Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Tajemnice i ciekawostki Nowej Zelandii
(wielojęzycznie, np. po angielsku For English version click on this flag, polsku Dla polskiej wersji kliknij na ta flage, itp.)
Zaktualizowano:
23 czerwca 2017 roku

Najnowsza aktualizacja: udoskonalenie punktu #D1


Menu 1:

(Wybór języka:)


(Organizujące:)

Strona główna

Skorowidz

Menu 2

Menu 4

FAQ

Tekst [11] w PDF


(Tu po polsku:)

Nowa Zelandia

Nowa Zelandia w PDF

Źródłowa replika tej strony

Wizyta w Nowej Zelandii

Petone

Tapanui

Grzałka soniczna

Aleksander Możajski

Korea

Hosta

Energia słoneczna

Darmowa energia

Telekinetyczne ogniwo

Grzałka soniczna

Telekinetyka

Samochody bez spalin

Telekineza

Strefa wolna od telekinezy

Telepatia

Trzęsienia ziemi

Sejsmograf

Artyfakt

Koncept Dipolarnej Grawitacji

Totalizm

Pasożytnictwo

Karma

Prawa moralne

Nirwana

Dowód na duszę

Wehikuły czasu

Nieśmiertelność

Napędy

Magnokraft

Komora oscylacyjna

Militarne użycie magnokraftu

Tapanui

Nowa Zelandia

Atrakcje Nowej Zelandii

Dowody działań UFO na Ziemi

Fotografie UFO

Chmury-UFO

Bandyci wśród nas

Tornado

Huragany

Katrina

Lawiny ziemne

Zburzenie hali w Katowicach

Ludobójcy

26ty dzień

Petone

Przepowiednie

Plaga

Podmieńcy

WTC

Columbia

Kosmici

UFOnauci

Formalny dowód na istnienie UFO

Zło

Antychryst

O Bogu naukowo

Dowód na istnienie Boga

Metody Boga

Biblia

Wolna wola

Prawda

Dr Pająk portfolio

O mnie (dr inż. Jan Pająk)

Starsze "o mnie"

Poszukuję pracy

Aleksander Możajski

Świnka z chińskiego zodiaku

Zdjęcia ozdobnych świnek

Radości po 60-tce

Kuramina

Uzdrawianie

Owoce tropiku

Owoce w folklorze

Postępowanie z żywnością

Ewolucja ludzi

Wszystko-w-jednym

Grecka klawiatura

Rosyjska klawiatura

Rozwiązanie kostki Rubika 3x3=9

Rozwiązanie kostki Rubika 4x4=16

Playlisty Jana (tylko pod "Google Chrome")

Instrukcja do playlist

Wrocław

Malbork

Milicz

Bitwa o Milicz

Św. Andrzej Bobola

Liceum Ogólnokształcące w Miliczu

Klasa Pani Hass z LO Milicz

Absolwenci PWr 1970

Nasz rok

Wykłady 1999

Wykłady 2001

Wykłady 2004

Wykłady 2007

Wieś Cielcza

Wieś Stawczyk

Wszewilki

Zwiedzaj Wszewilki i Milicz

Wszewilki jutra

Zlot "Wszewilki-2007"

Unieważniony Zjazd "2007"

Poprzedni Zlot "2006"

Raport Zlotu "2006"

Korea

Hosta

Lepsza ludzkość

Pająk do sejmu NZ 2014

Pajak na Prezydenta 2015

Pajak na Prezydenta 2020

Pajak dla prezydentury 2020

Partia totalizmu

Statut partii totalizmu

FAQ - częste pytania

Replikuj

Memoriał

Sabotaże

Skorowidz

Menu 2

Menu 4

Źródłowa replika strony menu

Tekst [11] w PDF

Tekst [10] w PDF

Tekst [8p/2]

Tekst [8p]

Tekst [7]

Tekst [7/2]

Tekst [7b]

Tekst [6/2]

[5/4]: 1, 2, 3

Tekst [4c]: 1, 2, 3

Tekst [4b]

Tekst [3b]

Tekst [2]

[1/3]: 1, 2, 3

X tekst [1/4]

Monografia [1/4]:
P, 1, 2, 3, E, X

Monografia [1/5]



(Here in English:)

New Zealand

New Zealand in PDF

Source replica of this page

New Zealand visit

Petone

Tapanui

Sonic boiler

Aleksander Możajski

Korea

Hosta

Solar energy

Free energy

Telekinetic cell

Sonic boiler

Telekinetics

Zero pollution cars

Telekinesis

Telekinesis Free Zone

Telepathy

Earthquake

Seismograph

Artefact

Concept of Dipolar Gravity

Totalizm

Parasitism

Karma

Moral laws

Nirvana

Proof of soul

Time vehicles

Immortality

Propulsion

Magnocraft

Oscillatory Chamber

Military use of magnocraft

Tapanui

New Zealand

New Zealand attractions

Evidence of UFO activities

UFO photographs

Cloud-UFOs

Bandits amongst us

Tornado

Hurricanes

Katrina

Landslides

Demolition of hall in Katowice

Predators

26th day

Petone

Prophecies

Plague

Changelings

WTC

Columbia

Aliens

UFOnauts

Formal proof for the existence of UFOs

Evil

Antichrist

About God

Proof for the existence of God

God's methods

The Bible

Free will

Truth

Dr Pajak portfolio

About me (Dr Eng. Jan Pajak)

Old "about me"

My job search

Aleksander Możajski

Pigs from Chinese zodiac

Pigs Photos

Healing

Tropical fruit

Fruit folklore

Food handling

Evolution of humans

All-in-one

Greek keyboard

Russian keyboard

Solving Rubik's cube 3x3=9

Solving Rubik's cube 4x4=16

Jan's playlists (only under "Google Chrome")

Instruction of playlists

Wrocław

Malbork

Milicz

Battle of Milicz

St. Andrea Bobola

Village Cielcza

Village Stawczyk

Wszewilki

Wszewilki of tomorrow

Korea

Hosta

1964 class of Ms Hass in Milicz

TUWr graduates 1970

Lectures 1999

Lectures 2001

Lectures 2004

Lectures 2007

Better humanity

Pajak for parliament 2014

Pajak regarding 2017

Pajak for parliament 2017

Party of totalizm

Party of totalizm statute

FAQ - questions

Replicate

Memorial

Sabotages

Index of content with links

Menu 2

Menu 4

Source replica of page menu

Text [11] in PDF

Text [8e/2]

Text [8e]

Text [7]

Text [7/2]

Text [6/2]

Text [5/3]

Figs [5/3]

Text [2e]

Figures [2e]: 1, 2, 3

Text [1e]

Figures [1e]: 1, 2, 3

X text [1/4]

Monograph [1/4]:
E, 1, 2, 3, P, X

Monograph [1/5]


(Aquí en espańol:)

Nueva Zelanda

Totalizm

Malbork

Energía libre

Sismógrafo

Página de Telekinesis

Tornado

Leyes morales

About me

Menu 2

Menu 4

Reproducción de la fuente de esta página


(Hier auf Deutsch:)

Dr Pająk portfolio

Über mich

Freie Energie

Telekinesis

Moralische Gesetze

Totalizm

Menu 2

Menu 4

Quelreplica dieser Seite


(Ici en français:)

Énergie libre

Telekinesis

Lois morales

Totalizm

Au sujet de moi

Menu 2

Menu 4

Reproduction de source de cette page


(Qui in italiano:)

Energia libera

Telekinesis

Leggi morali

Totalizm

Circa me

Menu 2

Menu 4

Replica di fonte di questa pagina




Menu 2:

(Przesuwne)

Oto wykaz wszystkich stron które powinny być dostepne pod niniejszym adresem (tj. na tym serwerze), w zestawieniu językowym - w 8 językach. Jest on częściej aktualizowanym powtórzeniem stron zestawionych też w "Menu 1". Wybierz poniżej interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij na nią aby ją uruchomić:

Tu powinna być wyświetlona strona menu2.htm.

(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na "Menu 2".)



Menu 3: (Alternatywne adresy tej strony:)

(Na płatnych serwerach:)

totalizm.com.pl

totalizm.pl

energia.sl.pl

pajak.org.nz

(Na darmowym hostingu z FTP:)

bobola.net78.net

cielcza.cba.pl

quake.hostami.me

telekinesis.esy.es

geocities.ws/immortality

(Stare bo rzadko aktualizowane:)

tornados2005.narod.ru

dhost.info/nirvana

morals.mypressonline.com

prism.20fr.com

totalizm.20fr.com




Menu 4:

(Przesuwne)

Oto wykaz adresów wszystkich totaliztycznych witryn działających w dniu aktualizacji tej strony. Pod każdym z owych adresów powinny być dostępne wszystkie totaliztyczne strony wyszczególnione w "Menu 1" i "Menu 2", włączajac w to również ich odmienne wersje językowe (tj. wersje w językach: polskim, angielskim, niemieckim, francuskim, hiszpańskim, włoskim, greckim i rosyjskim). Najpierw więc w poniższym okienku wybierz adres serwera z każdego masz zamiar skorzystać manipulując suwakami, potem kliknij na jego adres, kiedy zaś otworzy się strona reprezentująca ów serwer wówczas wybierz sobie z "Mednu 1" lub z "Menu 2" interesującą cię stronę i kliknij na nią aby ją uruchomić i przeglądnąć:

Tu powinna być wyświetlona strona menu.htm.

(Niniejszy wykaz daje się też wyświetlić z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na "Menu 4".)


Czy kiedykolwiek uderzyło cię czytelniku, że na Ziemi i we wszechświecie praktycznie wszystko zostało zaplanowane w taki zmyślny sposób, aby wychowywało to ludzi oraz aby inspirowało ich do podnoszenia swojej wiedzy. Przykładowo, każdy zakątek naszej planety oryginalnie został stworzony jako tak niezwykle piękny, że wszelka ludzka działalność zabrudzająca i szkodliwa natychmiast jest widoczna i razi w oczy. Mieszkańców Ziemi dzieli nawzajem tyle ras, religii, ideologii, języków, kultur i zwyczajów, że ludzie NIE są w stanie się upodobnić do siebie walką ani podbojem i z czasem muszą zrozumieć iż tylko pokojowe współistnienie i wzajemna tolerancja jest jedyną drogą współżycia. Zwierzęta domowe posiadające wbudowany w siebie organ sumienia są tak identyczne do pokrewnych do nich zwierząt dzikich pozbawionych sumienia, że w końcu ludzie muszą dojść do wniosku iż posiadanie sumienia i postępowanie według zasad moralności jest oznaką człowieczeństwa. Skały i minerały na Ziemi starzeją się zgodnie z upływem "nienawracalnego czasu absolutnego wszechświata" który upływa około 365 tysięcy razy szybciej niż "nawracalny czas softwarowy" w jakim starzeją się ludzie, tak że szybciej czy później dzięki równoczesnemu istnieniu i działaniu obu owych czasów, ludzkość musi odkryć, że ludzi i skały stworzył Bóg w tym samym tygodniu jedynie około 6000 lat temu - tak jak wyjaśnia to wstęp oraz punkt #G4 ze strony o nazwie dipolar_gravity_pl.htm. Kataklizmy uderzają jedynie społeczności które zachowują się niemoralnie. Ziemia została zapełniona taką różnorodnością stworzeń, roślin i minerałow, że NIE daje się na nie popatrzeć bez wzbudzenia wewnętrznej potrzeby aby poznać je lepiej i dogłębniej. Ziemia i niebo są tak pełne tajemnic, że NIE sposób zignorować ich zgłębianie. Itd., itp.
       Jak się też okazuje, faktycznie nasza planeta jest rodzajem szkoły i zakładu wychowawczego dla ludzi. Naukowo odkrył to dopiero autor tej strony dzięki stworzonej przez siebie filozofii totalizmu, poczym opisał to dokładniej m.in. w punktach #B1 i #B1.1 ze strony o nazwie antichrist_pl.htm. Niniejsza strona ilustruje czego można w szkole tej się nauczyć poprzez zwykłe analizy ciekawostek i zagadek Nowej Zelandii.



Część #A: Informacje wprowadzające tej strony:

      

#A1. Co opisuje niniejsza strona internetowa:

       Gdyby ktokolwiek nas zapytał jaki kraj na świecie jest najbardziej tajemniczy, prawdopodobnie mielibyśmy poważne trudnosci z dokonaniem wyboru. Wszakże wiemy o piramidach z Egiptu, o tajemniczych kamiennych monumentach z Południowej Ameryki, o Wielkim Murze Chińskim i o wszelkich owych tajemnicach jakie go otaczają, itd. Nigdy byśmy zapewne nie przypuszczali, że miniaturowe wersje tych tajemnic z wszelkich innych krajów, można także znaleźć w Nowej Zelandii. I tak Nowa Zelandia w części zwanej Coromandel posiada dwie małe piramidy, w lasach Kaimanawa posiada ruiny kamiennej świątyni w stylu Machu Picchu (jak te z Peru), w tzw. Northland posiada ona miniaturę Wielkiego Muru Chińskiego, posiada ona także własne miejsce eksplozji jakie jest nawet bardziej spektakularne niż słynna eksplozja Tunguska z 1908 roku z Centralnej Syberii, a na dodatek do tego wszystkiego posiada ona jeszcze wiele lokalnych tajemnic jakie wcale nie występują w innych krajach świata, oraz jakie w Nowej Zelandii mogą być tanio badane przez wszystkich zainteresowanych. Czyli owa popularna opinia o Nowej Zelandii, że jest to kraj w jakim niemal wszystko jest czyimś monopolem niedostępnym dla normalnej kieszeni, oraz gdzie jedynie daje się zobaczyć 1000 owiec przypadających na każdego mieszkańca, jest dosyć mylące. Problem leży jednak w tym, że w sprawie tajemnic swego kraju Nowozelandczycy są wyjątkowo nieśmiali i skromni. Nie lubują się oni w przechwałkach na temat posiadanych tajemnic. Szczególnie jeśli tajemnice te nie są uznawane ani wytłumaczalne przez dzisiejszą oficjalną naukę. Raczej wolą zabrać swojego rozmówcę na dobry kufel piwa, lub obejrzeć z nim podniecający mecz rugby, niż wymądrzać się w wyjaśnianiu miejscowych tajemnic. W ten sposób, na przekór że kraj ten dosłownie przelewa się tajemnicami, ktoś musi mieć wiele szczęścia aby cokolwiek znaleźć na ich temat w miejscowych broszurkach turystycznych czy w miejscowych oficjalnych publikacjach.
       Niniejsza strona internetowa właściwie jest wstępnym raportem który podsumowuje wyniki moich "prywatnych badań" nad tajemnicami Nowej Zelandii (jeśli uwierzyć że istnieje coś takiego jak "prywatne badania" - wszakże wszelkie badania w końcowym efekcie zawsze służą całej ludzkości). Strona ta jest nastawiona na ujawnienie w jakich obszarach badania te zostały dokonane, oraz jakie wyniki one wniosły. Ponadto wskazuje ona gdzie dokładnie w moich monografiach naukowych badania nad daną tajemnicą zostały opisane bardziej szczegółowo i dostarcza darmowych egzemplarzy tych monografii dla załadowania sobie do własnego komputera. Strona ta wskazuje też dokładne dane innych źródeł informacji związanych z daną tajemnicą, takich jak artykuły w gazetach, nazwy miejsc, itp. Poprzez dostarczenie tego wszystkiego, identyfikuje ona te rodzaje tajemniczych widoków i zjawisk, które są warte oglądnięcia w Nowej Zelandii. Wszakże nie daje się niczego znaleźć na ich temat w oficjalnych przewodnikach turystycznych. Podczas czytania o opisywanych tutaj tajemnicach, warto sprawdzić ich położenie na mapach Nowej Zelandii. Mapy te można znaleźć na stronie internetowej www.linz.govt.nz. Ponieważ jestem naukowcem który strannie bada każdą z tajemnic opisywanych poniżej, razem z prezentacją każdej z nich podałem również moje własne wyjaśnienie dla mechanizmu jaki za tajemnicą tą się ukrywa. Zapraszam każdego do zweryfikowania zasadności tych moich wyjaśnień.


#A2. Istnieje też alternatywny obraz Nowej Zelandii:

       Jeśli ktoś zwiedza Nową Zelandię za pośrednictwem jakiejś oficjalnej wycieczki poprzez biuro podróży, wówczas ogląda tam standardowe widoki. Znaczy przewodnicy pokazują ten kraj pełen tajemnic i niewyjaśnionych zjawisk mniej więcej w następujący sposób: oto gejzery Rotoruy - aby móc oglądać podobne poza Nową Zelandią trzeba się wybrać aż do Islandii albo do USA, oto świecące się glizdy - wyglądają one niemal jak zakotwiczone w jednym miejscu robaczki świętojańskie z Europy lub świetliki "klip-klip" z Malezji, oto lodowce wybrzeża zachodniego - aby zobaczyć podobne trzeba się wybrać do Norwegii lub na Alskę, tutaj turyści mogą nabyć nowozelandzkich owoców - są one tu niemal równie tanie jak w sklepach, tutaj wolno pogłaskać owieczki - oczywiście dopiero po wykupieniu tej atrakcji, itd., itp. (Po przykład potraktowania przez biura podróży patrz artykuł "Chinese get souvenirs, not the Kiwi sights" (tj. w tłumaczeniu znaczeniowym "Chińczykom oferowane są pamiątki, a nie faktyczne widoki Nowej Zelandii") ze strony A5 gazety The New Zealand Herald, wydanie z piątku (Friday), January 25, 2008. Z kolei życiowa rada dla turystów odwiedzających Nową Zelandię zawarta jest w artykule "Travel in groups, Asians told" (tj. "Zawsze poruszaj się w grupie, Azjaci instruowani") ze strony A1 nowozelandzkiej gazety The Press, wydanie z czwartku (Thursday, July 3, 2008.) Tymczasem w Nowej Zelandii można zobaczyć też rzeczy których nie daje się zobaczyć w żadnym innym kraju - tak jak niniejsza strona to wyjaśnia. Większość też z nich jest do wglądu za darmo. Trzeba jedynie wiedzieć gdzie ich poszukiwać, oraz oczywiście trzeba nieco zboczyć z ustalonych szlaków turystycznych.


#A3. Cele do osiągnięcia poprzez niniejszą stronę:

       Niniejsza strona ma na celu pokazanie alternatywnej Nowej Zelandii. Znaczy pokazanie Nowej Zelandii pełnej tajemnic, niewyjaśnionych zjawisk, naukowych zagadek których niemal nikt nie bada, szokującej historii której istnieniu oficjalnie się zaprzecza, itp. Czyli zobaczenie tej unikalnej Nowej Zelandii, jaka wcale nie jest powtórzeniem któregokolwiek z innych miejsc na Ziemi.
* * *
       Tak więc proponuję rzucić okiem na te ciekawostki i tajemnice Nowej Zelandii, które zdążyłem już przebadać i przetransformować w poniższą ich prezentację. Oto one.


#A4. Opis płatnego serwisu gazetowego jaki pozwala łatwo poznać interesujące nas artykuły i ilustracje gazetowe wskazywane na tej stronie, podany jest w punkcie #D9 mojej strony o nazwie faq_pl.htm:

       Niniejsza strona zawiera szczególnie wiele odsyłaczy do artykułów jakie publikowane były w gazetach Nowej Zelandii (a czasami też i w gazetach innych krajów). Wszakże zgodnie z ustaleniami nowej tzw. "totaliztycznej nauki" artykuły w gazetach publikują prawdę o życiu - w ten sposób zasadniczo różniąc się od często błędnych i zwodniczych spekulacji i interpretacji jakimi pozapychane są artykuły w czasopismach naukowych pisane przez zawodowych reprezentantów starej, monopolistycznej "ateistycznej nauki ortodoksyjnej". Aczkolwiek więc przy każdym powołaniu się na jakiś artykuł gazetowy przytaczam też zielony odsyłacz do strony internetowej owej gazety, czytelnik ciągle może napotkać najróżniejsze problemy jeśli zachce zapoznać się z treścią owego artykułu. Dlatego aby udogodnić moim czytelnikom dostęp do artykułów lub ilustracji we wskazywanych na swych stronach gazetach, w punkcie #D9 swej odmiennej stony internetowej z FAQ, tj. strony noszącej fizykalną nazwę faq_pl.htm, przytoczyłem link i opis strony dostępnej pod adresem pressdisplay.com/pressdisplay/viewer.aspx, jaka oferuje odpłatny światowy serwis gazetowy. Niezależnie od wad, w rodzaju że za intensywne uzycie jego usług trzeba płacić (chociaż za darmo każdego dnia można przeczytać dwa artykuły lub dwie strony i dowolną liczbę stron tytułowych gazet) i że strona internetowa jaka go oferuje napisana jest w języku angielskim zaś kiepsko przetłumaczona na tylko kilka najpowszechniejszych języków świata (niestety bez polskiego), oraz że działa słoniowato-wolno ponieważ korzystają z niej tysiące użytkowników naraz, serwis ten ma też aż cały szereg zalet. Przykładowo, oferuje on wgląd do gazet z praktycznie niemal wszystkich krajów świata i w praktycznie niemal wszystkich językach świata - włączając gazety z Polski. Udostępniane są tam całe gazety dokładnie w formie w jakiej zostały one wydrukowane - tj. wraz z zawartymi w nich zdjęciami, ogłoszeniami i dodatkami. Stronę jaka nas interesuje można sobie powiększyć, aby wygodniej było ją czytać. Gazety daje się w nim przeglądać we własnym domu - tak samo jak w rzeczywistym życiu (znaczy wertując je stronę po stronie lub od razu idąc do wybranej strony). Stare numery gazet są tak samo łatwo w nim dostępne jak nowe. Link do wybranej gazety i strony można przesyłać w nim emailowo do znajomych aby za darmo zapoznali się z artykułami jakie im polecamy. Ponadto serwis ten ma opcję "darmowego wypróbowywania" (po kliknięciu na guzik "GET A FREE TRIAL") dla tych którzy chcieliby sprawdzić czy okaże się on przydatny dla ich potrzeb czytelniczych i sytuacji. Jeśli więc czytelnik dysponuje funduszem pozwalajacym mu skorzystać z tego odpłatnego serwisu, lub jeśli serwis ten jest dostępny w instytucji czy w bibliotece do jakiej czytelnik ma dostęp (np. w Nowej Zelandii serwis ten jest dostępny za darmo w sporej liczbie bibliotek publicznych), wówczas rekomenduję mu aby skorzystał z niego w celu łatwego odnalezienia i poczytania artykułów gazetowych (i gazetowych ilustracji) powoływanych na moich stronach. Opisy zaś jak zapoznać się w owym serwisie z treścią wybranego artykułu, czy jak oglądnąć sobie ilustrację na jaką ja powołuję się na swoich stronach, przytoczyłem w owym punkcie #D9 z mojej strony internetowej o nazwie faq_pl.htm.


Część #B: Konwencjonalne ciekawostki:

      

#B1. Telepatyczny wykrywacz nadchodzących trzęsień ziemi - znaczy starożytny instrument jaki alarmuje o zbliżającym się trzęsieniu ziemi wystarczający czas wcześnie zanim ono nas uderzy umożliwiając nam w ten sposób efektywną ucieczkę:

       Jeśli czytelnik interesuje się aparatem zbudowanym przez starożytnych Chińczyków w 132 roku AD (czyli niemal 2000 lat temu), który to aparat już w owych czasach pozwalał na zdalne wykrywanie gotujących się trzęsień ziemi z odległości nawet przekraczających 500 km (tj. już wtedy pozwalał osiągać to czego dzisiejsza nauka nadal NIE jest w stanie osiągnąć), wówczas powinien zaglądnąć albo do odrębnej strony o nazwie seismograph_pl.htm, albo też do do punktu #G4 pokrewnej strony newzealand_visit_pl.htm - o atrakcjach Nowej Zelandii wywodzących się od ludzi. Aparat ten opisany jest też w moim referacie na konferencję naukową ICST-2005. Referat ów może być znaleziony pod adresem http://www-ist.massey.ac.nz/conferences/icst05/proceedings/ICST2005-Papers/ICST_112.pdf. Aż do 2010 roku replika addająca przybliżony wygląd tego aparatu była wystawiona w nowozelandzkim muzeum zwanym Te Papa (w 2010 roku została jednak usunięta z aktywnej wystawy). Niestety, rozliczne próby jakie podejmowałem aby przebadać i odbudować działającą rekonstrukcję tego ratującego życie aparatu, były systematycznie uniemożliwiane przez decydentów nauki - tak jak pisałem to w punkcie #I1 strony o nazwie seismograph_pl.htm. Owo systematyczne zbijanie i uniemożliwianie zbudowania działającej rekonstrukcji tego aparatu, udowadniają że decydenci dzisiejszej oficjalnej nauki wcale NIE są zainteresowani aby istniało urządzenie zdolne do wczesnego wykrywania nadchodzących trzęsień ziemi.

Fot. #B1 (K6 w [1/5])

Fot. #B1 (K6 w [1/5]): Powyższe zdjęcie pokazuje wygląd modelu owego zdalnego wykrywacza nadchodzących trzęsień ziemi, który aż do 2010 roku wystawiony był do publiczneg oglądania w nowozelandzkim muzeum Te Papa. Urządzenie to już około 2000 lat temu udowodniło swym działaniem, że jest ono w stanie telepatycznie wykryć trzęsienie ziemi już z odległości około 500 kilometrów i podnieść alarm na tyle wcześniej aby umożliwiło to efektywną ucieczkę zagrożonych ludzi. Niestety, z powodów opisanych szerzej w punktach #R1 do #R7 strony o nazwie quake_pl.htm, dzisiejsza "ateistyczna nauka ortodoksyjna" odmawia podjęcia badań i rekonstrukcji tego telepatycznego aparatu. (Odnotuj, że niespodziewane i raptowne usunięcie tego telepatycznego aparatu z aktywnej wystawy w muzeum Te Papa zaraz po zabójczym trzęsieniu ziemi z Christchurch, opisuje wyjaśnienie z punktu #R2 strony o nazwie quake_pl.htm - streszczone też w podpisie pod "Fot. #D1" ze strony o nazwie seismograph_pl.htm.) Aparat ten odbiera "chi" (tj. sygnały telepatyczne) wysyłane przez każde trzęsienie ziemi które dopiero się gotuje. Po ich wykryciu podnosi on alarm zanim trzęsienie to uderzy. (Kliknij na to zdjęcie aby oglądnąć je w powiększeniu.)


#B2. Techniczne cuda świata:

       Niezależnie od opisanego w powyższym punkcie #B1 aparatu do zdalnego wykrywania trzęsień Ziemi, w starożytności na naszej planecie zbudowanych zostało cały szereg innych urządzeń technicznych, których zaawansowanie technologiczne przekracza nawet dzisiejszy poziom wiedzy i techniki naszej cywilizacji. Niestety, z powodów opisanych w punkcie #G1 strony eco_cars_pl.htm, technologia budowy tych cudownych urządzeń technicznych została stracona dla naszej cywilizacji. Urządzenia te muszą więc zostać wynalezione przez ludzi od samego początku. Ponownie wynalazki te będą więc musiały się przebijać przez blokady "przekleństwa wynalazców". Pełny wykaz oraz opisy owych "technicznych cudów świata" zawarte są w punkcie #H3 odrębnej strony newzealand_visit_pl.htm.


#B3. Moralny mechanizm "samokaranie się" danej społeczności, zwany przekleństwem wynalazców, manifestujący się poprzez wynalazczą impotencję:

       W Nowej Zelandii szczególnie silnie działa na twórczych ludzi mechanizm moralnego "samokarania się" danej społeczności, który ja bezosobowo nazywam "przekleństwem wynalazców". W punktach #B4.4 i #H1 strony internetowej o nazwie mozajski.htm mechanizm ten wyjaśniam w następujący sposób: " 'przekleństwo wynalazców' jest to moralny mechanizm takiego sterowania losami twórczych wynalazców i naukowców, aby z pomocą symbolicznego przekierowania na nich następstw niemoralności grup ludzkich wśród których muszą oni żyć i pracować, spowodować efekt 'somoukarania się' owych grup i społeczności". Innymi słowy, "przekleństwo wynalazców" powoduje że niemoralne społeczności są karane "wynalazczą impotencją". Oczywiście, za następstwami działania tego mechanizmu moralnego kryją się konkretne osoby i instytucje którym dana społeczność pozwala wyniszczać twórczych ludzi ze swego grona. Wykaz nowozelandzkich wynalazców których zjawisko to zniszczyło, uniemożliwiając im wdrożenie swoich wynalazków, zawarty jest m.in. w punkcie #G1 strony newzealand_visit_pl.htm. Z kolei fototografie niektórych z owych twórczych wynalazców, lub fotografie niektórych z ich wynalazków, pokazane są poniżej.

Fot. #B2 (11 z [6/2]): Maszyna elektrostatyczna Wimshursta

Fot. #B2 (11 z [6/2]): Dr Jan Pajak i maszyna Wimshurst'a - czyli jeden z moich własnych wytłumionych wynalazków.
       Fotografia ta pokazuje mnie (dra inż. Jana Pająka) trzymającego w rękach nową maszynę elektrostatyczną Wimshurst'a, którą zakupiłem z zamiarem użycia jej jako inicjującego podzespołu do budowy efektywnego urządzenia darmowej energii nazywanego "telekinetyczna influenzmaschine" - po szczegóły patrz strona telekinetyka.htm - a urządzeniach telekinetyki. Oryginalnie jest to rysunek 11 z monografii [6/2]. (Kliknij na to zdjęcie aby oglądnąć je w powiększeniu.)

Fot. #B3 (T3 z [10]): Pomnik dla Richarda Pearse

Fot. #B3 (T3 z [10]): Pomnik Richard'a Pearce oraz Dr Jan Pajak - czyli wynalazek i wynalazca zniszczeni przez własnych rodaków.
       Powyższa fotografia pokazuje pomnik wystawiony Richard'owi Pearse oraz jego samolotowi. Pomnik ten wzniesiony został niedaleko małego miasteczka "Pleasant Point" z Wyspy Południowej Nowej Zelandii. Oznacza on miejsce w którym samolot Pearse'a z sukcesem został wypróbowany w locie. Więcej informacji na temat losów Richard'a Pearce i jego samolotu zaprezentowanych zostało na stronie mozajski.htm - o wynalazcy pierwszego w świecie samolotu. (Kliknij na to zdjęcie aby oglądnąć je w powiększeniu.)

Fot. #B4 (T2 z [10]): Samolot Aleksandra F. Mozajskiego (oblatany w 1882 roku)

Fot. #B4 (T2 z [10]): Pierwszy samolot na świecie zbudowany został i oblatany w carskiej Rosji latem 1882 roku (tj. na 21 lat przed Braćmi Wright). Pokazany on jest na powyższej ilustracji zreprodukowanej ze starej rosyjskiej encyklopedii.
       Na nieszczęście, tzw. "przekleństwo wynalazców" spowodowało, że świat nigdy nie dowiedział się o tym samolocie, podczas gdy jego plany i prototyp gromadziły kurz w przepastnych archiwach carskiej Rosji. Więcej danych o samolocie Możajskiego można znaleźć na stronie mozajski.htm - o Aleksandrze Możajskim który jako pierwszy w świecie zbudował samolot. (Kliknij na to zdjęcie aby oglądnąć je w powiększeniu.)

Fot. #B5. Motocykl słynnego geniusza technicznego Johna Britten


Fot. #B5: Od około 2004 roku, w najważniejszym muzeum Nowej Zelandii zwanym "Te Papa", na 3-cim piętrze wystawiony był ten super-motocykl skonstruowany przez nowozelandzkiego geniusza technicznego o nazwisku John Britten. (Kliknij na to zdjęcie aby oglądnąć je w powiększeniu.)
       (Motocykl ten ciągle był tam wystawiany w maju 2011 roku, kiedy to dokonywałem kolejnej aktualizacji niniejszej strony.) Niestety, ów niezwykle dobrze zapowiadający się wynalazca i konstruktor, niespodziewanie zmarł na raka w 1995 roku, w środku najbardziej twórczego okresu swego życia, w wieku około 45 lat.
       Niektórzy mogą mieć wątpliwości, czy istnieje jakiś związek pomiędzy np. śmiercią na raka w młodym wieku, a "przekleństwem wynalazców". Wszakże zgodnie z opisami z punktu #H1.6 strony newzealand_visit_pl.htm, działanie "przekleństwa wynalazców" jest wynikiem wyniszczania twórców przez niemoralnych reprezentantów społeczności wśród której owi twórcy mieszkają. Jeśli jednak dobrze się zastanowić, to rak jest powodowany m.in. przez trucizny wprowadzane do żywności przez daną społeczność. Z kolei owe trucizny są właśnie objawem wyniszczania bliźnich przez niemoralnych reprezentantów danej społeczności.


#B3.1. Wynalazca którego warto poznać - czyli "rekordzista świata" którego wynalazek był blokowany przez ponad 60 lat (tj. przez ponad 2/3 długości jego życia):

       W punkcie #G2 odrębnej strony newzealand_visit_pl.htm - o atrakcjach Nowej Zelandii wywodzących się od ludzi opisany jest nowozelandzki wynalazca oraz pokazany jego wynalazek, losy których są szczególnie wymowne. Wynalazca ten i jego wynalazek były niszczone przez owo "przekleństwo wynalazców" przez okres ponad 60 lat. Na temat jego losu i szokujących perypetiów życiowych istnieje także całkowicie odrębna strona internetowa boiler_pl.htm - o historii rewolucyjnej grzałki która bije wszelkie rekordy.

Fot. #B6

Fot. #B6: Mr Peter Daysh Davey demonstruje swoją "grzałkę soniczną".
       Grzałka ta powstrzymywana była przez "przekleństwo wynalazców" przez rekordowy okres ponad 60 lat. Szokująca historia wynalazku owej grzałki Pana Davey, opisana została też na odrębnej stronie internetowej boiler_pl.htm - o szokującej historii rewolucyjnej grzałki która bije wszelkie rekordy. (Kliknij na powyższe zdjęcie aby oglądnąć je w powiększeniu.)


Część #C: Niezwykłości Nowej Zelandii wynikające z nietypowej historii i kolei losów tego lądu:

      

#C1. Brak rodzimych zwierząt lądowych:

       Niemal każde państwo na świecie posiada najróżniejsze miejscowe zwierzęta lądowe, takie jak ssaki, węże, itp. Jednak nie Nowa Zelandia. Miejscowe stworzenia Nowej Zelandii głównie obejmują ptaki oraz kilka innych gatunkow jakie mogły dostać się do Nowej Zelandii za pośrednictwem podmuchów wiatru, lub będąc uczepione do powierzchni najróżniejszych obiektów jakie tam przypłynęły niesione prądami oceanów. Oryginalnie Nowa Zelandia nie miała więc ani węży, ani ssaków, ani nawet ryb całkowicie słodkowodnych. Oczywiście, to ma wiele dobrych stron, bowiem w Nowej Zelandii jak narazie nikt nie musi się bać np. węży. Stąd scena taka jak ta pokazana na zdjęciu z "Fot. #C1" narazie nie może się tam zdarzyć. (Aczkolwiek najróżniejsi niszczycielscy przemytnicy usilnie się starają aby przemycić kilka jadowitych węży do Nowej Zelandii.) Nowa Zelandia ukrywa jednak również i naukową tajemnicę oraz rodzaj "paradoksu fauny" wynikających z owego braku rodzimych zwierząt lądowych. Mianowicie, dlaczego Nowa Zelandia nie posiada owych miejscowych zwierząt lądowych, na przekór że jest pełna ich skamienielin?

Fot. #C1.

Fot. #C1: Ogromny wąż dusiciel pyton uchwycony na zdjęciu wkrótce po tym jak zadusił on człowieka - "tapper'a" i przystępował do jego połknięcia. (Kliknij na to zdjęcie aby oglądnąć je w powiększeniu.)
       (Nazwa "tapper" przyporządkowana jest w Malezji do osób które spuszczają żywicę z drzew kauczukowych - pochodzi ona od angielskiego słowa "tap" czyli "spuszczać".) Powyższa fotografia ilustrowała artykuł "Python kills tapper" (tj. "Pyton zadusił tapper'a") jaki ukazał się na stronie 7 w Malezyjskiej gazecie The Sun, wydanie datowane 6 września (September) 1996 roku. W czasie kiedy owo zaduszenie człowieka przez ogromnego węża miało miejsce w Malezji, ja właśnie przebywałem w tamtym kraju. Przez więc spory czas owo zdjęcie odbierało mi smak na wybieranie się na wycieczki do tropikalnej dżungli, co przed tym nieszczęśliwym zdarzeniem było jednym z bardziej moich ulubionych zajęć ruchowych. Wcale nie odstraszało mnie wówczas, że tropikalna dżungla w Malezji jest pełna niebezpiecznych zwierząt. Oprócz węży dusicieli, takich jak ten pokazany powyżej, żyją tam wszakże dzikie tygrysy i dzikie słonie, ogromne mordercze krokodyle, silne i agresywne małpy (orangutany), szerszenie i skorpiony których jedno ukąszenie zabija, a także całe zatrzęsienie najróżniejszych jadowitych węży, ze wszystkimi odmianami słynnej kobry na czele. Praktycznie też w tropikalnej dżungli wszystko gryzie, drapie, rozcina, albo rani - niebezpiecznie jest tam więc dotykać czegokolwiek. Odnotuj że powyższe zdjęcie pokazuję także na stronie predators_pl.htm.
       Powyższe warto też uzupełnić informacją, że z różnych powodów coraz więcej morderczych stworzeń, które kiedyś zagrażały ludziom tylko w tropikalnych krajach, obecnie pomału trafia do Nowej Zelandii. Jako przykład patrz opisy z punktu #K1.6 poniżej - w tym opis spotkania z morderczą meduzą którą ja kiedyś spotkałem w tropikalnej Malezji, jednak którą podobno można już spotkać w wodach Nowej Zelandii. Czyżby były one oznaką najazdu owych "Jeźdźców Apokalipsy" opisanych na stronie przepowiednie.htm - o nadejściu na Ziemię czasów kiedy wypełniają się bibilijne przepowiednie.


#C2. Niedawne całkowite zatopienie Nowej Zelandii:

       Wyjaśnienie dla owego "paradoksu fauny" oraz tajemnicy naukowej Nowej Zelandii, czyli dla braku w niej rodzimych zwierząt lądowych na przekór istnienia tam skamienielin tych zwierząt, dostarczyły moje "hobbystyczne" badania. Mianowicie, zgodnie z moimi badaniami, paradoks ten wynika z faktu że zgodnie z istniejącym materiałem dowodowym Nowa Zelandia jakoby najpierw okolo 23 000 lat temu została całkowicie zatopiona w oceanie, potem zaś około 13 500 lat temu wyłoniła się ponownie z dna oceanu. Wszystkie więc miejscowe zwierzęta lądowe zostały w niej potopione. Tak właśnie twierdzą też legendy miejscowych Maorysów. Na to wskazuje znaczna ilość materiału dowodowego obecnego w Nowej Zelandii (np. wyjątkowo "ubita gleba", cieniutka warstewka czarnej gleby, zaokraglone kanty każdej dużej skały, itp.) To także jest sugerowane przez alternatywną historię Nowej Zelandii, jaką ja opracowałem w wyniku swoich badań i jaką opisałem w podrozdziale V3 swej starszej monografii [1/4]. Jednak, oczywiście, wcale nie pokrywa się ona z tym co ortodoksyjni naukowcy Nowej Zelandii uparcie twierdzą - jako przykład ich upartych zaprzeczeń, patrz artykuł zatytułowany "NZ was never underwater say scientists" (tj. "NZ nigdy nie była pod wodą twierdzą naukowcy) opublikowany na stronie A5 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post, wydanie z wtorku (Tuesday), dnia 15 stycznia (January 15), 2008 roku. (W owym artykule jakiś naukowiec argumentuje, że niemożliwość zanurzenia NZ pod ocean jest potwierdzana przez obecność jaszczura "tuatara" w Nowej Zelandii, a także przez molekularne datowanie pyłku z "kauri" które wykazuje że nowozelandzkie i australijskie kauri wyodrębniły się od siebie już jakieś 40 do 90 milionów lat temu. Jednak owi naukowcy nie uwaględniają w swoich badaniach owych "fluktuacji czasu" opisywanych w punktach #F1 i #F2 odrębnej strony internetowej o eksplozji Tapanui, które to fluktuacje mogły przenieść na trwałe do naszych czasów niektóre gatunki fauny i flory z czasów poprzedzających zatopienie NZ w oceanie.) Z tego powodu prawdopodobnie czytelnik powinien poznać ową alternatywną historię Nowej Zelandii i porównać ją z materiałem dowodowym obecnym w Nowej Zelandii, takim jak przykładowo: (1) bardzo cienka warstewka czarnej gleby, (2) pozaokrąglane krawędzie miejscowych gór, wysoce (3) sprężona i ubita gleba, itd., itp. Prawdopodobnie pewnego dnia stanie się możliwym udowodnienie, że ortodoksyjna historia Nowej Zelandii jest jedynie życzeniem ortodoksyjnych naukowców, podczas gdy naprawdę prawdziwa jest owa alternatywna historia. To przywróciłoby znaczenie legendom Maorysów, którzy starają się nam przekazać ową alternatywną historię przez całe lata, tyle że miejscowi naukowcy nie bardzo są gotowi udzielić jej należnej uwagi.


#C3. Związki Nowej Zelandii z Ameryką Południową:

       Aczkolwiek Nowa Zelandia leży w pobliżu kontynentu Australii, faktycznie jest ona wielopoziomowo pokrewna z daleką Południową Ameryką. Przykładowo, niedawne badania genetyczne dokonywane na gigantycznych ptakach zwanych "Moa" (patrz ich opisy w punktach #H2 i #H3 oraz #I1 poniżej), wykazują że owe ptaki są bliskimi krewniakami niewielkiego ptaka z Ameryki Południowej podobnego do europejskiej przepiórki a zwanego "tinamou". Opisy owych badań genetycznych zawierają dwa artykułach, mianowicie "Fat and lazy flying Moa brought down to earth" ze strony A4 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post, wydanie z soboty (Saturday) January 30, 2010; a także "Moa 'flew from South America' " ze strony A2 gazety The New Zealand Herald, wydanie z wtorku (Tuesday), February 2, 2010.
       Intrygującą ciekawostką ptaków Moa jest że potwierdzają one odnotowywalną odmienność praw natury wpływających na życie w Nowej Zelandii. Odmienność ta wyjaśniana jest dokładniej w punkcie #B1 oddzielnej strony newzealand_visit_pl.htm. Wywiera ona znaczący wpływ na organizmy żywe. Przykładowo powoduje m.in. że sporo emigrantów wierzy iż kobiety urodzone w Nowej Zelandii często wykazują zupełnie odmienne zachowania i nawyki niż np. kobiety urodzone na półkuli północnej Ziemi. Owe badania genetyczne dokonywane na ptakach Moa, a opisywane w artykule "Mama Moa! The boys were given such a bullying" ze strony A3 gazety The New Zealand Herald (wydanie z wtorku (Tuesday), February 9, 2010), ujawniają szokujące zjawisko które dałoby się nazwać "dyskryminacją i prześladowaniami bazującymi na płci". Okazuje się, że na przekór iż w młodej populacji tych ptaków istniała taka sama liczba samców co samic, w dorosłej populacji tylko około 1 samiec ciągle był żywy na każde 5 samic. Wszystko wskazuje więc na to że samice Moa prześladowały swoich samców aż niemal do ich całkowitego wytępienia.
       Niezależnie od wywodzenia się ptaków Moa z Południowej Ameryki, w Nowej Zelandii żył także ogromny ptak-ludojad przez lud Maori (tj. Maorysów) zwany "Pouaki" zaś przez lud Moriori z Chatham Islands zwany "Poua". Informacja na temat owego mięsożernego ptaka zawarta jest m.in. na stronie 177 książki [1#C3] (cytowanej tu też jako [1#E4.4]) pióra Gary J Cook and Thomas J Brown, "The Secret Land. People Before" (StonePrint Press, Christchurch, New Zealand, 1999, ISBN 0-9582040-0-4). Aczkolwiek dotychczas NIE udało się znaleźć (a może zidentyfikować) kości ani szczątków owego gigantycznego ptaka-ludojada (wszakże w Nowej Zelandii coś dziwnego dzieje się z dowodowo-istotnymi szczątkami - patrz też punkt #I2 poniżej), z jego opisów w maoryskich legendach wynika że był on bardzo podobny do ptaka zwanego Terrorbird który żył właśnie w Południowej Ameryce aż niemal do historycznych czasów. Był on w stanie zmiażdżyć i zjeść człowieka jednym klapnięciem swego potężnego dzioba.
       Na dodatek do powyższego, w Nowej Zelandii od samego początku rosło sporo roślin, w tym uprawnych, które oprócz niej znane są jedynie w Południowej Ameryce, np. ziemniaki czy kukurydza.


#C4. Pomarszczony czarny potwór-ludojad morski, który był jednak uprzejmy zrezygnować w ostatniej chwili ze zjedzenia mojej osoby:

       Owego dnia z końcowej części lata 2002 roku wybrałem się na spacer nad brzegiem morza w opuszczonym i zaniedbanym byłym przymorskim obszarze piknikowym kilkaset metrów na południe od piaszczystej plaży przy miejscowości Waikouaiti (patrz "Fot. #F5). W owym czasie stały tam tylko ruiny jakby dużej przebieralni czy ubikacji, oraz spory plac-łączka ze śladami dawnych ognisk. Swój samochód zaparkowałem na łączce owego obszaru piknikowego tuż przy brzegu morza, oraz zacząłem swój spacer wzdłuż brzegu, tuż przy krawędzi wody. Byłem tam zupełnie sam. Brzeg morza w tym miejscu był twardy (pozbawiony piasku) i zbiegał w dół pod kątem około 30 stopni, tak że woda dosyć szybko stawała się głęboka. Nie uszedłem daleko, kiedy po prawej stronie, tylko jakieś trzy metry od mojej osoby, zobaczyłem w morzu wyprzedzającego mnie czarnego, pomarszczonego potwora. Podpłynął on do mnie bezszelestnie i od tyłu, z całą pewnością zamierzając mnie upolować. Gdyby wytrwał przy swoim zamiarze zjedzenia mnie, wówczas bym odnotował jego istnienie dopiero kiedy bym już znalazł się w jego paszczy. Na szczęście, z jakichś tam powodów w ostatniej chwili najwyraźniej zmienił swoje zamiary. Gdy ja go zobaczyłem, jego przednia cześć już mnie wyprzedzała, zaś sam potwór wykonywał właśnie łagodny manewr jakby odbijania się od brzegu po którym ja spacerowałem. Jednak przez sporą chwilę płynął niemal równolegle do brzegu, wirując i w około połowie średnicy wystając ponad powierzchnię wody - tak że miałem wystarczająco dużo czasu i dobrą jego widzialność aby go sobie dokładnie oglądnąć. Miał on kształt jakby czarnego torpeda czy walca o tej samej średnicy około 1.5 metra na całej swej długości. Jego długość oceniam na jakieś 20 metrów. Jego powierzchnia (skóra) była czarna jak smoła i NIE miała na sobie nawet najmniejszej części białej czy koloru innego niż czarny. Skóra ta była też bardzo dziwna, bowiem na całym obwodzie i całej długości tego potwora była jakby silnie pofałdowana czy pomarszczona. Mi ona przypominała jakby gigantyczny pusty worek z czarnej mokrej tkaniny, pościskany razem i skręcony tak aby uformował walec. Owe fałdy czy zmarszczki przebiegały podłużnie i wnikały głęboko w cielsko tego potwora. Były też one luźne i jakby bezwładne - tak jakby wogóle nie miały w sobie mięśni. Wyglądało to niemal tak jakby potwór wcale NIE miał solidnego ciała i mięśni, a cały składał się z dużej liczby luźnych i bezwładnych płatów poskładanych razem. Fałdy te nadawały mu odpychający, wręcz ohydny wygląd. Ponadto potwór ten sprawiał też wrażenie że wogóle nie ma szkieletu. W trakcie płynięcia wirował on bowiem wokół swej centralnej osi w raczej niezwykły sposób. Najbliższe co mi owo wirowanie przypominało, to jakby ktoś złapał w wodzie za przednią część jakiejś długiej, czarnej szmaty i zaczął tą część obracać - podczas gdy reszta bezwładnej szmaty jest pociągana przez ową przednią część i też zmuszana do wirowania. Innymi słowy, ów potwór wcale NIE wirował wokół swej osi tak jak wirowałaby duża ryba czy wieloryb, kiedy to całe ich ciało obraca się równocześnie z taką samą prędnością, a wirował jak korkociąg, czy jak owa bezwładna szmata obracana za swą przednią część. Potwór też jakby NIE miał oczu, a przynajmniej ja nie widziałem żadnych oczu - na przekór że miałem dobrą jego widoczność przez conajmniej dwa pełne jego obroty wirowe wokół własnej osi. Nie miał też ani płetw ani płaskiego ogona które by odstawały of jego walcowatego cielska - nie wiem więc na jakiej zasadzie płynął, choć widziałem że płynął raczej szybko.
       Od czasu kiedy widziałem owego potwora, przymierzam jego obraz do wszystkiego co już nam wiadomo że pływa to w morzach Nowej Zelandii. Jednak do niczego on NIE pasuje. Np. wiadomo, że drapieżne orki (po angielsku zwane "orcas" lub "killer whales") używają podobnej do mojego potwora metody polowania polegającej na cichym podkradaniu się od tyłu do fok na brzegu morza, skąd pożerają te foki jednym kłapnięciem swoich potężnych paszcz. Jednak "orki" mają białe łaty na brzuchu, ich skóra jest gładka, a ponadto NIE są aż tak duże i nie mogą wirować w sposób jaki ja widziałem. W morzach okolic Nowej Zelandii żyją też ogromne drapieżne mątwy (squids) zwane "arkatutos" lub "colossal squid". Jeden z nich pokazany jest poniżej na zdjęciu z "Fot. #I4". Jednak mątwy te nie mają czarnego koloru, a ich skóra ma zabarwienie w całej gamie odcieni żółtego, czerwonego i brązowego. Ich skóra jest też gładka - a nie pofałdowana czy pomarszczona jak ta którą ja widziałem. Nie są one też aż tak ogromne jak mój potwór. Przykładowo, największy "colossal squid" jakiego dotychczas złapano był długi na 8 metrów i ważył 495 kilo (tj. niemal pół tony). Jego opis zawarty jest w artykule [C3] o tytule "Here's looking at you, squid", ze strony A2 gazety The New Zealand Herald, wydanie z czwartku (Thursday), May 1, 2008. Z badań też jego dzioba ustalono, że maksymalnie mógł on wyrosnąc do długości 14 metrów i do wagi 750 kg. W końcu taki "colossal squid" ma ogromne białe oczy - faktycznie to największe oczy świata. Przykładowo średnica gałek ocznych w owym "colossal squid" opisanym w artykule [C3] powyżej wynosiła 27 cm. Obecności takich więc ogromnych białych oczu nie mógłbym przegapić w potworze którego ja widziałem. Wygląda więc na to, że w morzach Nowej Zelandii żyje co najmniej jeszcze jeden gigantyczny potwór-ludojad, którego nauka ziemska nadal nie zna, a który zapewne przycznia się sekretnie do owej znaczącej liczby ludzi corocznie znikających w Nowej Zelandii bez śladu ani wieści. (Po więcej informacji o owych zniknięciach - patrz punkt #K1 tej strony.)
       Ja wcale nie jestem jedynym naukowcem który ma podstawy aby twierdzić że w morzach Nowej Zelandii nadal żyje co najmnie jeden ogromny potwór ciągle niepoznany przez ziemską naukę. W artykule "Hidden giants lurk in ocean deeps: scientists" (tj. "Ukryte giganty czają się w głębinach oceanów: naukowcy"), ze strony A14 gazety "The New Zealand Herald", wydanie datowane w poniedziałek (Monday), June 9, 2008, opisana jest naukowa metoda przewidywania odkryć niepoznanych jeszcze zwierząt. Bazuje ona na "krzywej trendu" w odkryciach danych zwierząt. Jak się okazuje, zgodnie z ową metodą, w głębinach oceanu ciągle ukrywa się jeszcze cały szereg gigantycznych potworów nieodkrytych przez dzisiejszą naukę.
       Co mnie w owym przypadku najbardziej zastanawia, to że cechy owego potwora zupełnie nie pasują do jakiegokolwiek gigantycznego stworzenia której jest już obecnie znane ziemskiej nauce. Za to raczej dobrze pokrywają się one z cechami gigantycznej czarnej ośmiornicy głębinowej opisywanej przez pradawny foklor żeglarski i przez stare legendy. Ośmiornica taka miała być aż tak duża, że potrafiła swymi mackami oplątać całe dawne okręty - co by pasowało do wymiarów potwora którego ja widziałem. Na dodatek wszystkie ośmiornice są bardzo inteligentne (a stąd trudne do złapania), zaś właśnie wysoką inteligencję wykazywało zachowanie mojego potwora. W końcu, jeśli dobrze się zastanowić, to skoro telekinetyczne skażenie Nowej Zelandii (to od eksplozji UFO koło Tapanui) faktycznie spowodowało wymutowanie się gigantycznej mątwy (squid'a), nie ma powodów dla jakich to samo telekinetyczne skażenie nie mogłoby wymutować także i gigantycznej ośmiornicy.


#C5. Tajemnicze masowe śmierci stworzonek:

       W Nowej Zelandii co jakiś czas ma miejsce masowa śmierć jakiegoś pojedyńczego gatunku zwierząt lub żyjątek. Dotychczas natknąłem się już na wzmianki o aż kilku przypadkach takiego masowego wymierania. Aczkolwiek w każdym z tych przypadków oferowane było ludziom jakieś dogodne wyjaśnienie, wszystkie owe wyjaśnienia faktycznie "nie trzymały się kupy" i wyglądały tak jakby były jedynie "zasłoną dymną" która ma ukryć jakieś faktyczne przyczyny o których świat nie powinien się dowiedzieć.
       Pierwszy z owych przypadków który zwrócił moją uwagę było wyginięcie niemal wszystkich dzikich królików. W początkowym okresie mojego pobytu w Nowej Zelandii, tj, w latach 1982 do 1992, powierzchnia owego kraju dosłownie roiła się od królików (chociaż nie można było wówczas kupić mięsa królika w żadnym sklepie tego kraju). W 1992 roku zmuszony byłem jednak wyjechać "za chlebem" z owego kraju - tak jak to opisuję na stronie o mnie (Dr Jan Pająk). Kiedy wróciłem do Nowej Zelandii w 1999 roku, królików już nie było. Oficjalna wersja wyjaśnienia stwierdzała, że jacyś rolnicy tak mieli dosyć zniszczeń dokonywanych przez owe króliki, że sprowadzili z Australii chorobę "maximatosis" który wybiła większość z nich. Jednak rządowe śledztwo NIE zdołało ustalić kto dokładnie sprowadził ową chorobę, ani jak choroba ta została rozprzestrzeniona po aż trzech wyspach tego kraju. A tak szerokie upowszechnienie wymagało ogromnej skali czyichś działań, których utrzymanie w kompletnej tajemnicy wymagałoby albo niemal nadprzyrodzonych możliwości, albo też wielkoskalowego spisku.
       Kolejny przypadek masowego wymarcia opisany był w artykule "Theories fly over dead bird mystery" (tj. ”Latają teorie na temat tajemnicy martwych ptaków”) opublikowanym na stronie A9 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post, wydanie z soboty (Saturday), February 21, 2009. Opisano w nim jak w nowozelandzkim miasteczku o nazwie New Plymouth tysiące martwych wróbli zaczęło nagle spadać z nieba. Owo miasteczko New Plymouth jest znane z ogromnej fabryki rolniczych trucizn która rozsiewa po okolicy trujące wyziewy. Jest więc możliwym że tamte tysiące wróbli padły ofiarami wyziewów owej fabryki. Gdyby jednak tak było, to dlaczego owego faktu NIE podano do publicznej wiadomości. Co jednak najbardziej mnie zaszokowało, to że poza opublikowaniem niewielkiego artykułu i pokazaniem spadających ptaków w telewizji jako rodzaju sensacji, w Nowej Zelandii nikt się tymi ptakami NIE zainteresował i nikt ich poważnie NIE badał. Tymczasem kiedy podobne zjawisko tysięcy martwych szpaków spadających z nieba odnotowane zostało w pierwszych dniach 2011 roku w okolicach miasteczka Beebe z Arkansas, USA, wszystkie pobliskie agencje badawcze rzuciły się aby ustalić przyczyny. Pierwszą informację o owych amerykańskich martwych szpakach spadających z nieba usłyszałem w poniedziałek dnia 3 stycznia 2011 roku, w wiadomościach dzinnika telewizyjnego na kanale "Prime" telewizji nowozelandziej, nadawanego o godzinie 17:30 do 18:00. W owym dzienniku jedynie poinformowano i pokazano owo dziwne zjawisko. Jednak już następnego dnia, we wtorek 4 stycznia 2011 roku, około godziny 18:20 w dzienniku telewizyjnym na kanale 3 TVNZ pokazano licznych badaczy zbierających owe martwe ptaki, oraz przytoczono wywiady z kilkoma rozhisteryzowanymi tym zdarzeniem miejscowymi. Z wiadomości owych jednoznacznie wynikało, że w przeciwieństwie do Nowozelandczyków zupełnie nieporuszonych takim spadaniem tysięcy martwych ptaków z nieba, Amerykanie poczuli się ogromnie tym zafascynowani i przerażeni, a co najważniejsze - rzucili sporo ludzi i środków aby zagadkę tą wyjaśnić. W kolejnym dzienniku o godziny 18:25 ze środy dnia 5 stycznia 2011 na TVNZ 3 wyjasniono że podobne deszcze z martwych ptaków pojawiły się w kilku innych miejscach USA, oraz że w miejscowej rzece z Beebe, USA także wyzdychały wszystkie ryby. Dziennik ten stwierdził że również na plażach Coromandel z Nowej Zelandii pojawiły się martwe ryby "snapper" które zalegały powierzchnię morza "jak okiem sięgnąć". Na temat owego "deszczu martwych ptaków" z Beebe, USA, oraz kilku innych podobnych deszczy z wielu odmiennych krajów świata - włączając w to Szwecję, pojawiły się także artykuły gazetowe, np. patrz "Reason and logic fall from the sky" (tj. "Wnioskowanie i logika spadły z nieba") ze strony A9 gazety The New Zealand Herald (wydanie z piątku (Friday), January 7, 2011) albo patrz "Aflockalypse now - dead birds (and NZ fish) fuel theories" (tj. "Alotokalipsa teraz - martwe ptaki (oraz ryby z NZ) rozpalają teorie") ze strony A13 gazety The New Zealand Herald (wydanie z poniedziałku (Monday), January 10, 2011). W około rok później martwe ptaki ponownie zaczęły spoadać z nieba w tym samym Beebe - o czym poinformował artykuł "Birds fall from sky but no sign world about to end" (tj. "ptaki spadają z nieba jednak nie ma znaku że ma nastąpić koniec świata") ze strony A15 gazety The New Zealand Herald (wydanie ze środy (Wednesday), January 4, 2012). Z kolei w artykule "Dead sardines crammed into LA marine" (tj. "Zdechłe sardynki zapełniły port w Los Angeles") ze strony A16 gazety The New Zealand Herald (wydanie z czwartku (Thursday), March 10, 2011) pokazane jest zdjęcie całego portu morskiego w USA wypełnionego po brzegi zdechłymi sardynkami. Bardzo wymowna jest informacja z artykułu "Starving turtles rot on beaches" (tj. "Zagłodzone żółwie gniją na plażach") ze strony A14 gazety The New Zealand Herald (wydanie z wtorku (Tuesday), September 13, 2011). Opisuje on zatrzęsinie zwłok ogromnych morskich zółwi które zdychają z głodu spowodowanego wymieraniem korali w tzw. "Great Barrier Reef" i masowo wyrzucane są na plaże koło Brisbany w Australii.
       Na jeszcze jeden przypadek masowej śmierci natknąłem się w artykule "Wild seas a likely cause of mass fish deaths" (tj. "Dzikie morza prawdopodobnym powodem masowej śmierci ryb"), ze strony A6 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post, wydanie z soboty (Saturday), May 30, 2009. Zgodnie z tym artykułem, nieżywe lub umierające ryby masowo zalegały brzeg morza na wybrzeżu Kapiti - czyli w relatywnie niewielkiej odległości zarówno od nadmorskiego New Plymouth - gdzie znajduje się opisana wcześniej fabryka rolniczych trucizn, jak i od Petone - gdzie naturalne środowisko beztrosko zatruwa miejscowa przetwórnia złomowanych akumulatorów. Czyżby więc jakieś ścieki lub wyziewy z którejś z owych fabryk zaległy w głębinach morza i spowodowały masową śmierć ryb? Jeśli zaś owe ryby są aż tak nafaszerowane truciznami, że masowo wymierają, to jak zawarte w nich substancje wpływają na zdrowie ludzi którzy ryby te zjadają.
       W przybliżeniu o owym czasie sławny stał się też przypadek kiedy morskie ślimaki lokalnie zwane "grey side-gilled sea slug" raptownie zaczęły być trujące na przekór że poprzednio uważano je za nieszkodliwe - po szczegóły patrz punkt #K1.6 poniżej na tej stronie.
       Powyższe przypadki wcale NIE kończą długiej listy takich zdarzeń. Kolejny przypadek masowej śmierci ryb opisany jest w artykule "Ministry probes dead fish mystery" (tj. "Ministerstwo analizuje tajemnicę nieżywych ryb") jaki ukazał się na stronie A6 gazety The New Zealand Herald, wydanie datowane w środę (Wednesday), June 9, 2010. Zgodnie z tym artykułem, na plażach o całkowitej długości ocenianej przez niektórych na 30 km, znajdujących się w północnej części Nowej Zelandii, tj. w prowincji zwanej Northland, zalegało tysiące nieżywych ryb. Artykuł ten pokazuje nawet zdjęcie fragmentu owej plaży gęsto pokrytej rybami. Mi oglądanie owego zdjęcia przypomniało podobne zdjęcie plaży z tysiącami zdechłych ryb, jakie spowodowane były tsunami z 26 grudnia 2004 roku - po jego opisy patrz punkt #D4 na stronie day26_pl.htm. Jeszcze inny przypadek opisany został w artykule "Mass of floating snapper a mystery to officials" (tj. "Masa martwych snapperów tajemnicą dla władz") ze strony A9 gazety The New Zealand Herald, wydanie datowane w czwartek (Thursday), December 2, 2010. W owym artykule opisano olbrzymie ilości smakowitych ryb jadalnych zwanych "snapper" jakie pływały martwe w pobliżu północnych brzegów Nowej Zelandii. Z kolei w artykule "Ocean mystery: hundreds of snapper found dead on beaches" (tj. "Zagadka oceanu: setki snapper znajdowane martwe na plażach") ze strony A1 gazety The New Zealand Herald, wydanie ze środy (Wednesday), January 5, 2011, pojawiła się informacja o ławicach martwych ryb morskich zwanych "snapper" wyrzucanych na plaże z półwyspu Coromandel w Nowej Zelandii.
       Mnie osobiście strach najbardziej obleciał kiedy podczas paceru około lutego 2010 roku ja sam natknąłem się na takie zdechłe ryby na plaży w nowozelandzkiej miejscowości Petone (w której ja sam mieszkam). Powodem mojego strachu było, że wszystkie ryby jakie wówczas spotkałem były tego samego gatunku (tj. "płaszczki" - po angielsku zwane "stingray") oraz dokładnie tak samo duże (tj. około metrowej rozpiętości "skrzydeł"). Podczas spaceru wzdłuż plaży o długości około 1 km natknąłem się wówczas na 12 takich uśmierconych dużych ryb. Z moich zaś badań nad tsunami, opisanych w punkcie #D4 ze strony day26_pl.htm, wiem że jednakowe co do gatunku i wielkości ryby, giną kiedy ich ciała zaczynają rezonować z wibracjami generowanymi podczas morderczego trzęsienia ziemi. Wygląda więc na to, że w Nowej Zelandii właśnie gotuje się jakieś śmiercionośne trzęsienie ziemi - tak jak to opisałem w punkcie #I1 owej strony day26_pl.htm.
       Podobnie wygląda sprawa owych masowych samobójstw wielorybów popełnianych poprzez ich wyrzucanie się na miejscowe plaże morskie. W Nowej Zelandii przypadki takich masowych samobójstw wielorybów czasami mają miejsce co kilka miesięcy. Co je powoduje - tego narazie nie ustalono. W obliczu powyższego NIE powinno już dziwić, że w Nowej Zelandii także nasilenie samobójstw ludzi należy do jednego z najwyższych na świecie. Np. młodzież tak masowo tam się zabija, że aż nałożony został zakaz pisania lub dyskutowania samobójstw w publikatorach. Czyżby jakieś nadprzyrodzone moce sprzeciwiały się zaludnieniu Nowej Zelandii?
       Inny przykład niemal bibilijnego wymarcia - tym razem owadów, opisuje niepozorny artykuł ”Bug invasion comes to light on east coast” (tj. ”Najazd owadów jaki wyszedł na jaw na wschodnim wybrzeżu”), opublikowany na stronie A4 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post, wydanie ze środy (Wednesday), March 4, 2009. Zgodnie z owym artykułem, maleńka nowozelandzka miejscowość nazywana Whatatane doświadczyła tak ogromnego "najazdu" i masowej śmierci najróżniejszych owadów, szczególnie jakichś czarnych żuków, koników polnych i świerszczy, że owe zdechłe robaczyska musieli tam szuflami wygarniać ze sklepów i ze stacji benzynowych. Czy jest więc możliwym że gleba w niektórych obszarach Nowej Zelandii jest już aż tak zatruta rolniczymi chemikaliami, że zmusza to nawet owady do ucieczki i do masowego wymierania w ludzkich zabudowaniach?
* * *
       Owych masowych śmierci naróżniejszych stworzeń zaczyna ostatnio być aż tak dużo, że Google opracował nawet specjalną mapę która pokazuje gdzie i co tak masowo wyginęło. Na mapie tej odnośnikami z kropką zaznaczone są masowe śmierci które nastąpiły już w 2011 roku. Oto link do owej mapy: mapa masowych śmierci żyjątek.


#C5.1. Tragedia masowego wymierania pszczół - zapowiedzią już bliskiej "śmierci głodowej" całej ludzkości:

       Jest też już publiczną tajemnicą, że na całym świecie, włączając w to również Nową Zelandię, szybko i masowo wymierają pszczoły. Przykładowo, jeszcze tylko kilka lat temu zobaczenie pszczół koło mojego domu było normalnym widokiem. Jednak kiedy w jeden słoneczny dzień latem pod koniec 2010 roku celowo poszukiwałem pszczół w okolicach swego domu - NIE znalazłem już ani jednej. Za to widziałem ludzi spryskujących jakieś chemikalia. W odcinku angielskiego serialu telewizyjnego o tytule "Jamie's Food Escape", w Nowej Zelandii nadawanego na TVNZ 1 we wtorek, 11 stycznia 2011 roku, w godzinach 20:30 do 21:30, występował zawodowy hodowca pszczół z Grecji. Twierdził on, że obserwowane obecnie ginięcie i zanik pszczół jest spowodowany krótkimi falami telefonów komórkowych. Zgodnie z jego obserwacjami, kiedy postawił swoje ule w miejscu w którym istnieje dobry odbiór jakiegokolwiek telefonu komórkowego, wówczas pszczoły z tego ula stawały się chorowite oraz szybko gubiły się i wymierały. Natomiast kiedy stawia on swoje ule gdzieś w obszarze zasłoniętym górami i leżącym poza zasięgiem wszelkich telefonów komórkowych, wówczas pszczoły tam kwitną, są zdrowe, oraz żyją i rozwijają się normalnie. Tak więc ludzie nieoficjalnie wiedzą już co zabija pszczoły, tyle że żaden dobrze-płatny naukowiec NIE ma odwagi aby wypowiedzieć to otwarcie i oficjalnie - zaś w ten sposób aby podpaść bogatym korporacjom telekomunikacyjnym które wóczas by zniszczyły jego karierę zawodową - tak jak to wyjaśnia punkt #F1 na totaliztycznej stronie o nazwie telepathy_pl.htm. Najwyższy więc czas, aby narody przestały maszerować prosto w paszczę "śmierci głodowej" i zmusiły swe rządy aby te przełamały obecną naukową "zmowę milczenia", tak że zamiast niezdrowej oraz niebezpiecznej dla życia telekomunikacji radiowej, ludzkość zaczęła wreszcie rozwijać telekomunikację bazującą na bezpiecznej i zdrowej tzw. "telepatii" - opisanej w punktach #E1 i #F1 strony telepathy_pl.htm.
       Obecne raptowne wymieranie pszczół jest ogromną tragedią dla całej ludzkości. Wszakże jest ono zapowiedzią i wstępem szybko zbliżającej się masowej "śmierci głodowej" ludzkości - którą to śmierć wyjaśniam szerzej w punkcie #F1 swej strony telepathy_pl.htm. (Odnotuj, że taka "masowa śmierć ludzi" jest już od dawna zapowiadana przez stare przepowiednie - omawiane w np. "części #H" strony o nazwie . przepowiednie.htm.) Co najtragiczniejsze, to że ludzkość już obecnie mogłaby zastąpić dzisiejsze niebezpieczne i niezdrowe telefony komórkowe oraz urządzenia do telekomunikacji radiowej które zabijają pszczoły, przez całkowicie bezpieczne urządzenia do komunikacji telepatycznej. Wszakże takie urządzenia do komunikacji telepatycznej są już od dawna postulowane do zbudowania przez nowo-rodzącą się "naukę totaliztyczną" (jeden z ich przykładów omówiony jest w "części #E" w/w strony telepathy_pl.htm). Niestety, przeszkodą w tym zastąpieniu szkodliwych urządzeń radiowych przez bezpieczne urządzenia telepatyczne jest "monopol na wiedzę" zazdrośnie strzeżony przez dzisiejszą "ateistyczną naukę ortodoksyjną" która panicznie boi się stworzenia sobie "konkurencji" w formie "nauki totaliztycznej" nastawionej na bezkompromisowe ujawnianie prawdy - tak jak to wyjaśniłem w punkcie #A2.6 strony o nazwie totalizm_pl.htm.


Część #D: Efekty działania nadprzyrodzonego w Nowej Zelandii:

      

#D1. Kamień który swoją nadprzyrodzoną wędrówką dowodzi błędności dzisiejszej fizyki:

Motto: "Prawdziwe życie swoje, a naukowcy swoje."

       Jeśli wierzyć samozadufanym twierdzeniom niektórych dzisiejszych fizyków, we wszechświecie jakoby nie ma "nadprzyrodzonego". Według nich wszystko co nas dotyka, to wyłącznie działanie już poznanych praw fizyki. Jeśli jednak rozglądnąć się uważnie dookoła, wówczas szokuje jak wiele nadprzyrodzonego bez przerwy ludziom się ujawnia, tyle że fizycy z uporem przedszkolaków udają że problem rzeczowego badania nadprzyrodzoności wcale nie istnieje. W punkcie #F1 odrębnej strony internetowej biblia.htm - o Biblii autoryzowanej przez samego Boga wyszczególniłem długą listę doskonale znanych fizykom zjawisk, które bezpośrednio dowodzą istnienia nadprzyrodzoności. Znaczy dowodzą one np. istnienia Boga, innego świata, nieśmiertelnej duszy ludzkiej, itp. Na niektórych z owych zjawisk oparte nawet zostały już istniejące formalne dowody naukowe na istnienie Boga, duszy, innego świata, na stworzenie pierwszej pary ludzi przez Boga, itp. (Dla zapoznania się z owymi naukowymi dowodami na faktyczne istnienie nadprzyrodzoności proponuję zajrzeć np. do stron internetowych god_pl.htm - o naukowym i świeckim wyjaśnieniu istoty Boga, dipolar_gravity_pl.htm - o "teorii wszystkiego" która naprawia błędy i niedoskonałości dzisiejszej fizyki, nirvana_pl.htm - o ignorowanym przez dzisiejszą naukę zjawisku nirwany, oraz evolution_pl.htm - o ewolucji w świetle "teorii wszystkiego" zwanej Konceptem Dipolarnej Grawitacji.) Do wszystkich tamtych dowodów na istnienie nadprzyrodzoności, w niniejszym opisie dodam jeszcze jeden materiał dowodowy. Mianowicie wskażę tu przykłady kamieni odkrywanych na Ziemi, które to kamienie wykazują nadprzyrodzoną zdolność do odbywania inteligentnych wędrówek. Ponieważ zgodnie ze stwierdzeniami dzisiejszej fizyki, kamienie same nie mają prawa inteligentnie zmieniać swojego położenia, rosnąca ilość materiału dowodowego na temat tych nadprzyrodzonych kamieni posiada jednoznaczną wymowę. Mianowicie istnienie takich inteligentnie przemieszczających się kamieni jest jeszcze jednym dowodem na błędność stwierdzeń i fundamentów naukowych dzisiejszej fizyki. Dowód ten dodaje się do całej gamy innych podobnych dowodów na kompletną błędność dotychczasowej fizyki ziemskiej, które już od dawna wskazywane nam są przez tzw. teorię wszystkiego zwaną Konceptem Dipolarnej Grawitacji.
       Pierwszy kamień o którym się dowiedziałem że posiada on nadprzyrodzoną zdolność do odbywania inteligentnej wędrówki badałem osobiście już około 1990 roku. Był to spory kamień istniejący koło małej miejscowości Atiamuri na Wyspie Północnej Nowej Zelandii. Maorysi nazywają go "Te Kohatu-O-Hatupatu" (tj. "Kamień-Chroniący-Hatupatu"). Pokazuje go zdjęcie z "Fot. #D1" poniżej. Jest on otoczony licznymi legendami. Jest także przedmiotem kultu dla miejscowych Maorysów. Maorysi ci modlą się do owego kamienia, oraz składają mu liczne ofiary. W ten sposób Maorysi przekazują temu kamieniowi unikalną formę inteligentnej energii przez Chińczyków zwanej "chi", zaś przez Koncept Dipolarnej Grawitacji nazywanej "energią moralną" albo "zwow". Dzięki zapasowi owej inteligentnej energii zgromadzonemu w sobie, kamień z Atiamuri jest w stanie odwzajemniać modły Maorysów poprzez dokonywanie licznych uzdrowień oraz poprzez przynoszenie szczęścia tym co o nie proszą. Ja swego czasu badałem fizykalnie kamień z Atiamuri, oraz stwierdziłem że wykazuje on dosyć niezwykłe cechy. Dla przykładu zdaje on się wydzielać jakiś rodzaj promieniowania. Kiedy bowiem umieściłem na nim film do fotografii Roentgenowskich, ów film pokazał potem dziwne naświetlone wzory. Kamień ten jest także namagnesowany (jego namagnesowanie daje się wykryć za pomocą zwykłego kompasu).
       Najbardziej jednak nadprzyrodzoną cechą kamienia z Atiamuri jest, że zgodnie z miejscowym folklorem kamień ten ma odbywać "wędrówki". Miejscowi ludzie twierdzą, że w przeszłości był on odsuwany od krawędzi szosy, ponieważ w swojej normalnej lokacji wprowadza on dosyć poważne niebezpieczeństwo dla przejeżdżających samochodów. Co jakiś bowiem czas rozbija się na nim samochód zaś pasażerowie czasami nawet tracą życie. Jednak po przesunięciu, kamień ten sam powracał na swoje poprzednie miejsce. Podobno z powodu jego wędrówek, w oficjalnej dokumentacji tamtej szosy widnieje on w zupełnie innym miejscu niż faktycznie znajduje się on w rzeczywistości. Powodem ma być brak odważnego managera który by się podpisał pod oficjalnie naniesionymi poprawkami w dokumentacji tamtej drogi stwierdzającymi że kamień ten sam powrócił na swoje ulubione miejsce. Ludzie twierdzą także, że kamień ten okresowo zmienia kształt owej dziury w swoim boku (w dziurę tą składane są ofiary Maorysów). Owa dziura podobno jednym razem jest całkowicie okrągła, innym zaś razem wydłużona jak muszla małży.
       Wyjaśnienia dla mechanizmu pozwalającego kamieniom na wędrowanie dostarcza "teoria wszystkiego" zwana Konceptem Dipolarnej Grawitacji. Zgodnie z nią, we wszechświecie istnieje inteligentny rodzaj energii, przez Chińczyków nazywanej "chi", zaś przez ów Koncept Dipolarnej Grawitacji zwanej "zwow" albo "energia moralna". Owa inteligentna energia ma to do siebie, że wypełnia one inteligentne nakazy myślowe. To właśnie ową energię osoby uprawiające "kung fu" są w stanie skierować np. na pręt stalowy który uderzają swoją głową i nakazać jej aby ta rozbiła ów pręt w drobny proszek. To także owa inteligentna energia powoduje że tzw. feng shui faktycznie działa w praktyce. (O działaniu "feng shui" można sobie poczytać m.in. w punkcie #19 strony wroclaw.htm - o mieście Wrocław, oraz w punkcie #B1 strony wszewilki_jutra.htm - o marzeniach lepszej przyszłości dla wsi Wszewilki.) Ponieważ zgodnie z owym Konceptem Dipolarnej Grawitacji wszelkie obiekty kultu otrzymują od modlących się do nich ludzi porcje owej inteligentnej energii, takie obiekty są też w stanie nakazać posiadanej przez siebie energii wykonanie jakichś specyficznych działań fizycznych. To właśnie dlatego wszelkie obiekty czyjegoś kultu, takie jak ów kamień z Atiamuri, czy też jak owe słynne drzewa i kamienie które w Malezji nazywane są Datuk, albo jak uważane za dar Boga orzechy kokosowe, które zachowują się jakby miały oczy i stąd nigdy NIE spadają na głowy ludzi - patrz opisy w punkcie #D1 mojej strony o nazwie fruit_pl.htm, są zdolne do nadprzyrodzonego powodowania inteligentnych manifestacji fizykalnych. Przykład takiego nadprzyrodzonego drzewa "datuk" zilustrowany został i opisany na stronach internetowych o nazwach malbork.htm oraz ufo_pl.htm (kliknij na niniejszy zielony napis aby je zobaczyć). Owe malazyjskie drzewa i kamienie "Datuk" uzdrawiają i pomagają lokalnym ludziom, dokonują cudów, drzew "datuk" nie daje się wyciąć, itp. Posiadanie podobnych nadprzyrodzonych mocy wykazują też słupy totemowe z Borneo, o których to słupach piszę w podrozdziałach I6.7 oraz I5.1 z tomu 5 monografii [1/5]. Owe słupy totemowe z Borneo nie dadzą się fotografować, same karzą tych co nie są im posłuszni, a ponadto potrafią uzdrawiać i wypełniać życzenia tych co do nich się modlą. W przeszłości miałem także okazję osobistego doświadczenia nadprzyrodzonych mocy krzyżackiej figury Matki Boskiej która kiedyś istniała w Polsce w zamku z Malborka, a która dała się poznać z antypolskiego działania. Tamten posąg krzyżackiej Matki Boskiej z Malborka jest znany m.in. z historycznie dobrze udokumentowanego faktu, że polskie działo którym chciano go zniszczyć zwyczajnie eksplodowało - co udokumentowane zostało na stronie o zamku w Malborku. Ponadto posąg ten posiadał przywiązaną do siebie antypolską przepowiednię która wypełniła się kiedy posąg ten został nadprzyrodzenie zniszczony jakąś tajemniczą eksplozją. (Na przekór owej antypolskiej przepowiedni oraz antypolskiego działania owego posągu, ciągle istnieją nierozważni Polacy którzy chcą odbudować ten krzyżacki posąg o nadprzyrodzonych mocach - po szczegóły patrz strona o zamku w Malborku oraz strona fundacji Mater Dei jaka to fundacja właśnie chce go odbudować.)
       Na temat takich właśnie obiektów kultu obdarzonych nadprzyrodzonością, owa "teoria wszystkiego" zwana Konceptem Dipolarnej Grawitacji nie tylko dostarcza wyjaśnienie dla ich działania, ale również udziela nam zdecydowanego ostrzeżenia. Mianowicie, sama natura owych obiektów, ich niedoskonałość intelektualna, a także mechanizm za pośrednictwem którego dokonują one swoich nadprzyrodzonych działań, są dalekie od doskonałości. Dlatego takie obiekty, podobnie jak narowiste konie, mają swoje "zagrania", nie używają racjonalnie swoich mocy, potrafią kogoś lubić lub nieznosić, są stronnicze, mogą się mścić, często działają w sposób mechaniczny, oraz są dalekie od poczucia sprawiedliwości. Na przekór więc że niektórym ludziom potrafią one oddać jakąś przysługę, generalnie to trzeba na nie bardzo uważać, bo są one w stanie wyrządzić również wiele zła. Stąd modlenie się do nich, oraz wynikające z tego modlenia się przekazywanie im swojej energii moralnej, jest jakby dawaniem boskiej mocy kapryśnemu dziecku. To właśnie dlatego istnieją religie które ostrzegają np. przed modleniem się do "złotego cielca", lub przed modleniem się do obrazów. Przykładem takiego obiektu kultu który swoją stronniczością, kapryśnością, oraz brakiem poczucia sprawiedliwości wyrządził Polakom wiele zła, jest korzyżacki posąg Madonny z zamku w Malborku opisywany poprzednio.
       O kolejnym dużym kamieniu który w nadprzyrodzony sposób sam sobie wychodzi na spacer dowiedziałem się z artykułu "Land where spirits still rule" (tj. "Ziemia gdzie duchy ciągle rządzą") ze strony D1 gazety "The New Zealand Herald", wydanie datowane we wtorek (Tuesday), January 29, 2008. Artykuł ten opisuje nadprzyrodzone wędrówki brązowego kamienia o wielkości typowego samochodu, a nazywanego lokalnie "A spirit stone", którego każdy może sobie oglądnąć jak leży tuż przy nowej "freeway" wiodącej z Port-Moresby w Papua New Guinea aż do brzegu morza. Oto dosłowne cytowanie z owego artykułu w moim znaczeniowym tłumaczeniu: "Kiedy wyrąbywali drogę przez niniejsze miejsce, odkryli że ów kamień był zbyt twardy aby go rozłupać dlatego załadowali go na ciężarówkę, zwieźli w dół do zatoki, oraz wrzucili go do morza. Jednak następnego ranka był on spowrotem na swoim miejscu. Tak stało się aż trzy razy. Wrzucali ten kamień do zatoki jednak nocą on powracał, w końcu więc pozostawili go tutaj." (W oryginale angielskojęzycznym: "When they cut the road through here, they found this stone was too hard to break up so they put it on a truck, took it down to the harbour, and dropped it in the sea. But the next morning it was back here again. That happened three times. They dropped the stone in the harbour but overnight it returned, so finally they left it here.")
       Nowa Zelandia i Papua New Guinea nie są jedynymi krajami na Ziemi w których kamienie w nadprzyrodzony sposób same zmieniają swoje pozycje. Innym takim miejscem, dosyć nawet sławnym, jest wysuszone dno jeziora zwane "Racetrack Playa", a położone w tzw. "Death Valley National Park", California, USA. Po płaskim jak stół wysuszonym błocie tego dna jeziora przemieszczają się kamienie zwane Sliding Rocks of Racetrack Playa. W 2007 roku dosyć dobrze ilustrowany artykuł na ich temat dostępny był w Internecie pod adresem http://geology.com/articles/racetrack-playa-sliding-rocks.shtml. Ciekawe że ortodoksyjna nauka ziemska wprawdzie mnoży najróżniejsze hipotezy i teorie które starają się wyjaśnić jak owe kamienie się przemieszczają bez udziału nadprzyrodzonego. Jednak nauka ta nie jest w stanie potwierdzić empirycznie poprawności żadnej z owych teorii i hipotez. Chociaż więc wielu dzisiejszych naukowców jest tak zawziętymi ateistami i niedowiarkami, że raczej by dało się "ukamieniować" niż by otwarcie przyznało że kamieniami tymi poruszają jakieś nadprzyrodzone moce, faktycznie istnienie owych mocy jest jedynym racjonalnym wyjaśnieniem dla tego co naprawdę się tam dzieje.
       Tematyka niniejszej krótkiej strony nie pozwala mi na dokładniejsze wyjaśnianie mechanizmów które pozwalają aby "nadprzyrodzone" mogło czasami fizykalnie manifestować swoją obecność. Jednak mechanizmy takie wyjaśniam dokładniej na całym szeregu innych stron internetowych totalizmu. Tym więc czytelnikom którzy zechcą się dowiedzieć: (1) dlaczego dzisiejsza fizyka zawiera podstawowy błąd już w sformułowaniu swoich fundamentów który to błąd czyni ją ślepą na fizykalne manifestacje nadprzyrodzoności (tj. błąd ten polega na przyjęciu przez naukę błędnego założenia że pole grawitacyjne jest tzw. "polem monopolarnym"), (2) jak błąd ten daje się naprawić (tj. proste naprawienie owego błędu polega na uznaniu że pole grawitacyjne jest tzw. "polem dipolarnym" - czyli na uznaniu stwierdzeń Konceptu Dipolarnej Grawitacji), oraz (3) jakie nadprzyrodzone zjawiska daje się łatwo wyjaśnić po naprawieniu tego błędu (tj. że Koncept Dipolarnej Grawitacji dostarcza wyjaśnienia dla praktycznie wszystkiego czego oficjalna nauka ziemska dotychczas nie potrafiła wyjaśnić), proponuję zaglądnąć do następujących totaliztycznych stron internetowych: dipolar_gravity_pl.htm - o "teorii wszystkiego" która naprawia błędy i niedoskonałości dzisiejszej fizyki, malbork.htm - o nadprzyrodzonych zjawiskach z zamku w Malborku, timevehicle_pl.htm - o naturze czasu i o podróżach w czasie, oraz telepathy_pl.htm - o wykorzystaniu zjawisk odrębnego świata w którym mieszka Bóg do zrealizowania nieskończenie szybkiej komunikacji telepatycznej.
* * *

Fot. #D1.

Fot. #D1: Oto ja, tj. dr inż. Jan Pająk, zaś kurtuazyjnie Prof. dr inż. Jan Pająk, przy "chodzącym" kamieniu z Atiamuri o nazwie "Te Kohatu-O-Hatupatu" (tj. "Kamień-Chroniący-Hatupatu"). (Powyższą jego fotografię wykonałem około 1990 roku.) Kamień ten najwyraźniej posiada nadprzyrodzoną zdolność do dokonywania inteligentnej wędrówki. Niestety, leży on tuż przy krawędzi dosyć ruchliwej szosy. Wprowadza on znaczne ryzyko dla ruchu po tej szosie, jako że od czasu do czasu rozbijają się na nim samochody i giną ludzie. Nie można go jednak zniszczyć czy całkowicie usunąć, bowiem jest on "świętym kamieniem" i przedmiotem kultu lokalnych Maorysów. Dokonuje on dla nich wielu cudów, podobnie jak czynią to święte drzewa i kamienie zwane Datuk z Malezji (opisywane też i pokazane w "części #D" ze strony malbork.htm), słupy totemowe z Borneo (opisane i pokazane na "Fot. #D2" ze strony malbork.htm), czy zwykł kiedyś dokonywać złowrogi pokrzyżacki posąg Maryi z Malborka. Dlatego co jakiś czas ponawiane są próby przeniesienia tego kamienia w miejsce nieco odleglejsze od szosy. Zgodnie jednak z lokalnym folklorem, po każdym takim przeniesieniu, kamień ten ma zwyczaj wybierania się na przechadzkę, wracając z powrotem na swe stare miejsce. Kiedy badałem ów kamień około 1990 roku, emitował on jakieś dziwne promieniowanie rejestrowalne na filmie fotograficznym. Wykazywał też spore namagnesowanie jakie było na tyle silne, że dawało się wykryć zwyczajnym kompasem. (Kliknij na tą fotografię aby zobaczyć ją w powiększeniu.)
       Powyższy kamień ma też tą niezwykłą cechę, że kształt widniejącego w nim otworu co jakiś czas ulega zmianie - tak jak to opisałem w punkcie #D2 poniżej. (Tj. jednym razem otwór jest okrągły, innym zaś razem jak małża.) Co dziwniejsze, kiedy ów kształt otworu zmienia się w kamieniu, zmienia się także i na powyższym zdjęciu. Dlatego sugeruję aby zapamiętać jaki dzisiaj jest ten kształt, poczym przyglądnąć się mu ponownie za jakiś rok lub dwa.


#D2. Fluktuacje czasu, które w Nowej Zelandii powodują zmiany tego co już zaszło w przeszłości, tyle że są one odnotowywalne tylko dla przyjezdnych z dalekich stron:

       W Nowej Zelandii na porządku dziennym mają miejsce niezwykłe fluktuacje "nawracalnego czasu softwarowego", jakich przykłady opisuję dokładniej w punktach #D6 do #D6.1 swej strony internetowej o nazwie timevehicle_pl.htm, oraz w podpisie pod "Fot. #D1" ze strony o nazwie newzealand_visit_pl.htm, zaś jakich przyczyny i mechanizm formowania wyjaśniam szczegółowiej w punktach #C3 do #C4.1 innej swej strony o nazwie immortality_pl.htm. Powodem owych częstych w Nowej Zelandii naturalnych fluktuacji czasu jest eksplozja wehikułu czasu koło miasteczka Tapanui, która miała tam miejsce w 1178 roku. Eksplozja ta opisana jest dokładniej w punkcie #H1 do #H4 tej strony, a także na odrębnej poświęconej jej stronie tapanui_pl.htm - o eksplozji wehikułu czasu koło Tapanui.
       Fluktuacje czasu są to rodzaje lokalnych zafalowań tzw. "przestrzeni czasowej". (Owa "przestrzeń czasowa" jest to rodzaj tworu softwarowego opisywanego dokładniej na stronach dipolar_gravity_pl.htm - o Koncepcie Dipolarnej Grawitacji, oraz timevehicle_pl.htm - o wehikułach czasu. "Przestrzeń czasowa" obejmuje w sobie modele softwarowe wszystkich obiektów (i ich losów) jakie istnieją w całym wszechświecie we wszystkich czasach przez które wszechświat ten przechodzi. "Przestrzeni czasowej" nie powinno się mylić z ideą "czasoprzestrzeni" używanej przez dzisiejszą fizykę.) Efektem tych zafalowań przestrzeni czasowej jest, że dla ludzi czy obiektów które zostały nimi objęte, czas cofa się do tyłu, zaś ich cała historia powtarza się od nowa już w nowym przebiegu ich czasu. W nowym zaś nowym przebiegu ich czasu, ich historia może już stać się nieco odmienna niż była ona w poprzednim przebiegu czasu. Przykładowo, jeśli takim zafalowaniem czasu objęty jest budynek, w nowym przebiegu czasu architekt, który zaplanował ten budynek, może już zaprojektować go nieco inaczej, albo nawet może wystawić go w zupełnie innym miejscu. Albo jeśli takie lokalne zafalowanie czasu obejmuje tworzenie jakiejś rzeźby (np. tej pokazanej na "Fot. #D1" z mojej strony o nazwie newzealand_visit_pl.htm), wówczas już w nowym przebiegu czasu artysta formujący ową rzeźbę może zrealizować ją już inaczej. Z kolei ludzie w nowym przebiegu czasu mogą poślubić już kogoś innego, pracować w innym miejscu, itp. Oczywiście ludzie objęci owymi fluktuacjami czasu nie mają pojęcia, że ich doświadczyli, bowiem cała ich historia z poprzedniego przebiegu czasu jest z ich pamięci automatycznie wymazywana - tak jak to wyjaśnia punkt #B1.1 ze strony timevehicle_pl.htm - o wehikułach czasu. Jednocześnie też wszystko, co w jakikolwiek sposób dokumentuje obiekty powstałe, opisane, lub sfotografowane przed obiektami pozmienianymi w wyniku takiej fluktuacji czasu, programy Boga automatycznie korygują - tak aby nowe formy tych obiektów harmonizowały z ich dawniejszą dokumentacją. Jedyne co NIE zostaje dostosowane do sytuacji zmienianych tymi fluktuacjami czasu, to pamięci ludzi którzy mieszkają poza obszarem objętym tymi fluktuacjami. Dlatego inni ludzie, którzy odwiedzą miejsce takiej fluktuacji, jednak przybywają do niego z miejsca leżącego poza obszarem objętym taką lokalną fluktuacją czasu, będą pamiętali jak wszystko wyglądało tam i było poprzednio. Ci co bardziej spostrzegawczy pośród nich będą więc zaskoczeni zmianami które ujrzą. Niestety, przy dzisiejszym stanie naszej wiedzy, my wierzymy jedynie w omylność naszej pamięci, natomiast uważamy, że to co się stało w przeszłości nie może już zostać zmienione. Dlatego typowo, każdy kto w życiu odnotuje jakieś zmiany spowodowane taką fluktuacją czasu, uważa że to jego własna pamięć płata mu figle - i dlatego natychmiast zapomina o całej sprawie.
       Jako zawodowy naukowiec dobrze wytrenowany w dostrzeganiu tego co inni ludzie zwyczajnie ignorują lub przegapiają, ja osobiście zgromadziłem sporą liczbę obserwacji, podczas których odnotowałem zmiany zaszłe podczas zaistnienia takich fluktuacji czasu - czasami nawet w obecności innych osób. Najważniejsze z tych analizowanych przez siebie przypadków opisałem w punktach #C6 do #C6.1, oraz w punkcie #C8.1, ze strony timevehicle_pl.htm - o wehikułach czasu. Inny przypadek, z jakiego mam nawet fotograficzną dokumentację, opisałem pod "Fot. #D1" ze swej strony newzealand_visit_pl.htm.
       Największą liczbę takich naturalnych fluktuacji czasu odnotowałem w Nowej Zelandii. Osobiście nawet uważam, że Nowa Zelandia bije wszelkie światowe rekordy pod względem częstości i powszechności tego niezwyklego zjawiska. Przykładowo w Nowej Zelandii istnieją obszary, gdzie takie fluktuacje czasu są niemal chroniczne i pojawiają się tam nie rzadziej niż co dwa lata. Jednym z takich obszarów jest miasteczko Oamaru, innym zaś miejscowość Ealing, leżące na Highway 1, pomiędzy Christchurch i Dunedin. Przykładowo, niemal za każdym razem kiedy z daleka przybywam do Oamaru, widzę odmienną konfigurację wieży pokazanej poniżej na "Fot. #D2". Często też zmienia się tam konfiguracja skał wiodących do punktu obserwacyjnego migracji pingwinów. Z kolei w okolicach Ealings, szosę "Highway 1" przecina linia wysokiego napięcia. Linia ta niemal za każdym razem przecina ową szosę w innym miejscu. Raz nawet odnotowałem ją przed ową miejscowością (tj. po tej stronie od Ealings, po której leży Christchurch). Typowo jednak linia ta przecina szosę po stronie Dunedin od miejscowości Ealings. Inne miejsca które podlegają okresowym fluktuacjom czasu, obejmują małe wysepki skalnej lawy znajdujące się tuż przy Lawyers Head w Dunedin, oraz wodospad z punktem widokowym, znajdujący się niedaleko Nelson, przy trasie z Christchurch do Nelson poprzez Lewis Pass. Jeszcze innym zmieniającym się tak kształtem jest otwór w kamieniu z "Fot. #D1" powyżej. Tego typu zmieniających się konfiguracji jest jednak w Nowej Zelandii zadziwiająco dużo. Tyle, że wypunktowanie położenia i zmian kształtu ich wszystkich na niniejszej niewielkiej stronie zajęłoby zbyt wiele miejsca.
       Oczywiście, Nowa Zelandia wcale NIE jest jedynym miejscem na Ziemi gdzie takie naturalne fluktuacje czasu mają miejsce. Przykłady innych powszechnie znanych takich miejsc obejmują m.in. szkockie jezioro Loch Ness (gdzie owe fluktuacje czasu okresowo przenoszą do naszych czasów i potem zabierają z powrotem do przeszłości słynnego potwora zwanego "Nessie"), a także jezioro Cini w Malezji gdzie również okresowo widywany jest potwór podobny do Nessie.
       Jeśli dany obszar podlega takim lokalnym fluktuacjom czasu, wówczas fluktuacje te pojawiają się tam w dosyć regularny sposób. Dlatego jeśli czytelnik odnotuje jedno z takich miejsc, cechujące się tym że po przybyciu do niego z dalekich stron jego uprzednia konfiguracja uległa zmianie, wówczas proponuję czytelnikowi aby je zapamiętał oraz dokładniej oglądnął po następnym tam przybyciu z daleka.
       Naturalne fluktuacje czasu, które w Nowej Zelandii są zjawiskiem naturalnym i wysoce powtarzalnym, należy wyraźnie odróżniać od jednorazowych celowych zmian wprowadzanych do przeszłości przez dysponentów wehikułów czasu. Przykładowo, anulowanie wyburzenia domu Pana Davey, które opisuję na stronie boiler_pl.htm - o szokującej historii rewolucyjnej grzałki która bije wszelkie rekordy, jest tylko taką jednorazową zmianą przeszłości wprowadzoną celowo do naturalnego upływu czasu.
* * *

Fot. #D2.

Fot. #D2: Oto wieża kaplicy przy szkole średnej z miasteczka Oamaru, Nowa Zelandia. Fotografia wykonana w lutym 2008 roku. Wieża ta ma tę cechę, że dla przyjezdnych osób które przybyły do Oamaru spoza obszarów objętych powtarzającymi się w Oamaru lokalnymi fluktuacjami czasu, wieża ta czasami zmienia swoją konfigurację w odniesieniu do kaplicy przy której się ona znajduje. Przykładowo, jednym razem przylega ona do owej kaplicy, lub jest w nią częściowo wbudowana - tak jak na powyższym zdjęciu, innym zaś razem stoi samotnie i zupełnie oddzielnie w kilkumetrowej odległości od ściany owej kaplicy. Co ciekawsze, w chwili kiedy owa wieża zmienia swoje położenie względem kaplicy, np. z uprzedniego położenia kilka metrów na południe od głownego budynku owej kaplicy (tj. z sytuacji kiedy wieża ta stoi samodzielnie, zupełnie NIE połączona z kaplicą żadnym murem ani opatrzonym dachem przejściem, a jednoczesnie kiedy jest bardziej niż powyżej oddalona od obiektywu aparatu jakim wykonałem powyższe zdjęcie), w położenie pokazane powyżej (tj. kiedy jest ona wyraźnie widoczna jako częściowo wbudowana w sam budynek kaplicy), wówczas także powyższe zdjęcie i niniejszy jego opis-podpis, również automatycznie i bez mojego udziału się zmieniają w sposób jaki harmonizuje z nowym położeniem tej wieży. Ja osobiście już odnotowałem zajście takiej zmiany. Jedyne co się NIE zmieni, to nasza pamięć sytuacji owej wieży - ale tylko jeśli w chwili fluktuacji czasu znajdujemy się daleko od Oamaru. (Kliknij na powyższe zdjęcie aby oglądnąć je w powiększeniu.)
       Wieżę tą łatwo odnotować kiedy wjeżdza się do miasteczka Oamaru samochodem, jadąc "Highway 1" od kierunku Christchurch, a w kierunku Dunedin. Powodem jest, że droga wjazdowa do Oamaru, została z owego kierunku "nacelowana" właśnie na ową z daleka widoczną wieżę. Stąd w początkowej części po wjechaniu do Oamaru droga ta jest prosta jak strzelił, zaś na jej końcu widać właśnie powyższą wieżę. Dopiero tuż przed ową wieżą droga ta skręca w lewo, przebiegając obok kaplicy - tak jak powyższe zdjęcie to pokazuje. Jeśli ktoś z daleka przybywa do Oamaru ową drogą, wówczas powinien zwrócić uwagę i dokładnie zapamiętać jaka jest konfiguracja powyższej wieży w odniesieniu do kaplicy, przy której wieża ta stoi, a jeśli ma czym, to nawet rekomenduję aby wówczas sfotografował sobie ową wieżę w sposób, który (jak powyżej) udokumentuje jej położenie wzgledem kaplicy do jakiej przylega. Jeśli bowiem zajdzie kolejna lokalna fluktuacja czasu, a ów przybysz będzie ponownie przejeżdżał obok tej wieży następnym razem, przybywając tu z daleka i to po upływie co najmniej dwóch lat, wieża ta może wówczas już stać w zupełnie odmiennej konfiguracji względem tego kościoła. Nawet też, jeśli ktoś z powyższego zdjęcia zapamięta sobie dokładnie jak obecnie wieża ta jest zorientowana, zaś zaglądnie tu ponownie już po następnej lokalnej fluktuacji czasu w Oamaru, wówczas powyższe zdjęcie też będzie pokazywało tę wieżę już w innym zorientowaniu względem kaplicy. (To dlatego rekomenduję aby czytelnicy osobiście wykonali sobie zdjęcie tej wieży i co kilka lat wracali do jego oglądania, bowiem wówczas wrodzony sceptycyzm ludzki uniemożliwi tym, którzy oglądają własne zdjęcie, posądzanie np. mnie, iż w jakimś celu zmieniam powyższe zdjęcie i niniejszy pod nim podopis.) Inne moje zdjęcie, jakie być może też w przyszlości ulegnie zmianie (jeśli sytuacja na nim pokazana NIE była zmieniona tylko jednorazowo przez jakieś istoty zdolne do cofania się w czasie), pokazałem na "Fot. #D1" z mojej strony o nazwie newzealand_visit_pl.htm.
       Warto tutaj też dodać, że ludzie którzy mieszkają w Oamaru, lub na tyle blisko tego miasta że też objęci zostali fluktuacjami czasu które zmieniają konfigurację powyższej wieży, NIE odnotują żadnych zmian. Wszakże po każdej takiej fluktuacji przeżywają oni nowy przebieg czasu razem z ową wieżą. Aby więc odnotować fakt zmiany konfiguracji tej wieży, należy do Oamaru albo przybywać ze znacznej odległości - pamiętając jak owa wieża wyglądała podczas uprzedniej wizyty, albo też mieszkając daleko trzeba zapamiętać jak wygląda sytuacja udokumentowana na jakimś zdjęciu tej wieży pstryknietym przed kolejną lokalną fluktuacją czasu w Oamaru. (W chwili bowiem owej fluktuacji, obraz na zdjęciu automatycznie się zmieni, a także sam się zmieni ewentualny opis-podpis tego zdjęcia.)
       Zapewne NIE muszę tutaj już dodawać, że jeśli czytelnik sam się przekona, iż np. powyższa wieża na jej zdjęciu (które dla pewności np. on sam sobie pstryknął i przechowuje w sobie tylko znanym miejscu) faktycznie zmieniła dobrze zapamiętane w jego własnym umyśle, ale nigdzie NIE zapisane (zapis bowiem też się zmieni), położenie i konfigurację względem kaplicy do jakiej wieża ta należy, wówczas czytelnik uzyska w ten sposób jeszcze jeden niepodważalny dowód, iż faktycznie "życie ludzi przebiega w "nawracalnym czasie softwarowym" - tj. czasie jaki skrótowo opisałem we wstępie i w punkcie #G4 mojej strony dipolar_gravity_pl.htm, oraz w punkcie #C9.1 jeszcze innej swej strony o nazwie ufo_proof_pl.htm. Istnienie tego "nawracalnego czasu softwarowego" (w którym starzeją się ludzie), a także 365 tysięcy razy szybciej od niego upływającego "nienawracalnego czasu absolutnego wszechświata" (w którym starzeją się atomy i minerały), ja odkryłem jako pierwszy naukowiec w świecie. Jako też pierwszy naukowiec w świecie to ja wynalezłem też zasadę działania i budowę "Wehikułów Czasu", których faktyczne zbudowanie umożliwia ludziom istnienie właśnie tego "nawracalnego czasu softwarowego", a których konstrukcję, zasadę działania, oraz główne cechy, ja niedowiarkom opisuję w swych publikacjach już począwszy od 1985 roku - po przykład owych opisów patrz moja strona internetowa o nazwie immortality_pl.htm, lub patrz dostępny w "YouTube.com" 35 minutowy gratisowy film o tytule "Dr Jan Pająk Portfolio". Oczywiście, ja w swoich publikacjach od dawna wskazuję też już znacznie prostrzy i bardziej powtarzalny eksperyment praktyczny, jaki też niepodważalnie dowodzi, iż my (ludzie) żyjemy i starzejemy się w sztucznie zaprogramowanym przez Boga "nawracalnym czasie softwarowym". Eksperymentem tym jest odnotowanie pozornego odwracania się kierunku wirowania np. szprych kół przekraczających około 11 Hz swej prędkości obrotowej - po szczegóły patrz opis owego eksperymentu zawarty w punktach #D1 i #D2 z mojej strony o nazwie immortality_pl.htm.


#D3. Nadprzyrodzone objawienie na temat przybycia Drugiego Jezusa do Christchurch w 1999 roku, po którym centralny Plac Katedralny w Christchurch pozostał pięknie wyłożony "płytkami Jezusa":

       W 1999 roku zaistniało nadprzyrodzone objawienie w Christchurch, Nowa Zelandia, które zapowiedziało że Drugi Jezus odwiedzi to miasto w 1999 roku. Z tamtego objawienia do dzisiaj pozostał m.in. wyłożony pięknymi "płytkami Jezusa" centralny Plac Katedralny w Christchurch. Spodziewano się bowiem, że po tryumfalnym wkroczeniu do tego miasta w ogniu i błyskawicach, to właśnie na owym placu Drugi Jezus przeprowadzi masową mszę świętą do mieszkańców Christchurch i okolicy.
       Niestety, większość ludzi nie jest świadoma istnienia i działania tzw. "kanonu niejednoznaczności" - opisywanego m.in. w punkcie #B9 strony internetowej god_pl.htm - o naukowych odpowiedziach świeckiej filozofii totalizmu na podstawowe pytania o Bogu. Dlatego ludzie ci nie zdają sobie sprawy, że nawet gdyby Drugi Jezus miał do swojej dyspozycji moce Boga, ciągle i tak przestrzegałby owego "kanonu niejednoznaczności" - znaczy postępowałby skromnie i niewyróżniająco się (tak jak każdy inny człowiek). Dlatego jeśli Drugi Jezus faktycznie odwiedził Christchurch w 1999 roku, wówczas przybył tam dokładnie tak jak zapowiadała to nam Biblia - znaczy skromnie i nierozpoznany "jak złodziej" (patrz Biblia, Drugi List Św. Piotra Apostoła 3:10 "Jak złodziej zaś przyjdzie dzień Pański", a także Apokalipsa Św. Jana 16:15 "Oto przyjdę jak złodziej"). Z kolei jeśli w 1999 roku Drugi Jezus przybył do Christchurch "jak złodziej", wówczas za pośrednictwem mieszkańców Christchurch ponownie udzielił On ludzkości dokładnie tej samej lekcji, której 2000 lat wcześniej Jezus udzielił ludziom za pośrednictwem mieszkańców Izraela. (Jak wiadomo, Izraelici do dzisiaj oczekują na przybycie zapowiedzianego im Mesjasza, bowiem Jezusa którego Bóg im przysłał ponad 2000 lat temu, a którego ci ukrzyżowali zamiast uszanować, nadal uważają za zbyt skromnego i za zbyt "ludzkiego" aby mógł on być zapowiadanym wysłańcem Boga.)
       Szerokie opisy tamtego nadprzyrodzonego objawienia o przybyciu Drugiego Jezusa do Christchurch w 1999 roku, razem z fotografiamii centralnego Placu Katedralnego wyłożonego pięknymi "płytkami Jezusa", są dostępne w punkcie #G2 odrębnej strony internetowej przepowiednie.htm - o przepowiedniach: jak powstają i się wypełniają. Te same opisy i zdjęcia są także dostępne w punktach #73, #84 i #94 z podrozdziału L4 w tomie 8 drugiego wydania monografii [8/2] "Totalizm".


Część #E: Ciekawostki Nowej Zelandii wynikające z metody działania Boga polegającej na motywowaniu ludzi do "przysparzania wiedzy" poprzez tymczasowe "symulowanie" na Ziemi tajemniczych lub niszczycielskich zjawisk, obiektów i zwierząt:

       W punktach #B1 i #B1.1 odmiennej strony o nazwie antichrist_pl.htm wyjaśniłem ustalenie nowej "totaliztycznej nauki", że nadrzędnym celem dla osiągnięcia którego Bóg stworzył człowieka, jest "przysparzanie wiedzy". Niestety, aby owo "przysparzanie wiedzy" mogło być zadowalająco intensywne, Bóg zmuszony był stworzyć ludzi jako istoty "maksymalnie niedoskonałe". W rezultacie tej maksymalnej niedoskonałości, jeśli pozostawić ludzi samym sobie, wówczas zamiast "przysparzać wiedzę", wybiorą oni raczej opychanie się kanapkami i np. oglądanie telewizji. Dlatego, aby na przekór naturalnego ludzkiego lenistwa, ciągle zmuszać ludzi do "przysparzania wiedzy", Bóg wypracował też aż cały szereg najróżniejszych metod motywowania u nawet największych leniwców wysiłku przysparzania wiedzy. Jedna z owych boskich metod motywowania, sprowadza się do tymczasowego "symulowania" na Ziemi istnienia najróżniejszych tajemniczych, niebezpiecznych lub niszczycielskich zjawisk, obiektów czy istot, oraz na nastepnym konfrontowaniu wybranych ludzi z tymi boskimi "symulacjami". W ten sposób na Ziemi "symulowanych" jest ogromna różnorodność zjawisk, obiektów lub istot, które NIE miałyby uzasadnienia aby się pojawić w świecie pozbawionym Boga, tj. w świecie jaki nam wmawia błędna i zwodnicza stara tzw. "ateistyczna nauka ortodoksyjna", a jaki skorygowany został m.in. w punkcie #B1 strony o nazwie changelings_pl.htm. Przykładowo, dzięki tej metodzie boskiego motywowania do poszukiwań wiedzy, ludzie z praktycznie całego świata widują Yeti, potwory w rodzaju tego z Loch Ness, UFO i UFOnatów, kręgi zbozowe, gryfy, krasnoludki, diabłów i diablice, kości dinozaurów, oraz cały szereg innych zjawisk, obiektów i istot. W niniejszej "części #E" tej strony opiszę te z owych boskich "symulacji", jakie powtarzalnie widywane są w Nowej Zelandii, zaś jakich badaniem zajmowałem się na którymś z etapów mojego życia.
       Warto tutaj odnotować, że owe zjawiska, obiekty i istoty, tymczasowo "symulowane" przez Boga aby motywować ludzi m.in. do "powiększania wiedzy", odznaczają się aż całym szeregiem cech odróżniających je od zjawisk, obiektów i istot trwale istniejących na Ziemi. Podajmy tu chociaż kilka przykładów najważniejszych z owych odróżniających je cech. Oto one:
       1. Kontrowersja. Bóg zawsze konfrontuje z nimi wybranych ludzi w taki sposób, aby wzbudzić maksymalną ilość kontrowersji, a tym samym aby pobudzić do wigornych działań nawet osoby normalnie unikające poszukiwania wiedzy. Przykładem tej kontrowersji są doświadczenia dzisiejszych ludzi którzy raportują obserwacje UFO lub UFOnautów.
       2. Poczucie humoru. Tymczasowe "symulowanie" takich zjawisk, obiektów i istot, niemal zawsze dokonywane jest w inspirująco humorystyczny sposób. Dla przykładu, w artykule "Scientist claims genetic match gives link to yeti" (tj. "naukowiec twierdzi iż genetyczna identyczność dostarcza ogniwo do yeti"), ze strony B3 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post, wydanie z piątku (Friday), October 18, 2013, zawarta jest informacja iż jakiś angielski naukowiec znalazł 100% identyczność genów z aż dwóch odmiennych próbek brązowych wlosów himalajskiego Yeti, do białych włosów niedźwiedzia polarnego jaki podobno zył na Ziemi gdzieś pomiędzy 40 000 a 120 000 lat temu. Z kolei w przypadku opisanym w (6) z punktu #H2 na mojej stronie o nazwie god_istnieje.htm znaleziono kości dinozaurów celowo uformowane artystycznie w rodzaj "dzieła sztuki".
       3. Brak świadków. Osoby wybrane przez Boga do skonfrontowania z takimi "zasymulowanymi" zjawiskami, obiektami lub istotami, niemal zawsze natykają się na NIE kiedy brak jest innych świadków jacy mogliby potwierdzić ich obserwacje.
       4. Brak materiału dowodowego. Wszystko co Bóg "symuluje" w tymczasowy sposób, otrzymuje takie cechy jakie uniemożliwiają dowodowe potwierdzenie iż faktycznie to istnieje.
       Oto więc ciekawostki Nowej Zelandii których ilusywność i tajemniczość spełnia powyższe cechy zjawisk, obiektów, lub istot, tymczasowo "zasymulowanych" przez Boga aby pobudzić tych wybrańców, którzy zostali z nimi skonfrontowani, do poszukiwania wiedzy i prawdy.


#E1. Kręgi zbożowe i lądowiska UFO z Nowej Zelandii:

       Nowa Zelandia jest doskonale znanym krajem gdzie UFO grasuje zupełnie swobodnie. Wystarczy wszakże przypomnieć w tym miejscu słynny na całym świecie film jaki w dniu 31 grudnia 1979 roku uchwycił jarzący się wehikuł UFO ponad miejscowoscią Kaikoura. Jedna klatka z owego filmu została pokazana na rysunku P23 z najnowszej monografii [1/5]. Pilot samolotu transportowego "Argosy" z którego ten historyczny film nakręcono, Capt. Bill Startup, nie szczędził wysiłków ani funduszy aby udowodnić światu istnienie UFO i aby potwierdzić naukowo autentyczność tego filmu. Wkróce jednak po nakręceniu owego filmu, pilot ten przeszedł masywne porażenie mózgu (brain stroke). Owo bardzo tajemnicze porażenie mózgu Capt. Bill'a Startup opisane zostało w podrozdziale W4 z tomu 18 najnowszej monografii [1/5] dostępnej nieodpłatnie za pośrednictwem niniejszej strony internetowej. Niemal natychmiast po nakręceniu owego filmu niezliczeni pseudo-naukowcy z wysoce podejrzaną zawziętością starali się też zdyskredytować jego autentyczność i ważność. Do dzisiaj jednak im się to nie udało. Wehikuł UFO sfilmowany nad Kaikoura w Nowej Zelandii w obecności całego szeregu świadków, do dzisiaj stanowi więc jeden z niepodważalnych dowodów filmowych na faktyczne istnienie wehikułów UFO. Do dzisiaj też, jeśli ktoś chce zobaczyć UFO, wówczas ma najwiekszą szansę sukcesu właśnie w Nowej Zelandii. Od kiedy mieszkam w Nowej Zelandii, widuję wehikuł UFO średnio co jakieś 6 lat. Najważniejsze ze swoich własnych obserwacji UFO opisałem w podrozdziale VB4.1 ze starszej monografii [1/4] dostępnej nieodpłatnie za pośrednictwem niniejszej strony internetowej. Oczywiście, kiedy wehikuły UFO nalatują na Nową Zelandię, lądują one także na ziemi. Dlatego, jeśli ktoś wie za czym się rozglądać, może znaleźć takie lądowiska UFO niemal przy każdym budynku rolniczym z Wyspy Południowej Nowej Zelandii (na Wyspie Północnej roślinność jest znacznie bardziej witalna, lądowiska UFO nie rzucają więc się tam już tak w oczy). Ilustracje "Fot. #E1" i "Fot. #E2" pokazują jak owe lądowiska UFO wyglądają.
* * *
Lądowiska UFO są objaśnione w większej liczbie szczegółów w podrozdziale V5.1 z tomu 17 najnowszej monografii [1/5]. Są tam także zilustrowane ich liczne przykłady.

Fot. #E1 (V3 z [1/5])

Fot. #E1 (V3 z [1/5]): Tzw. "krąg zbożowy". (Kliknij na to zdjęcie aby oglądnąć je w powiększeniu.) Znaleziony on był w Ashburton, w lutym (February) 1992 roku. Jego dokładniejszy opis zawarty jest w podrozdziale VB4.3.1 z tomu 17 starszej monografii [1/4].
       Owe kręgi zbożowe to po prostu lądowiska UFO wykonane w zbożu. Formowane są one przez wirujące pole magnetyczne używane przez UFO do celów napędowych. Owo wirujące pole magnetyczne ugina w dół źdźbła zboża podobnie jak uczyniłaby to ogromna wirująca miotła. To zaś czyni owe lądowiska UFO tak zadziwiająco precyzyjne, że ludzcy żartownisie nie są w stanie zduplikować ich doskonałości. Po więcej wyjaśnień na temat napędu wehikułów UFO patrz strona internetowa propulsion_pl.htm.

Fot. #E2.

Fot. #E2: Okrągłe lądowisko wypalone w twardych krzewach górskich przez ogromne UFO typu K8 - patrz ów okrąg widoczny w centrum zdjęcia na około 2/3 jego wysokości. (Kliknij na to zdjęcie aby oglądnąć je w powiększeniu.)
       Średnica pierścienia wypalonego w tych krzakach wynosiła 98 metrów - co można docenić po rzuceniu okiem na wielkość samochodów na szosie poniżej niego. Sfotografowałem je w Wanaka, Nowa Zelandia, na zboczu góry lokalnie nazywanej "Coromandel Peak". Pole magnetyczne jakie wypaliło owo okrągłe lądowisko było tak potężne, że spopieliło ono na szary proszek twarde krzaki górskie jakie porastają zbocze owej góry. Aby było jeszcze ciekawiej, ów szary proszek jest palny i może zostać zapalony zwykłą zapałką. Żartownisie nigdy nie byliby w stanie wykonać tego lądowiska dla żartu, tak jak to twierdzi nowozelandzka telewizja. Dzisiejsi ludzie po prostu nie znają sposobu aby zamienić twarde krzaki górskie na palny szary proszek. Ponadto zbocze na jakim owo ogromne lądowisko zostało wykonane, jest praktycznie niedostępne dla żartownisiów. Zauważ że podobne pierścieniowate lądowiska UFO, tyle że wypalane np. w trawie, daje się zobaczyć w sporej części obszaru Nowej Zelandii. Więcej danych na ten temat zawartych jest w podrozdziale V5.1 z tomu 17 monografii [1/5].


#E2. Obserwacje wehikułów UFO:

       Nowa Zelandia jest krajem w której ma się największą szansę zobaczenia wehikułu UFO. Ponieważ jednak przygotowałem już wiele stron internetowych na temat obserwacji UFO (obejmujących też obserwacje UFO w Nowej Zelandii), zamiast powtarzać tutaj te informację raczej odsyłam czytelnika do tamtych innych stron. Jako przykłady owych stron proponuję oglądnąć: landslips_pl.htm, evidence_pl.htm, aliens_pl.htm, ufo_pl.htm, tapanui_pl.htm, oraz kilka onnych stron wyszczególnionych w menu.


#E3. Latające kule światła:

       Kule te są ogromnie niezwykłym zjawiskiem. Widoczne są one gołym okiem. Zwykle mają wielkość piłki ping-pongowej, oraz wyglądają jak okrągłe lampy fluorescencyjne które jarzą się upiornym białym światłem jakby księżyca. Pojawiają się jednak też raporty o kulach nieco większych rozmiarów, jakie mają wielkość typowej piłki. Kule te są w stanie przelatywać przez szyby i obiekty stałe, bez uczynienia szkody tym obiektom lub sobie. Raportowane mi było, że bez powodowania jakichkolwiek uszkodzeń wlatywały one do środka zamkniętego samochodu, a także do środka zamkniętego namiotu. Jak dotychczas spotkałem się z raportami jakie opisywały obserwacje owych kul w aż dwóch lokacjach Nowej Zelandii, tj. w kraterze Tapanui (tj. w tym opisanym powyżej, w którym stos 7 wehikułów UFO eksplodował w 1178 roku), oraz w Coromandel. W kraterze Tapanui pojawiają się one nocami relatywnie często. Właściciel tego krateru widział je wiele razy. Także grupa badaczy z "Unexplained Phenomena Research Society" zarejestrowanego w Dunedin, która zdecydowała się zaobozować pod namiotami w tym kraterze przez noc aby zobaczyć owe "orby", faktycznie została "wypędzona" z krateru przez te jarzące się kule w samym środku nocy. Owe upiornie jarzące się obiekty zaczęły bowiem ich "atakować" i "terroryzować" poprzez wlatywnie do ich namiotu. (Ja do dzisiaj przyjaźnię się Reinhard'em który utrzymywał kontakt z uczestnikami tamtej grupy.)
* * *
       Poniżej przytaczam cytat z fragmentu listu datowanego 6.1.97 który otrzymałem od jednej z czytelniczek moich publikacji. Zawiera on najlepszy opis owych jarzących się "orbów" jakie napotkałem w dotychczasowych badaniach. (Oto treść tego cytatu w moim swobodnym tłumaczeniu z angielskiego:)
       "Właśnie teraz sobie uświadomiłam że niektórzy z moich przyjaciół opowiadali jakieś kilka lat temu, że wybrali się do krateru Tapanui i obeszli go naokoło wzdłuż jego obrzeża, (dla jakiego powodu? Nie byłam w stanie wydobyć od nich żadnego wyjaśnienia o czym jest to wszystko - dopiero teraz zaczynam to rozumieć!) Ja sądziłam że jest to jakiś zwariowany pomysł związany z tą 'grypą Tapanui' która szerzy się tam naokoło, oraz zastanawiałam się dlaczego u licha chcieli oni abym wybrała się tam z nimi! Pamiętam jak opowiadali mi coś na temat świateł (Ty wspominasz że wykazują one 'inteligencję') zaś ja im powiedziałam że wcale nie muszą wybierać się aż tak daleko aby znaleźć ten rodzaj zjawiska, chociaż te światła jakie ja sama widziałam były definitywnie inteligentne, jednak wcale nie tak małe jak piłki golfowe. Jeśli o mnie chodzi, to uważam że jest wystarczająco wiele do zobaczenia tutaj na górze bez wybierania się na południe, a także aby być szczególnie ostrożnym wobec 'Strażnika' przed którym moja matka ostrzegała mnie kiedy jeszcze byłam nastolatką, plus inni ze starszyzny aż do ostatnich czasów kiedy byłam wystarczająco do nich blisko a także następnego dnia ówczesna Rangatira Wahine powtarzała mi ostrzeżenie abym nigdy nie podążała za wabiącymi ogniami 'Strażnika' ponieważ nigdy bym już nie wróciła, było to jakieś 5 - 6 lat temu. Inne światła, złote jarzące się sfery wielkości około piłki do siatkówki jakie rozsiewają jasne złotawe promieniowanie rozświetlając w środku cały dom w którym wówczas się zatrzymałam były znacznie bardziej interesujące. Ja słyszałam o nich wcześniej oraz że to był nasz gospodarz który je widział, jednak każdy się z nim drażnił i twierdził że wypił on zbyt wiele 'Waipiro' jako że był on dosyć rozsmakowany w swoim piwie. Jednak one istnieją, tak jak je opisałam. Nie mogłam spać owej nocy i odnotowałam jasność bijącą ze stołowego za drzwiami, wyglądnęłam więc przez firanki aby zobaczyć urzekający widok. Nie byłam w stanie dobudzić się swojej koleżanki, aby patrzyła wraz ze mną, dlatego sama wstałam z łóżka i zakradłam się do framugi drzwi w stołowym, ukrywając się w cieniu przejścia, oraz mając wspaniały widok na owe jarzące się sfery - i to wszystko jest prawda! Bawiąc się w przeskakiwanie siebie nawzajem jak żaby, oraz skacząc w dół wzgórza, poprzez bagno, aż do wody zatoki i jakieś 10 stóp od ściany domu, wszystkie przez jakiś czas podążały wzdłuż linii płotów, skacząc wzdłuż wierzchołka płotu z jednej sztachety na drugą potem na słupek, potem ponownie w najbardziej dzecinną zabawę jaką kiedykolwiek mógłbyś zobaczyć! Kontynuowały tak aż minęły nasz budynek i trochę dalej, potem zaś wróciły ponownie, czasami skacząc jedna na grzbiet drugiej. Pechowo tak byłam zaintrygowana że stopniowo wychyliłam się zbyt mocno ze stołowego i mnie w końcu zobaczyły - natychmiast (a było ich co najmniej dwa tuziny) wszystkie ich światła wygasły równocześnie, nawet tych jakie były dosyć daleko, było to urzekające - jakbym to ja właśnie wyłączyła przycisk światła! Nagłość tego wygaszenia była dosyć szokująca, niemal teatralna! Gdybyśmy znajdowali się w zabudowanej przestrzeni wówczas bym posądzała że ktoś, w jakiś sposób wyprawia na nas sztuczkę, jednak nie znajdowaliśmy się w widoku żadnego innego zabudowania za wyjątkiem tych po drugiej stronie zatoki, jako że Haurakei Gulf rozciągał się przed frontem naszego budynku, z prawej strony było strome, porosłe rodzimą puszczą wzgórze, jakieś sto metrów z tyłu znajdowały się bezludne wzgórza 200 - 300 stóp wysokie pokryte dziewiczą puszczą jaka zaczynała się natychmiast za drogą która wspinała się wzwyż do przełęczy, podczas gdy pozostała strona zajmowana była przez wybrzeże zatoki morskiej. Dla mnie owo miejsce było najbardziej dezorientującym w jakim przebywałam w całym swoim życiu, słońce nie wznosiło się tam gdzie by się go spodziewało, zaś zachodziło w miejscu jakiego nie dało się zrozumieć? Zmuszona byłam odwoływać się do mapy drogowej aby zrozumieć dokładnie gdzie się znajduję, a przecież wcale nie jestem nienawykła do lasu, jednak tutaj?! Aby jednak kontynuować opowiadanie o owych światłach, to ciągle patrząc przez boczne okno na drugą stronę bagna i w kierunku wzgórza po prawej stronie, zostałam zaszokowana zobaczeniem zimnego, białego, nie jarzącego się swiatła jakby lampy 'Strażnika' który się pojawił, jakie świeciło przez około 2 - 3 sekundy, potem się wyłączało, zaś po krótkiej chwili pojawiało się ponownie, wabiąc mnie abym podążyła za nim i go znalazła. Wyglądało ono tak blisko, że nawet sprawdziłam teren i zaplanowałam swoją drogę aż do jakiejś jednej trzeciej wysokości wzgórza, jednak wiedząc doskonale że gdybym podeszła do niego bliżej wówczas by się odsunął dalej aż, jak wszystkie przypadki o jakich słyszałam nam to potwierdzają, osoba która go ściga całkowicie się zgubi. Istnieją legendy o tych co go ścigali, itp."
       Odnotuj że powyższy cytat potwierdza iż owe kule światła wykazują inteligencję a nawet lubią się "zabawiać". Potwierdza on także że są one doskonale znane przez lokalny folklor nowozelandzki.


#E3.1. Podobne kule światła widziane są też w innych krajach:

       Obserwacje owych dziwnych latających kul światła nie są ograniczone wyłącznie do Nowej Zelandii. Podobna pojedyńcza kula zimnego światła jest widywana na stokach Babiej Góry w Polsce. Istnieje tam nawet lokalna legenda stwierdzająca, że owa kula światła pilnuje skarbu zbójeckiego ukrytego na zboczach owej góry. Z tego powodu owa polska kula światła nazywana jest "Strażnik". Polskie legendy stwierdzają na jego temat, że osoba która stara się odnaleźć ów skarb zbójecki, będzie przez tego strażnika zwodzona przez tak długo, aż zagubi się na śmierć. Więcej na temat owej polskiej kuli światła zwanej "Strażnik" zawarte jest w traktacie [4b]. Co mnie w tym wszystkim najbardziej intryguje, to że folklor maoryski z Nowej Zelandii nie tylko nazywa ową kulę światła tą samą nazwą "Strażnika" co folklor z Polski, ale również opisuje w taki sam sposób jej zwyczaj powodowania śmiertelnego zagubiania się ludzi.
       Podobne jarzące się kule są widywane jak wzlatują one z wód rzeki Mekong, na granicy Tailandii i Laosu. Lokalnie są one tam znane pod nazwą Naga Fireballs. Najwięcej ich daje się zobaczyć koło świątyni buddyjskiej w Phon Phisai, około 40 kilometrów od północnego miasta tailandzkiego "Nong Khai". Owe kule światła zdają się tam pojawiać ogromnie regularnie w październiku każdego roku nocą przy pełni księżyca. Ich krótki opis zawarty jest w artykule gazetowym o tytule "Goodness gracious, great balls of fire" opublikowanym na stronie C10 z wydania datowanego 7 December 2003 nowozelandzkiej gazety Sunday Star-Times.
       W odcinku amerykańskiego serialu o tytule "Weird or What?" nadawanym na kanale 3 telewizji Nowej Zelandii o godzinie 19:30 do 20:30 w poniedziałek, dnia 3 stycznia 2011 roku, pokazywano nocne ujęcia filmowe z USA w których też utrwalone zostaly jasno jarzące się "orby". Regularnie są one tam widywane na zboczach bezludnej góry zwanej "Brown Mountain". Z tego co zobaczyłem na owych ujęciach, orby z USA wyglądają i zachowują się dokładnie tak samo jak orby z Nowej Zelandii. Miejscowa legenda stwierdza o nich, że są one duchami indiańskich wojowników którzy zginęli kilka wieków temu w krwawej bitwie jaka miała tam miejsce pomiędzy dwoma szczepami indiańskimi. (Być może, że ów odcinek serialu da się ciągle oglądnąć z powtórzenia programu "on demand" po wejściu na stronę owego kanału 3 TVNZ: www.tv3.co.nz.)


#E3.2. Czym właściwie są owe tajemnicze latające kule światła:

       Istnieje wiele spekulacji na temat czym właściwie są owe upiornie jarzące się kule. Dominująca opinia jest, że posiadają one charakter duchowy i reprezentują duchy tych co umarli w wyniku eksplozji Tapanui (opisywanej powyżej). Jednak ja osobiście jestem raczej przekonany, że owe jarzące się kule to sterowane komputerowo miniaturowe UFO-sondy, jakie latają bardzo wolno w stanie telekinetycznego migotania. W zależności od strony z której zostały zaobserwowane lub sfotografowane, dzisiejsza UFOlogia nazywa owe UFO-sondy z użyciem albo niefortunnej nazwy rods - co oznacza "pałeczki" albo też nieco właściwszej nazwy orbs. Nazwa "rods" została im przyporządkowana ponieważ kiedy są one fotografowane z boku podczas szybkiego lotu, wówczas na zdjęciach wyglądają jak wydłużone, upiornie jarzące się pałeczki. Z kolei nazwa "orbs" została im przyporządkowana kiedy podczas lotu zostają sfotografowane od strony swej osi głównej, co nadaje im okrągły kształt. Więcej informacji na temat owych "rods" (tj. bezzałogowych, miniaturowych sond UFO) można znaleźć na stronie internetowej telekinesis_pl.htm a także w podrozdziale U3.1.2 monografii [1/5]. Z kolei na "Fot. #G1" i "Fot. #G2" ze strony landslips_pl.htm pokazane zostały ich zdjęcia uchwycone z pozycji dającej kształt "orbs" (kliknij tutaj aby oglądnąć jedno z tych zdjęć). Natomiast na "Fot. 5" ze strony aliens_pl.htm, oraz "Fot. U18" ze strony explain_pl.htm pokazane zostały ich zdjęcia uchwycone z pozycji dającej kształt "rods" ujawniony albo w pojedynczym błysku, albo też w całym łancuchu kolejnych błysków tzw. "stanu telekinetycznego migotania" (kliknij tutaj aby spróbować oglądnąć jedno z tych zdjęć).


#E4. Technicznie wyglądające kule ceramiczne które spadają z nieba:

       Wszystko zaczęło się w Nowej Zelandii. Najpierw tam zaczęły spadać z nieba na ziemię dziwne ceramiczne kule. Okoliczności w jakich je tam znajdowano oraz sposób na jaki opadły one na powierzchnię łąk i ogrodów ujawniały że definitywnie musiały one pospadać z nieba. Potem zaczęły one spadać z nieba także w innych krajach. Poniżej opisuję wszystkie znane mi przypadki znajdowania owych dziwnych kul. Pokazuję także ich zdjęcia.


#E4.1. Technicznie wyglądające ceramiczne kule spadłe z nieba na Nową Zelandię:

       Kule ceramiczne pokazane poniżej należą do grupy około ich tuzina, jakie znalezione zostały około 1983 roku na jednym z pastwisk farmy z okolic Invercargill. Ja otrzymałem je bezpośrednio od owego farmera. W międzyczasie jednak zagnięły mi jego dane i adres. W zbliżonym czasie byłem też kontaktowany przez kogoś z wybrzeża zachodniego Nowej Zelandii (tzw. "West Coast"), kto znalazł kilka takich kul na swoim własnym ogrodzie. Jedną z poniższych kul wysłałem do Polski dla dokonania badań laboratoryjnych. Niestety, badania te okazały się sprowadzać głównie do jej oglądnięcia, tak że nadal pozostają nam nieznane zarówno jej cechy, jak i jej możliwe pochodzenie i przeznaczenie.
       Jeszcze inne gniazdo zawierające jedną różową oraz ponad 100 białych takich kamiennych kul znalazł w 1978 roku 12-letni wówczas Michael McManaway z Blenheim w Nowej Zelandii. (Adres znalazcy brzmiał w owym czasie: 39 Redwood Street, Blenheim, New Zealand.) Znalezisko to niemal pokrywało się w czasie ze słynnym sfilmowaniem wehikułu UFO ponad Kaikoura w Nowej Zelandii - patrz opis tego sfilmowania w punkcie #E1 powyżej. (Miasteczka Kaikoura i Blenheim sąsiadują ze sobą.) Jego znalezisko najpierw opisała miejscowa gazeta "The Marlborough Express", wydanie z 13 December 1978 roku w artykule zatytułowanym "Boy uncovers mystery on Wither Hills". Artykuł ten informował, że pojedyncza kula waży około 150 gram (około 3 razy więcej niż piłka golfowa), oraz jest wykonana jakby z "marmuru". Potem obszerniejszy artykuł o tytule "Mystery Balls" opublikował na temat owych kul nowozelandzki newsletter-miesięcznik o nazwie "UFOs and other mysteries", wydanie z November 1982 (Issue No. 10), strony 3 do 5. (Miesięcznik ten wydawał prywatnym nakładem niejaki John Thompson, w owym czasie używający adresu P.O. Box 537, Blenheim, New Zealand.) Ten obszerniejszy artykuł informował, że kule są wykonane ze "sprężonej porcelany". Są one aż tak twarde iż przecięcie jednej z nich wymagało użycia piły diamentowej której zajęło około kwadrans zaś snopy iskier aż buchały z kuli. Kula okazała się pełna zaś jej jakby odkolorowana siatka przebiegała ją na wskroś. Artykuł opisuje również jakiś eksperyment na owych kulach, który zdawałby się sugerować że kule te albo generują jakieś silne pole, albo też polaryzują pole grawitacyjne. Niestety, opis eksperymentu jest zbyt mglisty aby móc być niezależnie zweryfikowany. Z opisu tego wynikało że po zawieszeniu jakoś metalowej rybki wędkarskiej nad ową kulą, rybka ta jakoby zaczynała wirować.
       Interesująco, na stronie 147 książki [1#E4.1] pióra Elsdon Best, o tytule "Maori Religion and Mythology" (Part 1, A.R. Shearer 1976, Wellington, New Zealand) - referowanej również przy okazji dyskutowania "chaosu jaki pierwotnej siły ewolucyjnej wszechświata" w punkcie #E1 strony o nazwie will_pl.htm, znalazłem następujące stwierdzenie na temat owych niezwykłych kamiennych kul - cytuję w moim tłumaczeniu: ".. święte whatu, albo kamienie, ... były ciągle pieczołowicie przechowywane w Wanganui, ..." (w oryginale angielskojęzycznym: "... the sacred whatu, or stones, ... were still carefully preserved at Whanganui, ..."). Wygląda więc na to, że owe kamienne kule spadające z nieba przez szczepy Nowozelandzkich Maorysów były uważane za "święte" - i pomyśleć że ja, a także badacz UFO z Krakowa w Polsce, ciągle gdzieś posiadamy owe święte maoryskie kule.

Fot. #E3.

Fot. #E3: Tajemnicze kule ceramiczne o wielkości piłek golfowych, jakie powtarzalnie pojawiają się na powierzchni pastwisk Nowej Zelandii i innych krajów świata. (Kliknij na tą fotografię aby zobaczyć ją w powiększeniu.)
       Kule te mają kształt niemal okrągłych jajek. Ujawniają one regularną siatkę pod powierzchnią, ktora sugeruje że są one wytwarzane w przemysłowy sposób. Okoliczności w jakich lokalni farmerzy je znajdują sugerują, że kule te "spadają z nieba". Jak narazie nie spotkałem się jednak z raportem kogoś kto faktycznie zaobserwowałby moment ich upadku z nieba.


#E4.2. Ceramiczna kula spadła z nieba w Niderlandach:

       W 2007 roku zostałem poinformowany, że kolejną kamienną kulę o podobnej wielkości i wyglądzie znalazł latem 2005 roku niejaki Gerard Willems - email: gwillems1@chello.nl. Jego kamienna kula leżała na pastwisku koło niewielkiej miejscowości Brielle w Niderlandach. Współrzędne geograficzne miejsca jej znalezienia, odczytane z Google Earth, wynosiły: 51° 55' 7.24" N, 4° 10' 43.96" E. Wygląd kamiennej kuli Pana Willems'a zilustrowany jest na następującym zdjęciu (kliknij na niniejszy napis aby zdjęcie to sobie oglądnąć).


#E4.3. Ceramiczna kula znaleziona w Rumunii:

       W lipcu 2008 roku otrzymałem emailem informację o kolejnej takiej ceramicznej kuli znalezionej w Rumunii. Osoba która ja znalazłe to niejaki Traian Lixandru - email: traianlixandru@gmail.com. Oto jak on sam opisuje swoje znalezisko - cytuję z jego emaila:
       Znalazłem ją kiedyś w 1996 lub 1997 roku, w kanale niedaleko od mojego domu we wsi Domnesti, województwo Arges, 45°12'49" N, 24°50'47" E (według Google'owskiej Earth). Właśnie czyściłem ten kanał z najróżniejszych kamieni jakie tam się nagromadziły. Natychmiast rzuciła mi się ona w oczy. Pomyślałem że jest to mała piłka, jednak kiedy wziąłem ją w ręce poczuła się bardzo ciężka i jakby ze skały. Od owego czasu sądziłem że kamień ten musi być rodzajem cudu natury, oraz nigdy nie uwierzę że mógłby on być wykonany przez ludzi. (W oryginale angielskojęzycznym: "I found it back in 1996 or 1997, in a canal near my home at my country - village Domnesti, in Arges county, 45°12'49" N, 24°50'47" E (as in Google Earth). I was cleaning the canal from many stones that were there. I saw this stone immediately. I thought that was a little ball, but when I took it in my hands it felt heavy and like a rock. Since then I was thinking that the stone must be a nature miracle, and refuse it to believe that was man made."
       Oto jedno ze zdjęć swojej kuli które on mi dosłał (kliknij na niniejszy napis aby zdjęcie to sobie oglądnąć).


#E4.4. Podobne kule znajdowane były i czczone w Fiji już w 1860 roku:

       Najstarsza wzmianka o opisywanych tu kulach, jakiej istnienia jestem świadomy, pochodzi z 1860 roku. Pochodzi ona z raportu jaki przygotował zarządzający brytyjską kolonią na Wyspie Fiji, czyli niejaki Colonel Smythe - the Commisioner to Fiji by the British Government. Opublikowana ona jest na stronach 45 i 46 napisanej w Nowej Zelandii książki [1#E4.4] pióra Gary J Cook and Thomas J Brown, "The Secret Land. People Before" (StonePrint Press, Christchurch, New Zealand, 1999, ISBN 0-9582040-0-4). Autor owego raportu informuje jak dowiedział się od miejscowych ludzi o przybyciu Rewa'ów boga Wairu do Namusi w Fiji. Poprosił więc miejscowego przewodnika aby mu pokazał dokładne miejsce gdzie ów bóg przybył. Ten zabrał go do niewielkiego drzewa z dziuplą położonego na brzegu strumienia, poczym po włożeniu ręki do owej dziupli wyjął z niej jajo-kształtny kamień obcy dla tej lokalizacji wielkości łabędziego jajka i stwierdził że to właśnie jest "bóg". Następnie włożył ponownie rękę do dziupli i wyjął z niej kilka mniejszych kul o wielkości i wyglądzie kul opisywanych tutaj - poczym stwierdził że to są "dzieci boga". Z jakichś więc niewyjaśnionych w owej książce powodów miejscowi ludzie z wyspy Fiji uważali że opisywane tutaj kule są "bogiem" oraz "dziećmi boga" i oddawali im nabożną cześć. Dalsza część owego raportu opisywała kolejne znaleziska takich właśnie kul. Jedna z nich znaleziona została w rozwidleniu konarów drzewa, inna zaś w dziupli drzewa.
       Owo znajdowanie opisywanych tutaj kul na drzewach poświadcza, że musiały one "spadać z nieba" - na przekór że mają one technologiczny wygląd i cechy. Z kolei oddawanie im nabożnej cześci i traktowanie jako "boga" sugeruje że ktoś w związku z nimi widział coś nadprzyrodzonego. Ponadto ów 1860 rok - w którym miało miejsce tamto pokazanie brytyjskiemu zarządcy tychże kul z Fiji, nastąpił na krótko po tym jak Nowa Zelandia i Fiji zaczęły dopiero być zasiedlane przez Europejczyków. Stąd te wyspy Pacyfiku wówczas nie miały jeszcze żadnego przemysłu. W tamtych czasach NIE było więc możliwym aby kule te były np. jakimiś produktami, narzędziami, lub odpadkami przemysłu. Najwyraźniej pojawiły się więc tam w jakiś nadprzyrodzony sposób, zaś miejscowi byli świadomi tej ich nadprzyrodzoności.


#E5. Inne dziwne obiekty które "spadły z nieba" w Nowej Zelandii:

       Niezwykłe kule ceramiczne opisane w poprzednim punkcie #E4 tej strony wcale nie są jedynymi obiektami które ewidentne spadły z nieba w owym kraju. W niniejszym punkcie wskażę przykłady dalszych takich obiektów i substancji. Oto niektóre z nich.
       Niezidentyfikowany kawałek maszyny. W artykule "Bay's unwelcome flying object still unidentified", ze strony A3 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post, wydanie z soboty (Saturday), April 19, 2008, opisano i pokazano fotografię metalowego kawałka jakby wyłamanego siłą z jakiejś maszyny. Kawałek ten "spadł z nieba" w Hawke's Bay. Ważył on około 1 kilograma i był długości około 15 cm. Upadł on z nieba z taką siłą, że przebił dach domu i sufit mieszkania, oraz zniszczył dywan na ziemi. Jednocześnie jednak jego pokryta lekką rdzą powierzchnia nie została nadtopiona, co świadczy że wcale NIE spadł on z kosmosu. Eksperci aeronautyki stwierdzili że z całą pewnością NIE stanowi on części żadnego z samolotów latających ponad Nową Zelandią.
       Nowa Zelandia najwyraźniej jest też tradycyjnym miejscem ponad którym UFOnauci opróżniają swoje ubikacje. Bardzo dziwna substancja, która wygląda jak zawartość półpłynnego kału z ubikacji, która śmierdzi jak zawartość ubikacji, jednak która po zbadaniu okazuje się substancją jakby "mineralną" a nie "organiczną", co jakiś czas opada na dachy nowozelandzkich domów. Cały szereg przypadków opadania owego "mineralnego kału" opisany jest w punkcie #B8 strony internetowej evidence_pl.htm - o dowodach nieprzerwanej działalności UFOnautów na Ziemi.
       Relatywnie często w Nowej Zelandii "spada z nieba" rodzaj węgla, który w punkcie #B3 strony evidence_pl.htm - o dowodach nieprzerwanej działalności UFOnautów na Ziemi opisany jest pod nazwą "węgla warstwowego".
       Warto tutaj też dodać, że obiekty opisane w punktach #G3 i #G4 tej strony również praktycznie "spadły z nieba" w miejsca swego późniejszego znalezienia.


#E6. Nowozelandzkie Yeti - czyli małpopodobni UFOnauci widywani m.in. w Nowej Zelandii:

       Gdyby projekt SETI skierował swoją uwagę na naszą własną planetę - zamiast szukać kosmitów na na odległych galaktykach, wówczas jego badacze szybko by odnotowali że po naszej planecie grasują najróżniejsze rasy UFOnautów. Tyle tylko, że owi UFOnauci starannie ukrywają przed ludźmi swoją obecność na Ziemi - co dosyć obszernie wyjaśniam na stronach internetowych evil_pl.htm - o pochodzeniu zła na Ziemi, oraz memorial_pl.htm - o metodach ukrywania swojej obecności przez UFOnautów. Z ogromnej różnorodności ras UFOnautów grasujących po Ziemi, dosyć unikalna jest rasa owłosionych UFOnautów wyglądających jak małpy. Rasa owa najlepiej jest znana na świecie pod nazwą "Yeti". Warto jednak odnotować że ową nazwą Yeti UFOnauci ci nazywani są przez lokalną ludność Himalajów. W innych zaś miejscach na Ziemi ci sami futrzaści UFOnauci nazywani są innymi nazwami. Zależnie od kontynentu i kraju przyjmują oni nazwy: "Yeti", "Snowman", lub "Almas" (Azja); Migoi (himalajski Bhutan); "Big-Foot" lub "Oh-mah-ah" (USA), "Sasquatch" (Canada), Yowie (Australia), oraz "Maeroero" (Maorysi z Nowej Zelandii) - po szczegóły patrz podrozdział V6 z tomu 17 monografii [1/5]. Faktycznie istnienie Yeti nie ulega już wątpliwości. Przykładowo, zgodnie z artykułem "Expert says Yeti sketch 'proof' " ze strony A15 nowozelandzkiej gazety "Weekend Herald", wydanie datowane w sobotę (Saturday), June 7, 2008, cały skalp Yeti jest trzymany w jednym z buddyjskich monesterów z himalajskiego Bhutan'u.
       Futrzaści UFOnauci wyglądający jak małpy relatywnie często widywani są w Nowej Zelandii. Rysunek odtwarzający dokładny wygląd tych futrzastych UFOnautów, sporządzony przez aż trzech naocznych świadków którzy ich widzieli, opublikowany był w artykule "Aliens Sighted" (tj. "Kosmici widziani") który ukazał się na stronach 1 i 5 już obecnie nie istniejącej nowozelandzkiej gazety o nazwie Sunday News (published by News Media (Auckland) Ltd., Glenside Crescent, Auckland, New Zealand, with office at 78 Victoria Street, Wellington), wydanie z niedzieli (Sunday), May 14, 1989 (kliknij tu aby oglądnąć sobie ten rysunek). W obserwacji tej trzech futrzastych UFOnautów widzianych było przez trzech golfiarzy na międzynarodowym polu golfowym o nazwie "Wairakei International course". Pole to zlokalizowane jest na północnej stronie miasta Taupo z Północnej Wyspy Nowej Zelandii. Obserwatorom udało się zbliżyć na odległość do około 50 metrów od tych futrzastych UFOnautów. Stąd ich opis jest relatywnie dokładny. Opisują oni wygląd owych UFOnautów jak następuje: około dwumetrowego wzrostu, szczupli, pokryci bujnym futrem, koloru jaskrawo zielonego, o małpich rysach twarzy. Kiedy zostali spłoszeni wydali dziwnie brzmiący świdrujący dźwięk piszczący i uciekli w krzaki. Obseracja zilustrowana w owym artykule była trzecią z kolei obserwacją grupy takich samych UFOnautów widzianych na owym polu golfowym.
       Nowozelandzka wersja Yeti, przez miejscowych Maorysów nazywana "Maeroero" opisana je