Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Dr inż. Jan Pająk: notka autobiograficzna - pełna wersja
(wielojęzycznie, np. po angielsku For English version click on this flag, polsku Dla polskiej wersji kliknij na ta flage, itp.)
Zaktualizowano:
2017/12/5

Najnowsza aktualizacja: udoskonalenie punktu #I1, #C1


Menu 1:

(Wybór języka:)


(Organizujące:)

Strona główna

Skorowidz

Menu 2

Menu 4

FAQ

Tekst [11] w PDF


(Po polsku:)

O mnie (dr inż. Jan Pająk)

O mnie w PDF

Skrócone "o mnie"

Źródłowa replika tej strony

Wieś Stawczyk

Wieś Wszewilki

Wieś Cielcza

Petone w NZ

Wymieranie lat 2030-tych

Pitna woda deszczowa

Energia słoneczna

Darmowa energia

Telekinetyczne ogniwo

Grzałka soniczna

Telekinetyka

Samochody bez spalin

Telekineza

Strefa wolna od telekinezy

Telepatia

Trzęsienia ziemi

Sejsmograf

Artyfakt

Koncept Dipolarnej Grawitacji

Totalizm

Pasożytnictwo

Karma

Prawa moralne

Nirwana

Dowód na duszę

Wehikuły czasu

Nieśmiertelność

Napędy

Magnokraft

Komora oscylacyjna

Militarne użycie magnokraftu

Tapanui

Nowa Zelandia

Atrakcje Nowej Zelandii

Dowody działań UFO na Ziemi

Fotografie UFO

Chmury-UFO

Bandyci wśród nas

Tornado

Huragany

Katrina

Lawiny ziemne

Zburzenie hali w Katowicach

Ludobójcy

26ty dzień

Petone

Przepowiednie

Plaga

Podmieńcy

WTC

Columbia

Kosmici

UFOnauci

Formalny dowód na istnienie UFO

Zło

Antychryst

O Bogu naukowo

Dowód na istnienie Boga

Metody Boga

Biblia

Wolna wola

Prawda

Dr Jan Pająk portfolio

O mnie (dr inż. Jan Pająk)

Starsze "o mnie"

Poszukuję pracy

Aleksander Możajski

Świnka z chińskiego zodiaku

Zdjęcia ozdobnych świnek

Radości po 60-tce

Kuramina

Uzdrawianie

Owoce tropiku

Owoce w folklorze

Postępowanie z żywnością

Ewolucja ludzi

Wszystko-w-jednym

Grecka klawiatura

Rosyjska klawiatura

Rozwiązanie kostki Rubika 3x3=9

Rozwiązanie kostki Rubika 4x4=16

Playlisty Jana (tylko pod "Google Chrome")

Instrukcja do playlist

Wrocław

Malbork

Milicz

Bitwa o Milicz

Św. Andrzej Bobola

Liceum Ogólnokształcące w Miliczu

Klasa Pani Hass z LO Milicz

Absolwenci PWr 1970

Nasz rok

Wykłady 1999

Wykłady 2001

Wykłady 2004

Wykłady 2007

Wieś Cielcza

Wieś Stawczyk

Wszewilki

Zwiedzaj Wszewilki i Milicz

Wszewilki jutra

Zlot "Wszewilki-2007"

Unieważniony Zjazd "2007"

Poprzedni Zlot "2006"

Raport Zlotu "2006"

Korea

Hosta

Lepsza ludzkość

Pająk do sejmu NZ 2014

Pajak na Prezydenta 2015

Pajak na Prezydenta 2020

Pajak dla prezydentury 2020

Partia totalizmu

Statut partii totalizmu

FAQ - częste pytania

Replikuj

Memoriał

Sabotaże

Skorowidz

Menu 2

Menu 4

Źródłowa replika strony menu

Tekst [11] w PDF

Tekst [10] w PDF

Tekst [8p/2]

Tekst [8p]

Tekst [7]

Tekst [7/2]

Tekst [7b]

Tekst [6/2]

[5/4]: 1, 2, 3

Tekst [4c]: 1, 2, 3

Tekst [4b]

Tekst [3b]

Tekst [2]

[1/3]: 1, 2, 3

X tekst [1/4]

Monografia [1/4]:
P, 1, 2, 3, E, X

Monografia [1/5]



(In English:)

About me (Dr Jan Pajak)

About me in PDF

Brief "about me"

Source replica of this page

Village Stawczyk

Village Wszewilki

Village Cielcza

Petone in NZ

Drinking rainwater

Solar energy

Free energy

Telekinetic cell

Sonic boiler

Telekinetics

Zero pollution cars

Telekinesis

Telekinesis Free Zone

Telepathy

Earthquake

Seismograph

Artefact

Concept of Dipolar Gravity

Totalizm

Parasitism

Karma

Moral laws

Nirvana

Proof of soul

Time vehicles

Immortality

Propulsion

Magnocraft

Oscillatory Chamber

Military use of magnocraft

Tapanui

New Zealand

New Zealand attractions

Evidence of UFO activities

UFO photographs

Cloud-UFOs

Bandits amongst us

Tornado

Hurricanes

Katrina

Landslides

Demolition of hall in Katowice

Predators

26th day

Petone

Prophecies

Plague

Changelings

WTC

Columbia

Aliens

UFOnauts

Formal proof for the existence of UFOs

Evil

Antichrist

About God

Proof for the existence of God

God's methods

The Bible

Free will

Truth

Dr Jan Pająk portfolio

About me (Dr Eng. Jan Pajak)

Old "about me"

My job search

Aleksander Możajski

Pigs from Chinese zodiac

Pigs Photos

Healing

Tropical fruit

Fruit folklore

Food handling

Evolution of humans

All-in-one

Greek keyboard

Russian keyboard

Solving Rubik's cube 3x3=9

Solving Rubik's cube 4x4=16

Jan's playlists (only under "Google Chrome")

Instruction of playlists

Wrocław

Malbork

Milicz

Battle of Milicz

St. Andrea Bobola

Village Cielcza

Village Stawczyk

Wszewilki

Wszewilki of tomorrow

Korea

Hosta

1964 class of Ms Hass in Milicz

TUWr graduates 1970

Lectures 1999

Lectures 2001

Lectures 2004

Lectures 2007

Better humanity

Pajak for parliament 2014

Pajak regarding 2017

Pajak for parliament 2017

Party of totalizm

Party of totalizm statute

FAQ - questions

Replicate

Memorial

Sabotages

Index of content with links

Menu 2

Menu 4

Source replica of page menu

Text [11] in PDF

Text [8e/2]

Text [8e]

Text [7]

Text [7/2]

Text [6/2]

Text [5/3]

Figs [5/3]

Text [2e]

Figures [2e]: 1, 2, 3

Text [1e]

Figures [1e]: 1, 2, 3

X text [1/4]

Monograph [1/4]:
E, 1, 2, 3, P, X

Monograph [1/5]


(Hier auf Deutsch:)

Dr Jan Pająk portfolio

Über mich

Freie Energie

Telekinesis

Moralische Gesetze

Totalizm

Menu 2

Menu 4

Quelreplica dieser Seite


(Aquí en espańol:)

Sobre mí

Energía libre

Telekinesis

Leyes morales

Totalizm

Menu 2

Menu 4

Reproducción de la fuente de esta página


(Ici en français:)

Au sujet de moi

Énergie libre

Telekinesis

Lois morales

Totalizm

Menu 2

Menu 4

Reproduction de source de cette page


(Qui in italiano:)

Circa me

Testo di [7]

Energia libera

Telekinesis

Leggi morali

Totalizm

Menu 2

Menu 4

Replica di fonte di questa pagina




Menu 2:

(Przesuwne)

Oto wykaz wszystkich stron które powinny być dostepne pod niniejszym adresem (tj. na tym serwerze), w zestawieniu językowym - w 8 językach. Jest on częściej aktualizowanym powtórzeniem stron zestawionych też w "Menu 1". Wybierz poniżej interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij na nią aby ją uruchomić:

Tu powinna być wyświetlona strona menu2.htm.

(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na "Menu 2".)



Menu 3:

(Alternatywne adresy internetowe tej strony, np.:)

(Na płatnych serwerach:)

totalizm.com.pl

totalizm.pl

energia.sl.pl

pajak.org.nz

(Na darmowym hostingu z FTP:)

cielcza.cba.pl

magnocraft.site88.net

quake.hostami.me

tornados2005.narod.ru

geocities.ws/immortality

(Wersje starsze i już NIE aktualizowane:)

dhost.info/nirvana

morals.mypressonline.com

telekinesis.esy.es

alert.1hwy.com

totalism.50megs.com

malbork.20m.com

malbork.20fr.com

pajak.20fr.com

prawda.20fr.com

telekinesis.50megs.com

totalizm.20fr.com

truenirvana.20m.com

(Skrócona wersja:)

energia.sl.pl

www.totalizm.pl

totalizm.com.pl

pajak.org.nz

alert.1hwy.com

malbork.20fr.com

malbork.20m.com

pajak.20fr.com

pajak.20m.com




Menu 4:

(Przesuwne)

Oto wykaz adresów wszystkich totaliztycznych witryn działających w dniu aktualizacji tej strony. Pod każdym z owych adresów powinny być dostępne wszystkie totaliztyczne strony wyszczególnione w "Menu 1" i "Menu 2", włączajac w to również ich odmienne wersje językowe (tj. wersje w językach: polskim, angielskim, niemieckim, francuskim, hiszpańskim, włoskim, greckim i rosyjskim). Najpierw więc w poniższym okienku wybierz adres serwera z każdego masz zamiar skorzystać manipulując suwakami, potem kliknij na jego adres, kiedy zaś otworzy się strona reprezentująca ów serwer wówczas wybierz sobie z "Mednu 1" lub z "Menu 2" interesującą cię stronę i kliknij na nią aby ją uruchomić i przeglądnąć:

Tu powinna być wyświetlona strona menu.htm.

(Niniejszy wykaz daje się też wyświetlić z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na "Menu 4".)


Jeśli czytelnik życzy sobie najpierw oglądnąć krótką filmową ilustrację osiągnięć życiowych autora tej strony, a stąd także ilustrację fundamentów naukowych na których zostały oparte wszelkie odkrycia, teorie, wynalazki i formalne dowody wypracowane przez autora, wówczas zachęcam go do oglądnięcia około 35 minutowego filmu z moim naukowym portfolio, dostępnego (za darmo) na YouTube. Film ten nosi tytuł "Dr Jan Pająk portfolio" i jest on dostępny po polsku, po angielsku (in English), oraz po niemiecku (auf Deutsch). Szersze opisy, działające (zielone) linki, adresy, oraz promocyjne ulotki dla tego doskonale zaprojektowanego i wykonanego HD i HQ filmu, są dostępne w punkcie #L5 niniejszej strony, zaś w nawet jeszcze dogłębniejszej wersji są też dostępne w specjalnie poświęconej temu filmowi stronie o nazwie portfolio_pl.htm - udostępnianej na wszystkich często aktualizowanych totaliztycznych adresach, np. na łatwych do zapamiętania pajak.org.nz/portfolio_pl.htm czy totalizm.com.pl/portfolio_pl.htm.
Życzę przyjemnego oglądania tego filmu,
dr inż. Jan Pająk - autor niniejszej strony


WSTĘP:
Tak się jakoś składa, że kiedykolwiek natykamy się na czyjś dorobek twórczy który albo nam imponuje, albo też nas obrusza, zwykle chcemy także poznać i życie autora tego dorobku. Ponieważ dzięki internetowi sporo ludzi ma okazję poznania mojego dorobku twórczego, poczuwam się do obowiązku aby pozwolić im także poznać co ważniejsze szczegóły z mojego życia. Niniejsza strona prezentuje właśnie owe szczegóły.



Część #A: Informacje wprowadzające tej strony:

      

#A1. Jakie są cele tej strony:

       Jakiekolwiek by nie były powody dla których czytelniku zabłądziłeś na niniejszą stronę, jednym z nich zapewne jest chęć poznania mojego życia. Dlatego głównym celem jaki sobie postawiłem formułując tą stronę, jest zaprezentowanie możliwie największej ilości informacji na temat mojego życia, w możliwie jak najmniejszej objętości.
       Kiedykolwiek zestawi się ze sobą dowolne informacje, zawsze nieświadomie przekazuje się wraz z nimi jakieś uczucia, poglądy, idee, itp. W niektórych też przypadkach, zupełnie bez naszego zamiaru, owe nieświadome przekazy mogą u czytelnika zadominować nad informacją którą dany tekst zawiera. Dzieje się tak zresztą relatywnie często. Często bowiem my sami przyłapujemy się podczas czytania czyjegoś tekstu, że wzbudza on w nas uczucia które są drastycznie odmiennego rodzaju niż informacja w tekście tym zawarta. Oczywiście, każdy taki przypadek niezamierzonego indukowania u czytającego jakichś przekornych uczuć, poglądów, czy idei, niweluje obiektywizm w asymilacji przeczytanych informacji. Dlatego dodatkowym (trudniejszym) celem jaki ja też nałożyłem na treść tej strony, jest takie zestawienie informacji na temat mojego życia, aby owe nieświadome przekazy nie zagłuszały sobą informacji które staram się przekazać treścią pisaną. Znaczy, aby albo całkowicie te przekazy wyeliminować, lub chociaż znacząco je zminimalizować.


#A2. Historia tej strony - tj. jest to już trzecia wersja niniejszej notki biograficznej:

Motto: "Najrudniej jest pisać o sobie samym."

       Wszystkie tzw. totaliztyczne strony internetowe, włączając w to niniejszą stronę, są produktem moich hobbystycznych badań naukowych. (Odnotuj, że nazwa totaliztyczne strony internetowe wynika z faktu, iż strony te albo propagują wysoce moralną, pokojową, postępową, inspirującą, budującą i udoskonalającą filozofię codziennego życia zwaną totalizmem moralnym, albo też prezentują tematy których zarekomendowanie uwadze czytelnika jest postulowane właśnie przez ową filozofię totalizmu.) Jak też zostało to udokumentowane na niniejszej stronie, owe totaliztyczne strony internetowe nie mają niemal nic wspólnego z moją działalnością zawodową ani z moimi miejscami pracy. Jako takie, strony te pisane były przez długi okres czasu, niektóre z nich datując się jeszcze z 1999 roku. Pisane też były w różnych miejscach świata. Z czasem powstało też ich dosyś sporo. Na samym początku ich pisania, do treści każdej z takich nowo napisanych totaliztycznych stron włączałem niewielką informację "o autorze". Informację taką ciągle jeszcze można znaleźć np. w punkcie #H2 strony totalizm_pl.htm - o filozofii totalizmu. Z czasem jednak, kiedy stron tych przybywało, doszedłem do wniosku, że zamiast za każdym razem dodawać punkt "o autorze", raczej stworzę jedną odrębną stronę autobiograficzną z opisami mojego życia, potem zaś z owych totaliztycznych stron jedynie odeślę do niej zainteresowanych czytelników. W taki oto sposób w 2004 roku powstało pierwsze sformułowanie niniejszej strony. (W owym 2004 roku istniało już ponad 100 odrębnych stron totaliztycznych prezentujących około 50 odrębnych tematów. Stron tych było dużo, ponieważ każdy z tematów które one prezentowały był tłumaczony na co najmniej 2 języki, tj. polski i angielski, niektóre zaś tematy były tłumaczone aż na 6 odmiennych języków. Do dzisiaj opracowanych już zostało ponad 200 takich totaliztycznych stron prezentujących około 90 tematów.)
       Gdyby owej pierwszej wersji mojej autobiograficznej strony "o autorze" z 2004 roku usiłować nadać jakiś reprezentujący ją tytuł, wówczas możnaby ją zatytułować za każdym dorobkiem i ideą stoi zwykły człowiek. (To m.in. dlatego, pisząc jakąś istotną informację o swojej filozofii totalizmu, niekiedy obiektywnie i dodatkowo staram się też poinformować czytelnika, że jest to "najmoralniejsza obecnie nowoczesna filozofia świata wypracowana empirycznie przez człowieka" - obiektywnie rzecz bowiem biorąc, istnieje nawet jeszcze bardziej moralnie poprawna niż totalizm filozofia świata: jest ona opisana w treści Biblii, zaś jej faktycznym autorem jest sam Bóg.) Wszakże tamta strona "o autorze" streszczała moje życie. Odpowiadała ona mniej więcej treści części #B z niniejszej strony. Jednak w 2005 roku zaszły dosyć przykre dla mnie zmiany w moim życiu. Mianowicie, ponownie straciłem wówczas pracę. Z kolei narastająca depresja ekonomiczna i sytuacja społeczna w kraju w którym mieszkałem zapowiadała, że minie dużo czasu zanim znajdę następną. Na dodatek okazało się, że zgodnie z prawami owego kraju nie kwalifikuję się na zasiłek dla bezrobotnych. Nie tylko więc zapowiadało się, że długo nie będę miał pracy, ale na dodatek wyglądało na to, że będę musiał żyć ze swoich uprzednich oszczędności. Taka właśnie sytuacja braku zatrudnienia i braku źrodła dochodu w mojej nowej ojczyźnie powracała do mnie jak zepsuty szeląg. Gdybym nie zdecydował się szukać chleba poza jej granicami, w mojej nowej ojczyźnie byłbym niemal tyle samo czasu bezrobotnym co byłem tam zatrudnionym. Dlatego w 2005 roku postanowiłem przeredagować niniejszą stronę. Owej drugiej, przeredagowanej jej wersji możnaby nadać tytuł jeśli jakiś rodzaj negatywnych zdarzeń powtarzalnie wraca do nas w życiu jak przysłowiowy "zepsuty szeląg", wówczas przestaje on być przypadkiem, a staje się czyjąś ukrytą ingerencją w nasze życie z której to ingerencji należy zacząć zdawać sobie sprawę i powyciągać z niej właściwe wnioski. W owej drugiej przeredagowanej formie, z taką właśnie myślą przewodnią, strona ta dostępna była w internecie aż do czasu upowszechnienia zaprezentowanego tutaj jej trzeciego przeredagowywania, które dokonane zostało w marcu 2008 roku.
       Jak wszystko co moralne, pokojowe i postępowe, także filozofia totalizmu oraz związane z nią idee upowszechniane przez totaliztyczne strony, mają wielu wrogów. Podczas licznych dyskusji internetowych które prowadziłem z tymi wrogami w 2007 i na początku 2008 roku, zorientowałem się, że jednym z istotniejszych źródeł amunicji którą owi wrogowie totalizmu i idei z totalizmem związanych używali dla obrzydzania tych idei u innych ludzi, było właśnie sformułowanie niniejszej strony z 2005 roku. Dlatego w marcu 2008 roku postanowiłem ponownie, po raz już trzeci, przeredagować niniejszą stronę. Owo najnowsze jej przeredagowanie, zaprezentowane tutaj, możnaby zatytułować każde zdarzenie w naszym życiu posiada przyczyny które są odpowiedzialne za jego spowodowanie, oraz skutki które ono samo spowoduje.
       W trakcie trzeciego przeredagowywania niniejszej strony w marcu 2008 roku, starałem się też przeredagować ujęcie opisów tej strony. Mianowicie, poprzednie dwie wersje tej strony pisane były w sposób jaki w środowisku akademickim typowo jest używany do formułowania autobiografii - tj. pisane jakby z punktu widzenia trzeciej osoby, która analizuje nasze życie. Tymczasem obecna, trzecia wersja tej strony pisana jest z mojego własnego punktu widzenia - tj. prezentowana tak jak ja subiektywnie widzę swoimi oczami, odczuwam, wierzę i rozumiem poruszane tu sprawy.
       Za każdym razem kiedy zmiana mojej sytuacji życiowej domagała się zmiany lub uaktualizowania niniejszej strony autobiograficznej, zawsze uświadamiałem też sobie, że przeredagowanie tej strony przychodzi mi z ogromną trudnością. Wiele lat temu przypadkowo słyszałem jak ktoś prominentny twierdził coś w rodzaju, że "mówienie o sobie samym przychodzi mu łatwo stąd jest w stanie mówić o sobie samym całymi godzinami". W moim jednak przypadku jest zupełnie odwrotnie - mianowicie pisanie o sobie samym przychodzi mi z największą trudnością. Stąd w miarę kompletne opisanie mojego życia kosztuje mnie wiele wysiłku i zajmuje bardzo dużo czasu. Uważam jednak, że winny jestem czytelnikowi jakąś rzetelną i autoryzowaną przez siebie informację na swój własny temat. Stąd chociaż z wielkimi oporami i trudem, ciągle starałem się opracować tą stronę tak sumiennie jak tylko zdołałem.


Część #B: Ogólny przebieg mojego życia:

      

#B1. Przebieg mojego życia:

       Życie każdego człowieka podobno daje się streścić jednym słowem. W moim przypadku słowem tym zapewne byłaby "walka" albo "zmaganie się". Zmaganie mojego życia zaczęło się jeszcze na długo zanim miałem się urodzić. Jakaś "mroczna moc" najwyraźniej nie chciała abym pojawił się na tym świecie. Stąd życie obojga moich rodziców często ratowane musiało być cudem. Przykładowo, na króko przed wojną jakiś bandzior strzelał w głowę mego ojca z odległości zaledwie około dwóch metrów - i ciągle chybił. Natomiast podczas wojny mój ociec wzięty został do niewoli i umieszczony w obozie jeńców wojennych z Peenemunde - wyspie słynnej potem z jej pocisków rakietowych "V2" oraz ich wyrzutni. Oczywiście, podczas spartaczonego bombardowania Peenemunde nocą 17 na 18 sierpnia 1943 roku, owych niemal 1000 alianckich ciężkich bombowców nie rozróżniało pomiędzy wyrzutniami V2, montownią pocisków, a obozem więźniów wojennych. Ojciec potem opowiadał, że nawet woda wówczas tam się paliła, zaś w całym Peenemunde nie dało się potem zobaczyć nawet jednej całej cegły. Czystym jednak cudem mój ojciec wyszedł bez szwanku. Ponieważ niemal wszyscy zostali wtedy tam zabici, zaś płoty obozu zniszczone, on sam opuścił obóz i wybrał się piechotą do domu - ciągle ubrany w pasiastą, obozową "piżamę". Nie doszedł jednak daleko, bo zatrzymali go na pobliskim moście przez rzekę. Na szczęście, zamiast z miejsca go rozstrzelać - jak to mieli w zwyczaju czynić z uciekinierami z obozów, nie mogli się oprzeć ciekawości aby wybadać jakie powiązania mój ojciec ma z aliantami skoro ci pozostawili go żywym, podczas gdy nawet owych usilnie chronionych niemal 800 niemieckich naukowców, a także niemal wszyscy pracownicy niemieckich służb i niemal wszyscy jeńcy wojenni, zostali wybici. (Mój ojciec do końca swego życia wierzył, że był jedynym który wyszedł z życiem z tamtego bombardowania Peenemunde. Już po jego śmierci doczytałem się jednak w internecie, iż owo bombardowanie przeżyło też kilku innych ludzi.) Potem ojciec się skarżył, że podczas tego śledztwa nie tylko iż dwóch w czarnych mundurach tak się męczyło okładaniem go pałkami, że aż musieli bić go na zmiany, ale że również nakazywali mu aby na głos liczył w ichnim języku każde uderzenie jakie mu zaserwowali. Nas słuchanie tych opowiadań śmieszyło, bowiem NIE potrafiliśmy sobie wyobrazić jak to się czuje, kiedy bomby spadają wokoło tak gęsto jak wiosenny grad, kiedy wszystko się pali (nawet woda), zaś powietrze jest zapełnione jak żołnierska zupa wyrzucaną wybuchami ziemią, szrapnelami eksplodujących bomb, oraz odłamkami rozrywanych eksplozjami budynków. Ponieważ Niemcy NIE doszukali się jednak żadnej "konspiracji" w wyjściu mojego ojca z obozu, wzięli pod uwagę jego talent "złotej rączki" i pozostawili go żywym, a tylko odesłali ponownie "na roboty" technicznego naprawiania najróżniejszych urządzeń.
       Z kolei moja matka na krótko po wojnie zanim zaszła w ciążę, skaleczyła obie swoje nogi na ściernisku i dostała w nich zakażenia czymś czego wówczas lekarze nie potrafili ani nazwać ani wyleczyć. Obecnie prawdopodobnie nazwano by to "flesh eating bacteria" (tj. "bakteria zjadająca ciało ludzkie"). Typowo ludzie od tego bardzo szybko umierają. Gdyby więc i moja matka wówczas umarła, ja nigdy bym nie otrzymał szansy aby się urodzić. Matka jednak jakoś przeżyła - chociaż owa bakteria zjadała stopniowo jej nogi praktycznie aż do końca jej życia. W ten sposób owa "mroczna moc" nie dopięła jednak swego i dane mi było się urodzić.
       Urodziłem się w 1946 roku w maleńkiej wioseczce która przez najdłuższy okres czasu nazywała się Wszewilki. (Wioska ta często bowiem zmieniała swoją nazwę - obecnie nazywa się Stawczyk.) Na temat owej wioseczki napisałem nieco więcej w następnym punkcie tej strony. Po urodzeniu mieszkałem we Wszewilkach aż do 18 roku swojego życia, tj. od 1946 roku aż do 1964 roku, czyli aż do czasu kiedy wybrałem się na studia do pobliskiego miasta Wrocławia.
       Mój ojciec był mechanikiem o zdolnościach tzw. "złotej rączki". Znaczy, naprawiał on wszystko co tylko się popsuło w promieniu dziesiątków kilometrów od naszego domu, zaczynając od zegarków i zegarów, poprzez rowery i różne maszyny, a skończywszy na ogromnych silnikach gazowych jakie napędzały pompy w milickich starych wodociągach (zdjęcie wraz z opisami tych wodociągów, pokazane jest na "Fot. #D2a" ze strony o nazwie wszewilki.htm). Faktycznie to był on nawet zatrudniony przez gazownię w pobliskim miasteczku Miliczu aby utrzymywał owe stare wodociągi miejskie w stanie działającym. Obecnie się zastanawiam, jak on właściwie mógł mnie tolerować, jako że cokolwiek zreperował jednego wieczora, natychmiast ja rozmontowywałem to następnego dnia kiedy on był w pracy, aby zobaczyć jak to działa. Oczywiście, nie zawsze też zdołałem potem to poskładać z powrotem tak aby działało jak powinno. Szczególnie trudnymi do poskładania, tak aby potem działały, okazywały się być małe, szwajcarskie zegarki, co do których wszyscy się zgadzają, że są one "bardzo dobre". (Ja dopiero w listopadzie 2015 roku odkryłem ową generalną zasadę moralną, która stwierdza, jeśli ktoś o wyższej od nas wiedzy, możliwościach i doświadczeniu wykonał coś, co już jest uznane za "bardzo dobre", wówczas my NIE powinniśmy tego zmieniać ani próbować to "udoskonalać", bo to popsujemy. Natychmiast też po odkryciu tej zasady moralnej opisałem ją w punktach #A1 do #A5 swej strony o nazwie cooking_pl.htm - używając w swym opisie przykładu dzisiejszego zatruwania żywności przez naukowców, polityków oraz przez innych domorosłych "usprawniaczy". Niestety, przestrzegania tej istotnej moralnej zasady ludzkość musi się dopiero nauczyć - co staram się też uświadomić m.in. w punkcie #G2.3 strony healing_pl.htm.) Po tym więc jak doświadczyłem aż kilkakrotnie jak po powrocie z pracy mój ojciec reaguje na widok rozmontowanych zegarków, które on naprawił jedynie noc wcześniej, zwolna nauczyłem się powstrzymywać swoją pokusę dowiedzenia się co właściwie powoduje że owe zegarki tykają.) Owo praktyczne podejście do wszystkiego od strony zasady działania i budowy wewnetrznej pozostało mi z dzieciństwa na całą resztę życia. Na wszystko też później patrzyłem własnie z tego punktu widzenia - znaczy jak to jest skonstruowane, jak to działa, jak to daje się zbudować, itp. W swoich badaniach naukowych zawsze też byłem praktykiem, który fizycznie eksperymentuje, mierzy, buduje, wykonuje, docieka, itp., a nie który jedynie opowiada czy rysuje. Niestety, po wyemigrowaniu z Polski NIE było mi dane kontynuować tej praktycznej tradycji, bowiem się okazało, że w krajach Zachodnich naukowcy ani ludzie z mojego środowiska niczego sami NIE budują praktycznie, a jedynie o tym wygłaszają czysto teoretyczne mowy.
       Moja matka była gospodynią domową - skromny geniusz matematyczny. Była ona w stanie liczyć w pamięci niemal tak samo szybko jak to czynią dzisiejsze komputery. Jej zdolności obliczeniowe zawsze szokowały sprzedawców w sklepach, dostarczając wiele uciechy mi i mojej siostrze z którą często towarzyszyliśmy mamie w wyprawach na zakupy.
       Pierwsze lata mego życia dominowane były przez "zmaganie się", oraz przez niebezpieczeństwa. Moi rodzice byli bardzo biedni - tylko z trudnością jakoś przeżywali. Zaś na mnie jakby jakaś "mroczna moc" uparcie polowała. Tylko do czasu ukończenia szkoły podstawowej zapamiętałem siedem zdarzeń kiedy omal nie straciłem życia - włączając w to "przypadkowe" przestrzelenie mojej czapki na głowie z dubeltówki we wsi Cielcza w 1957 roku - opisane także w punkcie #H2 strony god_proof_pl.htm oraz w punkcie #G2 strony cielcza.htm (ocalałem wtedy tylko dzięki koledze który przejął swoim ciałem niemal cały ładunek). Z kolei do chwili obecnej naliczyłem się już około trzydziestu takich przypadków. Najbardziej szokujący z nich miał miejsce w Nowej Zelandii 13 listopada 1990 roku, kiedy to pojechałem na spotkanie z moim przyjacielem, Gary Holden, mieszkającym w Aramoana. Na szczęście jakiś cud tajemniczo zmusił mnie abym zawrócił w swej drodze - w przeciwnym wypadku z całą pewnością bym zginął w masakrze, która wówczas zaczęła się właśnie w domu Gary'ego.
       Moja edukacja podążała typowym kursem komunistycznej Polski. Najpierw (w 1953 roku) zacząłem uczęszczać do szkoły podstawowej nr 1 w pobliskim miasteczku Miliczu (w owym czasie mającym około 6000 mieszkańców). Jednak już wówczas Bóg przygotowywał moje losy na życie nieustającego podróżnika. Stąd w Miliczu uczęszczałem jedynie do klas pierwszej, drugiej i czwartej. Do trzeciej klasy uczęszczałem w szkole ze wsi Wszewilki. Klasę piatą ukończyłem we wsi Cielcza. Natomiast klasy szóstą i siódmą ukończyłem w pobliskiej do mojej maleńkiej rodzinnej wsi Stawczyk, nieco większej wsi o nazwie "Stawiec". (To w owym Stawcu, jak posądzam, wówczas ciągle mieścił się sztab główny działających wtedy w okolicach Milicza ogromnie efektywnych niemieckich partyzantów zwanych Werwolf, tj. "Wilkołaki", jakich metody walki warto byłoby poznać na przyszłość - po szczegóły patrz punkt #E2 z mojej strony o nazwie wszewilki.htm. Być więc może, że niektórzy moi ówcześni koledzy szkolni ze Stawca, faktycznie byli dziećmi partyzantów "Werwolfu" - z czego oczywiście NIE zdawałem sobie sprawy.) Swą podstawówkę ukończyłem w 1960 roku. Potem zacząłem uczęszczać do szkoły średniej (od 1960 do 1964 roku), którą było jedyne wówczas Liceum Ogólnokształcące w Miliczu. Maturę zdałem w 1964 roku. Świadectwo maturalne upoważniało mnie do wstępu na wyższe uczelnie. Wybrałem studia na Politechnice Wrocławskiej, która w owym czasie była jedną z najbardziej renomowanych uczelni w Polsce. (Na bazie swojej obecnej znajmości poziomu nauczania w innych uniwersytetach świata, ja osobiście wierzę, że w owym czasie była ona nie tylko najlepszą uczelnią w Polsce, ale jednocześnie i jedną z najlepszych uczelni na świecie - po szczegóły patrz punkt #E1 na stronie o nazwie rok.htm.) W owym czasie przypadało około 12 kandydatów na każde wolne miejsce z owej Politechniki. Stąd jedynie zdanie egzaminów wstępnych okazało się ogromnym sukcesem. Studiowałem tam od 1964 roku do 1970 roku. Przez ostatni rok studiów otrzymywałem specjalne "stypendium naukowe" zarezerwowane tylko dla kilku najlepszych studentów. Stypendium to upoważniało do zostania zatrudnionym na uczelni po zakończeniu studiów.
       Swoje dorosłe życie w socjalistycznej Polsce rozpocząłem w 1970 roku po otrzymaniu dyplomu "magister inżynier mechanik" z Politechniki Wrocławskiej. Zostałem wówczas zatrudniony przez tą politechnikę najpierw jako assystent stażysta, potem jako asystent, dalej jako starszy asystent, zaś po obronie swej pracy doktorskiej w 1974 roku - jako adiunkt ("adiunkt" w Polsce jest odpowiednikiem dla tzw. "Reader" z angielskiego systemu uniwersyteckiego). Gdyby spróbować jakoś nazwać tamten okres w moim życiu, możnaby go tytułować "sukcesy zawodowe nie poparte poczuciem spełnienia". Szybko wspinałem się w hierarchii akademickiej. Studenci uwielbiali moje dobrze przygotowane i nowoczesne wykłady - w 1981 roku wybierając mnie nawet "wykładowcą roku". Z kolei przełożeni doceniali moją biegłość w najnowszej technice i wielodoscyplinarną ekspertyzę. W kraju szybko wyrobiłem sobie opinię jednego z najlepszych ekspertów w zakresie sterowania numerycznego, oprogramowania inżynierskiego, oraz komputeryzacji. Byłem autorem jedynego wówczas w całym kraju komputerowego języka do programowania obrabiarek sterowanych numerycznie. Moja wysoka ekspertyza w aż dwóch dyscyplinach (tj. w inżynierii mechanicznej i w informatyce) spowodowała że stałem się poszukiwanym specjalistą i wiele zakładów pracy ubiegało się o moje usługi. W sumie pracowałem więc na uczelni na pełnym etacie i równocześnie w przemyśle na pół etatu. Materialnie powodziło mi się też relatywnie dobrze jak na ówczesne warunki. Był to jedyny okres w moim życiu kiedy posiadałem duże, wygodne i nowoczesne mieszkanie z ładnym umeblowaniem, oraz z własnym gabinetem do pracy. Miałem też samochód Fiata 126p. Każde wakacje spędzałem na przyjemnych wczasach. Żyłem też w systemie politycznym, który nie na darmo nazywany był "socjalizmem". W miarę swoich możliwości państwo zaspokajało w nim bowiem najważniejsze potrzeby narodu. Przykładowo, każdy miał w nim gwarancję pracy i źródła utrzymania. Cała edukacja i służba zdrowia były za darmo otwarte dla każdego. Ich jakość ciągle była wówczas relatywnie wysoka - tj. zdecydowanie wyższa niż w każdym z krajów w którym przyszło mi żyć i pracować już po opuszczeniu Polski. Państwo przyjmowało też na siebie odpowiedzialność za dostarczenie każdemu mieszkania, transportu publicznego, opieki nad dziećmi, oraz wypoczynku wakacyjnego. W rezultacie tego wszystkiego, nie wiedziałem wówczas co to poczucie bycia niechcianym, własnej bezwartości i bezsilności, perspektywa bezrobocia w nieskończoność, czy braku pieniędzy na podstawowe potrzeby. Ani też mi, ani innym rodakom, nie były wówczas znane narkotyki, bezdomność, desperacka przestępczość, itp. Jednak system polityczny w którym żyłem stwarzał niepokoje innego rodzaju. Wynikały one głównie z dyktatorstwa (zamordyzmu) i "rządów pięści", które ówczesny rząd praktykował wobec rządzonego przez siebie narodu. Przykładowo z okna mojej sypialni widać było brzegi ogromnego poligonu na którym stacjonowały wyrzutnie SSki z głowicami atomowymi. (W dzisiejszych czasach też stoją tam nuklearne wyrzutnie, tyle że poustawiane dla odmiany przez państwo w które tamte SSki były wycelowane.) Wszystkim w okolicy było więc wiadomym, że mieszkamy "na nuklearnej tarczy". Wszakże w przypadku jakiegokolwiek konfliktu, było pewnym, iż te wyrzutnie będą najpierw niszczone bombami atomowymi strony porzeciwnej. Mogło więc się zdarzyć, że po czyimś "zaswędzeniu palca" nasz dom zwyczajnie by został odparowany. Inne czynniki które też psuły ówczesne poczucie spełnienia życiowego, była tzw. "propaganda sukcesu", brak sprawiedliwości (szczególnie ustawianie rządzących "ponad prawem"), brak wolności prasy i wolności wypowiedzi, głuchota rządzących na petycje narodu oraz wynikająca z tej głuchoty postępująca demoralizacja polityczna. Najtrudniejsze do przełknięcia były jednak pogłębiające się pustki w sklepach. Z braku doświadczenia życiowego i z nieznajomości innych ustrojów, w tamtych czasach wszyscy wierzyliśmy, że te problemy i napięcia wynikają z wad samego ustroju. Nie wiedzieliśmy wtedy jeszcze, że dokładnie takie same problemy, a nawet dodatkowo i inne, jeszcze gorsze, mogą dawać się ludziom we znaki w praktycznie każdym ustroju - tyle tylko, że wyzwalane tam będą nieco odmiennymi mechanizmami. Wówczas NIE istniał też jeszcze przykład 21-wiecznych Chin, które empirycznie udowodniły, że mądrymi reformami, które stoją w zgodzie z wymaganiami Boga, każdy system daje się udoskonalać i wcale NIE trzeba go obalać aby uczynić w nim swe życie przyjemniejszym. Ponieważ każda akcja wyzwala odpowiedającą jej reakcję, w rezultacie owych "rządów pięści" i usterek ustroju jaki nas otaczał, w prawie całym narodzie którego byłem cząstką zaczęło narastać życzenie transformacji z socjalizmu do innego, lepszego ustroju. Jedynym zaś innym ustrojem który wówczas istniał, był kapitalizm.
       W 1980 roku tornado zmian politycznych zaczęło zmiatać Polskę. Najpierw powstała "Solidarność". Potem niemal każdy patriotyczny Polak stał się jej członkiem. Ja byłem jednym z pierwszych jej członków. Potem nastał "stan wojenny" i wyniszczanie Solidarności. W owym czasie wszystkich dziwiło, że po każdym spotkaniu z Lechem Wałęsa, wszyscy aktywiści Solidarności uczestniczący w owym spotkaniu zawsze zostawali aresztowani. Sprawa wyjaśniła się dopiero w 2008 roku, kiedy to dwaj polscy badacze historii, S. Cenckiewicz i P. Gontarczyk, opublikowali książkę "The Secret Police and Lech Wałęsa", 780 stron, w której ujawnili dokumentację iż przywódca Solidarności, zaś późniejszy Prezydent Polski i laureat Nagrody Nobla, faktycznie był kolaborantem tajnej policji i że to właśnie owa tajna komunistyczna policja awansowała go do wszystkich tych honorów. (Książka ta i jej konsekwencje omawiane były m.in. w artykule [1#B1] o tytule "Walesa fingered as a communist spy" (tj. "Wałęsa wytknięty jako szpieg komunistów"), ze strony A20 gazety The New Zealand Herald, wydanie z czwartku (Thursday), June 26, 2008.) Nic dziwnego, że owa oryginalna Solidarność szybko została utopiona w zdradzie i intrygach. Kiedy zaś Solidarność została utopiona, ja utonąłem wraz z nią. "Polowanie na czarownice" zostało rozpoczęte w Polsce. Jak to było z każdym byłym działaczem Solidarności, moje życie znalazło się wówczas w niebezpieczeństwie. Któregoś dnia byłem nawet ścigany i niemal postrzelony przez policję. Z pomocą dobrych przyjaciół zdołałem opuścić Polskę i wyemigrować do Nowej Zelandii - zanim reżymowi udało się mnie na czymś złapać i wysłać na Syberię. Wylądowałem w Nowej Zelandii w 1982 roku. W rok później byłem już jej tzw. "permanent resident", czyli osoba uprawniona tam do pracy zarobkowej. W 1985 roku zostałem obywatelem Nowej Zelandii.
       Życie na emigracji w epoce dobrobytu oczywiście było nieporównanie łatwiejsze i przyjemniejsze niż w komunistycznej Polsce. W czasach mojego wyemigrowania z Polski, Nowa Zelandia była rządzona przez doskonałego przywódcę, który postępował najmoralniej ze wszystkich przywódców pod jakich rządami przyszło mi żyć. Nazywał się on Sir Robert Muldoon (1921-1992) i był on Prime-Ministrem Nowej Zelandii od 1975 do 1984 roku. Nowa Zelandia przechodziła wówczas przez okres jednej z najlepszych sytuacji ekonomicznych i socjalnych w całej swojej historii. Początkowo więc bez trudu znajdowałem tam pracę. Przez pierwszy rok (tj. 1982) pobytu na emigracji zatrudniony byłem na Canterbury University ze słonecznego i pięknego miasta Christchurch. Miałem spore szczęście aby tam pracować, bowiem Christchurch moim zdaniem jest najpiękniejszym, klimatycznie najprzyjemniejszym, oraz najlepiej zlokalizowanym miastem w całej Nowej Zelandii. (Nazwa "Christchurch" oznacza "Kościół Chrystusa". Niestety, mieszkańcy Christchurch wzięci razem jako jeden tzw. "intelekt grupowy", NIE spełniają swym zachowaniem staropolskiego powiedzenia, że szlachectwo zobowiązuje - co wyjaśniam szerzej m.in. w punkcie #G2 swej strony o nazwie przepowiednie.htm oraz w niemal całej swej stronie o nazwie quake_pl.htm.) Z kolei przez następne cztery lata (tj. 1983 do 1987) pracowałem na Southland Polytechnic w Invercargill - tj. w najbardziej na południe wysuniętym dużym mieście świata. Miałem szczęście, że tam wylądowałem, bowiem mieszkańcy Invercargill okazali się najbardziej mili, gościnni, przyjaźni dla emigrantów, oraz otwarto-głowi z mieszkańców wszystkich miast Nowej Zelandii w jakich dotychczas mieszkałem. (Aby dać tu jakieś pojęcie o otwartości ich umysłów, to ze wszystkich uczelni świata i Nowej Zelandii na jakich kiedykolwiek pracowałem, jedynie na Politechnice w Invercargill poproszono mnie abym podjął oficjalne wykłady dla miejscowej ludności - nabór na jakie ogłaszano w miejscowej gazecie, jakie poświęcone były prezentowaniu wyników moich naukowych badań UFO.) Na dodatek, w owym czasie Nowa Zelandia była niemal rajem na Ziemi. Doskonałe rządy przywodzącego jej mądrego i wysoce moralnie postępującego Sir Robert'a Muldoon powodowały, że praca była praktycznie dla każdego, w kraju rozwijał się przemysł, oraz istniało tam duże zapotrzebowanie na wysokich specjalistów z moim poziomem eksperyzy. Rząd Muldoon'a budował tak dużo nowych fabryk, elektrowni, dróg, budynków publicznych, itp. - że później nawet po ponad ćwierć wieku rozsprzedawania, zamykania, zaniedbywania, biurokratyzowania, oraz zaduszania przez następne rządy, ciągle nie wszystkie z nich dały się zniszczyć, zbankrutować, lub wygonić z kraju. Ulice pełne były tam wówczas roześmianych, zadowolonych z życia, oraz szczęśliwych ludzi. Do Nowej Zelandii emigrowali ludzie z Europy, USA, Australii i z innych bogatych krajów świata, zaś emigracja odpływowa niemal tam nie istniała. (Przykładowo, Sir Robert Muldoon cytowany był w wielu publikacjach za swoje słynne wówczas powiedzenie, że "Nowozelandczycy którzy emigrują do Australii podnoszą poziom IQ w obu tych krajach" - objaśniając to jego powiedzenie, dyplomatycznie i humorystycznie ono implikuje, że dzięki ich emigracji, NZ pozbywa się osób o najniższym IQ, zaś Au uzyskuje osoby o najwyższym IQ.) Nowozelandzki dolar był wtedy równy dolarowi USA. Sklepy były pełne wszelkich nowoczesnych dóbr, większość których była wytwarzana na miejscu, zaś ludzie mieli pieniądze aby je kupować. Monopoli ani karteli jakie obecnie zaduszają Nową Zelandię niemal na śmierć wcale wtedy tam NIE było. Przestępczość niemal tam nie istniała - np. większość Nowozelandczyków wyjeżdżających na miasto zostawiała drzwi domów zapraszająco otwarte. Edukacja i opieka zdrowotna była za darmo dla każdego. Praktykowana też tam była prawdziwa wolność prasy oraz szczera, rzeczowa, bezbłędna i pozbawiona propagandy informacja rządowa.
       W czasach kiedy jako uczestnik Solidarności narażałem swoje życie dla urzeczywistnienia systemu społecznego który byłby "lepszy" od socjalizmu, miałem dosyć klarowne wyobrażenie jak taki lepszy system powinien wyglądać. Po przybyciu do Nowej Zelandii z miłym dla siebie zaskoczeniem odkryłem, że rządy Sir Robert'a Muldoon faktycznie urzeczywistniały taki "idealny" moim własnym zdaniem system polityczny. Dlatego ja osobiście należę do niewielkiej liczebnie grupy tych co admirują wielkość i genialność owego konsystentnie moralnie postępującego męża stanu. Moim zdaniem, gdyby zamiast niewielką Nową Zelandią ten ogromnie zdolny, mądry i moralnie postępujący przywódca rządził np. Stanami Zjednoczonymi lub Rosją, swoimi osiągnięciami przyćmiłby tam wszystkich największych przywódców świata, włączając w to Kennedy'ego i Piotra Wielkiego. Kiedyś zupełnie też nie mogło mi pomieścić się w głowie "dlaczego?" przywódca za którego rządów Nowa Zelandia była szczytem dobrobytu i rajem na Ziemi, w czasach swych rządów miał aż tak silną opozycję, zaś do dzisiaj ma aż tak niską opinię w oczach swoich własnych ziomków. (Faktycznie to wszyscy naprawdę wybitni Nowozelandczycy cieszą się niską opinią u swoich ziomków - jako inny przykład rozważ potraktowanie, które za życia otrzymywał Richard William Pearse, albo rozważ opisane w (2) z punktu #M3 strony fe_cell_pl.htm potraktowanie jakie od ziomków otrzymywał Ernst Rutherford.) W 2009 roku wypracowałem jednak odpowiedź na owo pytanie "dlaczego?", oraz wyjaśniłem tą odpowiedź w "części #G" strony internetowej eco_cars_pl.htm - o wynalazkach bezzanieczyszczeniowych samochodów, oraz w punkcie #C4.2 innej swej strony o nazwie morals_pl.htm. (Mianowicie, przeszkody i prześladowania dotykające każdą twórczą osobę wprowadzającą postęp na Ziemi, wynikają z zasady działania tzw. "pola moralnego" które powoduje, że "w krótkoterminowym działaniu owego pola każde moralne postępowanie ludzkie musi przełamywać się wzdłuż tzw. 'linii największego oporu', tj. oporu który jest najsilniejszy ze wszystkich możliwych rodzajów oporu jakie oponenci owej formy postępu są w stanie przeciwstawić danemu twórcy postępu".) Cokolwiek jednak sami Nowozelandczycy by nie twierdzili o moim zdaniem najlepszym przywódcy kraju jakiego kiedykolwiek mieli, ja osobiście dziękuje Bogu że chociaż tylko przez okres 2 lat, ciągle dana mi jednak była szansa aby doświadczyć przyjemności i honoru doświadczania życia w kraju pod jego rządami.
       Niestety, w 1984 roku partia owego doskonałego przewódcy Nowej Zelandii została pokonana w wyborach. Jego wygłodzona opozycja dorwała się do władzy. Na kraj ten nadeszła więc czarna era upadku ekonomicznego, bezrobocia, wypaczeń i tzw. "propagandy sukcesu" jaką doskonale znam z życia w komuniźmie. Z kolei życie w kraju który właśnie upada ekonomicznie przestaje być uciechą. W lutym 1988 roku, czyli w początkowym okresie władzy nowych rządzących, kiedy sytuacja w kraju nie stała się jeszcze krytyczna, zmieniłem pracę i przeniosłem się na Otago University. Uniwersytet ten był zlokalizowany w niewielkim, chronicznie zimnym, starym, brudnym, zachmurzonym i deszczowym miasteczku Dunedin, gdzie główną masową rozrywką jest upijanie się. Tuż przed tym kiedy pierwsze oznaki depresji ekonomicznej uderzyły Nową Zelandię, w 1990 roku straciłem jednak i tą nową pracę - faktycznie to byłem z niej wyrzucony za odkrycie, zbadanie i popularyzowanie eksplozji UFO koło NZ miasteczka Tapanui - tak jak opisałem to we wstępie i w punkcie #B5 swej strony o nazwie tapanui_pl.htm. Przez następne 2 lata byłem bezrobotnym. Okazały się to być najbardziej przygnębiające i przepełnione niepewnością jutra dwa lata w całym moim dotychczasowym życiu. Proszę sobie wyobrazić jak ja wówczas się czułem. Żyłem wtedy samotnie w ciągle jeszcze dosyć obcym mi kraju. Miasto Dunedin okazało się być wiecznie zimną, zachmurzoną i deszczową mieściną, którą Anglicy opisują zwrotem "one horse city" (tj. "miasto jednego konia"), w której nie ma żadnych rozrywek pod dachem zaś pogoda jest zbyt przygnębiająca aby czynić cokolwiek na wolnym powietrzu. Nie miałem tam ani pracy ani źródła dochodu. Przez niemal dwa lata nie otrzymywałem zasiłku dla bezrobotnych. W owym czasie praktycznie wszystko stało się też tam "user paid" (tj. "opłacane przez użytkownika") - znaczy nawet wizyta u lekarza czy w szpitalu wymagała znaczących funduszy. Moje oszczędności szybko topniały. Najbliższe życzliwe mi dusze, które mogły by mi pomóc gdybym wpadł w jakieś kłopoty, znajdowały się na odwrotnej półkuli, czyli w Polsce. A na domiar złego wokoło siebie obserwowałem zawzięte rozmontowywanie systemu społecznego dla którego zupełnie niedawno narażałem swe życie jako aktywista Solidarniości. Nowa Zelandia przechodziła bowiem wówczas bardzo brutalną zamianę panującej tam poprzednio dbałości o człowieka, na istniejącą tam obecnie dbałość o dochód i o kapitał. Praktycznie wszystko co dobrego kraj ten osiągnął podczas mądrych i zaradnych rządów Sir Robert Muldoon zaczęło być tam systematycznie rozmontowywane i niszczone. Zaczęło się od sprzedaży asetów, czyli sprzedaży wszystkiego co poprzednio należało do rządu. Rozprzedane więc zostały fabryki, budynki, koleje państwowe, itp. Kiedy obserwowałem te zdarzenia, wysoce dla mnie szokujący okazał się program telewizyjny który ujawnił, że ze wszystkich tych wyprzedaży państwowych własności jedynie mniej niż 5% ich wartości pieniężnej faktycznie trafiło do kasy państwowej. Reszta ceny pokrywała tzw. koszty marketingu, sprzedaży, poszukiwań, konsultantów, itp. (znaczy - w pełnej glorii prawa i legalności lądowała w prywatnych kieszeniach). Z tego co nie dało się sprzedać, np. elektrowni, sieci elektrycznej, czy telefonów, formowano przedsiębiorstwa na własnym rozrachunku. Za wszystko też zaczęto domagać się opłat, włączając w to nawet sprawy które stanowią tradycyjną odpowiedzialność rządu, takie jak opieka zdrowotna, czy edukacja. Oczywiście, bez opieki państwa, większość fabryk zbankrutowała. Te zaś co przetrwały, z upływem czasu tak były trapione podatkami, biurokracją i tzw. "red tape" (tj. nieprzyjaznymi prawami), że zaczęły przenosić się za granicę. Zaczęło się więc galopujące bezrobocie. Brak pieniędzy u ludzi spowodował że opustoszały i poupadały sklepy. Upadek sklepów w połączeniu z brakiem pieniędzy u ludzi spowodował upadek drobnego rzemiosła, wytwórczości, oraz usług. To z kolei zabiło wszelką kompetycję i współzawodnictwo. Niemal wszystko stało się czyimś monopolem. Z kolei monopole mają ten brzydki zwyczaj, że bezzasadnie podnoszą one ceny a obniżają jakość. Z kolei nieuzasadniony wzrost cen spowodował galopującą inflację. Wartość dolara nowozelandzkiego spadła do około 40 centów USA. Desperacja zakradła się wśród ludzi. Zaczął się lawinowy wzrost przestępczości. Ulice miast opustoszały. W wielu miejscach gdzie zaledwie kilka lat wcześniej wieczorami chodniki były przepełnione światłami, stolikami kawiarni, oraz spacerującymi, szczęśliwymi i zadowolonymi z życia ludźmi, straszyć wówczas zaczynały ciemne oczodoły zabitych deskami okien wystawowych. Wobec beznadziejności sytuacji wielu zaczęło szukać ucieczki w alkoholu i narkotykach. Aby nadal móc chwalić się sukcesem, wolność publikatorów została zerodowana zaś rzetelna informacja została zastąpiona rządową "propagandą sukcesu" w stylu, który znałem tak dobrze z czasów komunizmu. Przykładowo, zamiast za liczbę bezrobotnych podawać ilość ludzi którzy chcą pracować jednak brak dla nich pracy, propaganda ta zaczęła wówczas podawać (oraz podaje tak do dzisiaj) ilość ludzi, którym władze przyznały zasiłek dla bezrobotnych. Z kolei dostęp do owego zasiłku dla bezrobotnych dawał się już manipulować na papierze bez zmniejszenia liczby faktycznych bezrobotnych. Zaczęła też się masowa ucieczka (emigracja) ludności z Nowej Zelandii np. do Australii.
       Wzmiankowania tutaj jest też warty tzw. szok kulturalny. Wszakże ów szok kulturalny jest jak "jet-leg" - tyle że oddziaływuje on na nasze zwyczaje, nawyki, postawy i filozofie zamiast na zegary biologiczne. Praktycznie też każdy emigrant przez niego przechodzi. Ponadto, podobnie do "jet-leg", im dalej od kraju urodzenia się emigruje, thym silniejszy ów szok kulturalny się staje. Z kolei niemal nie istnieją dwa kraje bardziej od siebie oddalone niż Polska i Nowa Zelandia. Na szczęście, szok kulturalny zmniejsza się z upływem czasu. Obecnie mogę być dumny, że niemal go pokonałem. Jednak zawsze pozostają jakieś obszary, szczególnie w zakresie jedzenia, smaku, domów, oraz postaw życiowych, które nie chcą zaniknąć. Dla przykładu, praktycznie do teraz mam smak na owe dziesiątki odmiennych rodzajów polskich kiełbas, które nie tylko są nazywane odmiennie, ale także i smakują drastycznie inaczej. Ciągle mi też brakuje polskich suchych budynków które mają dobre ogrzewanie, w których ludzie nie czują się mokrzy i zmarznięci, które są dobrze zaizolowane termicznie aby utrzymywać tanio temperaturę 23 stopni, oraz które są budowane z cegieł i cementu, a nie z mokrej dykty. Nie mogę też nawyknąć do polityków, których działania typowo polegają na unikaniu podejmowania decyzji, na częstym promowaniu swych kolegów szkolnych, na obejmowaniu swych pozycji głównie dla ignorowania opinii większości narodu i na zamawianiu niezliczonych raportów przygotowanych przez komisje drogich ekspertów - których stwierdzeń nikt jednak potem NIE bierze pod uwagę. Ponadto jakoś nie mogę nawyknąć do pustych chodników po 5 wieczorem, do ogromnej ilości sportu w telewizji i w codziennym życiu, do uwypuklania ciała, do braku szacunku do osiągnięć intelektu, ani do tych ogłoszeń w TV które wmawiają oglądającym, że najlepszy styl życia polega na NIE czynieniu niczego.
       Po dwóch latach bezrobocia bez otrzymywania "doli", w 1992 roku ja sam też zdecydowałem się opuścić Nową Zelandię aby szukać zarobku poza jej granicami. Tak zaczęła się moja tułaczka po świecie w poszukiwaniu chleba. Kiedy miałem już zakupione bilety lotnicze, w końcu zaczęto wypłacać mi zasiłek dla bezrobotnych (tj. "dolę"). Zostałem więc postawiony w sytuacji, że po kilku tygodniach brania tego iluzorycznego zasiłku ("doli") musiałem z niego sam dobrowolnie zrezygnować. Zdecydowałem się bowiem, że już nie zmienię swoich planów tułaczki w poszukiwaniu chleba. (Gdybym zasiłek ten otrzymywał od samego początka, nigdy nie zdecydowałbym się na tą tułaczkę za chlebem.) Po opuszczeniu Nowej Zelandii podpisywałem aż trzy kolejne kontrakty na profesury uniwersyteckie. Pierwszym z nich był kontrakt z roku akademickiego 1992/3 na stanowisko Associate Professora w Eastern Mediterranean University z miasta Famagusta na Północnym Cyprze. Kontrakt ten dał mi okazję dla osobistego poznania i doświadczenia na sobie śródziemnomorskiej kultury, przyrody i chwalebnej historii. Mieszkałem bowiem przy brzegu pięknego morza, zaledwie kilka kilometrów od starożytnego miasta Salamis i historycznego miasta Famagusta (oba te miasta nadal otoczone są starymi murami). Kilka interesujących fotografii z owej profesury pokazane jest na moim 35 minutowym biograficznym filmie o tytule "Dr Jan Pająk portfolio" upowszechnianym za darmo w YouTube. Następny trzeletni kontrakt podpisałem w 1993 roku na stanowisko Associate Professora w University Malaya w Kuala Lumpur, Malezja. Ten dał mi okazję do posmakowania wielkomiejskiego życia we wspaniałej metropolii w której samej mieszka niemal tyle ludzi co w całej Nowej Zelandii, która buszuje życiem, nigdy nie śpi, ma nieopisaną liczbę rozrywek i atrakcji do oglądania, oraz której poziom techniki i nowoczesności należy do najwyższych w świecie. Ostatnim był mój dwuletni kontrakt też na stanowisko Associate Professora który podpisałem w 1996 roku z University of Malaysia Sarawak z pięknego miasta Kuching w malezyjskiej prowincji Sarawak na tropikalnej wyspie Borneo. Ten kontrakt dał mi poznać jak wspaniała jest natura w tropiku, oraz jak serdeczni i przyjacielscy są ludzie żyjący blisko tej natury. Ludzie na Borneo byli aż tak przyjaźni i aż tak mili, oraz czynili moje życie aż tak przyjemnym, że gdybym mógł chętnie zostałbym tam przez resztę swego życia. To na Borneo doświadczyłem też wspaniałego zjawiska, które opisałem na stronie nirvana_pl.htm - o totaliztycznej nirwanie. Niestety, wkróce po rozpoczęciu kontraktu na Borneo cały obszar południowo-wschodniej Azji objęty został tzw. "Kryzysem Azjatyckim". W jego wyniku wartość miejscowych pieniędzy spadła do jedynie około 30% ich początkowej wartości. Około dwie-trzecie moich zarobków z obu kontraktów w Malezji po prostu zniknęło wówczas jakby wyparowało. Na dodatek, kraje obezwładnione tym kryzysem nie mogły już sobie pozwolić na wynajmowanie zagranicznych profesorów. Stąd kiedy mój kontrakt na Borneo się zakończył, nie było już szans na podpisanie następnego.
       W końcu 1998 roku powróciłem więc do Nowej Zelandii. Zaczął się dla mnie okres życia który jest dokonale opisany przez angielskie przysłowie żebrakowi nie wolno być grymaśnym (tj. "a beggar cannot be choosy"). Poczynając od 1999 roku ponownie udało mi się zabezpieczyć dla siebie pracę w Nowej Zelandii. Niestety nastąpiło to za słoną cenę. Wszakże rolniczo nastawiona Nowa Zelandia z wówczas niemal zupełnie już zniszczonym przemysłem nie potrzebowała ludzi z moją ekspertyzą techniczną. Stąd oddawała mi wielką przysługę, że wogóle miała jakieś zatrudnienie dla mnie. Wylądowałem więc na najniższej pozycji akademickiej jaka była dostępna na miniaturowej Aoraki Politechnice z maleńskiej mieściny nowozelandzkiej zwanej Timaru. Politechnika ta była najmniejszą uczelnią w jakiej kiedykolwiek pracowałem. Niemniej praca na niej okazała się najbardziej trudna i stresująca. Panowała w niej duszna atmosfera kumoterstwa i popierania wyłącznie "swoich". Była jedynym miejscem mojej pracy, w którym odciągano z moich zarobków koszt "usługi" dostarczania mi listów jakie były do mnie wysłanie na adres tej uczelni, oraz w którym moje prywatne listy były otwierane przed dostarczeniem mi pod wymówką, że uczelnia musiała sprawdzić czy nie dotyczą one studentów jakim tam wykładałem. Uczelnia ta praktykowała też niepisaną zasadę, że wykładowcom NIE wolno oblewać jej studentów, a wszyscy studenci muszą zdawać egzaminy - o której to zasadzie otwarcie mi jednak NIE powiedziano, a zmuszano mnie abym sam się jej domyślił poprzez przepuszczanie mnie przez najróżniejsze dyscyplinarne śledztwa i kary za każdym razem kiedy oblałem któregoś co bardziej niedouczonego z ich studentów (które to oblanie uczelnia ta potem i tak unieważniała). Uczelnia ta była też aż tak mała, że ja sam w swojej uprzedniej karierze zawodowej wykładałem w sumie więcej odmiennych przedmiotów niż ich oferowano wszystkim studentom owej politechniki. Niestety, pod koniec 2000 roku zostałem zwolniony z nawet owej najniższej pozycji. Powodem zwolnienia jaki wówczas mi zakomunikowano, był raptowny i niespodziewany spadek liczby studentów na owej politechnice. Ja miałem jednak intuicyjne wrażenie, że dodatkowym powodem tego zwolnienia było odkrycie moich przełożonych, iż poziom mojej ekspertyzy, kwalifikacji i doświadczenia niepomiernie przekracza wymogi pozycji którą zajmowałem, a to z kolei napełniło ich obawą o ich własne pozycje. To wrażenie zostało potem potwierdzone, kiedy w parę miesięcy po moim odejściu werbunek wykładowcy na moją uprzednią pozycję był ponownie ogłaszany w gazetach. Odszedłem stamtąd z rodzajem ulgi, bowiem atmosfera pracy była tam najgorsza ze wszystkich miejsc w jakich pracowałem w całym swoim życiu. Z żadnej też innej uczelni, w krótkim przedziale tylko paru lat nie odeszło aż tylu co tam wykładowców. (W marcu 2016 roku uczelnia ta została zlikwidowana.) Od dnia 12 lutego 2001 roku zacząłem pracować jako akademik (po angielsku: "academic staff member") na Wellington Institute of Technology, zlokalizowanym na przedmieściu stolicy Nowej Zelandii, czyli w Petone pod Wellington - także będąc zatrudniony na najniższej pozycji akademickiej jaka była tam dostępna. Już w pierwszym roku pracy otrzymałem od kierownictwa uczelni zaszczytne wyróżnienie "team member of the year" (tj. jakby "najbardziej koleżeński pracownik roku"). W Wellington pracowałem aż do 23 września 2005 roku, kiedy to ponownie zwolniono mnie z pracy z wyjaśnieniem, że liczba studentów tej uczelni raptownie spadła. Faktycznie też ów spadek był wówczas aż tak znaczny, że stał się łatwym do odnotowania nawet gołym okiem - od początka 2005 roku uczelnia ta stała się niemal zupełnie pusta. Z opowiadań innych kolegów dowiedziałem się także, że wyraźnie odludniły się też wówczas niemal wszystkie uczelnie Nowej Zelandii. Prawdopodobnie powody dla tego pustoszenia nowozelandzkich uczelni były komplesowe i obejmowały szereg czynników, m.in. wysokie opłaty pobierane przez uczelnie od studentów, brak pracy dla ludzi z wysokim wykształceniem, niski poziom akademicki miejscowych uczelni który spowodował że niektóre kraje (np. Chiny) zaprzestały wysyłanie swoich stypendystów do tego kraju, itd., itp. Ja osobiście jednak wierzę, że najważniejszym z powodów tego opustoszenia uczelni stała się masowa emigracja odpływowa (tj. ucieczka ludności). Wszakże od czasów kiedy w Nowej Zelandii zaczął się upadek ekonomiczny, nastały tam też czarne lata trwającej aż do dzisiaj coraz szybszej ucieczki za granicę młodych i ambitnych Nowozelandczyków. Ucieczka ta jest masowa, zaś jej uczestnicy to najbardziej ambitni, zdolni i zaradni młodzi ludzie, czyli poraktycznie "sól narodu". Przykładowo, około 2008 roku corocznie uciekało do Australii niemal 1 procent całej populacji około cztero-milionowej Nowej Zealndii - po szczegóły patrz artykuł [2#B1] o tytule "28,000 a year leave for Aust." - tj. "28000 ludzi na rok ucieka do Australii", ze strony A1 nowozelandzkiej gazety The Press, wydanie z wtorku (Tuesday), February 5, 2008. Po tej ostatniej utracie pracy w 2005 roku, nadal nie traciłem nadziei że coś jednak znajdę. Stąd niemal cały czas poświęcałem na szukanie swojej następnej stałej pracy. Niestety, nawet do czasu kolejnego przeredagowywania tej strony w marcu 2008 roku, takiej stałej pracy nie udało mi się już znaleźć. Jedyne co przerwało moje nieustające bezrobocie, to krótkie, bo tylko 10 miesięczne, zaproszenie na pozycję pełnego profesora uniwersytetu w Korei Południowej. Koreańczycy okazali się najmilszym narodem jaki dotychczas poznałem w swoim życiu, zaś poziom ich technologii - najwyższym z jakim dotychczas praktycznie się zetknąłem. Równie fascynująca i warta poznania była też kultura i historia Korei. Dlatego ową krótką profesurę w Korei wspominam z taką samą przyjemnością i sentymentem jak pracę na przemiłym Borneo. Profesura w Korei początkowo miała potencjał aby zostać przedłużoną. Jednak wkrótce po jej rozpoczęciu rząd Korei uchwalił prawo, że wizytujący ten kraj zagraniczni profesorowie mogą być tam zatrudniani tylko jeśli ich wiek nie przekracza 60 lat. Ja zaś miałem wówczas już 61 lat. Na szczęście, owo wcześniejsze zaproszenie mnie na profesurę jeszcze przed uchwaleniem tego prawa zostało uhonorowane i pozwolono mi tam pracować przez pełną długość 10 miesięcy.
       Po powrocie do NZ z Korei okazało się, że wobec coraz silniejszej depresji ekonomicznej, która panowała wówczas (i nadal panuje) w Nowej Zelandii, moje niemal 6-letnie bezrobocie bez otrzymywania zasiłku dla bezrobotnych, rozpoczęte w dniu 23 września 2005 roku, musiało trwać aż do czasu kiedy stanę się uprawniony do otrzymywania emerytury. Pechowo też, jakiś czas wcześniej, dla zaoszczędzenia kilku groszy, kolejny rząd Nowej Zelandii wydłużył przechodzenie na emeryturę aż do wieku 65 lat. Nie mieli (ani nie mają) też w NZ opcji "wcześniejszego odejścia na emeryturę", która to opcja istnieje w wielu innych krajach, czasami nawet znacznie biedniejszych od NZ, np. w Malezji. Tak więc się stało, że z uprzednich swych oszczędności, jakie na swe szczęście przezornie poczyniłem, przyszło mi żyć aż przez niemal 6 następnych lat, czyli aż do 2011 roku. Podobnie bowiem jak podczas poprzedniego długiego okresu mojego bezrobocia z lat 1990 do 1992, w latach 2005 do 2011 także znalazły się jakieś przepisy (tym razem inne) według których zasiłek dla bezrobotnych też mi się nie należał. Z artykułu [3#B1] o tytule "Ease rules on dole for couples say economists", tj. "ulżyj prawa do doli dla par zaleca ekonomista" (The New Zealand Herald, Monday, June 29, 2009, str. A1) wynikało, że owe przepisy stworzyły sytuację, iż w Nowej Zelandii tylko około 32% faktycznych bezrobotnych otrzymuje zasiłek-dolę (dla porównania w Australii dolę otrzymuje 99% bezrobotnych). To zaś z jednej strony powoduje, że ponad dwie-trzecie populacji Nowej Zelandii musi się więc liczyć z sytuacją, iż jeśli stracą pracę wówczas zasiłek dla bezrobortnych jakby wogóle dla nich NIE istniał. Z drugiej zaś strony to oznacza również, że aż kilka dotychczasowych rządów które "bezrobotnych" definiowały jako "ludzi którzy otrzymują zasiłek dla bezrobotnych", oficjalnie chwaliło się poziomem bezrobocia w Nowej Zelandii który nie reprezentował nawet jednej trzeciej faktycznego bezrobocia tego kraju. Nic też dziwnego że sytuacja zwykłych Nowozelandczyków pobudza reflekse w rodzaju tych wyrażonych w artykułe [4#B1] o tytule "MPs cut everything in public service except own spending" (tj. "Posłowie na sejm powycinali wszystko z pomocy dla społeczeństwa oprócz wydatków na siebie") ze strony A1 gazety The New Zealand Herald, wydanie z piątku (Friday), June 26, 2009. Tak więc oto ponownie zmuszony byłem przez 6 lat żyć z poprzednich swych oszczędności i to nie mając już nadziei na znalezienie jakiejkolwiek pracy. Na szczęście dla mnie, moją moralną podporą była świadomość, że na przekór powtarzalnie trapiącego mnie bezrobocia, na przekór konieczności życia z dawnych oszczędności, oraz na przekór marnowania przez społeczeństwo mojej wiedzy, ekspertyzy, wynalazków, oraz wszechstronnej edukacji, ciągle raz w swoim życiu osiągnąłem poziom i tytuł pełnego profesora na renomowanym uniwersytecie. Z kolei z zostaniem profesorem jest jak z zostaniem generałem - znaczy "raz profesor, zawsze już profesor". Jedno stało się więc pewne, mianowicie że bez względu na to jak potoczą się moje dalsze losy, ciągle mogę mieć moralną satysfakcję, że chociaż bezrobotnym, nadal pozostaję byłym pełnym profesorem z renomowanego uniwersytetu w Korei, oraz odpowiednikiem polskiego profesora nadzwyczajnego z trzech innych uniwersytetów z Cypru, Malezji i Borneo.
       Dopiero od dnia 25 maja 2011 roku, czyli po osiągnięciu wieku 65 lat, zaczęła mi się oficjalnie należeć nowozelandzka emerytura. Nie jest ona duża - żartobliwie o niej stwierdzają, że wynosi ona zbyt mało aby z niej wyżyć, a zbyt wiele aby na niej umrzeć z głodu. Niemniej ja i moja żona jesteśmy nawykli do oszczędnego życia, jakoś więc sobie radzimy. W 2012 roku, licząc że NIE będę już więcej zmuszony wędrować "za chlebem", ze swoich wcześniejszych oszczędności kupiłem sobie w końcu małe mieszkanko "spółdzielcze" o powierzchni 49 metrów kwadratowych, z jednym sporym pokojem-kuchnią, małą sypialnią i łazienką, oraz z miniaturowym ogródkiem (jakiego doskonalenie jest jednym z moich obecnych zajęć). Mieszkanko to jest w małym odrębnym domku z ogródkiem, wygląd jakiego to domku został wiernie zreprodukowany na "Rys. #A3a(K6) - góra" z mojej strony o nazwie magnocraft_pl.htm. Domek z moim mieszkaniem jest zlokalizowany tylko kilkaset metrów od brzegu morza w NZ miasteczku zwanym Petone, położonym około 8 km od centrum stolicy NZ, czyli od miasta Wellington (właściwie to jest ono jednym z przedmieść Wellington). Prowadzę w nim ciche życie, chociaż wcale NIE pozbawione częstych emocji, nadal kontynując swoje uniklalne badania, oraz udoskonalając swój ogródek - tak jak opisałem to i zilustrowałem m.in. na swej stronie solar_pl.htm, oraz w punkcie #R2 i na "Fot. #R2" ze swej innej strony o nazwie quake_pl.htm. W 2014 roku wystawiłem swoją kandudaturę jako tzw. "Niezależny" (tj. bezpartyjny) kandydat do parlamentu NZ, uzyskując trochę ponad 113 głosów - który to fakt dobrze prezentuje mój biograficzny film "Dr Jan Pająk portfolio", oraz moja strona o nazwie pajak_do_sejmu_2014.htm. Potem jednak odkryłem, że Biblia zabrania osobom wierzącym aktywnego udziału w rządzeniu innymi ludźmi - zaś praktykowanie mojej filozofii totalizmu nakazuje mi pedantyczne przestrzeganie Biblii. Dlatego w przyszłości NIE zamierzam już wystawiać swej kandydatury w żadnych wyborach - tak jak wyjaśniłem to we "wstępie" i w "części #J" swej strony o nazwie pajak_dla_prezydentury_2020.htm. Jedyne więc co nadal będę kontynuował przez tak długo jak Bóg mi na to pozwoli, to rozwijanie swych "hobbystycznych" badań realizowanych zgodnie z zasadami wypracowanej przez siebie nowej nauki totaliztycznej oraz publikowanie uzyskiwanych wyników.
       Historie życiowe wszystkich ludzi jakich dotychczas badałem zawierają w sobie tzw. morał. Ów "morał" wynika z faktu, że Bóg celowo tak kształtuje życie każdej osoby, aby dla tych co poznają owo życie zawsze dostarczało ono jakiejś istotnej lekcji moralnej. Jeśli więc dobrze się przyglądnąć moim własnym losom i perypetiom życiowym, wyraźnie "morał" taki z nich również się wyłania. Widać go w uporze i w konsekwencji z jakimi "coś" powoduje, że gdziekolwiek bym się nie udał, cokolwiek bym nie zaczął czynić, jakieś postronne i niezależne ode mnie "mroczne moce" sprawiają, że zawsze kończy się to przegraną i odebraniem mi wszelkich szans na zrealizowanie tego co w swoim życiu chciałbym osiągnąć. Faktycznie to nawet jeśli w swym życiu cokolwiek wygrałem, wówczas poza jednym wyjątkiem, jaki wraz z najważniejszymi życiowymi wygranymi opisałem w punkcie #D2.1 swej strony o nazwie eco_cars_pl.htm, nigdy owa wygrana NIE była mi dawana. Taki koniec "przegranej bitwy" dla niemal wszystkich przedsięwzięć mojego życia jest wysoce wymowny. Szczególnie jeśli się zaaakceptuje, że celem i misją tego życia mogło być zrealizowanie i wdrożenie przynajmniej kilku z owych przełomowych wynalazków i intelektualnych osiągnięć, które opisałem w częściach #D do #H tej strony. Wszakże cokolwiek nas w życiu dotyka, zawsze ma to jakieś przyczyny. Przyczynami zaś owego pasma powtarzalnych upadków, które mnie bez przerwy prześladują, może przecież być fakt, że gdybym w życiu natknął się na właściwy klimat intelektualny i na właściwe warunki badawcze, wówczas zapewne bym jednak zrealizował i urzeczywistnił sporą część z tego co opisałem w częściach #D i #E tej strony. Tymczasem realizacja tych wynalazków byłaby wysoce nie na rękę owym "mrocznym mocom". Dlatego nikogo nie powinno dziwić, że faktycznym morałem wynikającym z przebiegu mojego życia są wnioski które opisałem na stronie mozajski.htm.


#B2. Losy mojej rodziny, a historia wsi Wszewilki:

       Maleńka wioseczka Wszewilki, w której ja się urodziłem w 1946 roku, jest częścią prastarej prowincji Polski nazywanej "Dolnym Śląskiem". Jednak przez spory okres czasu, bowiem od 1741 roku kiedy niemal cały Śląsk był aneksowany przez Prusy, aż do zakończenia drugiej wojny światowej w 1945 roku, cały Dolny Śląsk, włączając w to wioseczkę Wszewilki i jej okolice, były częścią Niemiec. Wioska Wszewilki leży trochę ponad 50 km na północ od miasta Wrocławia - które jest stolicą owej prowincji. Dolny Śląsk, jak czytelnik zapewne wie, leży w południowo-zachodniej części dzisiejszej Polski, niedaleko do Niemiec i do Czech.
       Po zakończeniu drugiej wojny światowej, niemal wszyscy mieszkańcy wsi Wszewilki w której ja się urodziłem, oraz innych okolicznych miejscowości, zostali wymienieni na nowych. Wszakże dawni obywatele niemieccy mieszkający na owych ziemiach niemal do końca wojny, uciekli w głąb niemiec przed nacierającą Armią Radziecką. Po wojnie zaś zostali zastąpieni przez ludność napływową z obszaru Polski i z przedwojennej polskiej Ukrainy. W rezultacie tej całkowitej wymiany ludności, wiedza o historii i tradycji Wszewilek niemal całkowicie zaginęła. Dziwnym jednak obrotem losu, moja matka znalazła się wśród polskiej ludności napływającej na te ziemie z obszaru przedwojennej Polski. Zaś moja matka znała te okolice bardzo dobrze.
       Wywodzenie się wielu pokoleń moich przodków po kądzieli z okolic Wszewilek, Stawczyka i Milicza powoduje, że z rodzinnych opowiadań ja poznałem wiele faktów na temat historii tych ziem. Prawdopodobnie jestem więc jednym z nielicznych nadal żyjących ludzi, którzy znają historię tych ziem z rodzinnej tradycji mówionej. To dlatego jako rodzaj patriotycznego obowiązku uważałem spisanie historycznych faktów które ciągle są mi znane. Te znane mi historyczne fakty dotyczące wsi Wszewilki spisałem na kilku totaliztycznych stronach internetowych, np. na stronach wszewilki.htm - o wsi Wszewilki, stawczyk.htm - o wsi Stawczyk koło wsi Wszewilki, milicz.htm - o miesteczku Miliczu, bitwa_o_milicz.htm - o bitwie w czasie wyzwalania Milicza, oraz sw_andrzej_bobola.htm - o kościele Św. Andrzeja Boboli w Miliczu, wszewilki_milicz.htm - o zwiedzaniu wsi Wszewilki i miasta Milicza. Na jednej z owych totaliztycznych stron, mianowicie na stronie wszewilki_jutra.htm - o moich marzeniach na temat przyszłości wsi Wszewilki, ja nawet otwarcie marzę jak wspaniale by to było gdyby Wszewilki mogły kiedyś się zdobyć na odbudowanie swojego starego ryneczka który został celowo zniszczony około 1875 roku. A przynajmniej aby mogły odbudować sobie dawny kościółek który istniał przy owym ryneczku, a także zbudować nowe muzeum.

1947 1955 1958 1964
1 rok (1947)
9 lat (1955)
12 lat (1958)
18 lat (1964)
1971 1976 1981 1986
25 lat (1971)
30 lat (1976)
35 lat (1981/5)
40 lat (1986/12/22)
1991 1996 2004 2015
45 lat (1991)
50 lat (1996/10/18)
58 lat (2004/7/19)
69 lat (2015/2/10)

Fot. #1. Oto jak mój wygląd (tj. wygląd dra inż. Jana Pająk) zmieniał się z upływem czasu. Wszakże w świecie rządzonym przez wszechwiedzącego Boga, w jakim to świecie my żyjemy, nic NIE jest dziełem jedynie przypadku - tak jak dotychczas usiłują nam to wmówić niektórzy zawodowi "luminarze nauki". W takim bowiem świecie absolutnie wszystko, w tym także nasz wygląd, jest nieskończenie mądrze i przewidująco zaprojektowane przez Boga i stanowi wynik działania aż całego szeregu precyzyjnych zasad, reguł i praw. Przykładowo, sporym szokiem okazuje się być moje odkrycie, że naszym wyglądem, a także praktycznie wszystkim co definiuje przebieg, jakość i cechy naszego życia, rządzą te same prawa jakie rządzą też zachowaniami tzw. "pola moralnego" - tj. pola precyzyjnie opisywanego np. w punktach #C4.2 i #C4.2.1 mojej strony o nazwie morals_pl.htm, zaś skrótowo podsumowanego np. w punktach #B3 i #B4 innej mojej strony o nazwie pajak_na_prezydenta_2020.htm. (Owo "pole moralne" m.in. powoduje, że czynienie tego co zgodne z kryteriami moralnymi zawsze wymaga wkładania znaczącego trudu i wysiłku. Natomiast czynienie tego co łamie sobą kryteria moralne, zawsze jest łatwe i przyjemne.) Innymi słowy, o tym jak aktualnie wyglądamy w danym okresie swego życia, a także np. jakie nosimy nazwisko, imię, gdzie się urodziliśmy i zamieszkujemy, kim są nasi rodzice, rodzina, przyjaciele, koledzy, jakie wydarzenia i losy życiowe nas dotykają, itd., itp., rządzą te same mechanizmy moralne, które m.in. też powodują, że w krótkoterminowym działaniu "pola moralnego" wszystko co jest zgodne z kryteriami moralności (tj. wszystko co jest "moralne") wymaga wkładania w to naszego wysiłku i motywacji, zaś wszystko co łamie sobą kryteria moralności (tj. wszystko co jest "niemoralne") przychodzi nam bezwysiłkowo, przyjemnie i łatwo. To też właśnie owo wynikanie aktualnego wyglądu poszczególnych ludzi z działania precyzyjnych zasad, reguł i praw powoduje, że wygląd każdego z nas zawsze też definiuje jak inni ludzie mają się do nas odnosić, wyznacza nasz los, uczy i informuje, odzwierciedla nasz wiek, cechy charakteru, stan duchowy, nastawienie do życia, historię i tryb życia, warunki w jakich żyjemy, zadanie jakie Bóg nam wyznaczył do zrealizowania w naszym życiu, itp. Powyżej zestawiłem więc zdjęcia wyglądu mojej twarzy wykonywane w kilkuletnich odstępach od siebie, jakie ilustrują jak twarz ta zmieniała się wraz z upływem czasu. (Pod każdym zdjęciem przytoczyłem swój przybliżony wiek w jakim zostało ono wykonane.) Zdjęcia te są dodatkowo poszerzone ilustracjami mojego wyglądu pokazanymi na filmie z YouTube do jakiego oglądnięcia zachęcam poniżej w punkcie #L5. W połączeniu więc z opisami z niniejszej strony oraz stron z nią związanych, czytelnik zapewne będzie w stanie prześledzić i doświadczyć jak przebieg, cele i osiągnięcia mojego życia, Bóg dokumentował i kontrolował m.in. z pomocą nieustannie zmieniającego się wyglądu mojej twarzy. Z kolei po poznaniu na moim przykładzie praw i zasad rządzących związkiem czyjegoś wyglądu z cechami życiowymi jakie od wyglądu tego zależą, czytelnik będzie też w lepszej sytuacji, aby potem te same prawa i zasady móc odnosić do wyglądu i cech życiowych innych ludzi.

       Odnotuj tu jednak, że w swoich wędrówkach po świecie "za chlebem", do chwili przygotowywania niniejszej ilustracji zmieniałem aż 37 razy swoje "miejsce stałego zamieszkania", co z kolei definiowało liczbę przeprowadzek przez jakie w swoim życiu zmuszony byłem przechodzić. Chińczycy zaś mają to wyrażające życiową prawdę powiedzenie, że "zniszczenia trzech przeprowadzek dorównują zniszczeniom jednego pożaru" - co w moim przypadku oznacza też m.in. gubienie zdjęć i precyzyjnych o nich informacji. Stąd NIE dysponuję obecnie swymi zdjęciami, które wykonane byłyby w równych od siebie odstępach czasu, np. w dniach moich urodzin co każde 5 lat, natomiast informacje jakie o nich nadal posiadam są jedynie przybliżone (tj. to co powyżej podaję w informacji pod każdym zdjęciem należy opatrywać określeniem "około"). NIE dla każdego też swego wieku dysponuję obecnie zdjęciem typu paszportowego. Stąd niektóre ze zdjęć pokazanych powyżej są jedynie wycinkami z jakichś większych fotografii. (To dlatego po kliknięciu na niektóre z powyższych utrwaleń wyglądu mojej twarzy, czytelnikowi może ukazać się w odrębym okienku cała fotografia z jakiej zostało ono zaczerpnięte.) Odnotuj także, iż aby poszczególne twarze uformować w równiutką tabelę, proporcje wysokości do szerekości niektórych zdjęć musiały zostać zmienione w stosunku do ich oryginalnych proporcji (co powoduje, że na niektórych z powyższych zdjęć wyglądam "grubiej" lub "chudziej" niż wyglądałem wówczas w rzeczywistości). Aby więc ujrzeć dane zdjęcie w jego oryginalnych proporcjach wymiarowych, też trzeba na zdjęcie to kliknąć.
       Nawet jedynie zgrubne porównanie pokazanych powyżej zmian wyglądu mojej twarzy z aktualnymi stanami mojej wiedzy, świadomości, celów, nastawień życiowych, cech charakteru, oraz innych moich atrybutów osobowych w czasach wykonania tych zdjęć, ujawnia jak bardzo są zgodne z działaniem pola moralnego, oraz jak precyzyjnie działają, mechanizmy i prawa rządzące naszym wyglądem. To właśnie dlatego badanie opisywanych tutaj związków wyglądu z cechami życia danej osoby staje się tak istotne i tak paląco potrzebne. Niestety, jak narazie ja jestem praktycznie jedynym naukowcem na świecie, który badania takie prowadzi, oraz którego odkrycia wskazują właściwy kierunek pod jakim kryje się prawda na ten temat. Na przekór też, że owe związki są ogromnie złożone, zaś ich pełne przebadanie zajmowało będzie wielu badaczy i wiele lat, już obecnie niektóre z odkryć jakie dokonałem okazują się praktycznie wysoce użyteczne. Jako przykład takich praktycznie użytecznych z już osiągniętych moich ustaleń, proponuję tu rozważyć współzależność pomiędzy wyrobieniem w młodości zwyczaju, aby NIE słuchać podszeptów swego sumienia, a umieraniem w młodym wieku - jaką to współzależność opisałem np. w punkcie #G1 swej strony o nazwie will_pl.htm. Jak bowiem doskonale pamiętam, wszyscy moi znajomi z czasów młodości opisani w tamtym punkcie #G1, którzy umarli w młodym wieku, wyglądali bardzo imponująco i przystojnie oraz byli szczególnie przyjemni w towarzyskim obcowaniu - czyli swym wyglądem i umiejętnościami towarzyskiego przypodobywania się doskonale pasowali do angielskiego powiedzenia "przyjemni umierają młodo" (tj. "nice dies young"). Jednocześnie jednak demonstrowali oni swym zachowaniem, że NIE słuchają głosu swego sumienia. Stąd praktycznie użyteczna lekcja wynikająca z tamtego punktu #G1 daje się wyrazić np. słowami: "jeśli zwiążesz się z kimś o imponującym wyglądzie i o szczególnie przyjemnym zachowaniu towarzyskim, wówczas przygotuj się też na sporo bólu i rozczarowań jakie z tego związku wynikną".


Część #C: Przebieg mojej kariery zawodowej:

      

#C1. Wielodyscyplinarna praca zawodowa:

       Mam przyjemność i honor należeć do owych nielicznych naukowców, którzy swoją pracę zawodową mogli poszerzyć aż na kilka odmiennych dyscyplin. Możliwość tego wielodyscyplinarnego poszerzenia mojego zawodu zawdzięczam zaś właśnie doskonałemu poziomowi nauczania na Politechnice Wrocławskiej którą ukończyłem. Jak wcześniej już to wyjaśniałem, według mojej własnej (tj. nieoficjalnej) oceny, poziom nauczania na Politechnice Wrocławskiej w czasach kiedy ja kończyłem tamtą uczelnię najprawdopodobniej był jednym z najwyższych na świecie. Na tamtej doskonałej edukacji kapitalizowałem też zresztą przez resztę życia. Pozwalała mi ona bowiem wykładać potem na zagranicznych uczelniach nie tylko inżynierię mechaniczną - w której byłem oryginalnie kształcony, oraz nie tylko nauki komputerowe i informatykę - które to dyscypliny poznałem dzięki mojej pracy magisterskiej i doktoratowi ze wspomaganego komputerowo projektowania maszyn (tj. z obszaru który obecnie nazywany jest CAD/CAM), ale także wykładać mechanikę teoretyczną, inżynierię elektroniczną, elektrotechnikę, historię techniki (inżynierię i społeczeństwo), a ostatnio nawet matematykę.
       Moje wielodyscyplinarne zorientowanie zawodowe powodowało, że w swojej karierze wykładałem z równym powodzeniem w dwóch głównych dyscyplinach, oraz w kilku dodatkowych specjalizacjach. Z głównych dyscyplin wykładałem (1) inżynierię mechaniczną, oraz (2) nauki komputerowe. W inżynierii mechanicznej osiągnąłem poziom profesora nadzwyczajnego (po angielsku Associate Professor). W naukach komputerowych osiągnąłem poziom pełnego profesora (po angielsku Full Professor). Ponieważ każda z owych głównych dyscyplin reprezentowała jakby odmienny fragment mojego życia zawodowego, poniżej omówię każdą z nich w odrębnym punkcie.
       W tym miejscu warto też dodać, że moje badania jakie z konieczności nazywam "hobbystyczne", też reprezentuja soba zupełnie odrębną dyscyplinę naukową. Na dodatek, dyscyplina owych badań, poza moją osobą, NIE jest jeszcze reprezentowana przez żadnego naukowca na świecie - z wielu więc powodów jest to dyscyplina o pionierskim charakterze. Z powodu braku naukowców w tej dyscyplinie, narazie NIE ma ona własnego czasopisma ani uczelni. Stąd wyniki osiągnięte w jej ramach, oraz prawdy i odkrycia do jakich w niej doszedłem, zmuszony byłem publikować wyłącznie w internecie, zaś fakt ich posiadania NIE tylko, że się NIE liczył w mojej naukowej pracy zawodowej, ale wręcz kiedy moi uczelniani przełożeni o nich się dowiadywali, wówczas zostawałem karany za prowadzenie tych badań m.in. usuwaniem mnie z pracy na danych uczelniach (np. patrz moje usunięcie z Otago University opisane w punktach #B5 i #B7 na stronie tapanui_pl.htm).


#C2. Moja kariera zawodowa w inżynierii mechanicznej:

       Moją karierę zawodową w inżynierii mechanicznej rozpoczęło zatrudnienie się w 1970 roku w charakterze asystenta stażysty na Politechnice Wrocławskiej. Po owym zatrudnieniu bardzo szybko wspinałem się w górę po drabinie akademickiej, zostając asystentem oraz starszym asystentem w przeciągu trzech następnych lat. Po obronie pracy doktorskiej w 1974 roku zostałem zatrudniony na pozycji adiunkta na tejże samej Politechnice Wrocławskiej. Równocześnie z pracą na uczelni w latach 1978 do końca 1981 pracowałem na pół etatu w Dziale Głównego Technologa Jelczańskich Zakładów Samochodowych Polmo-Jelcz jako konsultant naukowy. Owa praca w przemyśle dała mi doskonałe zrozumienie przemysłowych realiów inżynierii mechanicznej. Kiedy w 1982 roku wyemigrowałem do Nowej Zelandii, początkowo byłem tam zatrudniony przez jeden rok na Canterbury University z Christchurch, jako tzw. "Post-Doctoral Fellow". Zatrudnienie to także było w specjalizacji "inżynieria mechaniczna". Pracę w tej specjalizacji przerwałem jednak w 1983 roku kiedy zatrudniłem się na Politechnice w Invercargill - co opiszę dokładniej w następnym punkcie tej strony. Do iżynierii mechanicznej powróciłem ponownie w 1993 roku, kiedy zatrudniony zostałem jako Associate Professor (tj. professor nadzwyczajny) na University Malaya w Kuala Lumpur, Malazja. Po ukończeniu tamtego kontraktu, w 1996 roku przeniosłem się na dwuletni kontrakt Associate Professora na University of Malaysia Sarawak z miasta Kuching, z malazyjskiej prowincji Sarawak na tropikalnym Borneo. Tamten kontrakt profesorski zakończyłem w 1998 roku. Po owym terminie i kontrakcie nie pracowałem już więcej w inżynierii mechanicznej.


#C3. Moja kariera zawodowa w naukach komputerowych:

       Doskonałym przygotowaniem do mojej pracy w naukach komputerowych była moja rozprawa dyplomowa oraz rozprawa doktorska. Obie bowiem były ściśle związane z komputerowym modelowaniem i programowaniem problematyki inżynierskiej.
       W latach 1975 do 1977 zostałem też zatrudniony na pół etatu w obecnie już nieistniejącej fabryce komputerów zwanej Mera-Elwro. Pracę tą wykonywałem równocześnie z zatrudnieniem na Politechnice Wrocławskiej. Pracowałem tam wówczas jako doradca naukowy w Dziale Oprogramowania. Faktycznie, kiedy zaczynałem tam pracować, MERA-ELWRO była też największą fabryką komputerów we Wschodniej Europie. Niestety, po upadku komunizmu w Polsce zakład ten został zlikwidowany - nie mogę więc obecnie podać tutaj linku do jego strony internetowej. Jedyne co po nim przetrwało to miniaturowy zakład usługowy który nosi nieco podobną nazwę Elwro-System, jednak który wcale nie reprezentuje tradycji oryginalnego Mera-Elwro. Tamta półetatowa praca w przemyśle komputerowym dała mi doskonałe zrozumienie komputerów i oprogramowania, na którym to zrozumieniu kapitalizowałem potem przez wiele lat jako wykładowca informatyki i nauk komputerowych.
       Moja praca zawodowa wykładowcy nauk komputerowych zaczęła się praktycznie dopiero po wyemigrowaniu do Nowej Zelandii. Mianowicie, po zakończeniu jednorocznego stypendium po-doktorskiego z inżynierii mechanicznej na Canterbury University w Christchurch, w 1983 roku znalazłem stałą pracę na Southland Polytechnic z Invercargill, Nowa Zelandia. Była to moja pierwsza praca w dyscyplinie "nauki komputerowe" (zwanej też "informatyką"). Ponieważ zawsze miałem ambicje zostania profesorem na uniwersytecie, w 1988 roku sam zrezygnowałem z tamtej politechniki i podjąłem zatrudnienie jako tzw. "Senior Lecturer" w specjalności "inżnieria softwarowa" na Otago University w Dunedin, Nowa Zelandia. Jak już wcześniej pisałem, pracę tą straciłem w 1990 roku. Po niemal dwóch latach bezasiłkowego bezrobocia, w 1992 roku rozpocząłem jednoroczny kontrakt na stanowisku Associate Professora w Eastern Mediterranean University z miasta Famagusta na Północnym Cyprze. Po owym kontrakcie powróciłem ponownie do specjalizacji inżynieria mechaniczna, wykładając jako Associate Professor w Malezji i na tropikalnej wyspie Borneo. W 1998 roku powróciłem do Nowej Zelandii, zaś od lutego 1999 roku rozpocząłem pracę jako wykładowca programowania komputerów na maleńkiej Aoraki Politechnice z miasteczka Timaru. Niestety, pod koniec 2000 roku zostałem i stamtąd zwolniony. Od dnia 12 lutego 2001 roku zacząłem więc pracować jako akademik (po angielsku: "academic staff member") w Wellington Institute of Technology, z Petone pod Wellington, nadal w specjalnizacji "nauki komputerowe". Po utraceniu i tego zatrudnienia w 2005 roku, w 2007 roku zostałem zaproszony na 10 miesięcy na stanowisko pełnego profesora przez University of Ajou z Suwon w Korei Południowej - o czym pisałem już wcześniej. Tamta krótkotrwała pozycja pełnego profesora w naukach komputerowych była moim ostatnim miejscem zatrudnienia, a jednocześnie najwyższą pozycją akademicką którą osiągnąłem w swoim życiu.

Fot. #2 (J2 z [10]): Dr Jan Pajak w mostku po niebie z KLCC w Kuala Lumpur (grudzien 2002 roku)

Fot. #2 (J2 z [10). Oto ja (Dr Jan Pająk) w tzw. "moście po niebie" (tj. "sky bridge") z 42 piętra KLCC w Kuala Lumpur, Malezja. Malezja jest mi bardzo bliska, ponieważ w latach 1993 do 1998 odbywałem tam dwa kontrakty profesorskie na Uniwersity Malaya z Kuala Lumpur, potem zaś na University Malaysia Sarawak w Kuching na tropikalnej wyspie Borneo. Sfotografowany 30 grudnia 2002 roku. Nazwa KLCC używana jest dla dwóch drapaczy chmur skonstruowanych jako "bliźniaki" (tj. "twin towers") w centrum Kuala Lumpur, Malaysia. Są one jedynymi "bliźniakami" na świecie które ciągle stoją, a które należą do ekskluzywnego klubu najwyższych budynków świata. Ów "most po niebie" łączy ze sobą te dwa drapacze chmur na nieco mniej niż połowa ich wysokości. Pozycja owego "mostu po niebie" jaki łączy obie wieże jest lepiej widoczna na następującym zdjęciu pokazującym całe KLCC.
Fot. #3 (C3 z [10]): KLCC czyli Twin Towers z Kuala Lumpur: jeden z najwyzszych drapaczy chmur na swiecie

Fot. #3(C3 z [10]). Tak wyglądają owe bliźniacze wieże KLCC z Kuala Lumpur w Malezji. Zbudowane one zostały w okresie czasu kiedy ja odbywałem swój kontrakt profesorski w Malezji. Sa mi więc relatywnie bliskie i w pewnym sensie czuję się wobec nich jakbym uczestniczył w ich budowie. Obecnie są to jedyne w świecie bliźniacze wieże drapaczy chmur które nadal stają. Ich sława upowszechniła się już po świecie na tyle, że obecnie są one równie znane jak drapacze chmur WTC z Nowego Jorku. Słynny "most po niebie" widoczny jest na tym zdjęciu jak spina obie wieże w mniej niż połowie ich wysokości. Jak ów most wygląda w środku widoczne to jest na poprzednim "Fot. #2".
* * *
       Tak na marginesie, to KLCC jest jednym z cudów technicznych dzisiejszego świata. (Inne cuda techniczne tego świata omawiam na stronie o Nowej Zelandii.) Dlatego jeśli ktoś jest już w tropikalnym Kuala Lumpur, lub gdzieś blisko tej metropolii, wówczas gorąco bym zachęcał aby odwiedzić te drapacze chmur i zobaczyć je na własne oczy.


Część #D: Moje hobby naukowe, oraz badawcze zainteresowania poza-zawodowe:

      

#D1. Dlaczego moje naukowe hobby oraz badawcze zainteresowania poza-zawodowe zmuszony jestem zdecydowanie separować od moich badań zawodowych:

       Gdyby poklasyfikować hobby i zainteresowania poza-zawodowe innych naukowców, to daje się w nich wyróżnić dwie główne kategorie, mianowicie (1) te które są całkowicie odwrotne do zawodu naukowca (np. śpiewanie w chórze - jakiemu udzielał się jeden z moich nowozelandzkich przełożonych), oraz (2) te które są jakby przedłużeniem zawodu naukowca (np. prowadzenie hobbystycznych badań w tej samej lub w odmiennej dyscyplinie, niż dyscyplina badana zawodowo). Z moich obserwacji kolegów wynika, że w obu tych przypadkach typowi naukowcy mogą otwarcie dyskutować swoje hobby z kolegami i ze studentami. W przypadku zaś kiedy ich hobby jest bliskie ich specjalizacji naukowej, tak jak miało to miejsce np. z Albertem Einsteinem, często gro ich wykładów poświęcają oni omawianiu swego hobby.
       W moim jednak przypadku sytuacja wygląda zupełnie odmiennie. Wprawdzie moje hobby jest faktycznie przedłużeniem moich zawodowych zainteresowań naukowych. Przykładowo, w ramach hobby rozpracowuję niektóre swoje własne wynalazki, takie jak magnokraft (czyli wehikuł o napędzie magnetycznym), czy ogniwo telekinetyczne (czyli jeden z generatorów energii przyszłości). Praktycznie też wszystkie z tych wynalazków są pokrewne do tematyki którą wykładałem w ramach zawodu jako wykładowca inżynierii mechanicznej. Jednak z wielu różnych powodów, o wynalazkach tych nie wolno mi otwarcie dyskutować ani ze swoimi kolegami, ani ze swoimi studentami. Nie wolno mi też ich badać ani budować w ramach zawodowej pracy naukowej. Na innym polu naukowym, jako swoje hobby naukowe rozpracowuję też m.in cechy tzw. "przestrzeni czasowej" omawianej m.in. na totaliztyczych stronach o Koncepcie Dipolarnej Grawitacji, czy o wehikułach czasu. Przestrzeń ta zaś jest zaawansowaną wersją tzw. "programowania zorientowanego obiektowo" (po angielsku "object-oriented programming") którego wykłady prowadzę w ramach mojego zawodu informatyka. Również jednak nie wolno mi dyskutować ze swoimi studentami ani ze swoimi kolegami zarówno tematyki tej przestrzeni, jak i innych podobnych tematów które badam w ramach hobby a które posiadają związek z informatyką.
       Wyrażając to innymi słowami, na przekór że moje hobby i zainteresowania poza-zawodowe są jakby przedłużeniem mojej pracy zawodowej i posiadają ścisły związek z tym co wykładam zawodowo, ciągle z wielu powodów (np. z powodu rodzaju atmosfery panującej w dzisiejszych instytucjach naukowych która to atmosfera zdecydowanie definiuje o czym wolno na uczelniach otwarcie mówić, a co należy wstydliwie ukrywać), zmuszony jestem wyraźnie rozgraniczać od siebie moje zainteresowania uczelniane od zainteresowań w ramach hobby naukowego. Dlaczego tak jest, ja sam mam trudność zrozumieć. Być może jednak że czytelnik sam to zdoła sobie wypracować na przykładach tematów które badam poza-zawodowo jako moje naukowe hobby. Najważniejsze z tych tematów opisuję bowiem poniżej. Ponadto, podobny do poniższego przegląd wyników jakie osiągnąłem w badaniach unikalnej tematyki której się poświęciłem, zawarłem także na kilku totaliztycznych stronach internetowych, przykładowo w punktach #B1 i B2 strony job_pl.htm - opisującej marnotrawstwo ludzkiego potencjału twórczego, czy w punkcie #F1 strony humanity_pl.htm - zawierającej totaliztyczne receptury na udoskonalanie świata.


#D2. Teoria wszystkiego zwana Konceptem Dipolarnej Grawitacji (albo Kodig) - czyli najważniejszy z intelektualnych produktów mojego hobby:

       W ramach swojego naukowego hobby wypracowałem relatywnie dużą liczbę najróżniejszych twórczych idei, włączając w to nowe teorie naukowe, nowe wynalazki, nowe trendy, itp. Gdyby ktoś mnie zapytał co uważam za swój najważniejszy dorobek hobbystyczny w owym natłoku twórczych idei, bez wahania bym wskazał na naukową teorię wszystkiego którą rozpracowałem w ramach swojego hobby, a którą nazwałem Konceptem Dipolarnej Grawitacji.
       Naukowe fundamenty Konceptu Dipolarnej Grawitacji są bardzo proste. Mianowicie teoria ta opisuje jak wyglądałby wszechświat gdyby pole grawitacyjne okazało się być tzw. "polem dipolarnym" (tj. polem o dwóch odmiennych biegunach, takich jak bieguny N i S w polu magnetycznym), zamiast być tzw. "polem monopolarnym" za które grawitację uważa dotychczasowa oficjalna nauka ziemska (tj. nauka uważa grawitację za pole jednobiegunowe, takie jak jest np. pole elektryczne). Ciekawostką owego Konceptu Dipolarnej Grawitacji jest, że faktycznie to formalnie on też udowadnia że pole grawitacyjne jest polem dipolarnym, tj. takim polem jakim on je opisuje, a nie polem monopolarnym za jakie grawitację uważa dotychczasowa nauka ziemska.
       Spektakularne znalezienie klucza do owej niezwykłej teorii która wyjaśnia praktycznie wszystko czego nadal nie wiemy, a stąd która zasluguje na miano się nazywać teorii wszystkiego, miało miejsce w 1985 roku. Teorię tą potem nazwałem Konceptem Dipolarnej Grawitacji. Mianowicie, po uświadomieniu sobie nieadekwatności obecnie wyznawanego (starego) konceptu monopolarnej grawitacji, starałem się znaleźć błąd w jego sformułowaniu, jaki powoduje, że jest on sprzeczny z naturalnym porządkiem rzeczy. Czytałem w tym celu wiele opracowań dotyczących grawitacji. Wielokrotnie przemyśliwałem też jej istniejące sformułowanie. Jednego niezwykle pogodnego popołudnia, wiosną 1985 roku (najprawdopodobniej było to w okresie nowozelandzkiej przerwy wakacyjnej w połowie sierpnia 1985 roku), spacerowałem po wyjątkowo pięknym wówczas parku w Invercargill - w owym czasie całym zapełnionym oceanem wiosennych kwiatów, z naturą budzącą się do życia oraz powietrzem wypełnionym rodzajem szczęśliwości. Nagle klucz do rozwiązania problemu grawitacji skrystalizował się w mojej głowie. Był to bardzo spektakularny moment w moim życiu, bowiem w owym majestatycznym dniu i niezwykle pięknym otoczeniu, uderzył on moją świadomość jak piorun i w mgnieniu oka wywrócił do góry nogami całe moje dotychczasowe zrozumienie wszechświata. Kluczem do zrozumienia grawitacji okazał się fakt, że stary koncept monopolarnej grawitacji, uznawany przez dotychczasową naukę ortodoksyjną na Ziemi, przyjmuje "a priori" że grawitacja jest polem monopolarnym. Tymczasem koniecznym jest też rozważenie, czy przypadkiem grawitacja nie wykazuje charakteru pola dipolarnego (podobnego do charakteru pola magnetycznego). Po znalezieniu tego klucza możliwe się stało rozpracowanie zrębów nowego "Konceptu Dipolarnej Grawitacji", którego jedna z najwcześniejszych prezentacji najpierw ukazała się w polskojęzycznej monografii [1] (tej właśnie, której wartość naukowa została zignorowana przez Radę Naukową Instytutu TBM Politechniki Wrocławskiej), zaś najnowsza prezentacja zawarta jest w rozdziałach H i I monografii [1/5].


#D3. Nowe kierunki rozwoju wyłaniające się z Konceptu Dipolarnej Grawitacji:

       Koncept Dipolarnej Grawitacji okazał się dla mnie rodzajem naukowego stymulatora który zaindukował całą lawinę najróżniejszych odkryć, ustaleń, wyjaśnień i wynalazków. Wszakże tylko z obszaru nowych wyjaśnień naukowych, koncept ten dostarcza wyjaśnień do praktycznie wszystko czego dotychczasowa nauka ziemska NIE była w stanie wyjaśnić. Aby podać tutaj kilka przykładów zjawisk które on wyjaśnił, to należą do nich m.in.: telekineza, telepatia, nirwana, czy nawracalny upływ czasu. Koncept ten otworzył także ludzkości drzwi do nowych trendów filozoficznych - np. patrz opisy filozofii totalizmu i pasożytnictwa. Wskazał on również na możliwość urzeczywistnienia wcześniej nieznanych technologii (np. patrz tzw. telekinetyczne generatory darmowej energi), oraz wcześniej nieznanych napędów (np. patrz tzw. telekinetyczny napęd wehikułów latających typu Magnokraft). Lista korzyści które on otwiera dla ludzkości praktycznie nie ma końca. Nie na darmo jego rozliczne zastosowania upoważniają aby go nazywać teorią wszystkiego.
       Koncept Dipolarnej Grawitacji, a także jego rozliczne następstwa dla naszej cywilizacji, opisany został wyczerpująco aż na całym szeregu odrębnych stron internetowych totalizmu. Przykładowo, jego opisy zawarte są nie tylko na stronach o nim samym - czyli o Koncepcie Dipolarnej Grawitacji, ale także na stronach o ludzkości, marnotrawstwie ludzkiego potencjału twórczego, wehikułach czasu, Magnokrafcie, telekinezie, telepatii, zniszczeniowych użyciach wehikułów UFO, totaliźmie, pasożytnictwie, oraz nirwanie.


#D4. Koncept Dipolarnej Grawitacji jest też dostarczycielem fundamentów naukowych i filozoficznych dla zupełnie nowej "nauki totaliztycznej":

       Z chwilą kiedy Koncept Dipolarnej Grawitacji został opracowany w 1985 roku, dostarczył on sobą fundamentów naukowych (zaś poprzez stworzenie filozofii totalizmu - również i fundamentów filozoficznych) dla zupełnie nowej "nauki totaliztycznej" która bada otaczającą nas rzeczywistość z całkiem odwrotnego podejścia "a priori" niż czyni to dotychczasowa stara oficjalna nauka ziemska. Więcej informacji na temat owej nowej nauki i jej podejścia do badań zawiera punkt #J2 poniżej na tej stronie. Z kolei więcej informacji na temat różnic pomiędzy fundamentami filozoficznymi i naukowymi owej nowej "nauki totaliztycznej" w porównaniu ze starą "ateistyczną nauką ortodoksyjną" prezentują punkty #C1 do #C6 na totaliztycznej stronie o nazwie telekinetyka.htm, oraz punkty #F1.1 do #F2 na totaliztycznej stronie o nazwie god_istnieje.htm. Rekomenduję poszerzenie swoich horyzontów poprzez przeglądnięcie tamtych punktów.


#D5. Hobbystyczne ustalenia na tematy np. telepatycznych metod zdalnego wykrywania nadchodzących trzęsień ziemi, czy metod formowania tornad i huraganów - czyli szansa na opanowanie żywiołów wyniszczających ludzkość:

       W piątek, dnia 11 listopada 1994 roku, podczas przerwy na lunch, zdecydowałem się uciec przed piętrzącymi się problemami i stresem zaczynającego się wkrótce drugiego semestru, poprzez zjedzenie miejscowego posiłku. Jednak danie nabyte w pobliskiej stołówce "Rumah Universiti", niestety tego dnia okazało się bardziej niejadalne niż zazwyczaj. Dla odwrócenia więc uwagi od utykającego w gardle posmaku, zająłem swój umysł moimi ulubionymi problemami mechanizmów działania wszechświata. Gdy więc tak bez entuzjazmu starałem się dobrnąć do końca posiłku (zgodnie z totalizmem, który wówczas już zdecydowanie wyznawałem, marnowanie jakiejkolwiek żywności w obecnej sytuacji naszej planety jest poważnym grzechem), niespodziewanie w mojej głowie poskładało się w jedną całość rozwiązanie dla zasad i mechanizmu telepatii. Bóg czasami wykazuje wysokie poczucie humoru i w tym przypadku znajomość telepatii zawdzięczać będziemy beznadziejnemu gotowaniu jakiejś anonimowej kucharki. Podobnie jak to kiedyś stało się w odniesieniu do "magnokraftu" i "komory oscylacyjnej" (patrz podrozdział F2 w monografiach: [3], [3/2] i [1/2]; a także podrozdział F2 w monografii [1/5] i C2 w monografii [1/4]), tym razem dla telepatii również od dłuższego już czasu przemyśliwałem nad jej mechanizmem i stąd posiadałem już uprzednio zgromadzone w swej głowie wszystkie elementy wymaganej układanki (np. już w czasie swego pobytu na Cyprze ustaliłem, że sygnały telepatyczne muszą propagować się poprzez przeciw-materię, że ich wzbudzanie musi następować przez wibracje magnetyczne, że istnieje rodzaj uniwersalnego języka, w podrozdziałach I5.4 i JA3.1 monografii [1/5] nazywanego ULT - od "Universal Language of Thoughts", w którym wszystkie istoty żyjące z całego wszechświata mogą komunikować się ze sobą za pośrednictwem telepatii, itp.). Jedyną rzeczą jakiej wówczas ciągle nie wiedziałem, to fizyczna natura telepatii oraz mechanizm fizyczny na jakim zjawisko to bazuje. Dlatego też podczas owego pamiętnego lunchu szokująca myśl błysnęła w moim umyśle. Myśl ta stwierdzała, że "fale telepatyczne to po prostu dźwięko-podobne wibracje przeciw-materii, które podobnie jak dźwięki w naszym świecie posiadają swój ton, melodię, barwę, częstość, itp.; podczas gdy łączność telepatyczna jest to po prostu rozmowa następująca w uniwersalnym języku ULT z użyciem owych dźwięko-podobnych wibracji". (Zauważ, że zgodnie z Konceptem Dipolarnej Grawitacji, wszystkie rodzaje ruchów przeciw-materii, w naszym świecie manifestują się m.in. jako pole magnetyczne, dlatego fale telepatyczne mogą w przybliżeniu być też zdefiniowane jako "modulowane wibracje pola magnetycznego".) Po tym jak owa myśl przyszła mi do głowy, wszystko co poprzednio wiedziałem na temat telepatii zaczęło nabierać sensu i stało się zrozumiałe. Znalezione wówczas rozwiązanie dla mechanizmu rozprzestrzeniania się fal telepatycznych wkrótce zostało wyrażone na piśmie i opublikowane, początkowo dnia 9 stycznia 1996 roku w monografii [3] (patrz podrozdział D13 w [3]), w 1997 roku było ono powtórzone w monografii [3/2], zaś później (w 1998 roku) także opublikowane w monografiach [1/2] i [1/3]. W 2000 telepatia była podstawą dla sformułowania traktatu [7/2] - patrz podrozdział D2.1.1 w traktacie [7/2]. W monografii [1/5] telepatię opisano w podrozdziale H7.1.
       Najbardziej bezpośrednie opisy telepatii oraz urządzeń telepatycznych zaprezentowane zostały na odrębnej stronie internetowej o telepatii. Ponadto telepatyczne urządzenie do zdalnego wykrywania nadchodzących trzęsień ziemi opisane jest na odrębnej stronie internetowej o seismografie Zhang Henga, a także w moim referacie na konferencję poświęconym temu aparatowi, który to referat jest dostępny w internecie pod adresem http://www-ist.massey.ac.nz/conferences/icst05/proceedings/ICST2005-Papers/ICST_112.pdf. Warto odnotować, że na przekór iż urządzenie to jest w stanie uratować tysiące istnień ludzkich oraz nieopisaną wartość mienia, oraz na przekór że jest ono relatywnie proste w budowie i zasadzie działania, faktycznie to nikt nie ma odwagi podjąć jego budowy tylko dlatego że działa ono na zasadzie odbioru i interpretowania fal telepatycznych.

Fot. #4 (1 z [9]): Czeslaw Pajak i Jan Pajak: Przysłowia Wschodu oraz z innych stron świata

Fot. #4 (1 z [9]). Oto jak wygląda okładka książki o przysłowiach którą napisałem razem z bratem w ramach swojego naukowego hobby zbierania przysłów, mądrości ludowej, wierzeń, oraz ciekawostek kulturalnych i religijnych narodów i krajów które odwiedzałem. Razem z moim bratem opublikowaliśmy tą książkę w Polsce w 2003 roku w dwóch językach pod tytułem "Przysłowia Wschodu oraz z innych stron świata - Proverbs of the Orient and from other corners of the world", Poznań (Adres wydawcy: "Wydawnictwo Poznańskie", Ul. Fredry 8, 61-701 Poznań), 2003 rok, ISBN 83-7177-273-4, 551 stron. Zawiera ona kolekcję około 2700 przysłów zaprezentowanych w dwóch językach - mianowicie po angielsku i po polsku. Owe przysłowia akumulowałem podczas 12 lat swoich wędrówek po najróżniejszych krajach świata w poszukiwaniu chleba. Znacząca ich liczba wywodzi się z kultur Orientu i Azji, włączając w to: Japonię, Koreę, Chiny, Malezję, Dayaków z Borneo, oraz cały szereg innych.


#D6. Inne moje "hobbystyczne" odkrycia naukowe - włącznie z odkryciem ciągle nieznanego nauce zioła efektywnie leczącego kobiecą bezpłodność:

       Jak wykazują to moje badania zgodne z nową "totaliztyczną nauką" (tj. nauką opisaną w punkcie #D4 niniejszej strony), jeśli ktoś spełnia zbiór określonych wymogów moralnych wynikających z definicji "faktycznej moralności", która to defincja została przytoczona w punkcie #B5 strony on nazwie morals_pl.htm, wówczas Bóg wprost zasypuje takiego kogoś najróżniejszymi darami. W moim przypadku dary te m.in. przyjmowały formę aż całego długiego ciągu odkryć naukowych i faktycznie nowych wynalazków - praktycznie wszystkie z których dokonałem jako "hobbysta", tj. podczas moich prywatnie badań dokonywanych na mój własny koszt i w moim prywatnym czasie, NIE zaś jako naukowiec opłacany za to co czyni. (Faktycznie, to w okresach mojej pracy zawodowej przełożeni i koledzy często wręcz zabraniali mi zajmować się tymi "hobbystycznymi" badaniami - na przekór, że dokonywałem je zupelnie poza pracą zawodową.) Szersze opisy większości z tych moich odkryć i wynalazków zawarte są na niniejszej stronie i na innych poświęconych im moich stronach internetowych - NIE ma więc tu potrzeby aby je ponownie wymieniać. Jednak jedno z tych odkryć warte jest dodatkowego podkreślenia. Ma ono bowiem postać zupełnie przypadkowego odkrycia, że zioło efektywnie leczące kobiecą bezpłodność nadal pozostaje nieznane dla oficjalnej nauki ziemskiej - a stąd narazie zioło to ciągle NIE ma też swojej oficjalnej nazwy. Jak zaś wiemy, w dzisiejszych czasach odkrycie nadal nieznanego nauce zioła jest już aż tak ogromną rzadkością i rarytasem, że niemal o nich się NIE slyszy. Owo zioło leczące kobiecą bezpłodność, oraz historię mojego odkrycia, że nadal NIE jest ono znane przez oficjalną naukę ziemską, opisałem szerzej w punkcie #F5 swojej strony internetowej o nazwie healing_pl.htm. Oczywiście, historia jego "odkrycia" jest dokładnym powtórzeniem hostorii odkrycia wielu innych istotnych roślin przez oficjalną naukę. Mianowicie znane ono było lokalnemu folklorowi ludowemu już od wieków - jeśli NIE od tysiącleci. Jednak konieczna dopiero była moja spostrzegawczość i sumienność, aby odkryć, że faktycznie to nadal NIE jest ono oficjalnie znane nauce.
       Badania nad faktyczną "moralnością" jakie dotychczas przeprowadziłem, udowadniają jednoznacznie, że jedynie osobom postępującym nienagannie "moralnie" Bóg pozwala dokonać odkryć lub wynalazków, które faktycznie podnoszą poziom cywilizacyjny ludzkości. Innymi słowy, osoby postępujące "niemoralne" NIE są w stanie dokonać jakichkolwiek odkryć lub wynalazków które generowałyby "faktyczny postęp" ludzkości, tj. postęp jaki opisany został w punkcie #G4 strony o nazwie eco_cars_pl.htm. Takie niemoralne osoby są jedynie w stanie generować "pozorny postęp" poprzez ponowne "przeżuwanie" tego co znane jest ludzkości już od bardzo dawna. Alternatywnie, takie niemoralne osoby generują "wrażenie postępu" albo "niby postęp", które przez innych ludzi są uznawane za "postęp", jednak które faktycznie w długoterminowym działaniu mechanizmów moralnych okazują się być "antypostępem" lub też "blokadą postępu" (jako przykład rozważ "teorię względności" - omawianą m.in. w punkcie #S5 strony quake_pl.htm, albo odkrycia pestycydów i antybiotyków oraz wprowadzenie ich do powszechnego użycia - opisane m.in. w punkcie #J1 mojej strony pajak_do_sejmu_2014.htm). Nic też lepiej NIE ilustruje faktu, że to Bóg ściśle inspiruje i kontroluje odkrycia i wynalazki, jak mój wynalazek "telepatycznego telefonu" opisany w punktach #D1 do #D4 strony artefact_pl.htm. Odnotuj, że fakt iż osoby "niemoralne" NIE są w stanie odkryć ani wynaleźć nic naprawdę nowego i w długoterminowym działaniu korzystnego dla ludzkości dyskutuję także w punkcie #H1 strony o nazwie boiler_pl.htm, oraz w punkcie #D4 w/w strony artefact_pl.htm.
       Fakt, że Bóg tak steruje m.in. wynalazkami i odkryciami, aby tylko wyjątkowo moralnie postępujące osoby (w Biblii nazywane "sprawiedliwymi" - patrz ich opis w punkcie #I1 strony o nazwie quake_pl.htm) były w stanie wynaleźć lub odkryć coś, co w długoterminowym działaniu mechanizmów moralnych okaże się korzystne dla ludzkości, Bóg dosyć jasno zapowiada w Biblii słowami (patrz tam Mateusz, 7:17-18): "Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo wydać złych owoców, ani złe drzewo wydać dobrych owoców." Oczywiście, te słowa Boga wyrażają Jego generalną zasadę postępowania, która odnosi się NIE tylko do wynalazków, ale praktycznie do całego świata fizycznego, włączając w to m.in. rodzenie owoców, rodzenie nowych idei, następstwa wojen i tradycji rodzinnych - np. opisywany pod "Fot. #1" ze strony p_l.htm fakt, że to NIE syn Wernher'a von Braun (budowniczego śmiercionośnych rakiet "V2" - na którego "postawili" Amerykanie), a syn "niewolnika" pracującego dla von Braun'a, wynalazł Magnokraft i Wehikuł Czasu - tj. gwiazdoloty które w przyszłości okażą się zbawienne dla ludzkości, itd., itp. Ową generalna zasadę postępowania Boga omawia szerzej punkt #C4.7 z mojej strony o nazwie morals_pl.htm.


#D7. Moje hobbystyczne wynalazki:

       W ramach swoich zainteresowań hobbystycznych wynalazłem cały szereg interesujących urządzeń. Niektóre z nich opiszę bardziej szczegółowo w dalszych częściach tej strony (np. patrz "część #E", "część #G", oraz "część #H" poniżej). Inne takie urządzenia zostały opisane na odrębnych stronach internetowych dostępnych tutaj poprzez Menu.


Część #E: Mój najważniejszy wynalazek techniczny, czyli magnokraft oraz liczne pokrewne mu urządzenia napędowe:

      

#E1. Wielostopniowy proces wiodący do wynalazku magnokraftu, komory oscylacyjnej, oraz innych pokrewnych urządzeń :

       Dokonanie mojego najważniejszego wynalazku, czyli statku kosmicznego z napędem magnetycznym zwanego magnokraftem wcale nie nastąpiło jako jedno wydarzenie twórcze. Faktycznie bowiem owo wynalezienie było długim procesem, na który składało się wiele etapów. Opiszmy teraz najważniejsze z owych etapów.


#E2. Odkrycie tzw. "Tablicy Cykliczności" oraz sformułowanie Teorii Rozwoju Napędów:

       Moje zanurzenie się w obecną problematykę, jakie w konsekwencji wiodło do hobbystycznego rozpracowania wszystkich tematów opisywanych na niniejszej i na innych moich stronach internetowych oraz monografiach, zainicjowane zostało odkryciem naukowym z początka 1972 roku, czyli sprzed ponad 35 lat temu. Jak to już opisałem w podrozdziale A19 monografii [1/5] i w następnym punkcie powyżej, odkryłem wówczas "Tablicę Cykliczności". Tablica ta była rodzajem "Tablicy Mendelejewa" (zwanej także "tablicą okresowości pierwiastków chemicznych"), tyle że opracowanej dla urządzeń napędowych zamiast dla pierwiastków chemicznych. Stąd, poprzez ustawienie porządku atrybutów urządzeń napędowych które już zostały wynalezione, moja tablica pozwalała na przewidzenie atrybutów urządzeń napędowych które ciągle oczekiwały na swoje wynalezienie. W ten sposób moja "Tablica Cyliczności" wskazywała mi które napędy ciągle odczekuja na swego wynalazcę i pozwalała mi wypracować zasady działanie tych napędów. Dzięki temu już wkrótce byłem w stanie wynaleźć cały szereg urządzeń napędowych, włączając w to magnokrafty i wehikuły czasu opisane w dalszej części tej strony.
       Wkrótce po opracowaniu opublikowałem tą "Tablicę Cykliczności" w swoim artykule [1W4] o tytule "Teoria rozwoju napędów", z polskiego czasopisma "Astronautyka", numer 5/1976, strony 16-21. Tablica ta wyznaczyła punkt startowy dla całej mojej dzisiejszej wiedzy i działalności. Podążanie za jej wskazaniami kulminowało bowiem w 1980 roku opublikowaniem budowy i działania statku kosmicznego z napędem magnetycznym, nazywanego magnokraftem. Potem zaś, w dniu 3 stycznia 1984 roku - wynalezieniem "komory oscylacyjnej" (owa komora stanowi urządzenie napędowe dla owego magnokraftu). Faktycznie też odkrycia te i wynalazki zainicjowały naukowe zgłębianie tematyki, jaka w końcowym efekcie doprowadziła m.in. do sformułowania Konceptu Dipolarnej Grawitacji i filozofii totalizmu. Ponieważ "Tablica Cykliczności", magnokraft, oraz komora oscylacyjna, są już opisane dosyć szczegółowo w rozdziałach B, F i G monografii [1/5], ich omawianie nie będzie tutaj już powtarzane.
       "Tablica Cykliczności" została zilustrowana, zaprezentowana i wyczerpująco opisana na kilku odrębnych stronach internetowych, włączając w to strony o Magnokrafcie i o Komorze Oscylacyjnej, a także częściowo strony o napędach, Koncepcie Dipolarnej Grawitacji, nieśmiertelności, oraz o monografii [1/5] (w monografii [1/5] jest ona dokładnie opisana w rozdziale B z tomu 2).


#E3. Wynalazek magnokraftu - czyli "przeskok paradigmowy" w zasadach napędzania statków kosmicznych:

       Jednym z następstw opracowania mojej pierwszej "tablicy cykliczności" było, iż postulowała ona niedalekie już zbudowanie na Ziemi całej nowej rodziny statków latających o napędzie magnetycznym. Począwszy od 1972 roku zacząłem więc rozpracowywać te statki. Budowa i działanie pierwszego z nich opublikowanie zostały już w 1980 roku - patrz mój artykuł [2C2]. Wkrótce potem nazwałem go "magnokraftem". Historia monografii monografii [1/5] w dużej części jest właśnie historią magnokraftu (ta zaś w większej liczbie szczegółów opisana została w podrozdziale F2 i W4 monograii [1/5]).
       Tablica cykliczności sugerowała jednak, że zbudowane zostaną aż trzy nowe statki magnetyczne. Wszystkie trzy nazwałem "magnokraftami". Pod względem wyglądu zewnętrznego są one niemal identyczne, jednak wykorzystują one trzy zupełnie odmienne zasady działania. (Z kolei owe trzy odmienne zasady działania powodują trzy różne kształty ich komór oscylacyjnych - patrz rysunki C1c i G3 w monografii [1/5].) Aby więc rozróżnić pomiędzy nimi, nazwam je: (1) magnokraftem pierwszej generacji, albo po prostu magnokraftem (ten najprostszy z trzech magnokraftów, skrótowo opisany w podrozdziale C1 zaś dokładnie w całym rozdziale G monografii [1/5], używa napędu czysto magnetycznego, poruszając się na zasadzie magnetycznego przyciągania i dopychania; jego komory oscylacyjne są sześcienne, z kwadratowymi ściankami wlotowymi, jak te pokazane na rysunkach C1c i G3a z monografii [1/5]), (2) magnokraftem drugiej generacji, albo "wehikułem telekinetycznym" (ten bardziej zaawansowany wehikuł używa natychmiastowego napędu telekinetycznego opisywanego w podrozdziale LC1 monografii [1/5]; jego komory oscylacyjne posiadają ośmioboczne ścianki czołowe), oraz (3) magnokraftem trzeciej generacji, nazywanym także "wehikułem czasu" (ten najbardziej zaawansowany magnokraft używa zasady podróży w czasie opisywanej w rozdziale M monografii [1/5]; jego komory oscylacyjne posiadają szesnastoboczne ścianki czołowe). Magnokraft pierwszej generacji jest tym jaki zgodnie z tablicą cykliczności powinien być skompletowany na Ziemi do roku 2036. Opisany on został w podrozdziale C1 i w rozdziale G monografii [1/5]. Przyjmuje on kształt dysku, jaki w swoim centrum zawiera bardzo silne źródło odpychającego pola magnetycznego, nazywane "pędnikiem głównym", podczas gdy na obrzeżu zawiera pierścień "pędników bocznych" - patrz rysunek C1(b) w [1/5]. Kiedy dokonuje on lotu, jego pędnik główny odpycha się od pola magnetycznego Ziemi, Słońca, lub galaktyki, wytwarzając w ten sposób siłę nośną. Jednocześnie pędniki boczne przyciągają się do pola ziemskiego, słonecznego lub galaktycznego, w ten sposób wytwarzając siły stabilizujące. Pędniki boczne są też w stanie wytwarzać wirujące pole magnetyczne, podobnie jak to ma miejsce w silnikach elektrycznych podczas formowania wiru magnetycznego. Owo wirujące pole magnetyczne wytwarza magnetyczny odpowiednik dla Efektu Magnusa, napędzając w ten sposób magnokraft poziomą siłą napędową. Ponadto wir ten jonizuje powietrze, wywołując jego jarzenie się. Wir magnetyczny formuje też rodzaj wiru plazmowego jaki jest zdolny do odparowania skał i gleby. W ten sposób, kiedy magnokraft leci pod ziemią, odparowywuje on łatwo identyfikowalne szkliste tunele opisywane w podrozdziale G10.1.1 monografii [1/5] - patrz tam rysunki G31 i P6. (Właśnie taki wir plazmowy UFO spowodował też odparowanie WTC - jak to opisane w podrozdziale V8.1 monografii [1/5] oraz na odrębnej stronie o WTC.) Magnokraft może latać pojedynczo, lub też magnetycznie sprzęgać się z innymi wehikułami fomując w ten sposób najróżniejsze konfiguracje latające - patrz rysunek F6 w [1/5]. Pierwsze opisy magnokraftu zostały opublikowane w artykule [2A4] "Budowa i działanie statków kosmicznych z napędem magnetycznym" jaki ukazał się w czasopiśmie "Przegląd Techniczny Innowacje", nr 16/1980, strony 21-23. Bardziej wyczerpujące opisy tego statku zawarte są praktycznie w niemal wszystkich monografiach i traktatach wylistowanych w rozdziale Y monografii [1/5], ze szczególnie wyczerpującym opisem w rozdziale G monografii [1/5].
       Należy tutaj podkreślić, że ja stałem się pierwszym naukowcem na Ziemi, który wynalazł statek o zasadzie działania magnokraftu. Przed opublikowaniem mojego wynalazku, idea użycia napędu czysto magnetycznego była całkowicie odrzucana z powodu popularnego (aczkolwiek błędnego) poglądu, że napęd taki nie będzie w stanie zadziałać. Przykładowo, kiedyś wierzono (a niektóre osoby wierzą nawet i do dzisiaj), że napęd czysto magnetyczny powodował będzie tzw. efekt dźwigu magnetycznego (tj. że przelatujący statek z takim napędem jakoby ma unosić w powietrze wszelkie przedmioty ferromagnetyczne), a także że ludzie nie potrafią zbudować urządzenia zdolnego pokonać tzw. "jednorodności" ziemskiego pola magnetycznego. Dopiero ja wykazałem teoretycznie, że efekt dźwigu magnetycznego niwelowany będzie składową pulsującą pola statku (po szczegóły patrz podrozdział F7.3 i rysunek F12 w [1/5]). Natomiast bariera "jednorodności" pola ziemskiego pokonana będzie w rezultacie ogromnej tzw. "długości efektywnej" pola magnetycznego wytwarzanego przez komory oscylacyjne (po wyjaśnienia patrz podrozdział G5.3 monografii [1/5]). W następstwie owych panujących uprzednio błędnych poglądów, przed opracowaniem magnokraftu, z dwóch możliwych napędów polowych postulowany był jedynie napęd antygrawitacyjny (patrz jego opisy w rozdziale HB monografii [1/5]). Jeśli zaś ktoś już postulował jakieś użycie pola magnetycznego do napędzania statków, zakładał on tylko jego pośrednie wykorzystywanie dla formowania jakiegoś drugorzędnego efektu napędowego lub dla generowania pola antygrawitacyjnego. W ten sposób przykładowo w latach 1970-tych niejaki J. Pierre Petit z Francji wyjaśniał napęd UFO zjawiskiem magneto-hydro-dynamicznym wzbudzanym przez pole magnetyczne tych wehikułów. Natomiast kilka dalszych osób (m.in. słynny George Adamski), postulowało poprzednio, że napęd UFO zawiera jakieś urządzenia, które zamieniają pole magnetyczne na zjawisko antygrawitacji. Stąd, zgodnie z tymi osobami, napęd UFO faktycznie był napędem antygrawitacyjnym, zaś użycie pola magnetycznego sprowadzało się w nim tylko do roli pośredniego dostawcy energii. Dopiero moje teorie i badania ujawniły niezbicie, że napęd czysto magnetyczny będzie działał, zaś jego zbudowanie na Ziemi jest realne i już obecnie technicznie możliwe.
       Magnokraft opisany został wyczerpująco na kilku odrębnych stronach internetowych. Mianowicie jego opisy zawarte są na stronach o Magnokrafcie i o Komorze Oscylacyjnej, a także częściowo na stronach o napędach, Koncepcie Dipolarnej Grawitacji, eksplozji Tapanui, nieśmiertelności, oraz o wehikułach czasu.


#E4. Wynalazek komory oscylacyjnej - czyli "przeskok paradigmowy" w zasadach akumulowania, przechowywania i transportu energii:

       Aby magnokraft mógł się wznieść w przestrzeń kosmiczną i ulecieć do gwiazd, wydatek z jego pędników magnetycznych musiał przekraczać szczególną wartość progową, jaką ja nazwałem "strumieniem startu". Strumień ten stanowi magnetyczny odpowiednik dla tzw. "pierwszej prędkości kosmicznej". Wartość tego magnetycznego "strumienia startu" wyliczyłem i opublikowałem już w artykule [1W4]. Niestety, w chwili obecnej nie istnieje na Ziemi urządzenie do wytwarzania pól magnetycznych, jakiego wydatek byłby w stanie przekroczyć ów strumień startu. Stąd jednym z zarzutów, jaki "przeciwnicy" magnokraftu zaczęli wysuwać przeciwko temu statkowi, było twierdzenie, że nie jest mo żliwe opracowanie urządzenia technicznego, jakiego zasada działania pozwalałaby wytworzyć pole magnetyczne o wartości przekraczającej ów strumień startu. Aby więc udowodnić, że osoby te się mylą, postanowiłem osobiście wynaleźć takie urządzenie. Po wielu latach przemyśliwań i poszkiwań wymaganej zasady jego działania, urządzenie to skrystalizowało się w mojej głowie nad rankiem 3 stycznia 1984 roku. Z uwagi na jego kształt, konstrukcję i zasadę działania nazwałem je "komorą oscylacyjną". Okoliczności i najważniejsze następstwa wynalezienia tej komory opisane są bardziej szczegółowo w podrozdziale F2 monografii [1/5] i w podrozdziale C2 monografii [1/3]. Pierwsze opublikowanie pełnej budowy i działania komory oscylacyjnej miało miejsce w monografii [8A4] o następującym tytule i danych bibliograficznych: Pająk Jan, "The Oscillatory Chamber - a breakthrough in the principles of magnetic field production", pierwsze wydanie nowozelandzkie, Invercargill, New Zealand, 31 stycznia 1985 roku, ISBN 0-9597698-2-X (copyright receipt C 7433, date 31.1.85). Niemniej niewielka wzmianka o tej komorze (jeden krótki rozdział) publikowana już była w monografii [4A4] wspominanej poprzednio. Dla moich badań wynalezienie komory oscylacyjnej posiadało przełomowe znaczenie, bowiem udowadniało ono, że istnieje zasada działania i realizujące tą zasadę urządzenie techniczne, jakie są w stanie wytworzyć wymagany magnetyczny "strumień startu", a stąd wznieść mój magnokraft w przestrzeń kosmiczną. Komora oscylacyjna ilustrowała więc, że idea magnokraftu jest całkiem realna i że statek ten już wkrótce może być urzeczywistniony przez naszą cywilizację - jeśli tylko ktoś podejmie realizację projektu jego budowy.
       Z powyższego możemy podsumować, że "komora oscylacyjna" jest to urządzenie (mojego wynalazku) do produkcji niezwykle silnych pól magnetycznych. Możnaby więc powiedzieć, że jest ona rodzajem ogromnie potężnego "magnesu" (tj. magnesu tak potężnego, że komora ta sama jest w stanie odepchnąć się od pola Ziemi i ulecieć w przestrzeń, poprzez swe odpychające oddziaływanie z ziemskim polem magnetycznym). Jej działanie oparte zostało na całkowicie nowej zasadzie, nieznanej dotychczas na Ziemi, szczegółowo opisanej w rozdziale F monografii [1/5], a także opisanej w monografiach [1/4], [1/3], [1/2], [3/2], [3] i [2]. Komora ta zwykle posiada kształt przeźroczystej kostki sześciennej, pustej w środku. Wewnątrz ścianek bocznych tej kostki następują oscylacyjne wyładowania elektryczne, które zmuszają snopy iskier do rotowania po obwodzie kwadratu. Kwadratowy obieg tych iskier elektrycznych wytwarza silne pole magnetyczne. Pojedyncza komora oscylacyjna stanowi więc rodzaj niezwykle silnego magnesu, którego pole jest w stanie wznieść tą komorę w przestrzeń kosmiczną (wraz z dołączoną do niej konstrukcją statku kosmicznego), wyłącznie wskutek jej odpychającego oddziaływania z polem magnetycznym Ziemi, Słońca, lub Galaktyki. Aby takie wyniesienie się w przestrzeń było możliwe, wydatek komory musi przekraczać wartość stałej magnetycznej zwanej "strumień startu". Strumień ten zdefiniowany jest jako "najmniejsza wydajność jakiegoś źródła pola magnetycznego odniesiona do jednostki jego masy, która przy jego odpychającym zorientowaniu względem ziemskiego pola magnetycznego spowoduje pokonanie przyciągania grawitacyjnego i wyniesienie tego źródła pola w przestrzeń kosmiczną". Wartość "strumienia startu" w monografii [1/5] wyznaczono w podrozdziale G5.1. Jest ona także wyznaczona w monografiach [1/4], [1/3], [1/2] i [1]. Dla obszaru Polski wynosi ona Fs=3.45 [Wb/kg].
       Budowa i działanie komory oscylacyjnej została też opisana wyczerpująco aż na kilku odrębnych stronach internetowych. Przykładowo, jej opisy zawarte są nie tylko na stronach o samej Komorze Oscylacyjnej, ale także na stronach o Magnokrafcie, napędach, zniszczeniowych użyciach wehikułów UFO, eksplozji Tapanui, nieśmiertelności, oraz o wehikułach czasu.


Część #F: Moje hobbystyczne zainteresowanie zjawiskiem UFO:

      

#F1. Rola wynalazku magnokraftu jako pobudzacza moich zainteresowań manifestacjami UFO:

       Po tym jak pierwsze opisy magnokraftu mojego wynalazku (omawianego w punkcie #E3 powyżej) zostały opublikowane, oraz po tym jak udokumentowały one naukowo, że zbudowanie magnokraftu będzie naturalną konsekwencją ewolucji ziemskiej techniki, wehikuł ten zaczął być bardzo sławny w Polsce. Pojawiły się liczne artykuły komentujące w różnych gazetach i czasopismach. Także szereg programów telewizyjnych zostało przygotowanych, jakie pokazywały obrazy, opisy, oraz dyskusje ekspertów o moim międzygwiezdnym statku kosmicznym. Jedna idea, jaka powtarzalnie zaczęła się wyłaniać ze wszystkich tych dyskusji, to że magnokraft który ja wynalazłem i zaprojektowałem, jest bardzo podobny w wyglądzie i własnościach do tajemniczych statków które ludzie widują i opisują pod nazwą UFO. Aczkolwiek sugestie, że UFO są podobne do mojego magnokraftu, pochodziły NIE odemnie samego, a od czytelników moich publikacji którzy widzieli UFO, ciągle zacząłem je uważnie badać. W wyniku tych badań szybko zgromadziłem ogromny materiał dowodowy który dokumentował że: (1) UFO są wehikułami, (2) wehikuły UFO faktycznie są ogromnie podobne do Magnokraftu mojej konstrukcji, (3) manifestowanie się UFO jest potwierdzane przez ogromną różnorodność obiektywnego materiału dowodowego, (4) na przekór niezwykłego zróżnicowania efektów które towarzyszą pojawianiu się wehikułów UFO, wszystkie te efekty wywodzą się od tego samego rodzaju wehikułów latających, oraz że (5) UFO generują dokładnie te same zjawiska które teoretycznie przewidywane były do wystąpienia podczas lotów mojego magnokraftu. Powyższe ustalenia moich wstępnych badań UFO nakłoniły mnie abym spróbował opracować formalny dowód naukowy, stwierdzający że wehikuły UFO to moje magnokrafty - tyle że już zbudowane przez kogoś innego. W rezultacie, w 1981 roku stałem się pierwszym naukowcem w świecie, który opublikował formalny dowód naukowy na fizykalne i obiektywne istnienie UFO.
       Po opracowaniu i opublikowaniu owego formalnego dowodu, zacząłem też intensywnie poszukiwać informacji które później pozwoliły mi odpowiedzieć na najbardziej istotne pytanie, mianowicie "skąd wehikuły UFO i UFOnauci biorą się na Ziemi?" Ostatecznej odpowiedzi na to pytanie zdołałem udzielić dopiero w 26 lat później, bo w 2007 roku. Do dzisiaj odpowiedź ta NIE przestaje mnie szkować i wpływać na moje życie. Całkowicie zmieniła ona bowiem moje poglądy na temat otaczającej nas rzeczywistości i wiedzy upowszechnianej przez dzisiejszą oficjalną naukę - tj. przez tą niedoskonałą, monopolistyczną i błędną naukę, jakiej definicja zawarta zstała w punkcie #C3 totaliztycznej strony o nazwie telekinetyka.htm. Zapewne też podobnie odpowiedź ta szokuje i odmienia życie tych czytelników moich opracowań, którzy zadali sobie trud aby dokładniej przestudiować zarówno materiał dowodowy na bazie jakiego owa odpowiedź została znaleziona, jak i przebieg moich dedukcji logicznych oraz funfamentów filozoficznych i naukowych jakie doprowadziły mnie do znalezienia tej odpowiedzi (szczególnie zaś przestudiowali mój Koncept Dipolarnej Grawitacji). Najbardziej wyczerpująca, chociaż celowo skondensowana, internetowa prezentacja mojej odpowiedzi na owo pytanie "skąd UFO i UFOnauci biorą się na Ziemi?", zawarta jest w punktach #L1 do #L5 totaliztycznej strony o nazwie magnocraft_pl.htm.


#F2. Formalny dowód naukowy który zaszokował, mianowicie że magnokrafty które ja wynalazłem już latają - ludzie widują je pod nazwą UFO:

       W wyniku moich hobbystycznych badań nad manifestacjami UFO zaindukowanymi twierdzeniami ludzi że widzieli oni moje Magnokrafty w locie, w 1981 roku rozpracowałem i potem opublikowałem formalny dowód naukowy jaki stwierdzał że "UFO to już zbudowany przez kogoś magnokrafty". Dowód ten po raz pierwszy opublikowany został w artykule [3A4] "Konstrukcja prosto z nieba" z czasopisma Przegląd Techniczny Innowacje, nr 13/1981, strony 21-23. Najnowsza prezentacja tego dowodu zawarta jest w podrozdziale P2 z tomu 14 mojej monografii [1/5]. (Podsumowanie tego dowodu jest też opublikowane w internecie na totaliztycznej stronie ufo_proof_pl.htm.) Ów formalny dowód oparty został na bardzo starej i niezawodnej metodologii naukowej nazywanej "metoda dopasowywania atrybutów", jaka często jest używana do identyfikowania nieznanych obiektów, w śledztwie kryminalnym, oraz w rozpoznaniu wojskowym. W jej zastosowaniu dla udowodnienia że "UFO to magnokrafty", metoda ta wyróżnia 12 klas atrybutów, jakie są unikalne dla magnokraftu (przykładowo jego wygląd zewnętrzny, obecność pędnika głównego i pędników bocznych, używanie sił magnetycznych dla celów napędowych, formowanie latających połączeń, latanie w trzech trybach działania, itp.). Następnie udowadnia on na przykładach obiektywnych dowodów fotograficznych UFO, że wszystkie te 12 klas atrybutów magnokraftu są także obecne i udokumentowane na autentycznych zdjęciach i obserwacjach UFO.
       Formalny dowód naukowy że "UFO to magnokrafty" faktycznie reprezentuje sobą aż cały szereg innych dowodów formalnych, przykładowo dowodu że "UFO to wehikuły latające" (wszakże moje magnokrafty są wehikułami latającymi), że "UFO manifestują się obiektywnie, powtarzalnie i konsystentnie" (wszakże cały materiał dowodowy o UFO obiektywnie, powtarzalnie i konsystentnie pokrywa się z atrybutami mojego magnokraftu), a także że "UFO istnieją" (wszakże aby coś mogło się manifestować obiektywnie, powtarzalnie i konsystentnie, musi to faktycznie istnieć).


#F3. Postulat zamienności UFO i magnokraftów:

       Formalne udowodnienie że "UFO to magnokrafty - tyle że już zbudowane przez kogoś kto jest bardziej niż ludzkość zaawansowany technicznie" doprowadziło z kolei do sformułowania tzw. "postulatu zamienności UFO i magnokraftów" - po szczegóły tego postulatu patrz punkt #D1 z totaliztycznej strony ufo_proof_pl.htm, lub patrz podrozdział P2.15 w monografii [1/5]. Generalnie rzecz biorąc postulat ten podaje, że każde poprawne równanie, zasada, czy ustalenie, wypracowane dla Magnokraftu rozciąga też swoją ważność na UFO, natomiast wszystkie fakty zaobserwowane na UFO muszą odnosić się również i do "Teorii Magnokraftu". Praktyczne wykorzystanie tego postulatu pozwala na szybsze rozwikłanie tajemnic UFO poprzez zastosowanie do nich wszelkich ustaleń dotyczących magnokraftu, a także na szybszy postęp w budowie magnokraftu, poprzez wykorzystywanie do niego już gotowych rozwiązań technicznych które zaobserwowane zostały przez nas na UFO.
       "Postulat zamienności UFO i magnokraftów" posiada ogromne znaczenie naukowe. Wszakże ujawnia on że dotychczas ignorowane przez oficjalną naukę obserwacje UFO zawierają w sobie informacje które są w stanie przyspieszyć awans ludzkości na znacznie wyższy poziom rozwoju technicznego i naukowego.


#F4. Uchwała która akceptowała wynalazek i teorię mojego magnokraftu jako oficjalne wyjaśnienie dla budowy i działania UFO:

       Formalny dowód naukowy że "UFO to Magnokrafty" (a stąd też że "UFO istnieją"), który miałem honor opracować, został potem zatwierdzony jako oficjalne wyjaśnienie dla technicznych aspektów UFO. Zatwierdzenia tego dokonano poprzez podjęcie specjalnej uchwały głosowanej jednomyślnie przez uczestników internetowej listy dyskusyjnej totalizmu którzy reprezentowali sobą praktycznie przekrój całego społeczeństwa Polski, włączając w to racjonalnie nastawionych UFOlogów. Treść owej uchwały została opublikowana w internecie. Można z nią się zapoznać na całym szeregu stron totalizmu, np. na stronach ufo_pl.htm - o UFOnautach (patrz tam punkt #H2), ufo_proof_pl.htm - o formalnym dowodzie naukowym na istnienie UFO (patrz tam punkt #D2), antichrist_pl.htm - o Antychryście (patrz tam punkt #C6), timevehicle_pl.htm - o podróżach w czasie i o wehikułach czasu (patrz tam punkt #D2), czy explain_pl.htm - o naukowej interpretacji autentycznych zdjęć UFO (patrz tam punkt #J2).


#F5. Stopniowe odkrywanie coraz szerszego materiału dowodzącego odwiecznej ingerencji UFOnautów w ludzkie sprawy:

       Po ustaleniu że materiał dowodowy na temat UFO ukrywa w sobie ważne informacje naukowe i techniczne, zacząłem systematycznie dokumentować i badać wszelkie kategorie tego materiału. Wkrótce też się przekonałem, że na Ziemi istnieje ogromne zatrzęsienie trwałych dowodów nieustannej działaności UFO. Dowody owe obejmują m.in.: (1) obserwacje i zdjęcia wehikułów UFO, (2) obserwacje i zdjęcia istot pilotujących wehikuły UFO, (3) miejsca eksplozji wehikułów UFO, (4) szczątki i odłamki wehikułów UFO, (5) miejsca lądowań wehikułów UFO, (6) zniszczenia powodowane przez załogantów UFO, oraz cały szereg innych rodzajów materiału dowodowego którego dokładniejszy opis zawarty jest w monografii [1/5].


#F6. Odkrycie że powinniśmy się interesować nieco bardziej powodem działalności wehikułów UFO na Ziemi:

       W 1990 roku moje hobbystyczne ba