego
Politechniki Wrocławskiej
Zjazd odbędzie się w dniach 29, 30 i 31 maja (piątek, sobota, niedziela) 2015 r.
w Hotelu Zieleniec w Dusznikach - Zdroju, Zieleńcu.
W zjeździe mile widziane osoby towarzyszące oraz koledzy którzy studiowali
dogłębniej i ukończyli wydział w następnych latach.

Program zjazdu

Piątek 29.05.2015 r.
Godz. 14.00 - 17.00 * przyjazd do hotelu i indywidualne zakwaterowanie w hotelu wg listy dostarczonej przez komitet organizacyjny,
Godz. 18.00 - 19.30 * wspólna obiadokolacja.

Sobota 30.05.2015 r.
Godz. 8.00 - 10.00 * śniadanie,
Godz. 10.00 - 14.00 * indywidualne lub grupowe zwiedzanie okolic. Proponujemy wjazd kolejką linową do granicy państwa i spacer do czeskiego schroniska Masarikowa Chata (bilet 10 zł) lub spacer na szczyt Orlica (1084 m.n.p.m.) 1,5 h marszu w jedną stronę (chętni zwiedzania okolic winni zabrać ze sobą odpowiedni ubiór i sprzęt turystyczny),
Godz. 14.30 * obiad
Godz. 16.00 * dla chętnych msza św. w intencji zmarłych kolegów i uczestników V zjazdu (przejazd do kościoła i powrót do hotelu we własnym zakresie),
Godz. 18.00 - 19.30 * otwarcie zjazdu,
Godz. 20.00 - 2.00 * bankiet.

Niedziela 31.05.2015 r.
Godz. 8.00 - 10.00 * śniadanie,
Godz. 10.00 - 11.30 * podsumowanie V zjazdu,
Godz. do 13.00 * wykwaterowanie z hotelu,
Godz. 13.00 - 14.30 * wspólny obiad, zakończenie zjazdu.

Całkowity koszt zjazdu wynosi tylko 400,00 zł na osobę. Wobec konieczności wcześniejszego zarezerwowania hotelu wpłaty za udział w zjeździe należy dokonać w terminach jak niżej. Zadatek w kwocie 150,00 zł. do dnia 25 marca 2015 r. pozostałą część w terminie do dnia 10 maja 2015 r. na konto sekretarza komitetu organizacyjnego. Można dokonać wpłaty jednorazowo całkowitej kwoty, lecz do dnia 31marca 2015 r.

Jan Kolenda 58-304 Wałbrzych ul. Sulkowskiego 15 m

Informacja dodatkowe:

Dla zainteresowanych możliwość wcześniejszego przyjazdu lub dłuższego pobytu. Faktu tego należy dokonać indywidualnie i wyprzedzająco w recepcji hotelu (podając hasło 5 zjazd wydziału mechanicznego) pod następującym adresem: Duszniki-Zdrój, Zieleniec 134 Hotel Zieleniec, tel. 74 866 0433 lub 601 953 468 , e- mail mieszko@zieleniec.pl lub biuro@hotelzieleniec.pl , www.mieszkozieleniec.pl i www.hotelzieleniec.pl.

Dojazd do hotelu:

Jadąc drogą DK8/E67 z Kłodzka w kierunku Kudowy za zjazdem do centrum Dusznik jedź 3,3 km gdzie należy skręcić w lewo w drogę DW 389. Jadąc 7,9 km po lewej stronie będzie hotel Zieleniec.. Komunikaty dotyczące organizowanego zjazdu można znaleźć na stronie: Stowarzyszenia Absolwentów Politechniki Wrocławskiej www.absolwent.pwr.wroc.pl zakładka absolwent - zjazdy lub na jednej ze stron prowadzonych przez naszego kolegę Jana Pająka np. www.totalizm.com.pl/1970/rok.htm lub www.pajak.org.nz/1970/rok.htm.

Dodatkowe informacje można uzyskać u członków komitetu organizacyjnego:
Gospodarz: Grzegorz Średziński tel. 74 866 9350, tel. kom. 601 476 425, e-mail sredzinski@op.pl
Skarbnik: Jan Kolenda tel. 74 848 1881, tel. kom. 601 828 483, e-mail kimsc@onet.pl
Aleksander Komorowski tel. 531 041 381, e-mail agk13@onet.pl
Zdzisław Bańkowski: tel. 74 644 2424, tel. kom. 785 335 325, e-mail zbankowski@onet.pl

O ORGANIZOWANYM ZJEŹDZIE PROSIMY POINFORMOWAĆ KOLEGÓW Z KTÓRYMI MACIE KONTAKT A NIE BYLI NA POPRZEDNICH ZJAZDACH,
DO ZOBACZENIA. Komitet Organizacyjny V zjazdu


#B6.2. Zdjęcie zbiorowe uczestników 5-go zjazdu w 2015 roku:

Zdjecie 6.

Zdjęcie 6 (courtesy Jan Kolenda). Zbiorowe zdjęcie uczestników V zjazdu rocznika 1970 absolwentów Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej. Zieleniec 29 do 31 maja 2015 roku. (Kliknij na to zdjęcie aby zobaczyc je w powiększeniu)
Dystyngowane osoby widoczne na tym zdjęciu to (wyszczególnione począwszy od najwyższego rzędu, od lewej ku prawej): 1 Janusz Kwasecki 2 Jan Zakrzewski 3 Janusz Dziuk 4 Bogdan Hełka 5 Janusz Bondyra 6 Żona Józefa Pielorza 7 Józef Pielorz 8 Kazimierz Miernicki 9 Andrzej Zbyryt 10 Maciej Rusin 11 Ryszard Łukasiewicz 12 Jan Stańczyk 13 Mieczysław Cisło 14 Stanisław Kaczmarczyk 15 Zona Bogdana Hełki 16 Andrzej Kruszyna 17 Stanisław Przeworek 18 Jan Kolenda 19 Andrzej Golenko 20 Waldemar Dziurzyński 21 Czesław Medyński 22 Józef Chabiński 23 Żona Ryszarda Łukasiewicza 24Janusz Krassowski 25 Andrzej Patocki 26 Jerzy Szczerbina 27 Tadeusz Łosik 28 Żona Józefa Chabińskiego 29 Żona Grzegorza Średzińskiego 30 Aleksander Komorowski 31 Grzegorz Średziński 32 Stanisław Banerski 33 Janusz Rutański 34 Jerzy Hołdyk
* * *
Uwaga: aby przypomnieć sobie "kto jest kto" na powyższym zdjęciu, wystarczy porównać numery przyporządkowane poszczególnym osobom w powyższym podpisie pod "zdjęciem 6", z numerami jakie na drębnym zdjęciu o nazwie "zjazd_2015_kto_jest_kto.jpg" ponanoszone na poszczególne osoby ze zdjęcia. Aby zaś zobaczyć owo zdjęcie "zjazd_2015_kto_jest_kto.jpg" wystarczy kliknąć na poniższy guzik
lub kliknąć tu na dowolny (zielony i podkreślony) link do zdjęcia "zjazd_2015_kto_jest_kto.jpg".


Część #C: Aby móc być w kontakcie, konieczne jest udostępnienie swego emaila:

      

#C1. Jeśli komuś z koleżanek lub kolegów zawieruszyły się adresy reszty naszego roku, ja mam je wszystkie i mogę je dosłać na życzenie:

       W miarę jak nasz wiek się zwiększa, otaczające nas przedmioty coraz częściej płatają nam figle. Gdyby więc się zdarzyło że komuś z naszego roku zaginą adresy do reszty z nas, wówczas proszę do mnie napisać (najlepiej szybki email), lub zadzwonić, zaś ja chętnie doślę lub przedyktuję te adresy. Moje dane kontaktowe podane są w punkcie #69 z części #D poniżej na tej stronie.


#C2. Dlaczego mimo wszystko warto dodać swój email do wykazu kontaktów z niniejszej strony:

       Każdy z nas wchodzi obecnie w raczej nietypowy okres życia. Odejście na emeryturę i nagłe odzyskanie całego tego wolnego czasu, układanie sobie własnego życia przez nasze dzieci, pojawienie się starczych dolegliwości, konfrontowanie naszej śmiertelności, filozoficzne rozważania i dylematy typu "a co potem", itd., itp. Oczywiście, w takich czasach dobrze jest utrzymywać więzi ze swoimi dawnymi kolegami z roku. Wszakże oni są w dokładnie tej samej co my sytuacji. Konfrontują oni też dokładnie te same co my dylematy, kłopoty, uczucia, dolegliwości, problemy, obawy, zapytania, itp. Naprawdę warto więc dodać swój email lub inny kontakt do wykazu kontaktów z tej strony. Warto też napisać jakiś email do tych z naszych dawnych kolegów, których kontakt został już poniżej przytoczony. Wszakże w kupie wszystko przychodzi raźniej.
       Tak się jakoś składa, że jako jeden z nielicznych naukowców na świecie dokonywałem badań tego czym w nadchodzącej sytuacji wielu z nas zacznie teraz szczególnie się interesować. Wszakże moja teoria wszystkiego zwana Konceptem Dipolarnej Grawitacji wykazuje jednoznacznie że poza naszym "światem fizycznym", na końcu grawitacyjnego dipola ukrywa się jeszcze inny odrębny świat, zwany "przeciw-światem", zapełniony unikalną substancją posiadającą cechy "płynnego komputera". Wyniki swych badań opublikowałem aż na kilku powszechnie-dostępnych stronach internetowych, np. patrz strona o nazwie dipolar_gravity_pl.htm. Aczkolwiek więc tzw. "pewność" i "przekonanie", to coś co każda osoba musi wypracować oddzielnie sama dla siebie, być może iż naukowy materiał dowodowy jaki zdołałem zgromadzić okaże się przydatny dla znajdowania odpowiedzi na pytania i dylematy jakie w naszej obecnej sytuacji wszyscy konfrontujemy. Ponadto ów materiał dowodowy dostarcza podstawy do ewentualnego podjęcia konstruktywnej i pozbawionej uprzedzeń dyskusji. Dlatego, tak na wszelki wypadek, przytaczam tutaj (zielone i podkreślone linki na które wystarczy klikać myszą) do najważniejszych z owych stron z materiałem dowodowym. Oto one:
       Kliknięcie na niniejszy zielony link do strony god_proof_pl.htm zapresentuje zainteresowanym czytelnikom opisy formalnego dowodu naukowego, a także rozliczny podpierający materiał dowodowy, jakie wszystkie jednoznacznie dokumentują, że na przekór stwierdzeń oficjalnej nauki ziemskiej jednak Bóg istnieje.
       Kliknięcie na niniejszy zielony link do strony soul_proof_pl.htm otworzy opisy naukowych dowodów ujawniających że mimo wszystko ludzie posiadają nieśmiertelną duszę.
       Kliknięcie na niniejszy zielony link do strony o nazwie immortality_pl.htm wyjaśni zasadę na jakiej daje się zbudować wehikuły czasu. Wszakże "wehikuły czasu" oddają ludziom do rąk dostęp do nieśmiertelności. Mając takie wehikuły czasu wystarczy bowiem aby każda osoba po osiągnięciu wieku starczego powtarzalnie cofała się do lat swojej młodości, poczym ponownie mogła przeżywać od nowa całe swoje życie. Zamiast więc znikać z grona żyjących aby przenosić się do innego świata umiejscowionego na drugim końcu grawitacyjnego dipola (tj. zamiast przenosić się w "zaświaty"), posiadacze "wehikułów czasu" znikaliby z naszych czasów aby ponownie pojawić się około 60 kat temu. Owa strona immortality_pl.htm opisuje także szeroki materiał dowodowy na potwierdzenie że czas daje się cofać do tyłu, że wehikuły czasu daje się zbudować, a także że podróże w czasie są realistyczne. Najprostszy z owych dowodów opisany jest tam w punktach #D1 i #D2. Wskazuje on proste zjawisko jakby pozornego nawracania i cofania się do tyłu szybko zawirowywanych przedmiotów (które niemal każdy widział już w swoim życiu), jakie dowodzi że upływ czasu ma charketer skokowy - taki jak każdy ludzki program komputerowy. Dowód na poprawność opisanej w w/w stronie zasady działania "wehikułów czasu" zawarty w Biblii, omówiony jest tam w punktach #D5 do #D5.3. W końcu istnieje też sfilmowany dowód, że "wehikuły czasu" już od dawna operują na Ziemi. Przyjmuje on formę sfilmowanej kobiety używającej telefonu komórkowego już w 1928 roku - czyli w ponad 50 lat przez czasami wynalezienia i wdrożenia tego telefonu. Film ten opisany jest i linkowany w punkcie #D6 w/w strony immortality_pl.htm.


#C3. Nie bójmy się włączyć swego aktualnego emaila do niniejszej strony:

       Żyjemy w czasach szerzenia publicznych panik oraz wzajemnego straszenia się. Politycy straszą nas wojnami, ekonomiści - kryzysami, medycy - pendemiami, tzw. "fałszywi prorocy" - jakoby niedługim już nadejsciem "końca świata" (po więcej szczegółów o owym rzekomym "końcu świata" patrz punkt #B8 na stronie o nazwie seismograph_pl.htm), telewizja straszy nas "oszustwami emailowymi", itp., itd. Nic dziwnego że ci z nas co mają czas aby oglądać dzisiejsze programy telewizyjne mogą posądzać iż emaile są największym złem jakie nastało na Ziemi od czasów bibilijnych plag.
       Zapewne nie muszę jednak tutaj wyjaśniać, że owo straszenie w telewizjach o rzekomych niebezpieczeństwach publicznego podania swego emaila, jest wysoce wyolbrzymiane. Wszakże jedyne co nam wówczas zagraża to że ktoś niepowołany wyśle nam email. W takim jednak wypadku wcale NIE musimy na email ten odpowiadać. Z mojego prywatnego doświadczenia wynika, że jedynym faktycznym niebezpieczeństwem jakie na nas sprowadza publiczne podanie swego emaila, jest że ktoś może nam wysłać zdjęcie jakiejś nagiej piękności, zaś my musimy potem gęsto się tłumaczyć swojej żonie - jeśli to przy niej przypadkowo otworzymy taki email. Inne emailowe niebezpieczeństwa jakie często opisują w telewizji, takie jak np. tzw. "spam" (czyli otrzymywanie emaili od nieznanych nam osób), czy "scam" (czyli próby oszustów najróżniejszych maści aby emailowo namówić nas np. na zainwestowanie naszych pieniędzy w jakimś nieistniejącym banku czy przedsięwzięciu z Afryki), są zupełnie niegroźne - jeśli tylko używamy zdrowego rozsądku przy czytaniu otrzymywanych emailów oraz jeśli trzymamy się zasady aby nigdy NIE otwierać załączników które przyszły z emailami nieznanych nam osobników.
       Rzeczywistość w sprawie emailów faktycznie jest taka, że podobnie jak wszystko inne, owszem emaile i internet też mają swoje wady - jednak są równocześnie wysoce użyteczne. Wszakże pozwalają one utrzymywać kontakt szybko, tanio i wygodnie w sytuacjach kiedy normalnie nie pozwoliliśmy sobie na pozostawanie w kontakcie. Pozwalają one także wymieniać łatwo informacje i uzgodnienia, udostępniać innym nasze zdjęcia, opisy, dane i dowcipy, oraz dokonywać dziesiątków innych działań bardzo na czasie w naszej sytuacji. Wszystko zaś co nam potrzeba abyśmy mogli tak trzymać się razem, to poumieszczać nasze adresy emailowe na tej stronie - tak aby inni z naszego roku mieli możność aby do nas napisać.
       Warto tutaj też wspomnieć, że jeśli ktoś faktycznie boi się jawnego podania na tej stronie swego prywatnego adresu emailowego, lub jeśli posiada jedynie email do pracy którego jego pracodawca zabrania używać w celach prywatnych, wówczas ciągle istnieje jeszcze inne wyście. Mianowicie, każdy może wyrobić sobie specjalny "darmowy" adres emailowy - który daje się potem przeznaczyć wyłącznie do publicznego użytku i do opublikowania na tej stronie. Wszakże w internecie istnieją serwery które rzeczywiście za darmo wszystkim chętnym oferują własny adres emailowy. Jeśli zna się język angielski, wówczas adres taki można dla siebie założyć nawet na najlepszym z takich darmowych serwerów - który ma adres gmail.com (ja sam też używam ten właśnie email). Natomiast jego niemal równie dobry polski odpowiednik ma adres poczta.wp.pl. Po wejściu na taki serwer (np. poprzez kliknięcie na powyższy jego zielony adres) wystarczy wypełnić mały formularz i już się ma swój własny darmowy adres internetowy. Adres ten potem można opublikować już bez obaw na niniejszej stronie - tak aby za jego pośrednictwem utrzymywać kontakt z resztą naszego roku.
       Ze wszystkich firm oferujących darmowe emaile, dla Polaków najbardziej atrakcyjna jest poczta.wp.pl. Ich emaile są naprawdę dobre i mają cały szereg zalet. Przykładowo, mają one wersję która jest całkowicie bezpłatna - stąd jej użytkownicy NIE muszą się obawiać że kiedykolwiek przyjdzie za nią rachunek do zapłacenia. Ich emaile wcale NIE są "przywiązane" do jakiegokolwiek konkretnego komputera, stąd emaile te można sobie przeczytać z dowolnego komputera na całym świecie, z dowolnego też komputera można pisać i wysłać ich emaile. Z adresu m.poczta.wp.pl udostępniane są też emaile telefonom komórkowym (ale przychodzi to trudniej niż z użyciem komputerów). Wszystkie komendy, guziki i wyświetlane wiadomości są tam napisane po polsku - NIE ma więc kłopotów ze zrozumieniem co właśnie się czyni. Ma on też krótki i łatwy do zapamiętania adres - jaki bez trudności każdy uzytkownik może sobie zapamiętać i potem podawać każdemu kogo przypadkowo spotka. Adres bowiem ich emaila typowo składa się z jednego wyrazu (tj. z tzw. ”login” albo ”alias”) który użytkownik sam sobie wymyśla, np. nadając mu formę albo jakiegoś egzotycznego imienia, albo też np. "składanki" z fragmentów swego nazwiska i imienia. Potem jest owa ”małpa” - czyli angielski znak ”at” (tj. @), potem zaś skrót ”wp” od ”Wirtualna Polska” (tj. od nazwy firmy w Gdańsku będącej właścicielką owych darmowych emailów), kropka, oraz ”pl” oznaczający Polskę.
       Do dzieła więc ci z kolegów i koleżanek, którzy jeszcze NIE podali mi swoich najbardziej aktualnych emailów do umieszczenia na niniejszej stronie. Pozakładajmy i powysyłajmy więc wreszcie te adresy do umieszczenia na tej stronie (po mój adres patrz punkt #69 w "części #D" poniżej), oraz zacznijmy się ze sobą kontaktować nieco częściej niż dotychczas.


#C4. Polska stworzyła idealne warunki dla pisania emailów i dla użytku internetu przez emerytów - skorzystajmy więc z tych warunków:

       Polska jest obecnie jednym z ogromnie rzadkich krajów na świecie, które zachęcają jak mogą swoich emerytów do używania emailów i internetu - a więc zachęcają również do gimnastykowania umysłu i utrzymywania wysokiej sprawności umysłowej. Przykładowo, w Polsce niemal w każdej bibliotece publicznej emeryci mogą używać komputery i internet zupełnie za darmo. Nie ma przy tym żadnych formalności. Po prostu przychodzi się do biblioteki, "dzien dobry - jestem emerytem, czy mogę "posurfować" na Państwa darmowym internecie dla emerytów? Tak proszę bardzo, ten niedaleko od ciepłego kaloryfera jest akurat wolny". Jeśli kogoś interesuje więcej na ten temat, może sobie poczytać np. na stronie www.biblioteka.wroc.pl aby się lepiej zorientować w temacie. Na dodatek do bibliotek, darmowy dostęp do internetu zwykle oferują emerytom w miastach Polski urzędy miast, oraz tzw. "Kluby Seniora" - czyli przyzakładowe kluby w których gromadzą się emeryci danego zakładu. Darmowy internet jest też dostępny na wielu lotniskach (lotniska mają bowiem komputery z internetem do użytku swych pasażerów), a także w centrach poszukiwania pracy, w instytucjach telekomunikacyjnych - np. darmowe komputery i internet mogą być dostępne w centralach telefonicznych, w przedstawicielstwach telefonów komórkowych, u firm dostarczających usług internetowych, itp. Warto tutaj dodać, że w wielu innych krajach, np. w Nowej Zelandii, emeryci NIE otrzymują niemal niczego za darmo, zaś np. za dostęp do komputerów i do internetu muszą oni tam płacić - tak jak płaci każdy inny użytkownik.
       Dostep do internetu i do emailów można też sobie wynająć za niewielką opłatą w tzw. "Cyber Cafe" które istnieją w niemal każdym miasteczku Polski. W Polsce opłata za takie wynajęcie internetu podobno wynosi tylko około 3 złote za godzinę (3 zł/h) - dla porównania, np. w Cyber Cafe Nowej Zelandii typowo płaci się okolo 5 $/h.
       Jeśli ktoś ma własny komputer zwany "laptop" z płytką do bezprzewodowego dostępu do internetu (po angielsku "wireless internet"), wówczas darmowy internet można też znaleźć w wielu powszechnie znanych miejscach. Przykładowo, tylko we Wrocławiu miejca takie znajdują się m.in: w Rynku, w pobliżu pomnika Chrobrego, w pobliżu Panoramy Racławickiej, na korytarzach Politechniki Wrocławskiej, w hipermarkecie AUCHAN.
       Tak więc koleżanki i koledzy. Skoro w Polsce panują aż tak dogodne warunki dla używania emailów i internetu, aż się prosi abyśmy je używali dla własnego dobra, dla dobra naszych umysłów, oraz dla dobra odbiorców naszych emailów.


#C5. Używanie emailów ma niezliczone zalety jakich warto być świadomym:

       W miarę jak nasz rocznik zwolna opuszcza grono ludzi zatrudnionych, dobrze jest podjąć gimnastykę aktywności umysłu m.in. poprzez dokonywanie czegoś, co jest wyzwaniem dla naszej wiedzy. Najdoskonalszym zaś sposobem aktywizowania swego umysłu, jest używanie komputerów, internetu i emailów - np. w celu prowadzenia korespondencji i wymieniania myśli z rodziną oraz z innymi mieszkańcami naszego kraju i globu. Szczególnie, że w naszym wieku młodsze generacje naszych dzieci i wnuków zwykle oferują nam swoje stare komputery zupełnie za darmo - kiedy dla siebie zakupią już nowsze modele. Z kolei użycie emailów i internetu pozwala nam m.in. dowiedzieć się dokładniej co słychać u naszych dawnych kolegów z roku lub klasy i jak wyglądały ich lata pomiędzy czasem kiedy ich ostatnio widzieliśmy, a dniem dzisiejszym.
       Ponadto, używanie emailów zwalnia nas też od konieczności pisywania tradycyjnych listów. Tradycyjnie listy pisane mają wszakże całą masę wad, których NIE mają emaile. Przykładowo, jeśli ja wyślę list z Nowej Zelandii do kogoś w Polsce, wówczas na odpowiedź typowo muszę czekać około pół roku, bowiem tylko na drogę w jedną stronę list taki potrzebuje czasami parę miesięcy. Tymczasem jeśli napiszę i wyślę email, wówczas niezależnie od odległości do adresata, czasami odpowiedź na niego otrzymuję jeszcze zanim zdążę zakończyć dane posiedzenie przy komputerze i zanim wstanę od niego do jakiegoś innego zajęcia. Zdecydowana zaś większość emailów otrzymuje odpowiedź już na następny dzień. Listy trzeba pisać i wysyłać oddzielnie do każdego nadawcy, zaś ten sam email można wysłać naraz do setek odbiorców - co ma duże znaczenie np. w czasie rozsyłania życzeń świątecznych, zdjęć, czy jakichś istotnych zwiadomień. Do listu NIE bardzo daje się załączyć czegoś bez dodatkowej opłaty i bez większej koperty, zaś w załączniku do emaila można wysłać za darmo nawet kilka książek, wideo, czy nawet cały album ze zdjęciami. Warto też pamiętać o kłopotliwości zwykłej korespondencji listowej, która wymaga aby najpierw napisać ów list, potem go wydrukować na drukarce komputerowej (której np. ja NIE mam, a stąd muszę do tego wynajmować odpłatną drukarkę w "Cyber Cafe"), potem trzeba zaadresować kopertę, potem np. ja muszę celowo wybrać się na pocztę i czekać tam w długiej kolejce po znaczek, itd., itp. Nie wspomnę już tutaj że mnie tylko sam znaczek z Nowej Zelandii do Polski kosztuje teraz (tj. w 2010 roku) w NZ 2 dolary i 30 centów, czyli odpowiednik dużej, soczystej kanapki w "McDonald", lub niemal połowy godziny używania komputera w "Cyber Cafe" (w którym to czasie jestem tam w stanie wysłać w świat aż kilkadziesiąt emailów). Z powyższych powodów postanowiłem że powinienem zareklamować każdemu w wieku ponad 60 lat, aby zaczęli używać emaile. Wszakże będzie to utrzymywało przy sprawności ich umysły, a ponadto dopomoże też wszystkim "otrzaskać się" z komputerami i zacząć również np. tzw. "surfing po internecie".
       Ja wiem że dla wielu osób z naszego pokolenia - tj. urodzonych w 1946 roku, lub nawet wcześniej, perspektywa posiadania i używania własnego emaila budzi wręcz zgrozę. Jednak wszelkie obawy są tu niepotrzebne, bowiem emaile to ogromnie prosta sprawa, którą nawet dzisiejsze dzieci z łatwością opanowują. Jeśli więc ktoś, np. skończył naszą ogromnie trudną i wymagającą uczelnię, zaś naprawdę chce się nauczyć emailowania, NIE będzie miał z tym żadnej trudności. Potrzebny jest mu tylko "dobry nauczyciel". Kiedy zaś ktoś pozna jak używać email, pozna też jak odwiedzać czyjeś strony internetowe - bowiem znajdowanie ciekawych stron internetowych i "surfowanie po internecie" jest dokładnie takie same jak "załogowanie" się do emaila. Jestem też świadom że osoby z naszego pokolenia mają jakiś rodzaj "psychologicznej niechęci" do używania komputerów i emailów. Niechęć tą można jednak (i trzeba) w sobie przełamać, bowiem komputery i emaile naprawdę mają cały szereg istotnych zalet i dosłownie "przybliżają do nas cały świat". Faktycznie to kiedy pisze się do kogoś emaile, wówczas działa to tak szybko i efektywnie jakby ten ktoś był tylko od nas za ścianą - a nie np. na przeciwnym końcu świata. Ponadto, po opanowaniu umiejętności pisania emailów, można potem przejść do następnego poziomu internetowej komunikacji, tj. do łączności głosowej i wizualnej, np. używając słynny program zwany SKYPE - opisany w punkcie #C6 poniżej. W ten sposób, z pomocą komputera i internetu za darmo można sobie porozmawiać głosowo z dowolną inną osobą też używającą komputera i internetu, a na dodatek nawet widzieć tego z kim się rozmawia - czyli mieć na swoje usługi jakby bezpłatny system do "tele-konferencji". W końcu panuje błędne wierzenie, że aby używać emaile trzeba mieć swój własny kosztowny komputer i opłacać drogie wynajęcie internetu. To wierzenie też jest nieprawdą, bowiem jak się można przekonać z opisów punktu #C4 tej strony, wcale NIE trzeba mieć własnego komputera - jednak ciągle można mieć własny email, i to darmowy, zaś używać go np. w najbliższej bibliotece, "Klubie Seniora", czy "Cyber Cafe" - i to albo całkiem za darmo, albo też płacąc tam tylko "grosze" za każdą godzinę użycia komputera. Szczerze mówiąc, to ja też wcale NIE mam w domu komputera podłączonego do internetu, a jedynie używam albo komputery z "Cyber Cafe", albo też tzw. "Wi-Fi". (Ja sam mam w domu stary komputer i nawet NIE próbuję go podłączać do internetu. To na nim dla zaoszczędzenia wydatków na "Cyber Cafe", piszę wszystkie swe emaile i wszystkie strony internetowe jakie redaguję - włączając w to niniejszą stronę. Potem jedynie emaile te i strony "kopiuję" oraz "wklejam" do internetu - co daje się czynić szybko i tanio - często nawet używając darmowego "Wi-Fi" z jakiegoś "hot-spot". W rezultacie do Cyber Cafe wybieram się nie częściej niż tylko raz na tydzień i płacę tam jedynie za godzinę jaką typowo mi zajmuje "wklejenie" i wysłanie wszystkich swych emailów i poaktualizowanych stron.)


#C6. Darmowa "Skype" jest jeszcze lepsza od emailów:

       W internecie oferowany jest darmowy program o nazwie "Skype". Bezpłatną wersję tego programu z instrukcjami w języku polskim można sobie zainstalować z adresu www.skype.com/intl/pl/get-skype. Program "Skype" pozwala na bezpłatne rozmowy głosowe, lub głosow-obrazowe (wideo), pomiędzy dowolnymi dwoma osobami które mają dostęp do komputerów połączonych z internetem. Tym kolegom którzy mają kogoś znajomego, lub z rodziny, kto może zainstalować dla nich taką darmową "Skype", gorąco rekomendowałbym aby sobie ją załadowali do własnego komputera. Jej użycie jest bowiem NIE tylko darmowe, ale także bardzo proste - tj. znacznie prostrze niż użycie emailów. Wszakże np. NIE wymaga aby pisać na klawiaturze, a wystarczy aby zwyczajnie rozmawiać - podobnie jak to się czyni przy użyciu telefonu. Na dodatek, "Skype" pozwala też aby widzieć tego z kim się rozmawia - jeśli ten ktoś ma zainstalowaną kamerę w swoim komputerze. (Oczywiście, ci co NIE mają takiej kamery też mogą rozmawiać - tyle że bez wizji, tj. tak jakby używali telefonu albo radiostacji.) Aby zaś się z kimś połączyć z pomocą owego "Skype", wystarczy poznać jego unikalny dla Skype "adres skypowy" (nick). Ów "adres skypowy" (nick) działa bowiem podobnie jak "numer telefonu" w dzisiejszych telefonach, tj. będąc unikalną dla Skype nazwą danego użytkownika, pozwala on aby programy Skype używały go jako światowego "adresu" tego właśnie użytkownika. Tak dla przykładu, to mój "adres skypowy" używany do połączeń w Skype brzmi janpajak46 (jest on pisany małymi literami jako jeden długi wyraz). Z kolei już znane mi adresy skypowe innych naszych kolegów z roku to edward.barzycki do Edwarda Barzyckiego, cjanik do Krzysztofa Janika (po angielsku: Christopher Janik), walski10 do Waldemara Dziurzyńskiego, oraz grzegorz1234554391 do Grzegrza Średzinskiego. Ja sam używam czasami "Skype" - tj. w dni kiedy wybrałem się do skorzystania z darmowego "Wi-Fi" w jakimś "hot-spot" dostępnym dla mnie w centrum pobliskiego miasta Wellington (odległym o około 8 km od przedmieścia Petone w którym mieszkam). W owe dni typowo mam Skype włączoną i działającą w swoim komputerze w godzinach od około 10 rano do około 2 po południu czasu nowozelandzkiego - w owych więc dniach i godzinach każdy może się ze mną łatwo połączyć. (W okresie polskiego lata czas nowozelandzki wyprzedza czas polski o 10 godzin, zaś polską jesienią, wiosną i zimą - wyprzedza o 12 godzin.) W owych dniach i godzinach jestem więc dostępny do rozmowy - w trakcie której można mnie też zobaczyć dzięki kamerze zainstalowanej w moim komputerzee i dzięki nieustannie transmitowanej przez tą kamerę wizji.


Część #D: Imienne informacje i kontakty jakie posiadamy na temat poszczególnych z nas:

      

    #1. Stanisław Banerski (Bania):
       Staszek mieszkał w Raciborzu a kilka lat temu przeniósł się do Warszawy. Adres jego emaila: s.banerski@wp.pl.

    #2. Zdzisław Bańkowski:
       Zdzisław mieszka obecnie w Bystrzycy Kłodzkiej. Można się z nim skontaktować przez email: z.bankowski@onet.eu.

    #3. Edward Barzycki:
       Losy rzuciły Edwarda do USA, gdzie mieszka w Chicago. Można się z nim skontaktować pod numerem telefonu domowego (0-01-773) 283-82-36. Posiada on też adres dla kontaktów emailowych, mianowicie: ed_barzycki@yahoo.com. Z kolei jego adres w "Skype" brzmi edward.barzycki.
       Dla tych co zechcą skontaktować się z Edwardem telefonicznie lub za pośrednictwem "Skype", chcę tutaj poinformować, że w Chicago typowo (tj. w tych okresach kiedy zarówno w USA jak i w Polsce panuje ten sam czas - tj. albo "letni", albo też "zimowy") czas podąża o 7 godzin później niż czas w Polsce. Z kolei czas w Chicago w okresach "czasu zimowego" na półkuli północnej, podąża o 19 godzin później niż czas w Nowej Zelandii, zaś w okresach czasu letniego na półkuli północnej (tj. w okresach kiedy w USA i w Polsce jest lato) podąża on o 17 godzin później niż czas w Nowej Zelandii. Przykładowo więc, kiedy latem Edward ma godzinę 4 po południu (albo 16), w Polsce jest już 11 w nocy (albo 23) zaś w Nowej Zelandii jest właśnie godzina 9 rano już następnego dnia. Z kolei zimą, kiedy u Edwarda panuje godzina 1 po północy, w Polsce właśnie jest 8 rano, zaś w Nowej Zelandii - godzina 20 wieczorem (tj. najlepszy czas aby do mnie zadzwonić, bowiem ja wówczas zwykle odpoczywam i oglądam telewizję).

    #4. Wiesław Bereś:
       Losy rzuciły Wieśka do Kanady, gdzie przebywa do dzisiaj. Adres jego emaila: Wieslaw.Beres@nrc-cnrc.gc.ca.

    #5. Zbigniew Bieńkowski: ...

    #6. Roman Boesche: ...

    #7. Andrzej Boguski: ...

    #8. Janusz Bondyra:
       Losy rzucily Janusza do Kanady. W 2004 roku adres strony internetowej jego firmy produkującej konwertory katalityczne do samochodów (tj. Emico Technologies Inc.) brzmiał www.emico-catalytic.com. Kiedyś używał adresu emailowego jbondyra@on.aibn.com. Obecnie można się z nim skontaktować poprzez adres jaybondyra@gmail.com.

    #9. Dr hab. inż. Bożena (Brzozowska) Ciałkowska:
       Losy pozwoliły Bożenie pozostać na Politechnice Wrocławskiej, gdzie pracuje do dzisiaj w Zakładzie Obróbki Wiórowej, Ściernej i Erozyjnej (Z4) z Instytutu Technologii Maszyn i Automatyzacji. Jej profil zawodowy oraz dorobek opisane są na stronie internetowej jej instytutu, jaką dostępna jest pod adresem www.itma.pwr.wroc.pl. Jej zainteresowania badawcze obejmują badanie zjawisk występujących w procesie rozdzielania materiałów trudnoobrabialnych narzędziami strunowymi z nasypem ziaren diamentowych. Podstawy teoretyczno-doświadczalne przecinania strunowego. Technologie wytwarzania narzędzi strunowych oraz ustalenie warunków i parametrów cięcia materiałów trudnoobrabialnych. W dniu 18 listopada 2009 roku Bożena obroniła kolokwium habilitacyjne na temat ''Cięcie struną zbrojoną materiałów trudnoobrabialnych''. W chwili obecnej Bożena należy więc już do ekskluzywnego klubu ludzi z tytułami "profesor" i "dr hab".
       Z Bożeną można się skontaktować pod numerem telefonu do pracy (071) 320-42-16 lub do laboratorium (071) 320-20-68 (od 9 do 17) lub telefonu domowego (071) 348-92-86, albo też poprzez jej adres emailowy Bozena.Cialkowska@pwr.wroc.pl.

    #10. Józef Chabiński:
       Losy pozwoliły Józkowi mieszkać i pracować we Wrocławiu. Można się z nim skontaktować pod numerem telefonu do pracy (071) 324-54-54 (od 9 do 17) lub telefonu domowego (071) 324-91-57, albo też poprzez jego adres emailowy strategia@hydral.com.pl. Jego telefon komórkowy ma numer (0) 605-221-301.

    #11. Halina (Chlebosz) Szaro:
       Aby skontaktować się z Haliną należy wysłać email na adres: hszaro@gazoprojekt.pl.

    #12. Krzysztof Chodacki: ...

    #13. Józef Choroba:
       Adres jego emaila: j_choroba@op.pl.

    #14. Mieczysław Cisło:
       Mieczysław i jego żona Barbara mieszkają w Legnicy przy ulicy Asnyka. Można się z nimi skontaktować poprzez numer telefonu (01033 76) 722-57-11. Jego telefon komórkowy ma numer (0) 801-802-803. Adres jego emaila: mcislo@op.pl.

    #15. Jan Ciejka: ...

    #16. Czesław Czapla: ...

    #17. Ś.P. Bernard Dudek:
       Ze smutkiem zawiadamiam że Ś.P. Bernard Dudek odszedl od nas w dniu 3 stycznia 2012 roku. Jego pogrzeb odbył się w Strzegomiu w sobotę dnia 7 stycznia 2012 roku. Pochowany został na Strzegomskim cmentarzu przy ul Olszowej. W ostatnich latach Bernard używał emaila o adresie: bernard.dudek@gmail.com.

    #18. Prof. dr hab. inż. Edward, Stanisław Dzidowski:
       Wszyscy możemy być dumni ze Staszka i jego osiągnięć. Możemy się z nim kontaktować pod numerem telefonu do pracy (071) 320-40-98 (od 9 do 17) lub telefonu domowego (071) 355-27-64, albo też poprzez jego adres emailowy edward.dzidowski@pwr.wroc.pl.

    #19. Janusz Dziuk:
       Adres jego emaila: janusz.dziuk@neostrada.pl.

    #20. Waldemar Dziurzyński:
       Losy rzuciły Waldka do USA, gdzie przebywa od polowy lat 1980-tych. Obecnie mieszka w Laguna Niquel, Kalifronia, USA. Możemy się z nim kontaktować pod numerem telefonu do domu 1 (949) 470-1616, poprzez jego adres emailowy waldski@yahoo.com, albo też poprzez jego adres w Skype "walski10".

    #21. Tadeusz D. Dżułyński: ...

    #22. Jan Filar: ...

    #23. Waldemar Garbarczyk: ...

    #24. Andrzej Golenko:
       Andrzej mieszka we Wrocławiu. Można się z nim skontaktować poprzez numer telefonu (071) 324-28-89. Jego adres emailowy jest jak następuje: andrzej.golenko@pwr.wroc.pl.

    #25. Henryk M. Górgól:
       Losy pozwolily Heńkowi pracować we Wrocławiu. Jest wiceprezesem Zakładu Odlewniczego ALWRO S.A. we Wrocławiu, ul. Karwińska 1, tel. (071) 3427431. Można z nim się tam skontaktować pod emailem sekretariat@alwro.com.pl.

    #26. Witold Grygowicz: ...

    #27. Marian Grzegorek: ...

    #28. Ś.P. Kazimierz Grzelak:
       Losy rzuciły Kazika i jego żonę Elżbietę do Kalisza. Można tam się z nim było skontaktować pod numerem telefonu (01033 62) 764-95-24. Kazik zmarł w dniu 4 listopada 2010 roku. Pochowany w dniu 6/11/2010 w Tłokini Kościelnej obok Kalisza.

    #29. Adam Grzeszczuk: ...

    #30. Roman Hajów: ...

    #31. Bogdan Hełka:
       Po studiach, w maju 1970 roku, Bogdan podjął pracę i zamieszkał w Opolu. W październiku 1971 ożenił się z Lidką Jędrzejowską, architektem - tak jak my - po PWr. Ma córkę Anię, doktora psychologii społecznej, i wnuka Stasia.
Jego telefony: stacjonarny 774743420 i komórkowy 726778921.
Adres e-mail: bhelka@poczta.onet.pl.

    #32. Jerzy Hołdyk:
       W lipcu 2004 roku adres Jerzego był jak następuje ul. Zbożowa 13, 43-300 Bielsko-Biała. (Telefonu nie udało się ustalić.) Adres jego emaila: jerzy.hołdyk@vp.pl.

    #33. Witold Imiołczyk:
       Witold mieszka we Wrocławiu. Można się z nim skontaktować pod numerem telefonu (071) 357-01-43.

    #34. Wiesław J. Jabłoński:
       W lipcu 2004 roku adres Wiesława był jak następuje ul. Kotlarska 11c m. 50, Katowice. (Telefonu nie udało się ustalić.) Można też próbować kontaktować się z nim emailowo poprzez adres jablonskiw1@wp.pl.
       Podobnie jak kilku innych kolegów - którzy odpowiedzieli na apele i dosłali już swoje zdjęcia, Wiesław ma też już założoną własną stronę autobiograficzną dostępną pod nazwą jablonski_wieslaw.htmi, którą daje się wywoływać zarówno oddzielnie, jak i m.in. z niniejszej strony naszego roku. Owa strona służy m.in. wystawieniu jego aktualnych zdjęć (kliknij na niniejszy link aby otworzyć jedno z jego aktualnych zdjęć).

    #35. Św.P. Edward Jakubiszyn:
       Niestety, Edward zmarł w 1999 roku. Był prezesem w Fabryce Maszyn Budowlanych FAMABA w Głogowie.

    #36. Ryszard Janicki:
       Ryszard mieszka obecnie w Szczecinie.

    #37. Krzysztof Janik:
       Losy rzuciły Krzysztofa i jego żonę Elżbietę do USA, gdzie mieszka niedaleko od Nowego Jorku. Kontakt z nim można uzyskać poprzez jego numer telefonu 315-446-8177, albo też poprzez jego adres emailowy. Do grudnia 2009 roku adres emailowy Krzysztofa był: cjanik@twcny.rr.com. Począwszy zaś od 21 grudnia 2009 roku założył on sobie nowe konto na Gmail, o adresie: kjanik@gmail.com. Z kolei jego adres w "Skype" brzmi cjanik od angielskiego Christopher Janik).

    #38. Jacek Jantura: ...

    #39. Jerzy Jędrzejowski: ...

    #40. Stanisław Kaczmarczyk:
       Stanisław mieszka we Wrocławiu. Można się z nim skontaktować poprzez numer telefonu (071) 363-64-67. Adres jego emaila: lidia@post.pl.

    #41. Wiesław L. Kamiński: ...

    #42. Jerzy A. Kapelusz: ...

    #43. Władysław Kapusta: ...

    #44. Jerzy M. Kawecki: ...

    #45. Jan Kolenda:
       Kontakt z nim można uzyskać przez email: kimsc@onet.pl.

    #46. Aleksander G. Komorowski:
       Szanowne koleżanki i koledzy,
       Pozwoliłem sobie napisać kilka słów po blisko 40-tu latach jakie upłynęły od ukończenia studiów na Wydziale Mechanicznym Politechniki Wrocławskiej w 1970 roku. Po ukończeniu studiów odbywałem roczny staż asystencki w jednym z Zakładów Instytutu Technologii Budowy Maszyn, który prowadził wspaniały szef i człowiek ówczesny doc. dr inż. Władysław Kaczmar.
       Następnie pracowałem w dozorze jednej z kopalni Rybnickiego Okręgu Węglowego i potem na stanowisku kierowniczym w Przedsiębiorstwie Energetyki Cieplnej w Jastrzębiu-Zdroju. W 2010 roku osiągnąłem wiek dojrzały – czytaj emerytalny, pracowałem jednak dalej na tym samym stanowisku aż do 1 lipca 2010 roku.
       Osiadłem w Jastrzębiu-Zdroju na stałe, posiadam okazały dom, wspaniałą żonę oraz dwóch synów.
       W związku, że w 2010 roku minęło 40 lat od ukończenia wspólnych studiów, zaproponowałem z tego powodu zorganizowanie spotkania koleżanek i kolegów. Spotkanie to odbyło się w Dusznikach-Zdroju, było 2 dniowe, w dniach 22 do 23 maja 2010 roku.
       Przesyłam pozdrowienia, życzę zdrowia i dalszej aktywności na polu odkrywania tajemnic naszego pobytu na tej wspaniałej planecie - ziemi.
       Aleksander Grzegorz Komorowski
       Mój telefon domowy (+48) 32-47-19-655 wieczorem; tel. kom. 0-531-041-381.
       Email: agk13@onet.pl (przed odejściem na emeryturę w dniu 1 lipca 2010 roku, mój email był akomorowski@pecjastrzebie.com - jednak obecnie ten adres przestał już być ważny).
       Do usłyszenia, a najlepiej do osobistego spotkania się jeszcze w tym wcieleniu !!!!!!

    #47. Fryderyk W. Koryciarz: ...

    #48. S.p. Prof. dr hab. inż. Zbigniew Korzeń:
       Niestety, Zbyszek odszedł od nas w 2003 roku, przy samym szczycie swojej kariery zawodowej. W chwili śmierci był już po habilitacji i otrzymał tytuł profesora. Jego grób znajduje się na cmentarzu komunalnym we Wrocławiu.

    #49. Zygmunt Koszyczarek: ...

    #50. Andrzej Kowalczyk: ...

    #51. Janusz K. Krassowski:
       Losy pozwoliły Januszowi mieszkać i pracować we Wrocławiu. Można się z nim skontaktować pod numerem telefonu do pracy (071) 33-484-40 (od 9 do 17) lub poprzez telefon/fax (071) 33-484-08, albo też poprzez adres emailowy do zakładu pracy temer@temer.pl. Jego sp.z.o.o (Temer) ma też własną stronę internetową o adresie www.temer.pl. Jego telefon komórkowy ma numer (0) 601-899-677.

    #52. Andrzej Kruszyna:
       Losy rzuciły Andrzeja do Radomia, gdzie prowadzi wysoce aktywne życie. Można się z nim skontaktować pod numerem telefonu domowego (048) 36-218-66, albo też poprzez jego adres emailowy a.m.kruszyna@wp.pl.

    #53. Jan Krystian: ...

    #54. Marian Kucharczyk: ...

    #55. Janusz Kwasecki: ...

    #56. Tadeusz Łosik:
       Losy rzucily Tadzika do Głogowa. Można się z nim skontaktować pod numerem telefonu (076) 8334422 lub emaila tz.losik@op.pl.

    #57. Ryszard Łukasiewicz:
       Adres jego emaila: ryszard.lukasiewicz@gmail.com.

    #58. Stanisław Masły: ...

    #59. Czesław Medyński:
       Adres jego emaila: marylam@op.pl.

    #60. Stanisław Mendelowski: ...

    #61. Kazimierz Miernicki:
       Adres jego emaila: k_miernicki@poczta.onet.pl.

    #62. Jerzy E. Michalak: ...

    #63. Mieczysław Michalczuk: ...

    #64. Leszek Mozyrko:
       Losy pozwoliły Leszkowi mieszkać i pracować we Wrocławiu. Można się z nim skontaktować pod numerem telefonu do pracy (071) 341-65-01 (od 9 do 17) lub telefonu domowego (071) 368-70-72, albo też poprzez jego adres emailowy LMoz@op.pl. Jego telefon komórkowy ma numer (0) 605-993-940.

    #65. Janusz Mstowski:
       Losy rzuciły Janusza do Sulechowa, gdzie wspina się na szczyty. Można się z nim skontaktować pod numerem telefonu do pracy na Uniwersytecie Zielonogórskim (068) 3282349 lub 3282454, lub na Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Sulechowie (068) 352-84-19; lub pod numerem telefonu domowego (068) 453-38-69. Można też napisać do niego na jego adresy emailowe j.mstowski@pwsz.sulechow.pl, lub j.mstowski@iizp.uz.zgora.pl. Jego telefon komórkowy ma numer (0) 601-93-45-11.

    #66. Romuald Niedziela: ...

    #67. Borysław Niemcewicz: ...

    #68. Aleksander Nowak: ...

    #69. Dr inż. Jan Pająk (edytor tej strony):
       Po ukończeniu Politechniki Wrocławskiej, od 1970 aż do 1982 roku, czyli przez cały okres zatrudnienia w kraju, pracowałem w jednej i tej samej instytucji - którą była nasza Politechnika. Przez większość czasu byłem tam zatrudniony na stanowisku "adiunkta" (który jest polskim odpowiednikiem dla pozycji "Reader" w angielskim systemie uniwersyteckim). W kwietniu 1982 roku odleciałem do Nowej Zelandii. Tak zostałem emigrantem. A w Nowej Zelandii - jak to zwykle na emigracji bywa, kiedy NIE mieli nikogo lepszego pod ręką, zatrudniali mnie na najniższych posiadanych posadach uczelnianych. Natychmiast jednak się mnie pozbywali jak tylko znalazł się ktoś miejscowy chętny na daną posadę. W ten sposób tylko w Nowej Zelandii wykładałem w aż 5-ciu odmiennych uczelniach. Kiedy zaś NIE było już dla mnie żadnej pracy w Nowej Zelandii, wówczas wyruszyłem na wykładanie poza jej granicami. Tak zostałem też tułaczem w poszukiwaniu chleba. Poza Nową Zelandią mogłem już konkurować na równej stopie, stąd oferowane mi pozycje były bardziej odpowiednie dla poziomu mojej edukacji i doświadczenia zawodowego. W ten sposób poza Nową Zelandią zawsze zatrudniany byłem na najwyższych pozycjach uniwersyteckich - bo aż trzykrotnie na pozycji profesora nadzwyczajnego (tj. "Associate Professor"), a raz nawet na pozycji profesora zwyczajnego (tj. full "Professor"). Z powodu konieczności tego powtarzalnego szukania pracy poza granicami NZ, niemal tyle samo czasu byłem zmuszony spędzić na wykładaniu poza Nową Zelandią, co pozwolono mi wykładać w samej Nowej Zelandii. Poza Nową Zelandią wykładałem więc jako Associate Professor na Cyprze i na takim samym stanowisku też w Malezji, na tropikalnej wyspie Borneo, zaś w 2007 roku, jako już pełny profesor - w Południowej Korei. Niestety, od 2005 roku (z wyjątkiem owego 2007 roku) byłem całkowicie bezrobotnym, aż do odejścia na emeryturę w 2011 roku. Bezskutecznie szukając pracy przeszłem też przez rodzaj "deja vu", bowiem począwszy od około 2008 roku sytuacja w Nowej Zelandii zaczęła wyglądać bardzo podobnie do sytuacji w Polsce w latach 1980-ch. Niestety, na ponowną pracę poza granicami NZ byłem wówczas już za stary - jako że większość krajów świata otwartych dla zagranicznych ekspertów odsyła swych wykładowców na emeryturę już w wieku 60 lat, zaś ich prawa zabraniają zatrudniania obcokrajowców o wieku ponad 60 lat. Na dodatek, nowozelandzkie prawa są tak zaprojektowane, że według nich NIE należał mi się zasiłek dla bezrobotnych. Całe więc szczęście że poczyniłem kiedyś oszczędności z zamiarem kupienia sobie mieszkania aby na stare lata przypadkiem nie wylądować pod mostem - jako bowiem bezrobotny który NIE otrzymywał zasiłku dla bezrobotnych byłem w stanie czerpać na życie z owych oszczędności. Kiedy przybyłem do Nowej Zelandii, na emeryturę odchodziło się w niej w wieku 60 lat. Z powodu jednak kłopotów ekonomicznych, zadłużenia Nowej Zelandii, oraz trudności pracodawców w utrzymywaniu młodych Nowozelandczyków w wymaganej dyscyplinie pracy, poprzednie rządy podniosły wiek emerytalny o 5 lat. Aż do 2016 roku prawo do otrzymywania emerytury nabywało się więc w niej dopiero po ukończeniu wieku 65 lat - aczkolwiek w 2016 roku zaczęto otwarcie w niej prowadzić hałaśliwą kampanię propagandową aby ponownie przesunąć prawo do emerytury na jeszcze starsze lata, prawdopodobnie do wieku 70 lat. W 2012 (tj. w rok po przejściu na emeryturę) kupiłem sobie mieszkanie - po 30 latach nieustannej tułaczki uzyskując w końcu jakiś dach nad głową. Niestety, starczyło mi oszczędności na jedynie maleńskie mieszkanko o powierzchni 49 metrów kwadratowych. Obecnie mieszkam w nim wraz z żoną Sue. Zlokalizowane jest ono w przedmieściu Wellington (tj. stolicy Nowej Zelandii) nazywającym się Petone - a połozonym ok. 8 km od centrum owego miasta.
       Za swoje największe osiągnięcia życiowe uważam (1) opracowanie teorii wszyskiego zwanej Konceptem Dipolarnej Grawitacji (KDG), oraz (2) filozofii zwanej totalizm, a także (3) wynalezienie rodziny dyskoidalnych statków międzygwiezdnych zwanych magnokraftami - szczególnie zaś (4) odkrycie, że starzeniem się ludzi na Ziemi rządzi sztuczny rodzaj czasu zwany "nawracalnym czasem softwarowym" (opisany szerzej we wstępie oraz w punktach #C4.1 i #A1 mojej strony o nazwie immortality_pl.htm) - który upływa około 365 tysięcy razy wolniej od naturalnego czasu wszechświata (chociaż starzeniem się skał i skamienielin, w tym kości dinozaurów i węgla, rządzi ów około 365000 razy wolniejszy czas naturalny wszechświata), oraz wypracowanie na bazie tego wolnego czasu softwarowego zasady działania "magnokraftu trzeciej generacji" który po zbudowaniu będzie działał jako wehikuł czasu (w ten sposób pozwalając ludziom na osiąganie nieśmiertelności poprzez powtarzalne cofanie ich do lat młodości za każdym razem kiedy dożyją oni do wieku starczego). Za istotne swe osiągnięcie życiowe uważam również (5) wynalezienie i rozpracowanie zasady działania tzw. komory oscylacyjnej (która po zbudowaniu będzie urządzeniem napędowym dla "magnokraftów" i dla "wehikułów czasu"), oraz (6) wynalezienie i rozpracowanie tzw. ogniwa telekinetycznego (które po zbudowaniu będzie generowało elektryczność na zasadzie będącej odwrotnością zjawiska tarcia - znaczy tak jak tarcie spontanicznie konsumuje ruch i generuje ciepło, owa odwrotność tarcia spontanicznie konsumuje ciepło otoczenia a generuje ruch). (W sprawie badań rozwojowych nad "magnokraftem" i nad "komorą oscylacyjną" w 1986 roku zwróciłem się nawet oficjalnie do Instytutu Technologii Budowy Maszyn Politechniki Wrocławskiej aby pozwolili mi otworzyć przewód habilitacyjny i napisać rozprawę habilitacyjną na temat tych napędów przyszłości - po szczegóły patrz punkty #J1 do #J3 na odrębnej stronie o nazwie magnocraft_pl.htm, lub patrz podrozdział M11 z tomu 11 oraz punkt #22 w podrozdziale W4 z tomu 18 mojej monografii [1/5]. Niestety, Rada Naukowa tego instytutu NIE zgodziła się na otwarcie mi takiego przewodu habilitacyjnego - a szkoda bo tradycji naukowej na Politechnice Wrocławskiej przydałoby się sponsorowanie takich właśnie awangardowych rozpraw i badań które wnosiłyby sobą potencjał aby w przyszłości trafić do historii nauki i techniki i w ten sposób wyróżnić tą uczelnie z tłumu innych szkół wyższych jakie zapełniają dzisiejszy świat.) Z kolei zdarzeniem które najbardziej mnie cieszy, było (7) ustalenie że poprawność zasady działania mojego "wehikułu czasu" została potwierdzona w Biblii (patrz tam wersety 20:1-11 z Drugiej Księgi Królewskiej - naukowo zinterpretowane w punkcie #D5 ze strony immortality_pl.htm). Podczas formułowania swojej filozofii totalizmu odkryłem także, że za każdym upartym trendem i zdarzeniem losowym ukrywa się jakieś prawo moralne lub zjawisko moralne. Stąd owe wysoce spektakularne trendy nieustannych wzlotów i upadków jakie w życiu doświadczałem, zainspirowały mnie do odkrycia i opisania tzw. "pola moralnego" (tj. niewidzialnego pola podobnego do grawitacji które oddziaływuje siłowo na każde nasze działanie, w tym i na proces myślenia, podejmowania decyzji, mówienia prawdy, itp.). Jedno z następstw działania "pola moralnego" jakie odkryłem, nazwane (8) "przekleństwo wynalazców", opisane jest m.in. w punkcie #G3 strony eco_cars_pl.htm oraz w punkcie #F1 strony morals_pl.htm.
       Moje burzliwe losy życiowe pełne odkryć, wynalazków, wzlotów, oraz upadków, skrótowo są podsumowane na stronie o nazwie jan_pajak_pl.htm, zaś nieco szerzej opisane zostały na stronie z notką biograficzną pajak_jan.htm. Przy końcu owej strony pajak_jan.htm zawsze też podane są moje najaktualniejsze dane kontaktowe. Niezależnie od powyższej notki autobiograficznej, w 2016 roku przygotowany został 35 minutowy film o moim życiu noszący tytuł "Dr Jan Pajak portfolio", jaki jest dostępny do oglądnięcia (całkowicie za darmo) w www.youtube.com, zaś szczegółowy opis którego wraz z linkami do wszystkich jego wersji językowych (tj. do wersji polskojęzycznej, angielskojęzycznej i niemieckojęzycznej) zawarty jest w mojej stronie o nazwie portfolio_pl.htm.

    #70. Zbigniew Pasławski:
       Losy rzuciły Zbyszka do Berlina w Niemczech, gdzie mieszka obecnie (dane z 2004 roku).

    #71. Andrzej A. Patocki:
       Andzej mieszka we Wrocławiu. Można się z nim skontaktować poprzez numer telefonu (071) 352-51-35. Adres jego emaila: vilandra@kn.pl.

    #72. Tadeusz L. Patycki: ...

    #73. Wiktor Piechociński: ...

    #74. Józef Pielorz:
       Józef od lat 1970-tych mieszka i pracuje w Niemczech. Jak dotychczas zawiodły wszelkie próby odnalezienia danych kontaktowych do niego.

    #75. Maria (Pogost) Fox:
       Nazywam się teraz Mara Fox. Mieszkam w Nowym Jorku od 1971 roku. Mój adres emailowy to: Mara411@aol.com. Mój numer telefonu domowego to (1) 718-805-4696. Mój dom jest zawsze otwarty dla gości. Mój adres: 90-50 Union Turnpike, #14L, Glendale, NY 11385, USA. Do 2000 roku pracowałam jako tzw. "project manager" w zakładzie mechanicznym specjalizującym się w kontroli Środowiska, odpylaniu, klimatyzacji i kontroli hałasu na dosyć dużą skalę przemysłową. Od 2000 roku zupełnie zmieniłam pole swojej "działalności", z czego jestem bardzo zadowolona. Pozdrawiam wszystkich. Mara.

    #76. Mirosław T. Płucisz:
       Mirek mieszka we Wrocławiu na ulicy Nefrytowa 26. Można się z nim skontaktować poprzez numer telefonu (071) 368-74-44.

    #77. Chrystian Prorok: ...

    #78. Stanisław Przeworek:
       Losy rzuciły Staszka do Nysy, gdzie mieszka do dzisiaj. Można się z nim skontaktować pod numerem telefonu domowego (077) 433-70-40. Można też próbować skontaktować się ze Staszkiem emailowo pisząc na adres stanislaw.prze@vip.onet.pl (dawniej Staszek posiadał adres przestas@wp.pl), albo skontaktować się emailowo poprzez Andrzeja Kruszynę - który często się widuje ze Staszkiem.
       Podobnie jak kilku innych kolegów - którzy odpowiedzieli na apele i dosłali już swoje zdjęcia, Staszek ma też już założoną własną stronę autobiograficzną dostępną pod nazwą przeworek_stanislaw.htm, którą daje się wywoływać zarówno oddzielnie, jak i m.in. z niniejszej strony naszego roku. Owa strona służy m.in. wystawieniu jego aktualnych zdjęć (kliknij na niniejszy link aby otworzyć jedno z jego aktualnych zdjęć).

    #79. Witold Przybyszewski: ...

    #80. Marek Przygodzki:
       Adres jego emaila: m.przygodzki@marpo.com.pl.

    #81. Grażyna Rataj (Waszkiewicz): ...

    #82. Janusz Rudy: ...

    #83. Maciej Rusin:
       Adres jego emaila: maciejpiotr.r@gmail.com.

    #84. Janusz A. Rutański:
       Janusz i jego żona Elżbieta mieszkają we Wrocławiu. Można się z nimi skontaktować poprzez numer telefonu (071) 34-64-142. Janusz ma telefon komórkowy o numerze (0) 509-345-268. Można się też z nimi kontaktować emailowo albo przez domowy email Janusza o adresie januszrutanski@o2.pl, albo też przez jego email do pracy o adresie janusz.rutanski@pwr.wroc.pl.

    #85. Zbigniew A. Sadowski: ...

    #86. Bogdan Ściszek: ...

    #87. Ś.P. Roman Sperzyński:
       Losy rzuciły Romana Sperzyńskiego do Poznania, gdzie mieszkał aż do 2011 roku. Można tam z nim się było kontaktować pod numerem telefonu służbowego (061) 855-24-92 wew. 4 (od 8 do 17) lub pod emailem biuro@rowitex.poznan.pl. Niestety, z żalem przekazuję tu informację że w dniu 22 kwietnia 2011 roku Roman Sperzyński zmarł. Jego pogrzeb odbył się 28 kwietnia 2011 roku w kościele pw. św. Antoniego Padewskiego na Starołece.

    #88. Jan Stańczyk:
       Losy pozwoliły Jankowi mieszkać i pracować we Wrocławiu. Można się z nim skontaktować pod numerem telefonu do pracy (071) 324-51-43.

    #89. Jan Stefaniuk:
       Jan od około 1980 roku mieszka i pracuje w Szwajcarii. Jak dotychczas zawiodły wszelkie próby odnalezienia danych kontaktowych do niego.

    #90. Waldemar Świątkowski: ...

    #91. Jerzy Szczerbina:
       Jerzy mieszka w Parchowie koło Polkowic. Tel. domowy (076) 8171129; tel. do pracy (076) 7498338; zas tel. komorkowy 601872866.
       W dniu 6 sierpnia 2007 roku pojawił się wpis w naszej księdze uwag, że Jerzy już nie pracuje. Adres jego emaila: olek-s@tlen.pl.

    #92. Mieczysław J. Szeremeta: ...

    #93. Dr inż. Janusz Szymkowski:
       Losy pozwoliły Januszowi pozostać na Politechnice Wroclawskiej, gdzie pracuje do dzisiaj w Zakładzie Obróbki Wiórowej, Ściernej i Erozyjnej (Z4) z Instytutu Technologii Maszyn i Automatyzacji. Jego profil zawodowy oraz dorobek opisane są na stronie internetowej tego instytutu, jaka dostępna jest pod adresem www.itma.pwr.wroc.pl. Zainteresowania badawcze Janusza obejmują badanie przemieszczeń i drgań mechanicznych. Można się z nim skontaktować pod numerem telefonu do pracy (071) 320-27-34 (od 9 do 17) lub telefonu domowego (071) 35-31-486, albo też poprzez jego adres emailowy J.Szymkowski@itma.pwr.wroc.pl.

    #94. Grzegorz Średziński:
       Losy rzuciły Grzegorza do Duszników Zdroju, gdzie znalazł szczęście w każdym tego słowa znaczeniu. Można się z nim skontaktować pod numerem telefonu do pracy (074) 867-17-90 (od 9 do 17) lub telefonu domowego (074) 866-93-50, albo też poprzez jego adres emailowy sredzinski@op.pl. Jego telefon komórkowy ma numer (0) 601-476-425.

    #95. Wieslaw Światoniewski: ...

    #96. Marek Wachałowicz: ...

    #97. Witold Wacowski: ...

    #98. Zenon T. Wartanowicz: ...

    #99. Jerzy Winnicki: ...

    #100. Tadeusz K. Wolski: ...

    #101. Julian S. Zając: ...

    #102. Jan Zakrzewski: ...

    #103. Andrzej E. Zbyryt: ...

    #104. Andrzej Zielniewicz: ...

    #105. Wojciech Złotkowski: ...

    #106. Mieczysław S. Zwoliński: ...
* * *
       Apeluję też do każdego o dosyłanie dalszych kontaktów do tych kolegów i koleżanek, których namiarów ciągle nam brakuje. Proszę też o weryfikacje, aktualizowanie i poszerzanie własnych danych kontaktowych, opisów, oraz ilustracji, udostępnionych na stronie niniejszej oraz pw.htm - Nasz Rok.


Część #E: Filozoficzna ocena naszego pokolenia:


#E1. Każdy z nas ma wiele powodów dla dumy:

Motto: "Edukacja w losach kraju jak głowa w wędrówce węża - gdzie ta głowa się skieruje, reszta węża też tam się znajdzie."

       Jeśli dobrze się zastanowić to mamy wiele powodów abyśmy mogli być dumni ze swego wykształcenia. Poniżej wyliczę najważniejsze z nich:
       1. W czasach kiedy my studiowaliśmy, Polska miała najlepszy na świecie model kształcenia uczelnianego. Ja w swoich włóczęgach po świecie "za chlebem" wykładałem w 10 odmiennych uczelniach z 5 różnych krajów świata (w dwóch z których to krajów wykładałem w miejscach i czasach które faktycznie stwarzały tam jakby cztery odmienne kraje). Mam więc relatywnie dobre rozeznanie jakie modele kształcenia można stosować w edukacji uczelnianej, oraz jakie są wady i zalety każdego z tych modeli. I tak, jestem absolutnie pewien że akadamicko najlepszym w świecie był model (a), który możemy nazwać "Polski Model", a który my ukończyliśmy. Esencją owego "polskiego modelu" z czasów naszych studiów było, że (a1) wykształcenie uczelniane było wówczas otwarte praktycznie dla każdego - a stąd że każdy obdarzony zdolnościami mógł studiować, że (a2) nauka była za darmo - a na dodatek studentom z co biedniejszych domów rząd wypłacał relatywnie wysokie stypendia (tak że ich rodziców NIC nie kosztowało wykształcenie swych dzieci), że (a3) liczba miejsc na uczelniach była ograniczona tylko do tej która była niezbędna dla gospodarki kraju, a stąd że (a4) aby dostać się na uczelnie trzeba było zdać bardzo trudny egzamin wstępny, przez który przedzierały się niemal wyłącznie akademicko-najzdolniejsze osoby, oraz że (a5) okres studiów był bardzo długi - bo dla magisterskich studiów inżynierskich praktycznie wynosił 6 lat. Najważniejszą zaletą tego modelu było, (az1) że wypuszczał on wyłącznie wysokiej jakości absolwentów, których przygotowanie zawodowe było najwyższe z możliwego do osiągnięcia w ówczesnym świecie. Wadą zaś tego modelu było, (aw1) że mógł go urzeczywistnić jedynie bardzo silny rząd, który potrafił się oprzeć naciskom bogatych i wpływowych ludzi aby ulżyć dla ich dzieci kryteria dostępu do edukacji uczelnianej. Zupełnie odwrotnym do tamtego "polskiego modelu" był (b) "Model Nowozelandzki". Był on stosowany w Nowej Zelandii aż do czasów utraty władzy przez Sir Roberta Muldoon - tj. najbardziej moralnego i mądrego polityka jakiego sprawiedliwe i dostatnie rządy osobiście doświadczyłem i poznałem na sobie (więcej informacji na temat tego wspaniałego przywódcy można znaleźć w punkcie #B1 na stronie o nazwie pajak_jan.htm). Esencją tego modelu było, że (b1) nauka była w nim zupełnie za darmo, oraz że (b2) wstęp na uczelnie był wolny i pozbawiony jakichkolwiek wymogów czy utrudnień, tak że każdy mógł podejmować studia w każdym momencie czasowym. Zaletą tego modelu było, że (bz1) podobnie jak uprzedni "polski model" otwierał on dostęp do edukacji uczelnianej praktycznie dla każdego. Jednak jego wady obejmowały (bw1) ogromne marnotrawstwo środków i zasobów - spowodowane m.in. swobodnym dostępem do uczelni nawet osób o inteligencji "stołowej nogi", którym ukończenie studiów zajmowało po kilkadziesiąt lat, bowiem każdy przedmiot studiowali oni aż po kilka lat, oraz (bw2) zaniżanie poziomu akademickiego przez konieczność dopasowywania wykładanej wiedzy do zdolności umysłowych "średniego studenta" - które to zdolności, z powodu "zalewania" uczelni przez wiele takich "stołowych nóg", był relatywnie niski. W końcu ostatnim modelem (c) możliwym do wprowadzenia, był model po angielsku nazywany "User Paid", który jednak dla powodów jakie wyjaśnię w następnym paragrafie, przez wysoce praktycznych Chińczyków byłby nazywany "ujeżdżaniem tygrysa". Model ten został wprowadzony w Nowej Zelandii zaraz po utracie władzy przez Sir Roberta Muldoon i panuje tam aż do dzisiaj. Jego cechy obejmują: (c1) wstęp na uczelnie jest otwarty dla każdego oraz pozbawiony jakichkolwiek warunków czy wymogów, oraz (c2) za prawdo do studiowania każdego przedmiotu trzeba słono płacić. Zaletami tego modelu jest, że (cz1) państwo ma uczelnie za darmo (co cieszy zarówno rząd, bo ma więcej pieniędzy do roztrwonienia, jak i cieszy też władze uczelni, bowiem ich rosnące apetyty finansowe są opłacane przez studentów - czasami nawet generując uczelniom wysokie zyski), oraz że (cz2) model ten jest w stanie wprowadzić każdy rząd, nawet najsłabszy i najbardziej obawiający się wszelkich zmian, bowiem pod względem filozoficznym model ten przemieszcza się "w dół pola moralnego" (patrz punkt #F1 poniżej po wyjaśnienie co to znaczy), czyli jako taki jest ogromnie łatwy do wprowadzenia zaś jego wdrożenia i utrzymanie nie napotyka opozycji wyborców. Natomiast wadami tego modelu są, że (cw1) powoduje on szybkie zaniżanie poziomu akademickiego praktycznie niemal do zera - tak że z czasem dyplomy zaczynają być tam wydawane tylko "za dokonanie wymaganych opłat oraz za obecność na uczelni", że (cw2) dostęp do wyższej edukacji mają jedynie bogaci - czyli że dzieli on kraj na klasy i inicjuje segregację społeczną, że (cw3) dyplomy trafiają do rąk wielu nieodpowiednich "nóg stołowych" - tak że jakość zawodowych usług rapotownie spada w całym kraju, a taże iż (cw4) model ten nosi cechy "ujeżdżania tygrysa" - np. niemal niemożliwym jest jego późniejsze zarzucenie, bowiem trzebaby wówczas pozwracać opłaty za naukę całym generacjom absolwentów. Powinienem tu dodać, że różne kraje świata mogą też powdrażać inne modele, które jednak po analizie okazują się tylko modyfikacjami powyższych modeli (a), (b) lub (c). Przykładowo, w Malezji stosowany jest "model talonów na naukę", który polega na tym że każda szkoła średnia otrzymuje przydział określonej puli "talonów" uprawniających do wstępu na uczelnie tego kraju uczni należących do każdej z trzech ras jej mieszkańcow. "Talony" te szkoła średnia rozdaje potem swoim absolwentom, oficjalnie jakoby na bazie osiągnięć akademickich, jednak w praktyce i "nieoficjalnie" zwykle zależnie od tego kto jest synem kogo i jak ważni są jego rodzice. W praktyce jednak owe "talony" okazują się być modyfikacją modelu (c) "user paid". Jego zalety i wady pokrywają się bowiem niemal całkowicie z zaletami i wadami modelu (c) powyżej.
       Zmuszający do zastanowienia artykuł o tytule "UK falls behind in higher edukation" (tj. "UK pozostaje w tyle w wyższej edukacji") ukazał się na stronie 8 malezyjskiej gazety o nazwie The Sun (darmowe wydanie z czwartku (Thursday), September 9, 2010). W artykule tym raportowane są wyniki międzynarodowych badań nad wyższą edukacją w poszczególnych krajach świata. Zgodnie z nimi, w ostatnich czasach Anglia (UK) przestała być w czołówce świata ("a world leader") w wyższej edukacji i została prześcignięta przez takie kraje jak Polska i Portugalia. Co gorsze, łatwo przewidzieć że poziom uczelni UK już wkróce spadnie jeszcze niżej. Wszakże artykuł ten wyjaśnia że były dyrektor BP (tj. były dyrektor tego samego koncernu naftowego który w Zatoce Meksykańskiej wywołał w połowie 2010 roku największą katastrofę ekologiczną w najnowszych dziejach Ziemi), został zatrudniony przez rząd UK dla dokonania 35% cięć budżetu w finansowaniu uczelni wyższych UK, oraz do zaplanowania przejścia edukacji UK na tzw. system "opłacany przez użytkownika" (tj. "user paid"). W takim nowym systemie, uczelnie byłyby finansowane głównie przez studentów, którzy za swoje studia płaciliby z własnej kieszeni co najmniej 7000 funtów. Innymi słowy, po zniszczeniu naturalnego środowiska, ów były dyrektor BP otrzymał zadanie zniszczenia wyższej edukacji UK. Na wyniki jego zapędów NIE trzeba było odczekiwać zbyt długo. Już bowiem w 2014 roku ukazał się artykuł "China's poorest beat Britain's best pupils" (tj. "Najgorsi uczniowie Chin biją najlepszych uczni brytyjskich"), ze strony B2 gazety The Dominion Post wydanie ze środy (Wednesday), February 19, 2014.
       Taki sam "user paid" system edukacyjny jak ten wprowadzony w UK w 2010 roku, jest już używany w Nowej Zelandii od 1989 roku. W NZ okazał się on największą katastrofą od czasu wypuszczenia tam na wolność szybko mnożących się królików. System ten nosi bowiem cechy, które Chińczycy opisują wysoce trafnym określeniem "riding a tiger" - tj. "ujeżdżanie tygrysa". Podobnie bowiem jak osoba która "dosiadła tygrysa" nie może już z niego zsiąść - bowiem ów tygrys by ją pożarł, ani nie może dalej na nim jechać - bowiem tygrys NIE jest zwierzęciem podatnym na ujeżdżanie, również kraj który wprowadzi "opłacanie przez użytkownika" swojej wyższej edukacji jest tym "urządzony" na zawsze. Wszakże nie może już się wycofać z takiej opłacanej przez studentów edukacji - bowiem rząd byłby zmuszony do zwrócenia opłat które uprzednio pobierał przez wiele lat od byłych studentów, a żadnego rządu na to NIE stać. Nie może też długo tolerować takiej "user paid" edukacji, bowiem powoduje ona raptowny spadek poziomu nauczania (a stąd i wiedzy absolwentów) - co w końcowym efekcie prowadzi do braku wiedzy u jego "fachowców" i do zrujnowania kraju. Wszakże studenci którzy słono płacą za swoją edukację spodziewają się otrzymać dyplomy wyłącznie za owe opłaty i to bez dodatkowego uczenia się. Stąd nieustanne naciski które wywierają oni na swoich wykładowców i na kierownictwo swoich uczelni, stopniowo erodują poziom edukacji do niemal zera. Jednocześnie nieprzyjemna atmosfera jaką taka sytuacja wytwarza na uczelniach powoduje masową ucieczkę najzdolniejszych wykładowców. Stąd zamiast być uczeni przez najlepszych, w systemach edukacyjnych "opłacanych przez użytkowników" studenci zaczynają być uczeni przez najgorszych. Uczelnie stopniowo zaczynają konkurować z urzędami państwowymi w zapełnianiu się osobami które praktycznie NIE nadają się już do czynienia niczego. W rezultacie co zdolniejsi i co mniej zamożni opuszczają własny kraj i emigrują tam gdzie edukacja ma wyższy poziom i mniej kosztuje. Tam też zwykle pozostają już po studiach. Dany kraj stopniowo traci więc swoją najzdolniejszą "śmietankę narodu". Z kolei ci co są edukowani we własnym kraju zwolna zaniżają w nim poziom ekspertyzy, co z czasem prowadzi do zrujnowania niemal każdej dziedziny życia owego kraju. Brak bowiem wiedzy u "ekspertów" danego kraju, to prosta droga do budowania tam domów które przeciekają, gniją i zawalają się, to receptura na budowanie mostów i dróg które zapadają się, to gwarancja szerzenia się tam monopoli - wszakże niski poziom ekspertyzy nie zezwala tam na wprowadzenie prawdziwej konkurencji, to pewność demoralizacji siły roboczej i spadku produktywności - bowiem monopole mają taki właśnie wpływ na ekonomię jako że jedyne co potrafią to zwiększać ceny, zaniżać produkcję oraz protegować najniemoralniejszych, to zapowiedź upadku lub ucieczki przemysłu z danego kraju - bowiem brak tam kwalifikowanej i niezdemoralizowanej siły roboczej która by pracowała w owym przemyśle, to początek bezrobocia i wyludniania się kraju - wszakże brak pracy powoduje tam ucieczkę jego najzdolniejszej młodzieży do innych krajów, to upadek standardów życia - bowiem brak jest espertyzy która by utrzymywała te standardy, to początek drożyzny, zadłużenia kraju i wzrostu podatków - bowiem politycy będą chcieli utrzymać swój poprzedni poziom wydatków, jednak brak jest wpływów do kasy państwowej, to wysiłki rządu aby podwyższać wiek emerytalny i generować prawa jakie zmniejszą ilość wypłacanych zasiłków dla bezrobotnych, to raptowny wzrost nałogów i przestępczości - bowiem brak perspektyw zmusza ludzi do używek, pijaństwa i do desperackich poczynań, to upadek moralny - bowiem w państwie bez pracy trudno być moralnym, itd., itp. Faktycznie też np. Nowa Zelandia już obecnie doświadcza wszystkich takich "przyjemności" wieloletniego ujeżdżania "edukacyjnego tygrysa". Przykładowo, nauczyciele już od dawna doświadczają tam nieustannych nacisków aby zdawać i dawać dobre oceny już tylko za czyjeś zapisanie się na kursy - patrz artykuł "Teacher who wouldn't play the game" (tj. "Nauczyciel który odmówił udawania") ze strony A13 gazety Weekend Herald wydanie datowane w sobotę (Saturda, November 27, 2010. Już od dawna trwa ucieczka za granicę najlepszych Nowozelandzkich nauczycieli - patrz artykuł "Shortage warning as teaching stars leave NZ" (tj. "Ostrzeżenie o niedoborach z powodu opuszczania NZ przez najlepszych nauczycieli") ze strony A4 gazety The Dominion Post wydanie ze środy (Wednesday), January 26, 2011. Bez przerwy rosną podatki, bezrobocie, oraz naciski aby podwyższać wiek emerytalny - patrz artykuł "Raise super age to 67, report recommends" (tj. "Zwiększyć wiek emerytalny do 67, zaleca raport") ze strony A6 gazety The New Zealand Herald wydanie datowane w środę (Wednesday), December 8, 2010. Już mniej niż tylko co trzeci niezatrudniony (tj. tylko 32% ludzi bez pracy) otrzymuje jakikolwiek zasiłek dla bezrobotnych - patrz artykuł "Ease rules on dole for couples say economists" ze strony A1 gazety (The New Zealand Herald, wydanie z poniedziałku (Monday), June 29, 2009. Już od wielu lat domostwa trapione są tam epidemią przeciekania, pleśni i gnicia. Są już pierwsze przypadki zawalania się relatywnie nowych budowli - np. patrz artykuły "Roof collapse raises building code worries" - tj. "Zawalenie się dachu indukuje troskę o przepisy budowlane" ze strony A5 gazety The New Zealand Herald wydanie ze środy (Wednesday), September 22, 2010 oraz "Design and workmenship blamed in stadium collapse" (tj. "Projekt i wykonanie obciążane winą za zawalenie się stadionu") ze strony A11 gazety The Dominion Post Weekend wydanie z soboty (Saturday), December 10, 2010 (oba które to artykuły raportują o zawaleniu się dachu 10-letniego stadionu w Invercargill z powodu wysoce niefachowego projektu i wykonania), czy też patrz artykuł "Walker thought roof collapse was a quake" (tj. "Przechodzień myślał że zawalenie się dachu było trzęsieniem ziemi") ze strony A3 gazety The New Zealand Herald wydanie z piątku (Friday), January 14, 2011 (który raportuje o zawaleniu się dachu budynku w Auckland z powodu kiepskiej roboty). Aczkolwiek żadne oficjalne źródło NIE będzie miało odwagi aby to otwarcie przyznać, prawdopodobnie właśnie brak wymaganej wiedzy u absolwentów NZ wyższych uczelni był powodem dla którego po trzęsieniu ziemi z północy dnia 13 listopada 2016 roku (tym opisanym w punkcie #R2 mojej strony quake_pl.htm), aż tak wiele nowych budynków uległo uszkodzeniu w stolicy Wellington. W Nowej Zelandii ceny i podatki też gwałtownie rosną właśnie głównie z braku wymaganej miejscowej ekspertyzy, oraz z powodu m.in. wynikającego z tego braku panoszenia się monopoli. Przykładowo artykuł "Auckland houses less affordable than New York" (tj. "W Auckland domy relatywnie droższe niż w Nowym Jorku") ze strony A3 gazety The New Zealand Herald wydanie z poniedziałku (Monday), January 24, 2011, raportuje o wynikach międzynarodowych badań które ujawniają że w odniesieniu do wysokości zarobków, domy w Auckland, Nowa Zelandia, są znacznie droższe niż domy w Nowym Jorku. Panoszy się też coraz więcej monopoli. Te zapewne powodują że przez ostatnich 10 lat wydajność pracy w Nowej Zelandii jest o 30% niższa niż wydajność pracy w sąsiedniej Australii - patrz artykuł "NZ - Australia productivity gap not explained by Treasurer report" (tj. "Różnica wydajności pomiędzy NZ i Australią nie jest wyjaśniona w raporcie Skarbnika") ze strony B1 gazety The Dominion Post Weekend wydanie z sobioty (Saturday), November 20, 2010. Turyści przestają przybywać bowiem odstraszają ich ceny i poziom przestępczości. Przemysł i młodzi ludzie stanowiący "sól narodu" raptownie opuszczają Nową Zelandię - co roku z kraju emigruje około 1% jego obywateli. Nałogowość i przestępczość rośnie. Moralność spada - za co Bóg coraz silniej "karze" kraj katastrofami - w rodzaju tych opisanych w punktach #C5 i #C5.1 strony seismograph_pl.htm i w punktach #I3 do #I5 strony o nazwie petone_pl.htm. Z poziomu kraju o jednym z najwyższych standartów życia w świecie, w okresie od czasu wprowadzenia owej "opłacanej przez studentów edukacji", Nowa Zelandia ześlizgnęła się do poziomu kraju o jednym z najniższych standartów życia w rozwiniętym świecie. Nie trzeba więc być prorokiem aby już obecnie przewidzieć, że kiedy w UK wprowadzony zostanie podobnie pełny "user paid" system, poziom edukacji w UK z powszechnie (chociaż niesłusznie) uważanego za jeden z najwyższych w świecie, spadnie do jednego z najniższych w świecie. Z kolei samo UK zacznie się cieszyć tymi samymi "przyjemnościami" jakie obecnie doświadcza Nowa Zelandia. Wówczas też zapewne świat odnotuje w końcu to co ja od dawna ustaliłem i otwarcie tutaj twierdzę, mianowicie że w czasach zaraz po zakończeniu drugiej wojny światowej, a być może również i do dzisiaj, to właśnie Polska jest owym krajem który miał najlepszy system edukacyjny ze wszystkich krajów świata. Szczerze mówiąc, po tym jak na uczelniach Polski wprowadzony został obwiązkowy język angielski, zaś niektóre z nich nawet wykładają wszystkie przedmioty w języku angielskim, gdybym był rodzicem chcącym najlepszego przygotowania zawodowego dla swoich dzieci, wysłałbym te dzieci aby studiowały właśnie w Polsce. Powodem jest, że poziom edukacji zawodowej jest w Polsce nieporównanie wyższy niż w najbardziej renomowanych Zachodnich uczelniach. NIE bez powodu jeden z angielskich filmów dokumentalnych, jakie oglądałem w styczniu 2016 roku w nowozelandzkiej TV, zawierał opinię, którą daje się wyrazić słowami (na owym filmie opinia ta była wyrażona nieco innymi słowami): zatrudnij Polaka, a wykona on daną pracę cztery razy szybciej i jedynie za około jednej-czwartej ceny angielskiego fachowca.
       2. W czasach kiedy my studiowaliśmy, oraz jeszcze spory czas później (tj. co najmniej do czasu mojej emigracji w 1982 roku), Polska miała jeden z najlepszych na świecie, a stąd zdecydowanie nadrzędny w stosunku do Zachodniego, modeli prowadzenia eksperymentów naukowych. Tylko bowiem w Polsce, Rosji i w kilku w jeszcze innych byłych krajach komunistycznych, eksperymenty naukowe w całości przeprowadzali sami naukowcy, tj. ci którzy najpierw projektowali i budowali stanowiska badawcze, potem sami dokonywali na nich eksperymentalnych pomiarów, a w końcu interpretowali i publikowali ich wyniki. W rezultacie tego poznawali oni dokładnie dany eksperyment i jego niuanse w każdym możliwym szczególe. Tymczasem, jak o tym się przekonałem dopiero podczas mojej wędrówki za chlebem i wykładania na uczelniach świata, w innych krajach, szczególnie zaś angielskojęzycznych, wszelkie eksperymenty od dawna przeprowadzają albo służby techniczne (technicy), albo też studenci, zaś naukowcy jedynie intepretują potem przekazywane im (zwykle na papierze) wyniki. Trzeba też szczególnego święta, aby naukowcy - którzy potem mają naukowo interpretować uzyskane wyniki, fizycznie odwiedzili laboratorium gdzie eksperymenty są prowadzone, zaś ich wizyta w takim przypadku zwykle jest podobna do wizyty głowy państwa na froncie wojennym gdzie walczą jego żołnierze - tj. jest krótka, bezpieczna, bez dotykania ani czynienia czegokolwiek, oraz nastawiona na pokazanie troski o podwładnych, a NIE na poznanie niuansów czy trudności prowadzenia danego eksperymentu. Typowo więc Zachodni naukowcy NIE mają "zielonego pojęcia" co faktycznie się dzieje podczas owych eksperymentów, gdzie leżą źródła trudności i popełnianych błędów, ile błędy te wynoszą oraz co trudności te psują, itp. To też właśnie tylko z powodu osobistego przeprowadzania eksperymentów przez samych naukowców, że w tamtych czasach w Polsce wykute zostało powiedzenie, iż "we wskazania teorii typowo nikt NIE wierzy - za wyjątkiem jej autora, w wyniki pomiarów eksperymentalnych typowo wierzą wszyscy - za wyjątkiem ich autora". (Z uwagi na rolę jaką prawda z tego powiedzenia wypełnia w naszej cywilizacji, powiedzenie to skomentowałem już aż na całym szeregu swoich stron internetowych, np. w punkcie #J3 mojej strony o nazwie fe_cell_pl.htm, w punkcie #B3 strony o nazwie pajak_do_sejmu_2014.htm, czy w punkcie #B2 strony o nazwie pajak_na_prezydenta_2020.htm.) Warto tutaj też dodać, że właśnie z powodu braku dokładnego rozeznania co podczas eksperymentów naprawdę się dzieje - jakie to rozeznanie uzyskuje się tylko jeśli eksperymenty te przeprowadza się osobiście, Zachodni naukowcy bez zmrużenia oka szerzą po świecie szokujące kłamstwa, typu tego o rzekomym odkryciu faktycznie NIE istniejących "fal grawitacyjnych" czy "Bozonu Higgsa". (Powody dla jakich są to już jedynie "naukowe kłamstwa" i szokująca "propaganda sukcesu" wyjaśniłem dokładniej m.in. w punkcie #K2 strony dipolar_gravity_pl.htm.) Ta sytuacja doskonale też nam ilustruje, jak warta admirowania jest mądrość Boga. Wszakże owo unikanie przez Zachodnich naukowców brania udziału w prowadzeniu eksperymentów, Bóg umiejętnie wykorzystuje m.in. do kompensowania i balansowania różnic w poziomach poszczególnych krajów i narodów. Wszakże to właśnie z powodu tego unikania, w bałaganiarskich krajach i narodach, jednak z pracowitymi obywatelami, takich jak Polska czy Rosja, niedobory w ekonomii i demokracji tych krajów są kompensowane światową nadrzędnością ich nauki i edukacji - co w sumarycznym efekcie nadal pozwala im konkurować z krajami o wysokich poziomach demokracji i zorganizowania oraz o pracowitych obywatelach, jednak o szokująco niskim poziomie nauki i edukacji. W rezultacie zaś tego zbalansowania poziomów, Bóg jest w stanie łatwo zmieniać kraje o wiodącej roli w świecie i co jakiś czas oddawać tę rolę w ręce coraz to innych krajów i narodów, jakie w danym okresie najlepiej wypełniają boskie kryteria - np. jakie albo nagromadziły dla siebie mniej od innych niekorzystnej karmy, albo też jakim wiodąca w świecie rola zaczyna właśnie przysługiwać z zasady, że każdy naród i kraj na jakimś tam etapie historii otrzymuje zaszczyt stania się wiodącym w znanym i dostępnym mu obszarze świata.
       3. W czasach kiedy studiowaliśmy, Politechnika Wrocławska wypuszczała prawdopodobnie najlepszych absolwentów na świecie (szkoda że nawet do dzisiaj NIE wprowadziła ona kursów wykładanych całkowicie w języku angielskim, bowiem wówczas mogłaby z powodzeniem konkurować z najlepszymi uczelniami świata). Oczywiście, kiedykolwiek się używa słowa "najlepszy" wówczas należy dokładnie zdefiniować z jakiego punktu widzenia coś się ocenia. W naszym przypadku możemy śmiało twierdzić, że w czasach kiedy studiowaliśmy, Politechnika Wrocławska prawdopodobnie dostarczała swoim absolwentom "najlepszego na świecie" przygotowania zawodowego i naukowego. Innymi słowy, gdyby zorganizować jakieś zawody w których sprawdzałoby się ile absolwenci poszczególnych uczelni na świecie wiedzą na temat tego w czym się specjalizują i z czego żyją, wówczas absolwenci naszego roku pobiliby na głowę absolwentów wszystkich innych uczelni świata. Tego faktu jestem absolutnie pewien na bazie empirycznych obserwacji dokonywanych w trakcie mego wykładania na 10 odmiennych uczelniach świata. Wszakże podczas owego wykładania miałem niezliczone okazje do dyskutowania i do porównywania naszej wiedzy oraz przygotowania zawodowego z wiedzą i przygotowaniem absolwentów uczelni które uważane są za wiodące w dzisiejszym świecie. Sporo moich kolegów zawodowych z najróżniejszych uczelni na których w swym życiu wykładałem, pokończyło bowiem takie wiodące uczelnie świata, jak np. angielskie Cambridge i Oxford, francuską Sorbonę, amerykańskie Harward i Berkeley, koreańskie Ajou, oraz wiele innych uczelni uznawanych za wiodące w świecie. Muszę też tutaj z dumą podkreślić, że w zakresie fachowego przygotowania, głębi, nowoczesności i aktualności wiedzy, zdolności do twórczego i logicznego myślenia, oraz pewności że się dokładnie wie co i dlaczego się czyni, żaden z nich nigdy nie mógł się równać z tym co my reprezentujemy. Dlatego, gdyby jakość uczelni oceniać wyłącznie po akademickiej i zawodowej jakości absolwentów których ona wypuszcza, wówczas moglibyśmy stwierdzić z prawdziwą dumą, że w czasach kiedy my studiowaliśmy na Politechnice Wrocławskiej, kryterium jakości wypuszczanych absolwentów prawdopodobnie czyniło z niej najlepszą zawodową uczelnię świata. Oczywiście, wszyscy wiemy że akademicka wartość absolwentów jest tylko jednym z kryteriów po jakich ocenia się jakość danej uczelni. Inne kryteria obejmują kaliber naukowców których dana uczelnia zatrudnia, awangardowość i głębia naukowych badań jakie prowadzą jej profesorzy, międzynarodowe uznanie i sława jej kadry profesorskiej, jakość publikacji, tradycja, wizja na przyszłość, wielkość wkładu do naukowego i technicznego dorobku ludzkości, itd., itp. Niestety, tych innych jakości brakowało naszym profesorom. Zarówno bowiem nasza politechnika, jak i każda inna uczelnia Polski, a także Polski rząd i ministerstwa odpowiedzialne za wyższą edukację, zupełnie NIE dbałają o kultywowanie tych jakości. Szczerze mówiąc, Polskie uczelnie nabyły ostatnio tendencji aby otaczać się rodzajem "Chińskiego muru" jaki odcina je od tego co czyni reszta świata (jeśli ktoś mi tutaj NIE wierzy, wówczas proponuję sprawdzić np. jak wiele polskich uczelni oferuje zawodowe wykłady w języku angielskim, lub jak duży procent polskich profesorów kiedykolwiek w swoim życiu wykładał również na jakiejkolwiek zagranicznej uczelni). Dlatego, chociaż absolwenci tych innych uczelni świata wcale nam nie dorównują w ilości i jakości wiedzy którą zgromadzili, ciagle mogą się chlubić górowaniem nad nami w atutach jakie wynikają z owych innych kryteriów jakości swoich uczelni. Np. chlubią się jakością i międzynarodowym uznaniem profesorów którzy ich uczyli, awangardowymi tradycjami ich uczelni, znajomością znanych ludzi, obyciem w świecie, itd., itp. Oczywiście, podobnie jak zdobywca medalu olimpijskiego w pływaniu nie powinien się przejmować że taki sam medal inni dostali np. za umiejętne kopanie piłki, z naszego punktu widzenia nie powinny nas martwić tamte inne atrybuty które najlepsze uczelnie świata oferują swoim absolwentom. Dla nas powinno wystarczyć, że pod względem zgromadzonej wiedzy nieporównanie górujemy nad tymi innymi. Podsumowując, możemy być dumni że Politechnika Wrocławska faktycznie "obkuła nas na cztery kopyta", a stąd w zakresie przygotowania zawodowego oraz głębi poznanej wiedzy ogromnie trudno znaleźć w świecie kogoś kto by nam dorównywał.
       Moje ustalenie, że w latach 1960 do 1980 Politechnika Wrocławska była jedną z najlepszych uczelni świata (jeśli nie najlepszą), dyskutuję także dokładniej w punkcie #J2 odrębnej strony o nazwie magnocraft_pl.htm.
       4. Ukończyliśmy Politechnikę Wrocławską kiedy jakość jej absolwentów ciągle się zwiększała każdego kolejnego roku. Ma to duże znaczenie, bowiem - jak niektórzy są tego świadomi, z najróżniejszych powodów nadszedł potem taki czas na świecie i w Polsce, że jakość absolwentów wszelkich uczelni, w tym i naszej politechniki, zaczęła się zachowywać nieco inaczej. W dzisiejszych zaś czasach, jakość ta spada już praktycznie na całym świecie - tj. każdego roku jakość akademicka absolwentów uczelni staje się obecnie na całym świecie nieco niższa niż była ona poprzedzającego roku. Innymi słowy, możemy być dumni, ponieważ nie tylko ukończyliśmy uczelnię która w naszych czasach wypuszczała jednych z najlepiej zawodowo i naukowo przygotowanych absolwentów świata, ale również ukończyliśmy ją w czasach kiedy jakość jej absolwentów była jedną z najwyższych w jej dziejach. Czyli, w dziejach Ziemi reprezentujemy raczej "historyczne pokolenie absolwentów" - zapewne przez długi czas nie pojawią się już inni absolwenci którzy akademicko by nam dorównywali (patrz też dowcip z punktu #G1 poniżej tej strony).
       5. Aby ukończyć studia, każdy z nas musiał okazać się akademicko najlepszym z około 40 ambitnych osób. Wszakże kiedy zdawaliśmy na studia na każde miejsce na naszej uczelni przypadało około 12 kandydatów. A trzeba przy tym pamiętać, że aby złożyć podanie na studia, każdy z owych 12 kandydatów na studia musiał być jednym z akademicko najlepszych absolwentów ze swojej klasy w szkole średniej (np. w przypadku klasy szkoły średniej którą ja ukończyłem, podania na studia złożyło nas jedynie 7 uczni - z ogólnej liczby 32 uczni którzy ukończyli naszą klasę), z kolei aby dostać się do szkoły średniej, każdy z nas musiał być jednym z akademicko najlepszych uczni ze swojej klasy szkoły podstawowej (np. z końcowej klasy mojej szkoły podstawowej, tylko ja jeden dostałem się do szkoły średniej). Potem zaś z około 360 zaczynających studia na naszym roku, studia te ukończyło jedynie 106 osób. Innymi słowy, podczas studiów każdy z nas uczestniczył w jakby w ogromnie twardym i wymagającym "wyścigu" akademickim, w którym aby otrzymać dyplom końcowy musiał najpierw wygrać z 40 równie jak on ambitnymi "współzawodnikami" - każdy z których już uprzednio "wygrał" podobne "wyścigi" na poziomie szkoły średniej i szkoły podstawowej. Jak zaś wiemy, nawet na olimpiadach nie bierze udziału w zawodach aż 40 osób naraz. Innymi słowy, każdy z nas symbolicznie wygrał rodzaj akademickich "zawodów" 3-ciego poziomu, które były trudniejsze i bardziej wymagające od tego co ma miejsce na typowej dzisiejszej olimpiadzie sportowej.
       6. Czas trwania oraz poziom naukowy naszych studiów magisterskich był odpowiednikiem doktoratów w krajach zachodnich. W naszych czasach, studia na Politechnice trwały bowiem 6 lat. Tymczasem w krajach zachodnich, typowe studia na Wydziale Mechanicznym trwały wtedy tylko 3 lata. Tyle, że zamiast naszego "magistra inżyniera", oni po studiach legitymowali się tytułem "Bachelor of Engineering". Oczywiście, dla nich zapis ich tytułu nie miał żadnego znaczenia, bowiem ichnie społeczeństwa i przemysły takiego tytułu spodziewały się po absolwentach uniwersytetów. Na dodatek, doktorat dawał się tam ukończyć w przeciągu zaledwie następnych 3 lat po studiach. W rezultacie, studia które my ukończyliśmy trwały tyle samo, ile dla naszych odpowiedników z krajów zachodnich trwały razem wzięte zarówno przeciętne studia jak i późniejsze zrobienie doktoratów. Ponadto, kiedy się przeanalizuje poziom naukowy studiów i doktoratów w krajach zachodnich, wówczas się okazuje że typowo jest on znacznie niższy od poziomu naukowego naszych studiów magisterskich. Wyrażając powyższe innymi słowy, studia magisterskie które my ukończyliśmy, zarówno pod względem czasu trwania, jak i pod względem poziomu naukowego, były odpowiednikami typowych doktoratów u naszych odpowiedników z krajów zachodnich.
       Oczywiście, ten wysoki poziom naszych studiów będący odpowiednikiem zachodnich doktoratów, miał zarówno swoje dobre strony, jak i złe strony. Do jego dobrych stron należało, że przykładowo, w porównaniu z naszymi kolegami zachodnimi, my biliśmy ich na głowę na każdym możliwym polu. Byliśmy bowiem w stanie uporać się z praktycznie każdym problemem i doprowadzić do sukcesu niemal każde zadanie. Doskonałym przykładem z rzeczywistego życia, który demonstruje porównanie naszego poziomu wiedzy, z poziomem wiedzy zachodnich inżynierów, są owe "kardynalne błędy konstrukcyjne" popełnione przy projektowaniu zachodnich reaktorów atomowych, które spowodowały katastrofę nuklearną w czasie trzęsienia ziemi w Japonii z dnia 11 marca 2011 roku - które to błędy są opisane w punkcie #M1 totaliztycznej strony o nazwie telekinetyka.htm. Jestem tutaj gotów się założyć, że tak kardynalnych błędów konstrukcyjnych NIE popełniłby żaden z absolwentów Politechniki Wrocławskiej. Z kolei złą stroną tak doskonałego wykształcenia było, że poza Polską - szczególnie zaś w krajach angielskojęzycznych, ludzie NIE są nawykli iż ktoś posiada aż tak wysoką wiedzę. Stąd niemal dla każdej pozycji na zachodzie byliśmy zbyt wysoko wykwalifikowani i jeśli przyszło nam tam pracować to typowo musieliśmy ukrywać swoją wiedzę i możliwości. Przeciętni zachodni przełożeni mają wszakże tą trendencję, że jeśli odkryją iż któryś z ich podwładnych wie znacznie więcej niż oni sami, wówczas natychmiast starają się go pozbyć pod jakimkolwiek pretekstem.
       7. W czasie trwania naszych 6-letnich studiów niektórzy z nas byli jednym z 6-ciu roczników studentów Politechniki Wrocławskiej którzy osobiście doświadczyli niezwykle rzadkiego zjawiska rezonansowej "nirwany tłumu", opisanego w punktach #C3 i #C4.2 strony nirvana_pl.htm. Tamtą rezonansową "nierwanę tłumu" przeżyliśmy zbiorowo w 1968 roku, kiedy to po ogłoszeniu strajku okupacyjnego Politechniki Wrocławskiej, ówcześni studenci tej uczelni zgromadzili się w auli aby wysłuchiwać przemówień delegatów z poszczególnych zakładów pracy Wrocławia. Uniesienie patriotyczne jakie towarzyszyło owym przemówieniom zwolna rezonowało w słuchaczach aż do punktu wzbudzenia w nas zjawiska które w swoich późniejszych badaniach nazwałem nirvaną rezonansową. Pamiętam że w owym momencie tłum studentów obecnych w auli został zbiorowo ogarnięty tak silnym uczuciem szczęśliwości, że zaczęły się dziać niewyobrażalne sceny. Przykładowo wiele dziewcząt zwyczajnie mdlało ze szczęścia - stąd aby wynieść je z nabitej tłumem auli trzeba było je podawać sobie nawzajem ponad głowami - tak jak w dzisiejszych czasach czynią to z idolami na koncertach. Pozostali płakali, lub krzyczeli, zaś większości z nas aż nogi się uginały od obezwładniających nas potężnych emocji. Niestety, z braku dostępności do informacji na temat istnienia i odczuwania zjawiska "nirwany", praktycznie niemal nikt z nas nie zdał sobie wówczas sprawy że faktycznie przeżyliśmy to niezwykłe uczucie. Dopiero w 30 lat później moje przeżycie na tropikalnej wyspie Borneo odmiennie wyzwalanej "nirwany zapracowanej", pozwoliło mi porównać podobieństwo doznanych uczuć szczęśliwości do tamtych uczuć przeżywanych przez tłum studentów w auli Politechniki Wrocławskiej, oraz stopniowo rozpracować co i dlaczego wówczas przeżyliśmy.
       8. Nasze studia odbywały się zgodnie z duchem wychowania zalecanym w Biblii. Wielu dzisiejszych "fotelowych teoretyków" zarzuca Biblii, że ta zaleca serwowanie młodzieży "twardej szkoły życiowej". Wszakże wobec wszystkich ludzi Bóg używa wysoce wymagającej metody wychowawczej, która opisana jest pod nazwą "zasada odwrotności" m.in. w punkcie #B1.1 strony o nazwie antichrist_pl.htm, czy w punkcie #F3 strony o nazwie wszewilki.htm. Metoda ta polega na serwowaniu ludzion dokładnej odwrotności tego, co ludzie chcieliby doświadczać na codzień - co pobudza ich do działań i do walki o lepsze jutro. W zgodności z ową "zasadą odwrotności", także Biblia nakazuje, że aby wypracować w wyrastających młodych ludziach najwartościowsze cechy charakteru, trzeba ich traktować tak jak "hartuje się stal" - więcej na ten temat wyjaśniam w punkcie #A3 odmiennej strony god_proof_pl.htm, w punkcie #B5.1 strony will_pl.htm. oraz w punkcie #K1 strony wszewilki.htm. Wszakże kraje które NIE serwują swojej młodzieży ani dyscypliny, ani konsystentnych wymagań, lądują jak dla Szwecji opisuje to artykuł "Swedish kids crushed by kindness - author" (tj. "Szweckie dzieci zniszczone przez dobroć - autor"), ze strony A11 gazety The Dominion Post wydanie z piątku (Friday), February 14, 2014. Jeśli też przeanalizuje się przebieg naszych studiów, metody naszych wykładowców, oraz sytuację i atmosferę która wówczas panowała w Polsce i na naszej uczelni, wówczas się odkrywa że faktycznie hartowano nas tak jak hartuje się stal. Możemy więc być dumni, że nie jesteśmy mięczakami i maminsynkami, a że los i uczelnia odesłali nas do życia wysoko sprawnych i zahartowanych jak stal w zmaganiu się z przeciwieństwami.
       9. Byliśmy ostatnią generacją studentów na Ziemi, która ciągle była rozliczana nie tylko za nabytą wiedzę, ale także za przestrzeganie standardów moralnych, etycznych, ubioru, zachowania, itp. W stosunku do wszystkich następnych generacji studiującej młodzieży, zarzucono egzekwowanie tych dalszych wymagań i standardów. Stąd studenci którzy przyszli po nas, mogli demonstrować moralność krokodyla i zachowania świni, jeśli jednak opanowali zadany materiał nie istniały sposoby aby powstrzymać ich przed uzyskaniem dyplomu i przed wywieraniem degenerującego wpływu na resztę społeczeństwa. W rezultacie, owe następne generacje zaczęły szybko erodować wszystkie te wartości które uprzednio podtrzymywały jakość życia ludzi, a więc moralność, religijność, tradycję, dyscyplinę, małżeństwo, itp. Przykładowo, zgodnie z artykułem "Religion in NZ heading for extinction, says census study" (tj. "Religia w Nowej Zelandii zmierza do wymarcia, stwierdzają badania spisu narodowego"), ze strony A4 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post wydanie ze środy (Wednesday), March 23, 2011, w Nowej Zelandii zupełnie zamiera religijność jej mieszkańców. Z zamarciem religijności i obawy Boga wiąże się też wzrost głuchoty na głos sumienia. Tymczasem badania nawet "totaliztycznej nauki' wykazują, że osoby i instytucje głuche na głos swego sumienia są przedterminowo (chociaż dyskretnie) uśmiercane przez Boga - zgodnie z zasadą "wymierania najniemoralniejszych" opisywaną m.in. w punktach #G1 do #G8 strony o nazwie will_pl.htm. Podobnie jak z religijnością dzieje się tem też z instytucjami małżeństwa, rodziny, itp.


#E2. Osiągnięcia całego naszego pokolenia z których możemy być szczególnie dumni:

       Co około 25 lat zmienia się pokolenie ludzi które zadominowało życie na Ziemi i które zarządza owym życi